REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Poszukiwacze okazji rozdarci w czasach kryzysu

Bogusław Półtorak2009-02-03 05:56
publikacja
2009-02-03 05:56
Dodaj Bankier.pl w Google
Światowy kryzys finansowy ma również w Polsce swoje specyficzne konsekwencje. W naszym kraju co prawda nie ma problemów na miarę rynku subprime, kredytów dla „Ninja”, ale mamy za to swoją grupę pod wezwaniem. Nadeszły trudne czasy dla polskich amatorów kredytowego cream-skimming . Banki wrzucają im co rusz kłody pod nogi, czy raczej niewygodne warunki do umów i co grosza coraz konsekwentniej je egzekwują.

Coraz mniej promocji, kredytów „0 proc.”, wakacji kredytowych, tanich kredytów w CHF powoduje, że narasta frustracja związana z kryzysem. Banki w relacjach ze swoimi klientami wykazują się też coraz mniejszą elastycznością. Co być może budzi wątpliwości, ale ma jedno znaczące uzasadnienie, o którym za chwilę. Cierpią na tym kredytobiorcy, którzy zaufali ślepo reklamom i czasami też zapewnieniom doradców bankowych. Dodajmy, że były to często niestety zapewnienia bez pokrycia i wystarczyło na początku dokładnie przeczytać umowę lub zapytać niezależnego doradcy.

Nadeszły jednak czasy, gdy zapisy „drobnym druczkiem” zaczęły działać i warto zastanowić się, co z tym zrobić. Można oczywiście spamować sieć internetową wyrzekając na wszystkich, ale takie działania niestety nie do końca są efektywne i wbrew pozorom nie mają wielkiego przełożenia na decyzje banków w takim stanie rynku jak dziś. Dziś pierwszorzędna dla banków okazuje się ochrona zgromadzonych środków i własne bezpieczeństwo!

Po twardym lądowaniu rynku międzybankowego w drugiej połowie ubiegłego roku i rozpętanej wojnie na atrakcyjne depozyty nagle nastąpił gwałtowny odwrót od kredytowania. Mówiąc bardziej obrazowo – części bankom wyschły źródła finansowania. Często zapomina się, że banki są jedynie pośrednikami i aby mogły udzielić kredytu, ktoś musi im powierzyć środki. Musi im zaufać. To deponenci składający środki w bankach tak naprawdę decydują o dostępności kredytów. Ich zaufanie decyduje o przyszłości banków. W warunkach kryzysu, gdy dominuje powszechna awersja do ryzyka, wygrywają banki postrzegane jako konserwatywne, nie podejmujące dodatkowego ryzyka, a jednocześnie bardzo efektywne.

Dla kredytobiorców nie jest to najlepsza opcja. Powoduje, że liderami stają się banki, które mają ograniczoną akcję kredytową, a pozostali ich naśladują. Mówiąc wprost - zaufanie publiczne do banków jest w pierwszym rzędzie dla deponentów, ochrony środków, a interesy kredytobiorców są niestety na końcu. Zmienność banków w ich polityce kredytowej uderza w nich najmocniej w zależności jedynie od zapisów zawieranych wcześniej umów, które nie zawsze były korzystne dla klientów.

Prawidłowością niestety jest, że te instytucja, które tym intensywniej promowały swój produkt, oferowały specjalne warunki, tym bardziej później obciążały klientów dodatkowymi kosztami. Bankier.pl zawsze namawiał do uważnego analizowania umów i korzystania z porad. Co więcej zwracaliśmy uwagę, że hurraoptymizm związany z formą finansowania kredytów hipotecznych niesie niebezpieczeństwo szybkiego zatrzymania akcji kredytowej. Proponowaliśmy np. w celu podtrzymania rynku dalszy rozwój sekurytyzacji i hipotecznej bankowości specjalistycznej. Dla klientów oznaczałoby to większą przewidywalność warunków i kosztów.

