Największą negatywną niespodzianką gospodarczą tego roku są wyniki makroekonomiczne strefy euro. Strefa wróciła do swojego starego, mizernego tempa wzrostu gospodarczego, mimo że pod koniec zeszłego roku wydawało się, że nadrabianie strat w dochodach po kryzysie zadłużeniowym przyspiesza.


W drugim kwartale wzrost PKB strefy euro wyniósł 2,2 proc. rok do roku, wobec 2,7 proc. w pierwszym kwartale. Ciekawsze są wyniki w ujęciu kwartał do kwartału – wzrost już drugi kwartał z rzędu wynosi 0,4 proc. Przy takim tempie zmian kwartalnych, dynamika roczna szybki wróci do starego, mizernego poziomu w granicach 1,5-2 proc. Przy takim tempie wzrostu gospodarczego spadek bezrobocia będzie powolny, a kolejne napięcia społeczne i polityczne są niemal gwarantowane.
Co się dzieje? Dlaczego nadzieje z zeszłego roku tak szybko prysły? Są dwa wyjaśnienia, jedno cykliczne, drugie strukturalne. Możliwe, że koniunktura w strefie euro została osłabiona przez wojny handlowe Donalda Trumpa. Gospodarka strefy euro jest mocniej oparta na przemyśle i eksporcie niż gospodarka USA, więc polityka Trumpa bardziej mogła uderzyć w Europę niż Amerykę. Druga możliwość jest taka, że ujawniają się tradycyjne słabości europejskiej gospodarki: nadmierna fragmentacja rynków, brak innowacyjności, niepewność polityczna itp.
Pierwsze wyjaśnienie byłoby bardziej optymistyczne, bo wskazywałoby na możliwość ponownego przyspieszenia PKB strefy euro kiedy niepewność związana z wojnami handlowymi minie. Drugie wyjaśnienie jest znacznie gorsze bo wskazuje na trwałe słabości gospodarki. Jesteśmy w momencie, kiedy wciąż możemy sądzić, że optymistyczny scenariusz jest bardziej prawdopodobny.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.
































































