REKLAMA

Posterunki, szlabany, kartki na zakupy. Wietnam walczy z wariantem delta

2021-07-31 10:43
publikacja
2021-07-31 10:43
Posterunki, szlabany, kartki na zakupy. Wietnam walczy z wariantem delta
Posterunki, szlabany, kartki na zakupy. Wietnam walczy z wariantem delta
fot. KHAM / / Reuters

W Wietnamie trwa dramatyczna fala zachorowań na COVID-19. W największych miastach obowiązuje godzina policyjna, a wiele osób uciekło z nich na wieś. Walka z wariantem delta koronawirusa to strach i niepewność jutra – mówią PAP mieszkańcy Wietnamu.

Lucas Nguyen, pracownik firmy handlowej z Hanoi, aż do maja niemal nie odczuwał skutków pandemii. „Przez półtora roku zdarzały się okresy z zamkniętymi lokalami, odwołano niektóre wydarzenia kulturalne, czasami w telewizji słyszało się o otoczeniu kordonem sanitarnym jakiejś wsi. Ale poza tym życie toczyło się zwyczajnie” – mówi w rozmowie z PAP.

Do później wiosny Wietnam, dzięki restrykcyjnym przepisom, powszechnej kampanii testów i śledzenia kontaktów zakażonych, mógł się pochwalić liczbą zachorowań na COVID-19 na dwucyfrowym poziomie dziennie – jednym z najlepszych rezultatów na świecie.

Pierwsze oznaki kolejnej fali zakażeń zaczęto obserwować w maju, lecz do końca miesiąca w całym kraju potwierdzono zaledwie 7,2 tys. zakażeń koronawirusem. W kolejnych tygodniach wzrost ich liczby znacznie przyspieszył, a w końcu lipca oficjalne dane mówią już o ponad 141 tys. chorych na COVID-19 i śmierci 1161 pacjentów.

Przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) winą za dramatyczny wzrost liczby chorych obarczają wariant delta. Zwracają uwagę na ogniska zachorowań o niejasnym pochodzeniu w wietnamskich parkach przemysłowych, szpitalach, osiedlach mieszkaniowych, a nawet w ośrodkach kwarantanny. Do pogarszającej się sytuacji epidemicznej mogły się przyczynić także nieszczelne granice z Kambodżą i Laosem, przez które do kraju wracali zainfekowani tam Wietnamczycy, i majowe jednopartyjne wybory parlamentarne, w których głosowało prawie 70 mln osób. W dodatku od wielu tygodni mieszkańcy wielkich miast starają się z nich wydostać – początkowo masowo rezerwowali loty, a gdy ograniczono ich liczbę, drogą lądową wyjeżdżali do okolicznych wsi i uważanych za bezpieczne górskich prowincji.

Dla Lucasa Nguyena życie w czasie czwartej, najbardziej dotąd niszczycielskiej fali epidemii, oznacza ciągłą niepewność i próby przystosowania się do nakładanych i zdejmowanych zakazów. „Już w maju mieliśmy w Hanoi przejściowy lockdown. Zamknięto salony masażu, kluby karaoke i odwołano większe imprezy, a w kawiarniach i restauracjach można było zamawiać tylko na wynos. Później, na początku czerwca, kawiarnie i restauracje otwarto, ale po tygodniu albo dwóch z dnia na dzień znowu je zamknęli” – mówi.

W ubiegłą sobotę w 5-milionowej wietnamskiej stolicy wprowadzono mające potrwać 15 dni obostrzenia, w tym zakaz zgromadzeń większych niż dwuosobowe i trwającą od 18 do 6 rano godzinę policyjną. Nakazano zamknięcie większości firm i zabroniono wychodzenia z domów bez ważnego powodu. „Do miasta nie można wjeżdżać ani z niego wyjechać, a przy każdym wyjściu na bazar po zakupy trzeba mieć ze sobą osobne pozwolenie z pieczątką. Ci, którzy pracują w jeszcze otwartych sektorach, muszą dostać od pracodawcy list potwierdzający, gdzie są zatrudnieni” – relacjonuje Nguyen. „Wszędzie rozstawione są barierki i policyjne blokady. Policjanci sprawdzają wszystkim dokumenty i pytają o powód wyjścia z domu. Jeśli nie poda się wystarczająco ważnego, można być odesłanym albo dostać mandat” – dodaje. Przy wjazdach do okolicznych wsi ustawiono szlabany. Wpuszczani i wypuszczani są tylko ich mieszkańcy, ale i oni mogą wyjechać na zakupy najwyżej raz dziennie.

W Ho Chi Minh (dawniej Sajgon) niemal całkowita blokada życia gospodarczego i społecznego trwa już od 31 maja. Mimo jej obowiązywania liczba zakażeń w tym największym wietnamskim mieście nie spada. Ho Chi Minh pozostaje epicentrum obecnej fali zachorowań. Policjanci z posterunków ustawionych przy trasach wjazdowych wpuszczają tylko osoby z negatywnym wynikiem testu na koronawirusa, ale Wietnamczycy starają się raczej opuścić miasto niż je odwiedzać.

