REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Przepychanki między kierowcami ciężarówek a policją w Dover

2020-12-23 11:29, akt.2020-12-23 16:17
publikacja
2020-12-23 11:29
aktualizacja
2020-12-23 16:17
Dodaj Bankier.pl w Google

Na południu Anglii w środę rano doszło do przepychanek między policją i zgromadzonymi tam kierowcami ciężarówek, domagającymi się pozwolenia na przejazd do Francji - informuje Reuters. Do Francji dopłynęły już pierwsze promy z Dover z ciężarówkami, ale rozładowanie korków potrwa.

Przepychanki między kierowcami ciężarówek a policją w Dover
Przepychanki między kierowcami ciężarówek a policją w Dover
fot. SIMON DAWSON / / Reuters

Po tym, gdy w niedzielę Francja wstrzymała wjazd na swoje terytorium osób i towarów z Wielkiej Brytanii z powodu szerzącego się w tym kraju nowego wariantu koronawirusa, w okolicach Dover utknęło blisko 3000 ciężarówek. Wśród oczekujących na przejazd do Francji jest również wielu polskich kierowców.

We wtorek wieczorem Wielka Brytania porozumiała się z Francją w sprawie przywrócenia ruchu przez kanał La Manche. Kierowcy ciężarówek, podobnie jak kilka innych grup osób, mają mieć od środy możliwość przekraczania kanały po okazaniu negatywnego wyniku testu na obecność koronawirusa, nie starszego niż sprzed 72 godzin.

fot. Weyoune / / Wikimedia Commons

W środę wczesnym rankiem wielu kierowców zgromadziło się na otaczających port w Dover drogach, niektórzy z nich próbowali wyładować swoją frustrację na urzędnikach i policjantach; doszło do krótkiej przepychanki z niewielką liczbą funkcjonariuszy policji - relacjonuje agencja Reutera.

Tuż po godz. 8 rano w porcie w Dover grupa kierowców buczała i gwizdała na policjantów; kilka osób zaczęło przepychać się z funkcjonariuszami, próbując przedrzeć się przez ich linię - opisuje wydarzenie telewizja Sky News.

Wakacje na giełdzie

Jak relacjonują reporterzy agencji Associated Press, jeszcze przed świtem pierwszy prom przybił do francuskiego portu w Calais. Od rana działają także pociągi, przewożące towary i ludzi przez tunel pod kanałem, ale rozładowanie korków i powrót do normalnej sytuacji zajmie trochę czasu - ocenia agencja.

"Mam nadzieję, że dziś rano zobaczysz ludzi i samochody ciężarowe przekraczające kanał (La Manche)" - odpowiedział na pytanie dziennikarza w porannym programie Sky News stacji brytyjski minister mieszkalnictwa Robert Jenrick.

Dodał, że w przeprowadzaniu niezbędnych testów pomoże wojsko, by rozładować zatory.

Kierowcy najpierw są badani szybkimi testami na obecność koronawirusa, w przypadku wyniku pozytywnego badanie będzie powtórzone metodą PCR. Osoby, u których zostanie wykryta infekcja, otrzymają skierowanie na izolację do hoteli.

Zgromadzeni na południu Anglii kierowcy, większość z nich z krajów europejskich, pozbawieni dostępu do infrastruktury sanitarnej i możliwości zjedzenia ciepłego posiłku są coraz bardziej zdenerwowani, zwłaszcza, że najprawdopodobniej nie dotrą do swoich domów przed świętami Bożego Narodzenia - pisze Reuters.

Kierowcy czekający w Dover już nie liczą na powrót przed świętami

Polscy kierowcy, którzy czekają na parkingach w pobliżu Dover na możliwość przejazdu przez kanał La Manche, skarżą się na trudne warunki sanitarne i brak informacji oraz podkreślają, że pomoc oferuje im przede wszystkim brytyjska Polonia.

Na parkingu koło Maidstone, mniej więcej w połowie drogi między Londynem a Dover, zdecydowana większość kierowców to Polacy. W normalnej sytuacji byłoby to całkiem dobre miejsce na postój – dwa fast foody, kawiarnia, sklep, łazienki. Ale ponieważ całe hrabstwo Kent, podobnie jak większość południowo-wschodniej Anglii, znajduje się na najwyższym poziomie restrykcji epidemicznych, kawę można kupić, ale tylko na wynos. Poza tym miejsce to jest dobre na godzinny postój, ale nie na spędzenie kilku dni, a już szczególnie świąt Bożego Narodzenia.

