W międzynarodowych koncernach znana jest historia biznesowych negocjacji japońsko-amerykańskich. Otóż po zakończonych rozmowach, usatysfakcjonowany prezes amerykańskiego koncernu, głównie sobie przypisywał sukces negocjacji. Twierdził, że urzekł Japończyków dzięki dowcipowi, jaki opowiedział na początku spotkania. Tłumacz szybko wyprowadził go jednak z błędu, bowiem ów żart w ogóle nie został przetłumaczony. Zamiast żartu tłumacz powiedział po prostu do japońskich biznesmenów: „ Proszę się teraz śmiać, pan prezes właśnie opowiedział żart”.
Tłumacze stworzyli hierarchię „wpadek” swoich klientów. Na jej szczycie znajdują się żarty ośmieszające bądź przedrzeźnające przywary innych narodów. Zaraz po nich plasują się seksistowskie i rasistowskie dowcipy. Najbezpieczniejszym sposobem na przełamanie lodów jest zatem zwyczajny uśmiech. Poleca się ponadto humorystyczne komentarze, w miejsce opowiadania dowcipów. Ma się wtedy gwarancję, że przynajmniej część osób zareaguje śmiechem.
Co ciekawe, w niektórych krajach poczucie humoru utożsamiane jest z dominacją bądź agresją. Dlatego też kobieta opowiadająca żart może być postrzegana negatywnie. W Stanach Zjednoczonych – kraju pewnych siebie indywidualistów - popularne są „śmiałe” dowcipy. Żarty Brytyjczyków są natomiast przepełnione ironią, którą Amerykanie często mylą z sarkazmem. W Malezji, Japonii i Chinach uśmiechając się i kierując kąciki ust ku dołowi dajemy znać rozmówcy, że to co robi bądź mówi jest nie na miejscu.
A.P.





























