Quan, student miejscowej politechniki, mówi PAP, że śródmiejskie ulice są prawie puste. „W poniedziałek wprowadzono godzinę policyjną i od tamtej pory siedzę w domu, bo przez cały dzień mamy zdalne zajęcia. Wcześniej też nie chodziłem do miasta częściej niż raz w tygodniu, a u fryzjera nie byłem od ponad dwóch miesięcy” – relacjonuje student.

„Wszyscy mamy tu wrażenie, że sytuacja tylko się pogarsza. Na moim osiedlu ciągle są wykrywane nowe zachorowania. Mówi się, że wariant Delta to właściwie nowy typ wirusa, a objawy u zarażonych są często bardzo silne już po dwóch dniach. Żeby się zaszczepić, trzeba mieć znajomości, więc ludzie naprawdę boją się o swoje zdrowie i życie swoich krewnych” – dodaje Quan.

W czwartek władze zapowiedziały, że przyspieszą szczepienia przeciwko koronawirusowi w Ho Chi Minh. Dotąd jednak wietnamska kampania szczepień przebiegała najwolniej w całej Azji Południowo-wschodniej. Do końca lipca służby medyczne zaszczepiły zaledwie 0,6 proc. niemal 100-milionowej populacji kraju.

Lucas Nguyen wyjechał z Hanoi w ostatniej chwili przed zamknięciem stolicy. “Moja rodzina mieszkała na wsi już od ponad dwóch miesięcy. Ja walizkę spakowałem w tamtą sobotę, kiedy tylko przyszedł nakaz zamknięcia biur. Jesteśmy szczęściarzami, mamy tu małe osiedle domków, obiekty sportowe, dużo zieleni i jezioro. Udało się nam wszystkim zaszczepić i możemy stąd pracować zdalnie, dopóki to wszystko się nie skończy” – mówi.

Tomasz Augustyniak (PAP)

tam/ kib/

Źródło:PAP
Tematy
Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1300 zł premii!

Otwórz Konto Firmowe Godne Polecenia i zyskaj nawet 1300 zł premii!

Advertisement

Komentarze (9)

dodaj komentarz
xiven
azjaci chyba uwielbiają bawić się w plandemie

oni chodzili z maseczkami już dwie dekady temu jak europejczycy jeszcze pukali by się po głowie na taki pomysł
and00
A ja przez tą Chińską zarazę 2 rok nie mogę na porządne wakacje wyjechać bo praktycznie cała Azja i pół Afryki jest zamkniete
carlito1
Ja oddam swoje dawki tym biadakom.!!! To nie jest walka z wirusem a z ludźmi i światem jaki znamy.
samsza
W Polsce był sondaż, 70% emerytów i rolników było za restrykcjami - pierwsi bo pewnie uważają, że ich chronią, drudzy bo to dla miastowych, u siebie porządki po staremu. Rząd decyduje wg. słupków, a nie wiedzy, szanse na ''przegłosowanie'' już są małe, a ludzie dali się wciągnąć w wojnę szczepów.W Polsce był sondaż, 70% emerytów i rolników było za restrykcjami - pierwsi bo pewnie uważają, że ich chronią, drudzy bo to dla miastowych, u siebie porządki po staremu. Rząd decyduje wg. słupków, a nie wiedzy, szanse na ''przegłosowanie'' już są małe, a ludzie dali się wciągnąć w wojnę szczepów.
Nie będziecie żyć w normalnym kraju no kochacie podział PiS/po, tak samo, lockdown będzie stale bo kochacie wojnę szczepową.
kenn
To nie ma znaczenia co mówił sondaż (zresztą ich wiarygodność jest nijaka). Po to mamy konstytucję, żeby w ogóle takie kwestie były rozwiązywane "w zarodku" - to, że tak daleko zaszły, powinno być napiętnowane trybunałem stanu.

https://www.youtube.com/watch?v=QMmbKkTtaN8
mararok
"Żeby się zaszczepić, trzeba mieć znajomości, więc ludzie naprawdę boją się o swoje zdrowie i życie swoich krewnych” – dodaje Quan.

Trzeba im pomóc !!! Chętnie oddam moje dawki zakupione przez rząd tym ludziom skoro tak bardzo ich potrzebują, ktoś jeszcze jest za ?
dididif
Komunizm wietnamski dzielnie wypędził amerykanów, więc teraz znajdzie się i nagan, by od tyłu w łeb palnąć niezaszczepionemu. Na każdej drodze co sto metrów flaga w kolorze leninowskim z sierpem i młotem na nieszprycowanego kułaka.
potiomkin
Po co ta nagonka i sianie paniki? Wietnam ma 100 mln mieszkańców, a liczba dziennych zachorowań jest mniejsza niż 10 tys!
piotr_rzymianin
Taka sama panika jak w Indiach. Panikowały BBC i CNN. Hindusi żyli swoim rytmem

Powiązane: Epidemia koronawirusa z Chin

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki