Wiosenne umocnienie złotego nie przekonało większości rynkowych analityków. Prawie żaden z walutowych ekspertów nie wierzy, że obecny kurs euro utrzyma się do końca roku. Większość przepowiada mniejsze, bądź większe osłabienie naszej waluty.


Gdy pod koniec kwietnia sporządzałem poprzednią prognozę walutową Bankier.pl, większość rynkowych analityków była sceptycznie nastawiona do wiosennego rajdu polskiej waluty. Ewidentny pozytywny sygnał techniczny w postaci przełamania linii „covidowego” trendu wzrostowego został wtedy zlekceważony. Przy kursie euro w okolicach 4,60 zł rynkowy konsensus zakładał powrót do poziomu 4,70 zł w perspektywie reszty roku.
Tak się nie stało. Złoty nic sobie nie robił z narzekań sceptyków i jak burza parł do przodu. W maju zdobyta została linia 4,50 zł. A pod koniec czerwca kurs EUR/PLN zbliżył się do rubieży 4,40 zł, osiągając najniższe notowania od września 2020 roku i powoli zbliżając się do wartości sprzed marca’20.
Post factum wiosenną aprecjację naszej waluty usiłowano tłumaczyć na wiele różnych sposobów. Bezdyskusyjnym faktem był napływ do Polski zagranicznego kapitału spekulacyjnego, który wcześniej w panice ewakuował się z naszego kraju od lutego do października 2022 roku. Teraz ten sam kapitał „zobaczył”, że inflacja CPI zaczęła się szybko obniżać, że spadek cen surowców gwałtownie poprawił nam saldo bilansu płatniczego i że polskie akcje były beznadziejnie tanie, a obligacje skarbowe płacą znacznie więcej niż te ze strefy euro.
Niby jest lepiej, ale pesymizm pozostał
Wiosenne przebudzenie złotego zaskoczyło analityków niczym zima drogowców. Jeszcze pod koniec lutego rynkowy konsensus zakładał, że na koniec tego roku za euro zapłacimy 4,65 zł, a dolar będzie kosztował 4,25 zł. Przedział 4,60-4,80 zł za euro był prognozą głównego nurtu. Takim prognozom trudno się było dziwić, skoro przez poprzednie 5 lat złoty nieustannie się osłabiał, a w 2022 roku ustanowił rekordy słabości względem euro, dolara i franka szwajcarskiego.

Jednakże 25-groszowy spadek kursu euro na części analitykach wymusił rewizję prognoz. Przez poprzednie dwa miesiące rynkowy konsensus względem końcoworocznego kursu euro obniżył się o 9 groszy. Oznacza to, że w dalszym ciągu większość walutowych prognoz znajdujących się w bazie Bloomberga zakłada osłabienie złotego w drugiej połowie roku.
| Mediana prognoz na koniec okresu | |||||
|---|---|---|---|---|---|
| III kw. 23 | IV kw. 23 | I kw. 24 | II kw. 24 | 2024 | |
| EUR | 4,55 zł | 4,61 zł | 4,60 zł | 4,63 zł | 4,70 zł |
| USD | 4,13 zł | 4,09 zł | 4,10 zł | 4,10 zł | 4,17 zł |
| GBP* | 5,16 zł | 5,19 zł | 5,25 zł | 5,25 zł | 5,42 zł |
| CHF* | 4,64 zł | 4,61 zł | 4,60 zł | 4,58 zł | 4,52 zł |
| Źródło: Bloomberg. Stan na 27.06.2023 r. *obliczenia własne | |||||
Znamienny jest fakt, że za spadkiem mediany (czyli wartości środkowej) prognoz analityków dla kursu euro do złotego stała nie obniżka prognoz najniższych, lecz najwyższych. Ze swych kasandrycznych wizji wycofali się choćby progności z TD Securities oraz JP Morgan Chase. Ci ostatni pół roku temu widzieli powrót kursu euro do 5 zł, a jeszcze pod koniec kwietnia wieszczyli 4,95 zł. Teraz mówią o 4,55 zł, przyznając się do prognostycznej porażki.
Generalnie tylko 4 z 23 aktualnych prognoz zakładają, że na koniec 2023 roku kurs EUR/PLN przekroczy poziom 4,67 zł. Równocześnie tylko dwa zespoły eksperckie widzą euro tańsze niż obecnie. To Swedbank i Cinkciarz.pl (po 4,40 zł). Rynkowym konsensusem jest przedział 4,50-4,70 zł, w którym mieści się prawie 3/4 prognoz z bazy Bloomberga. To przesunięcie w dół o 10 groszy względem stanu z końcówki kwietnia.