"Stoję tutaj trzeci dzień, warunki są trudne - sanitariaty są zapchane, bo za dużo osób tutaj jest, dziś zamknięte zostały również prysznice, nie mamy dostępu do wody ani podstawowych środków higienicznych. Jedynie miejscowi Polacy przyjeżdżają, przywożąc wodę, jedzenie, owoce czy środki czystości, ale poza tym nikt się nami nie interesuje" – mówi Robert Kuchliński z Wieruszowa, który według planu w Polsce powinien być już od dwóch dni.

Według brytyjskich władz w środę rano miały się zacząć testy na obecność koronawirusa, od wyniku których uzależniona jest zgoda Francji na wjazd na jej terytorium. "Czytamy w internecie, że na (autostradzie) M20 są testy, że na lotnisku Manston są prowadzone testy, ale mamy kontakt z innymi kierowcami, którzy tam są, i wiemy, że nic takiego nie ma" – dodaje.

Wielu kierowców podkreśla, że chętnie sami zapłacą za wykonanie tych testów, żeby móc jak najszybciej wyruszyć w drogę, ale nie wiadomo, kiedy i gdzie testy mają być wykonywane, bo kompletnie brakuje informacji. Testy rozpoczęły się dopiero koło południa. Na to, że uda się wrócić do Polski przed świętami, nikt już nie liczy – mówią, że realnym terminem jest raczej 27-28 grudnia.

"Ja powinienem być w domu 18 grudnia" – mówi Adam ze Skawiny, który na parkingu pod Maidstone jest od dwóch dni. "Pomaga nam Polonia, przywozi jakieś jedzenie, wodę, pastę do zębów. Warunki są trudne, nie mamy dostępu do prysznica, toalety są w opłakanym stanie, ale to i tak lepiej niż stać gdzieś tam na autostradzie" – wskazuje.

Z drugiej strony - ci, którzy stoją na autostradzie to kierowcy TIR-ów, na parkingu pod Maidstone czekają małe ciężarówki do 3,5 ton, a jak się okazuje, w pierwszej kolejności do portu w Dover wpuszczane są właśnie duże ciężarówki z naczepami. "Tu zaraz obok policja rozdziela ruch, duże ciężarówki kieruje do portu, małe, do 3,5 ton, do Ashford, niby na testy, ale testów nie ma. A my też mamy towar, niektórzy stoją tu z towarem już od niedzieli. Wszystkie małe ciężarówki stoją. Nie wiemy, dlaczego ta dyskryminacja" – mówi Włodzimierz Ławniczak.

Polscy kierowcy podkreślają, że i tak są w lepszej sytuacji niż ich koledzy z innych krajów, bo tamci – np. Rumuni, których też jest tu dużo – nie mogą liczyć na pomoc swoich rodaków; dzielą się więc z nimi jedzeniem czy wodą. "Często się mówi, że za granicą Polak Polakowi nie pomoże, a tymczasem to właśnie przede wszystkim Polacy nam pomagają, niektórzy nawet oferują nocleg w swoich domach" – mówi jeden z kierowców.

Choć wszyscy kierowcy mówią o braku informacji i pozostawieniu ich samym sobie, większość z nich winą za obecną sytuację obarcza władze Francji. Jak mówią, specjalnie chciały one pokazać Brytyjczykom w czasie, gdy ważą się losy negocjacji w sprawie przyszłych relacji po zakończeniu okresu przejściowego po brexicie, jak będzie wyglądać sytuacja na granicy, jeśli umowy nie będzie. Nie jest to tylko ich opinia – podobne wyrażają też brytyjskie media i eksperci.

adj/ mal/

arch.

Źródło:PAP
Tematy
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.

Komentarze (3)

dodaj komentarz
hubert7_
Ja się pytam gdzie jest UE? Francja od tak zamknęła granicę skazując tym samym kierowców na koczowanie. Co to za samozwańcze działania jednego kraju? Nie skoordynowane z innymi państwami UE. Gdzie jest pomoc dla kierowców? Tylko na naszej Polonii można polegać, UE jest tylko ustrojem teoretycznym.
grab
Tak jakby święta były najważniejszą sprawą na świecie.
incitatus
Dokładnie. Najlepsze że ta parodia ma wciąż konotacje religijne

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki