To były najsilniejsze wzrosty od pięciu miesięcy. Dow Jones i spółka urośli po przeszło 2%. Tak silną reakcję rynku najczęściej tłumaczy się wypowiedzią szefa Rezerwy Federalnej.


- Będziemy działać odpowiednio, aby podtrzymać wzrost gospodarczy z silnym rynkiem pracy i inflacją zbliżoną do naszego symetrycznego celu w wysokości 2% - powiedział we wtorek Jerome Powell. Szef Fedu dodał, że jego instytucja będzie "bacznie monitorować" skutki wojny handlowej.
Powell nie powiedział nic konkretnego w kwestii przyszłej ścieżki stóp procentowych, ale rynkowi komentatorzy zinterpretowali jego słowa jako otwarcie furtki dla OBNIŻKI ceny pieniądza. Podobno tylko dlatego, że szef Fedu nie użył frazy o "cierpliwości" w dostosowywaniu polityki pieniężnej. Dodajmy, że w poniedziałek rynek terminowy zaczął dyskontować już TRZY obniżki stopy funduszy federalnych w tym roku, podczas gdy jeszcze w listopadzie spodziewał się jednej bądź dwóch... podwyżek.
Reakcja Wall Street na "zbawcę" Powella była piorunująca. S&P500 zakończył dzień zwyżką o 2,06%. S&P500 poszedł w górę o 2,14%, a Nasdaq aż o 2,65%. W ten sposób amerykańskie indeksy odreagowały dość znaczące spadki z maja, po których znalazły się na najniższych poziomach od marca.
Teraz rynek jest niemal "pewny", że do września Rezerwa Federalna obniży stopy procentowe. W teorii niższe stopy sprzyjają wyższym cenom akcji. Maleje wówczas koszt kapitału (i tzw. stopa wolna od ryzyka) oraz koszty finansowe spółek, co podnosi wartość akcji w modelach wyceny. Sztucznie zaniżane przez Fed stopy procentowe przez ostatnie 10 lat były podstawowym paliwem giełdowej hossy.
Krzysztof Kolany

































