Udało się jedynie wywalczyć przejście z uznaniowej formuły ustalania oprocentowania poprzez stawkę bazową ustalaną przez bank, na bardziej obiektywną, ale jednak kompromisową, WIBOR/LIBOR/EURIBOR plus stała marża. Niestety nie wszyscy klienci z tego skorzystali.

Czy są sami sobie winni? Cynicznie można stwierdzić, że tak, ale należy pamiętać, że są oni ciągle tą stroną słabszą w tej relacji. Mogą poszukać innej oferty na rynku, co dziś jest po prostu nieopłacalne lub podjąć próby negocjowania z bankiem. W tym ostatnim wypadku próba uzyskania kompromisu wymaga porozumienia z obu stron. Trzeba rozumieć też stanowisko banków, no i warunki w jakich funkcjonują.

Niemal już truizmem stało się stwierdzenie, że banki (uniwersalne) działające w Polsce nie były, nie są i z natury rzeczy przystosowane do udzielania kredytów długoterminowych i ich sprawnego finansowania. Podstawowa zasada zarządzania ryzykiem refinansowania zaleca minimalizowanie luki terminowej. Nie można trzymiesięcznego depozytu odpożyczać bezpiecznie na 20-30 lat. Dziś w bankach determinuje to ich gwałtowny odwrót z tego rynku. Celem jest przecież ochrona stabilności banku. Również jest to pretekst do różnego rodzaju decyzji uznaniowych zarządów banków, o ile takie możliwości przewiduje umowa. Do czytania umów ciężko zmusić klientów, bo czasami napisane są one zbyt zawile i trudno.

Taka jest też jednak materia. Klienci też muszą mieć świadomość, że pożyczenie kilkuset tysięcy złotych wymaga koncentracji i zrozumienia. To oni poniosą przecież konsekwencje swoich decyzji. Oczywiście niekoniecznie każdy musi być specjalistą w tym zakresie, nie usprawiedliwia to jednak podpisywania umów „w ciemno” i życzeniowego czytania reklam. Tutaj niestety istotna jest rola nadzoru finansowego, który stwarza zdecydowane i przejrzyste ramy dla funkcjonowania rynku kredytowego.

Bardziej obrazowo podsumowując (czytaj: dramatycznie) sprawę regulacji rynku finansowego posłużyć można się paralelą z innej dziedziny życia, również bulwersującej. Nie tak dawno w mieście Poznań newsem dnia była informacja o „staruszkach”, które przechodzą na zakupy do marketów w niedozwolonych miejscach, przez wielopasmowe ulice i niestety często kończyło się to wypadkiem. Policja zaproponowała rozwiązanie w postaci barier i płotów wymuszających wybieranie oznakowanych przejść ze światłami, co miało zmniejszyć liczbę wypadków o połowę.

Wprowadzone rozwiązania nie miałyby już więc charakteru dobrowolności. Po prostu w pewnych przypadkach trzeba pewnej przenikliwości i oceny zagrożeń, do czego nie każdy zainteresowany ma zdolność. Przenosząc ten przypadek na rynki finansowe i kredytobiorców, którzy też często robią sobie krzywdę zaciągając bez opamiętania długi, można postulować, że takie „bariery” powinien wprowadzać nadzór finansowy. Brak właściwego postrzegania ryzyka finansowego i niebezpieczeństwa większości produktów bankowych, wymusza po prostu uproszczanie zasad oferowania produktów dla tej grupy klientów.

Niewielu klientów indywidualnych ma przecież wykształcenie finansowe, a konsekwencje decyzji finansowych każdy ponosi tak samo. Czytając na różnych forach komentarze typu „doradźcie jak oszukać bank przy badaniu zdolności kredytowej” lub jak zaciągnąć kredyt „nie mając zdolności kredytowej” smutna konkluzja jest taka, że niektórzy sami proszą się o kłopoty. Niestety klienci banków dowiadują się gorzkiej prawdy o swoich życiowych inwestycjach zwykle po fakcie, gdy strategia „jakoś to będzie” nie zadziała.

W przyszłości dobrze, gdyby decyzję jednak podejmowali świadomie, zanim podpiszą umowę, a gdy brak tej świadomości, aby możliwie wszelkie czynniki ryzyka były w miarę możliwości jak najlepiej wyeliminowane. Od tego są profesjonaliści, czyli banki i bardziej aktywny nadzór finansowy, a także niezależni doradcy.

Sprawa kredytów hipotecznych w Polsce wymaga w końcu diametralnej regulacji ze strony nadzoru finansowego, wobec połowicznej skuteczności działań dobrowolnych typu Rekomendacja S (kolejna rekomendacja T to tylko jedna z opcji). Można się obawiać, że ostatni kryzys wskazuje konieczność „twardych” rozwiązań, które będą opłacalne w długim terminie. Być może konieczny jest zakaz udzielania kredytów denominowanych dla osób nie posiadających dochodów w danej walucie, czy ustalenie sensownego udziału własnego.

Z drugiej strony polski rynek kredytowy nareszcie należałoby uwolnić i walczyć z oligopolem bankowym, rozwiązaniem byłoby dopuszczenie większej liczby podmiotów z zewnątrz, ale te dziś same mają kłopoty, a nasz rynek ciągle postrzegają jako obarczony ryzykiem walutowym. Tutaj też można szukać wyjaśnienia wzrostu stóp bazowych pod koniec ubiegłego roku.

Analizując warunki już zawartych umów kredytowych i ich podstawę prawną należy zwrócić uwagę na istotę działalności bankowej, szczególnie w przypadku prób sądowego dochodzenia ewentualnych roszczeń. Trzeba zdawać sobie sprawę, że Prawo bankowe kładzie nacisk przede wszystkim na ochronę środków złożonych przez deponentów, więc bank posługujący się argumentacją, że musi bronić swojego bezpieczeństwa finansowego, działa w stanie wyższej konieczności i może w ramach przewidzianych procedurami (są one wcześniej zaakceptowane przez nadzór) podejmować właściwe w ich opinii działania.

I tak jest w pewnie przypadku zmian stawek bazowych dla „starego portfela” (nawiasem jest to renesans tego określenia, po „starym portfelu” PKO BP). Umowy zawierane w oparciu o stawkę ustalaną przez zarząd mogą w opinii zarządu banku być uznane za stwarzające niebezpieczeństwo dla stabilności banku w obliczu aktualnej sytuacji rynkowej, stąd reakcja w postaci podwyższania oprocentowania (marży za ryzyko), wraz ze wzrostem ryzyka.

Prawdopodobnie w tym portfelu jest też wyższa szkodowość z uwagi na wiek tych umów. Co do kwestii przejścia na bardziej przejrzyste warunki w przeszłości nie jest obowiązkiem banku je zaproponować, ale tylko "dobrą wolą". To interesem klienta było wykorzystanie optymalnej sytuacji do przeprowadzenia operacji zmiany na bardziej przejrzyste, bezpieczne warunki. Przykładowo osoby, które zaciągały kredyty w CHF we wrześniu 2008 roku są w jeszcze gorszej sytuacji, ich dług wrósł już o ok. 30 proc.

Niestety też w mojej opinii mają małe szanse na wykazanie, że bank działał w złych intencjach. Dziś pozostaje im konsekwentnie spłacać kredyt, ponieważ inne ruchu generowałyby po prostu jeszcze większe straty ("wybierają mniejsze zło"). Powoływanie się na stopy procentowe banków centralnych i to w różnych konfiguracjach też niewiele zmienia.