Dolar a kwestia 4 złotych
Wbrew logice okrągłe poziomy na rynkach finansowych jednak mają znaczenie. Dla pary dolar-złoty w ostatnich latach taką barierą stał się poziom 4 złotych. „Zielony” jest notowany powyżej tego poziomu od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę. Patrząc w dłuższym horyzoncie czasowym, jest to jednak historyczna anomalia. Przez poprzednie 20 lat czwórkę z przodu przy kursie dolara widzieliśmy jedynie okazjonalnie w latach 2016-17 i 2020. Dopiero od listopada 2021 kurs USD/PLN regularnie gości na poziomach przekraczających 4 złote.
Rynkowi analitycy dość zgodnie przewidują, że taki stan rzeczy utrzyma się przynajmniej do końca tego roku. Tylko dwie prognozy (Standard Chartered i Cinkciarz.pl – obie po 3,93 zł) przewidują spadek kursu dolara poniżej 4 zł na koniec grudnia. Konsensus zakłada utrzymanie poziomu 4,10-4,20 zł w dającej się przewidywać przyszłości. Równocześnie są to wartości o kilkanaście groszy niższe niż jeszcze dwa miesiące temu.
Problem w tym, że para dolar-złoty jest w znacznej mierze zakładnikiem kursu euro do dolara. Amerykańska waluta ma za sobą bardzo udaną dekadę. Dotychczasowa kulminacja dolarowej hossy przypadła na końcówkę ubiegłorocznego września, gdy kurs EUR/USD znalazł się na najniższym poziomie od przeszło 20 lat. Od tamtej pory euro umocniło się aż o 14%. To iście piorunujący ruch jak na najważniejszą parę walutową świata (przynajmniej ograniczając się do świata walut fiducjarnych).
Przy tak wysokiej zmienności prognozowanie czegokolwiek w zasadzie traci sens, zwłaszcza gdy mówimy o punktowej prognozie na koniec danego okresu. Stąd też rynkowy konsensus zakładający stopniowe osłabianie się dolara i wzrost kursu EUR/USD do 1,12 na koniec 2023 roku należałby traktować tylko jako orientacyjny kierunek oczekiwanego przez analityków rozwoju wypadków. Teoretycznie na rzecz euro przemawia fakt, że EBC jest mocno spóźniony z normalizacją polityki monetarnej. O ile Rezerwa Federalna niedługo powinna zakończyć (jeśli już nie zakończyła) cyklu podwyżek stóp procentowych, to EBC ma je podnieść w lipcu, a zapewne także we wrześniu.
Stąd też jakiekolwiek prognozy dla kursu USD/PLN obarczone są ponadnormatywnym ryzykiem. Dodajmy do tego, że większość z nich w ostatnich dwóch latach kompletnie się nie sprawdziła. Nikt nie prognozował dolara za ponad 5 zł. Tak jak mało kto przewidział tak silny wzrost notowań eurodolara, jaki miał miejsce po wrześniu 2022 r.
Frank mocny na parytecie
Znacznie mniej emocji budzą prognozy dla franka szwajcarskiego. W opinii niemal wszystkich analityków para euro-frank ma oscylować wokół parytetu 1 do 1, z maksymalnym odchyleniem o 6% w obie strony. Oznaczałoby to utrzymanie status quo obowiązującego od blisko dwóch lat. To jednak trochę ryzykowna koncepcja, zważywszy na fakt, że od 5 lat frank znajduje się w trendzie aprecjacyjnym względem euro, a w stosunku do dolara amerykańskiego notowany jest stosunkowo blisko najmocniejszych poziomów w historii.
Niemniej jednak przy założeniu delikatnego osłabienia franka względem euro i równoczesnym wzroście kursu EUR/PLN w opinii analityków frank ma kosztować ok. 4,60 zł przez kolejne 12 miesięcy. Ewentualne ryzyko w górę dla tej prognozy (czyli frank mocniejszy wobec euro) jest kompensowane przez stosunkowo zachowawcze prognozy dla złotego, zakładające osłabienie polskiej waluty w drugim półroczu.
Najnudniejszym tematem wydaje się być kwestia funta. W opinii większości analityków szterling w kolejnych kwartałach ma się umacniać względem dolara i w efekcie delikatnie zyskiwać w stosunku do złotego. Poziom 5,25 zł jawi się tu jako nowy poziom równowagi w średnim terminie.
Na koniec zwyczajowo przypomnę, że w niniejszym artykule mówiliśmy o medianie prognoz analityków. Przewidywania nawet najlepszych ekspertów mogą rozminąć się z rzeczywistością, co zresztą w przeszłości zdarzało się dość często. Należy też pamiętać, że kursy walut bywają bardzo zmienne i w trakcie kwartału mogą znacząco odchylać od poziomów prognozowanych na jego koniec.































