Rada Polityki Pieniężnej czy Bank Szwajcarii nie decyduje przecież o oprocentowaniu kredytów hipotecznych, a tym bardziej denominowanych w CHF. To tylko cena pieniądza dla banków, swoisty drogowskaz dla rynku bankowego, którego ten ostatni coraz mniej się trzyma. Powoduje to, że w obecnych ofertach w CHF banków w Polsce marża sięga nawet 8 proc. Na pewno błędem klientów mBanku w podanym przypadku było zaniechanie refinansowania kredytu w latach 2007/2008 roku, gdy marże kredytów w CHF sięgały 1-2 proc.

Obawiam się, że dziś refinansowanie po takiej cenie nie jest już możliwe, chociaż warto poszukać nowych ofert. Rozumiem jednak, że w tamtym czasie coraz mocniejszy złoty rekompensował wyższe oprocentowanie. W ostatnich miesiącach osłabienie złotego determinuje dolegliwość rat. Realizuje się ryzyko walutowe w postaci strat. Na spekulacji walutami nie zawsze się zarabia, o czym boleśnie również przekonały się niektóre polskie przedsiębiorstwa. Jedynym logicznym rozwiązaniem są próby renegocjowania wysokości marży, chociaż pozycja negocjacyjna jest słaba.

Oceniając działania banków (być może dwuznaczne etycznie, chociaż ta ocena jest subiektywna), decydujące znaczenie mają zapisy umowy i Prawo bankowe. W świetle tego nie można uważać klauzuli ustalania stawki bazowej przez zarząd za niedozwoloną, gdyż nastąpiła istotna zmiana warunków otoczenia. Dziś bank w łatwy sposób może udowodnić konieczność podwyższenia stopy bazowej z uwagi na sytuację rynkową w zakresie ryzyka działalności bankowej. Proszę zauważyć, że w przypadku nowych umów kredytowych sytuacja jest jeszcze trudniejsza-marże są bardzo wysokie.

Reasumując – klienci mBanku, ale i innych banków, którzy nie korzystali z ofert banków w zakresie przejścia na formułę zalecaną, czyli LIBOR/WIBOR plus marża, wcześniej nie robili tego, licząc na dodatkowe zyski, ale dziś niestety ponoszą tego konsekwencje. Jedyna rada to negocjować z bankiem lub refinansować kredyt w innym banku. Nawiasem mówiąc, gdyby w Polsce dwa, trzy lata temu wprowadzono euro (gdy ze względów gospodarczych było to możliwe) i kredyty o stałych stopach procentowych (np. jeszcze nie tak dawno oferowane u nas przez duński Nykredit), nie byłoby całego zamieszania, co pokazuje, jak nasz rynek kredytowy jest słabo rozwinięty w porównaniu np. z niemieckim.

Poszukiwanie optymalnych rozwiązań, najbardziej zyskownych jest jedną z najbardziej naturalnych potrzeb człowieka. Działanie człowieka sprowadzone do poszukiwania różnych forma zaspokojenia jego potrzeb napędza rynki do wzrostów, ale w końcu dochodzimy do ściany. Niektórzy wręcz piętnują (szczególnie dziś), że chciwość i chęć zdobycia przewagi (w tym ekonomicznej) doprowadza do kryzysów na miarę dzisiejszych, trudnych czasów. Bez względu jednak na to, czy jesteśmy mniej lub bardziej chciwi, zawsze czytajmy umowy i rozważajmy koszty i korzyści. W tym ostatnim najlepiej właśnie w tej kolejności, najpierw możliwe koszty i dopiero korzyści.

Bogusław Półtorak


Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Zapytałem AI o przyszłość. Jedna z odpowiedzi: Polska nie dogoni Zachodu do 2040 r.
Tematy
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.
MG HS Hybrid+ z rabatem do 15 000 zł! Już od 122 900 zł.

Komentarze (11)

dodaj komentarz
~zdegustowany
jedno mi się nasuwa, Bankier schodzi na psy - takie Popularne finance fiction. A autora tekstu powinni co najmniej zdegradować za pisanie takich bzdur.
~poszukiwaczka ?
skończyłam prawo, zakładam że takie studia dają, przynajmniej teoretyczną, możliwość zrozumienia umowy kredytowej.
w chwili podpisywania umowy przeze mnie - 2003 r, prehistoria... - umowa multibanku była... jedną z najlepszych na rynku!
a i tak nie ustrzegło mnie to przed spornym dziś zapisem.

nie chodzi o "możliwość"
skończyłam prawo, zakładam że takie studia dają, przynajmniej teoretyczną, możliwość zrozumienia umowy kredytowej.
w chwili podpisywania umowy przeze mnie - 2003 r, prehistoria... - umowa multibanku była... jedną z najlepszych na rynku!
a i tak nie ustrzegło mnie to przed spornym dziś zapisem.

nie chodzi o "możliwość" korzystania przez bank ze swojego prawa, tylko jawne naginanie zapisu na niekorzyść klientów.
mbank i multibank tracą,
wrócą jeszcze piękne czasy boomu kredytowego, ale już nie dla grupy BRE...
bardzo na to liczę,
nie jako poszukiwaczka okazji ale klient potraktowany oszust przez bank, z którym "dziele" moje mieszkanie...
~hehus
portal musi wchodziw tylek mbankowi i wogole BRE, bo inaczej dochody z ich marnych reklam spadna, no coz... albo to jest portal dla bankow, albo dla ludzi. wybierajcie....
~multiklient
Nie dość że GŁÓWNY EKONOMISTA to jeszcze prawnik. Nie ma to jak znać się na wszystkim.

Szanowny Panie Ekonomisto. W tym wszystkim nie chodzi o wykazanie, że bank działał w złej lub dobrej wierze/intencji, tylko o wykazanie, że w sposób prawidłowy wykonuje umowę i to na banku bedzię ciążyło udowodnienie, że nie zaszły przesłanki
Nie dość że GŁÓWNY EKONOMISTA to jeszcze prawnik. Nie ma to jak znać się na wszystkim.

Szanowny Panie Ekonomisto. W tym wszystkim nie chodzi o wykazanie, że bank działał w złej lub dobrej wierze/intencji, tylko o wykazanie, że w sposób prawidłowy wykonuje umowę i to na banku bedzię ciążyło udowodnienie, że nie zaszły przesłanki obniżenia oprocentowania. Bank jest profesjonalnym przedsiębiorcą I pomijam tu juz kwestie, czy sprony zapis umowy jest wiążący.

~HUB
za wysoka marza nie jest zabezpieczeniem dla banku ! , wysoka marza odstrasza tylko klientów. marze powinny zostać na niskim poziome, bo przy obecnym kursie CHF i dobrze zweryfikowanej (nawet na wyzszy poziom) zdolnosci kredytowej , klient mógłby mieć tylko w przyszłości niższą ratę , a więc być pewniejszym klientem.. no ale banki za wysoka marza nie jest zabezpieczeniem dla banku ! , wysoka marza odstrasza tylko klientów. marze powinny zostać na niskim poziome, bo przy obecnym kursie CHF i dobrze zweryfikowanej (nawet na wyzszy poziom) zdolnosci kredytowej , klient mógłby mieć tylko w przyszłości niższą ratę , a więc być pewniejszym klientem.. no ale banki wolą interesów nie robić teraz jak warto, wolą robić drogo żeby klient mial zawsze drogo żeby nie dawał rady...
~antonek
Jestem klientem mBanku, mam przed sobą umowę o kredyt i czytając ten artykuł nie wiem do którego punktu tej umowy autor artykułu się odnosi. Z tekstu wynika, że autor nie zna treści umów kredytowych i przedmiotu sporu, co nie stanowi dla niego przeszkody w zajęciu stanowiska.
Skąd zatem takie właśnie stanowisko?... I dlaczego
Jestem klientem mBanku, mam przed sobą umowę o kredyt i czytając ten artykuł nie wiem do którego punktu tej umowy autor artykułu się odnosi. Z tekstu wynika, że autor nie zna treści umów kredytowych i przedmiotu sporu, co nie stanowi dla niego przeszkody w zajęciu stanowiska.
Skąd zatem takie właśnie stanowisko?... I dlaczego polecono mi przeczytanie tego artykułu na blogu mBanku?...
~klient bankozaura
Panie główny ekonomie bankiera czemu wypisujesz bzdury.

Klient mbanku czy multibanku podpisując umowę w CHF na starych zasadach ustalaną przez zarząd banku płaci obecnie ok. 4% klient który podpisał umowę z bankiem np. na drugi dzień kiedy obowiązywała marża + LIBOR płaci obecnie ok 2%.
Bank tłumaczy się tym iż koszt pozyskania
Panie główny ekonomie bankiera czemu wypisujesz bzdury.

Klient mbanku czy multibanku podpisując umowę w CHF na starych zasadach ustalaną przez zarząd banku płaci obecnie ok. 4% klient który podpisał umowę z bankiem np. na drugi dzień kiedy obowiązywała marża + LIBOR płaci obecnie ok 2%.
Bank tłumaczy się tym iż koszt pozyskania pieniądza wzrósł pytam się tylko czemu tylko dla umów które zostały podpisane na starych zasadach.
Oprocentowanie kredytu na starych zasadach wynosiło w lipcu 2008 roku ok 4% dzisiaj mamy luty 2009 też wynosi 4%.
Z tego co się orientuję LIBOR ostatnio spad o 2,25% dlaczego klient który ma marżę
+ LIBOR płaci teraz mniej za kredyt niż w lipcu 2008 r. a klient na starych zasadach niezależnie od spadku LIBOR płaci tyle samo.
Kiedy oprocentowanie LIBOR drożało mbank i multibank za każdym razem podnosił stopy procentowe kredytu w CHF ustalane przez zarząd banku tłumacząc to podwyżką stóp procentowych w Szwajcarii.
Panie główny ekonomisto bankiera proszę się dobrze zapoznać z problemem i nie wypisywać bzdur.

http://mstop.pl/
www.nabiciwmbank.pl
~Martin24
To co robi mBank i Multi jest strasznie wredne, ale prawda jest taka, że wolno im to robić. Umowa to umowa, ja bym takiej w życiu nie podpisał, aby oprocentowanie było ustalane przez bank zupełnie bez żadnego związku z sytuacją na rynku.
~Barak Obama
jej czy nasz Rzad ... bo wierze ze w POlsce mozna zyc lepiej.... nie widzi co sie dzieje... czemu nie uruchomi rezerw ... co sie dzieje ze zlotowka!! od listopada dolar wzrosl 75%!! czy to jest cud?? gdzie ten CUDAK? niech ze on sie wezmie za myslenie!!
~adi
1) Uruchomienie naszych lilipucich rezerw byłoby samobójstwem, Spójrz cos się stało z GBP i SEK w 1992 i co się dzieje obecnie z rublem.
2) Zgodnie z konstytucją z politykę pienieżną odpowiada NBP, nie rząd.
3) Zanim się cokolwiek palnie, warto jest pomyśleć. Ale cóż, jeszcze w XVI wieku chłopstwo odpowiedzialnością za suszę
1) Uruchomienie naszych lilipucich rezerw byłoby samobójstwem, Spójrz cos się stało z GBP i SEK w 1992 i co się dzieje obecnie z rublem.
2) Zgodnie z konstytucją z politykę pienieżną odpowiada NBP, nie rząd.
3) Zanim się cokolwiek palnie, warto jest pomyśleć. Ale cóż, jeszcze w XVI wieku chłopstwo odpowiedzialnością za suszę obwiniało królów....

Powiązane: Kryzys finansowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki