REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Polak o życiu w Pekinie: Są korzyści, ale to też udręka [Tam mieszkam]

Malwina Wrotniak2015-08-03 06:00redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2015-08-03 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Stolica Chin ma ambicje stać się supermiastem. Na razie jest miejscem, gdzie słoneczne dni to towar luksusowy, woda nie nadaje się do picia, a powietrze jest tak brudne, że czasami nie widać aut na parkingu pod blokiem. Mimo to, wiele osób codziennie spędza 5-6 godzin na dojazdach do i z pracy w centrum. O życiu w stolicy Chin w rozmowie z Bankier.pl opowiada mieszkający tam Polak - Krzysztof Achinger.

O stolicy Chin ostatnio głośno. Od kilku tygodni media donoszą o planach rozbudowy Pekinu do rozmiarów supermiasta na 130 milionów mieszkańców. W ostatni piątek lipca zapadła decyzja, że właśnie tutaj w 2022 roku zorganizowane zostaną Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Do tego wszystkiego wrze na rynkach. Jednocześnie Pekin nie zwalnia tempa: uruchamia kolejne linie metra w tempie podobnym do tego, w jakim w Polsce otwiera się kolejną stację, stawia kolejne nowoczesne osiedla mieszkaniowe, które świecą pustkami, miasto puchnie.

To dostateczne powody, żeby zapytać jak żyje się w takim miejscu. W rozmowie z Bankier.pl z serii #TamMieszkam opowiada o tym Krzysztof Achinger*, Polak mieszkający i pracujący jako tłumacz języka chińskiego w Pekinie.

fot. arch. pryw. Krzysztof Achinger /

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Słyszałeś o planach przekształcenia Pekinu i okolic w 130-milionowe supermiasto. Uważasz, że to realne?

Krzysztof Achinger: Tak. O tej sprawie było już głośno spory czas temu. Chińczycy zresztą znani są z tego, że planują długoterminowo, nie jest jak w Polsce – gdzie z kolejnymi kadencjami rządu przychodzą nowe pomysły. To, że teraz dowiadujemy się o tych planach, pewnie jest wynikiem tego, że ktoś miał taki pomysł już kilka, może nawet kilkanaście lat temu. 

Wakacje na giełdzie

Inna sprawa, że to miasto już teraz jest ogromne, ma trochę ponad 21 mln mieszkańców. Ponadto mamy drugie miasto położone ok. 130 km od Pekinu, Tianjin, w którym mieszka ponad 14 mln ludzi. Oba miasta w połączeniu z „nieco” mniejszymi (po kilka milionów), zlokalizowanymi w okalającej wszystko prowincji Hebei, już stanowią potężne skupisko ludzi. W zasadzie jedyne, czego brakuje, a co jest teraz intensywnie budowane, to infrastruktura komunikacyjna, która ułatwi przepływ ludzi. Podróż szybkim pociągiem z Pekinu do Tianjinu zajmuje ok. 30 minut.

» Zobacz przejazd trasą z Pekinu do Tianjinu na kanale Krzyśka na YouTube

Przejazd w korkach przez Warszawę lub Kraków zajmie nam znacznie więcej czasu. Teoretycznie więc można mieszkać w Tianjinie i pracować w Pekinie lub odwrotnie, ale póki co, nie sądzę, aby sporo ludzi praktykowało taki model, bo przejazd między miastami to jedna sprawa, a poruszanie się po mieście to zupełnie inna bajka. Mimo fantastycznie rozwiniętego metra w Pekinie, miasto jest trudne do przemierzania, jeżeli trzeba to robić codziennie. Na budowie supermiasta Jing-Jin-Ji skorzystają ludzie zamieszkujący Hebei, które z jednej strony stanie się sypialnią, a z drugiej  miejscem pracy dla mniej wykwalifikowanych ludzi.

A Zimowych Igrzysk Olimpijskich gratulować? Jak ta decyzja może wpłynąć na funkcjonowanie mieszkańców i miasta? Spodziewasz się paraliżu? Miasto pomieści turystów? Chińczycy udźwigną to organizacyjnie? Nie obędzie się bez wystrzelonych w kosmos inwestycji na pokaz?

Pekin w 2008 roku zorganizował i bardzo pomyślnie przeprowadził letnie igrzyska. Nie ma powodu sądzić, aby zimowe im nie wyszły! W pobliżu Pekinu są dość wysokie góry, ale znowu kompletnie brak infrastruktury związanej ze sportami zimowymi. Po pierwsze dlatego, że Chińczycy nigdy w sportach zimowych prymu nie wiedli, a po drugie dlatego, że tutaj w zimie rzadko cokolwiek pada. Zeszłej zimy śnieg w Pekinie spadł raz i to tak skromnie, że biała pelerynka nie wytrzymała do wieczora. Jest natomiast bardzo zimno i ujemna temperatura, szczególnie w górach jest wręcz gwarantowana, dlatego import śniegu z północno-wschodniej części kraju (Dongbei) będzie łatwy i skuteczny. Nie sądzę też, aby nastąpił jakiś paraliż. Na pewno się uda.

Świat słyszy wiele mniej lub bardziej absurdalnych opowieści o Pekinie. Uporządkujmy te informacje. W jaki sposób miasto jest zorganizowane?

Pekin zbudowany jest na planie kwadratu, ulice przecinają się tu pod kątem prostym. Miasto rozrasta się od centrum, w którym znajduje się słynny Plac Tiananmen. Dalej mamy część zabytkową - tam urzędowali kiedyś cesarze. Nazywa się ona zresztą Zakazanym Miastem, dlatego że kiedyś plebs nie mógł tam wchodzić. To ścisłe centrum okala druga obwodnica Pekinu. Dalej mamy trzecią obwodnicę i możemy uznać, że w jej obrębie znajduje się to właściwe centrum z częścią lepiej rozwiniętych przedmieść. Za trzecią obwodnicą, 20 do 35 km od centrum, są już przedmieścia. Ja mieszkam przy piątej obwodnicy i to jest już od centrum około 40 minut jazdy metrem w prostej linii, bez przesiadania się. I w tym sensie Pekin ma jasno określone centrum, chociaż są też subcentra, na przykład na wschód od Tiananmen znajduje się bardzo rozwinięta dzielnica biznesowa.

fot. / / EastNews

Miasto jest oplecione olbrzymią siatką metra. Kiedy przyjechałem do Pekinu pierwszy raz w 2006 roku (później jeszcze stąd wyjechałem, a dopiero następnie zamieszkałem na stałe), było tutaj chyba 4 czy 5 linii metra. Teraz jest ich 18. Chińczycy budują jedną linię metra mniej więcej w tempie, w jakim my w Warszawie budujemy jedną stację. Długość torów wszystkich linii dochodzi do 600 km. Moja żona dojeżdża do pracy metrem w kierunku przeciwnym niż do centrum miasta – najdalej położona w tym kierunku stacja metra jest oddalona od centrum Pekinu o około 40 km.

Każde duże, szanujące się miasto, musi mieć swoje sypialnie. Gdzie w Pekinie mieszkają masy?

Takie osiedla mieszczą się zarówno w obrębie trzeciej, jak i drugiej obwodnicy miasta. Bliżej ścisłego centrum jest to raczej 4-, 5-piętrowe stare budownictwo, przypominające trochę polskie budownictwo lat 70. Tutaj to też są pozostałości połowy minionego stulecia. Te budynki powoli się wyburza, ale nie są zastępowane nowymi blokami, tylko biurowcami i powierzchniami handlowymi, natomiast ci, którzy tam mieszkali, muszą przenosić się gdzieś dalej.

Natomiast im dalej od centrum, tym mamy te osiedla większe, wyższe i tym więcej ludzi w nich mieszka. Te bloki są już nowoczesne, z parkingami podziemnymi dla samochodów. Ja mieszkam w jednej z takich większych sypialni dla Pekinu, Tiantongyuan, mieszczących się jeszcze w granicach północnej części miasta.

fot. travelchinaguide.com /

Dalej mamy już okalającą Pekin prowincję Hebei, przez co niektóre jeszcze dalej położone sypialnie dla miasta potrafią być oddalone o 2-3 godziny jazdy. Tam już nie wszędzie dociera metro, czasami trzeba dojechać autobusem, przesiadać się. W ten sposób niektórzy spędzają 5-6 godzin dziennie na dojazdach do i z Pekinu, gdzie pracują.

BBC pokazywało ostatnio takie miejscowości. Ogromne, niemal identyczne wieżowce zbudowane pośrodku niczego i młodzi ludzie wyczekujący co rano autobusów do Pekinu, którymi późnym wieczorem wrócą w to samo miejsce, żeby się przespać i następnego dnia znowu wyjechać.

Tak to właśnie wygląda. Tak jak mówiłem - Chińczycy planują dalekosiężnie. Mają więc też sporo osiedli, które są puste, to są te tzw. miasta – duchy. Postawił je deweloper albo rządowy inwestor, póki co nakręcając lokalną gospodarkę – ktoś tam musiał przywieźć piasek, ktoś rozłożyć rusztowania itd. Dzisiaj nie ma tam jednak ludzi, bo te osiedla będą potrzebne dopiero za 10-15 lat. Trochę za sprawą samego rozwoju Chin – tutaj wskaźnik urbanizacji wciąż jest niższy niż na Zachodzie, jest więc świadomość, że wkrótce 20-30% populacji przeniesie się do miast. W kraju, w który żyje 1,35 mld ludzi te 20% robi wrażenie. Czas pokaże, czy były to inwestycje na wyrost, przestrzelone. Osiedla budowane w ten sposób na zapas często faktycznie nie mają infrastruktury, nie dociera tam metro, nie ma tam dużych sklepów czy szkół, ale one z czasem powstaną.

Pekin, tak jak Szanghaj, też chętnie kopiuje zachodnie wzorce architektoniczne?

Czasami tak, choćby w dzielnicach willowych. Z tym że w Polsce willa kojarzy się z dużym domem, zbudowanym na osobnym projekcie, otoczonym ogrodem. Tutaj z braku miejsca deweloper stawia obok siebie na przykład 50 takich samych budynków.

A co do kopiowania z Zachodu - byłem tu niedawno w willowej dzielnicy, która nazywa się Beverly Hills. Adres to: Pekin, Beverly Hills.

Mieszkanie w Pekinie to też udręka. Czytaj dalej »

Powiedz, na ile dokuczliwe na co dzień jest tamtejsze zanieczyszczenie powietrza?

Jest to bardzo uciążliwe i jest to jeden z powodów, dla których mimo oczywistych korzyści z życia tutaj, mieszkanie w Pekinie to udręka. Bo oprócz zanieczyszczenia powietrza, trzeba też powiedzieć o zanieczyszczeniu hałasem. Tutaj jest naprawdę głośno. Żeby coś załatwić, trzeba przekrzyczeć się przez cały tłum Chińczyków. Przy każdym z tych ulicznych straganów ludzie krzyczą. To dzieje się obok trzypasmowej drogi, po której bez przerwy jadą samochody, a Chińczycy mają tendencję do nadużywania klaksonu. Do tego przejeżdżają ciężarówki, górą leci metro (kolejka jeździ tu miejscami pod ziemią, a miejscami wyjeżdża na wiadukty nad poziomem dróg), w ten sposób ciągle panuje wrzawa.

fot. / / EastNews

A wracając do zanieczyszczenia powietrza – jego poziom monitoruje się na skali PM. Przedział 100/120-200 PM to tutaj właściwie norma. Natomiast w Europie przyjęło się, że poziom powyżej 30 PM już jest szkodliwy. Kiedy w Krakowie na Alejach Trzech Wieszczów jest 70 PM, zaczyna się lament i protesty. Tutaj poziom sięga czasami 700 PM. Wtedy na przykład z ósmego piętra nie widzę z okna samochodów na parkingu pod blokiem.

Bezchmurne niebo to towar deficytowy?

Powiedzmy, że takich słonecznych, przyjemnych dni w roku jest może tydzień, dwa. A reszta to nieprzyjemny smog i widoczne gołym okiem zanieczyszczenie.

Oprócz tego, że jest tu bardzo dużo ludzi i samochodów, to w okalającej Pekin prowincji Hebei działa wiele fabryk. Niesprzyjające jest też samo ukształtowanie terenu, Pekin jest od północy i zachodu otoczony górami, co utrudnia swobodny przepływ powietrza.

A jakość wody?

Chcesz zobaczyć, jak wygląda u nas woda?

Pewnie.

[Krzysiek pokazuje stojące w kuchni dystrybutory wody i zapas wody w baniakach]

To jest woda, którą piję i której używam do gotowania. Ta z kranu zupełnie nie nadaje się ani do gotowania, ani do picia. Można się od niej naprawdę pochorować. Oczywiście w domu gotujemy z wody znanego pochodzenia, ale kiedy jem na mieście, a robię to w porze lunchu w zasadzie codziennie, to tam gotuje się w zwykłej wodzie z kranu.

O zanieczyszczeniu w Chinach mówi się tak dużo, że nikogo już chyba ten temat nie dziwi. Spodziewam się jednak, że dla wielu zaskoczeniem na pekińskich ulicach mogą być pewne odmienności natury obyczajowej czy kulturowej.

No na pewno zaskoczyć na ulicach Pekinu może ruch uliczny. Obowiązuje tu niepisana zasada, że większy ma zawsze pierwszeństwo. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że pieszy ma pasach jest na uprzywilejowanej pozycji. A tutaj, nie dość, że prawie przejadą nam po stopach, to jeszcze nas strąbią.

fot. / / EastNews

Normą jest, że wszędzie stoi się w kolejce i niestety doświadczam tego na co dzień. Nawet kiedy idzie się po najmniejszą drobnostkę, na przykład po piwo do sklepu – trzeba stać w kolejce. Nie mówiąc już o wizycie w supermarkecie, gdzie w kolejce do kasy zwykle trzeba odstać pół godziny. W kolejce stoisz, idąc do lekarza czy kupując bilet. Przy pojedynczym wejściu do metra stoi 10-15 biletomatów i do każdego jest kolejka, mimo że takich wejść na każdą stację mamy po kilka. Takie tłumy są na ulicach od rana do wieczora.

Chińczycy, zgodnie z tym, co się mówi, masowo plują na ulicach, co jest obrzydliwe, a co oni sami tłumaczą koniecznością oczyszczania gardła w tym zanieczyszczonym powietrzu.

No i w Chinach wszyscy się wszędzie pchają. Jeśliby chcieć zastosować się do naszych, europejskich standardów, można zwyczajnie zostać potrąconym. Na początku myślisz jeszcze, że nie będziesz postępował jak inni, że zachowasz swoje standardy i kulturalnie ustąpisz miejsca innym. Nie – jeśli ustąpisz raz, to będziesz tak ustępować do wieczora i nigdzie nie wejdziesz, bo nikt cię nie przepuści. Musisz po prostu iść, przeć do przodu. Kto ma ochotę powalczyć, ten wsiądzie.

Jak z takimi tłumami jest w stanie poradzić sobie system komunikacji miejskiej?

Tutaj zawsze będzie trochę za dużo ludzi względem dostępnych środków, ale system w miarę sprawnie działa. Linii metra, jak mówiłem, jest 18, natomiast linii autobusów są pewnie tysiące. Na rozkładach jazdy nie znajdziesz godzin odjazdów – poza pierwszym i ostatnim kursem – są tylko wyliczone na trasie przystanki, z zaznaczeniem na którym jesteś teraz. W godzinach szczytu autobusy odjeżdżają co 2-3 minuty, metro potrafi odjeżdżać co minutę. Biorąc po uwagę, że do każdego wagonu wsiada ok. 150-200 osób, ta skala naprawdę robi wrażenie.

Czy tę całą siatkę środków komunikacji jest się w stanie ogarnąć?

Metro – tak, jest wygodne i łatwo się nim poruszać, co do niego właściwie nie mam zastrzeżeń, może poza jednym - przy wejściu do metra trzeba poddać się kontroli bezpieczeństwa, przepuszczając przez skaner bagaż, co spowalnia cały proces i tworzy kolejki. Wszystkie stacje są opisane nie tylko chińskimi znakami, ale też nazwami czytelnymi dla obcokrajowców, więc turyści sobie poradzą.

Co do autobusów – nie da się tego ogarnąć, nie ma jednej spójnej mapy z całym schematem. Ale rozwinął się tu całkiem dobrze internet i powstało sporo aplikacji na telefon, które podpowiadają w który autobus wsiąść na danej trasie, o której mniej więcej spodziewać się jego przyjazdu itp.

Skoro wywołałeś już temat internetu. W jakim stopniu dostęp do niego jest ograniczony? Rozmawiamy w końcu bez przeszkód via Skype.

Internet jest tu mocno ocenzurowany. Nie wiem, na ile te liczby są zgodne z prawdą, ale mówi się, że w Chinach 2 mln osób są zatrudnione do cenzurowania internetu. Oczywiście nie śledzą tych forów i stron fizycznie, jedna po drugiej, tylko nadzorują działanie skomplikowanego oprogramowania, które wykrywa konkretne hasła kluczowe. Sygnały o treściach nie po myśli władz są weryfikowane, taki wpis jest kasowany albo dane konto blokowane, a właściciel często otrzymuje odpowiednie ostrzeżenie. Jeśli jesteś grzeczny, to OK, ale jeśli coś kombinujesz, może się tak zdarzyć, że ktoś zapuka do drzwi.

Na jakie strony internetowe nie zajrzysz w Chinach? Czytaj dalej »

Na które strony internetowe nie zajrzysz w Chinach?

Zapytania za granicę ogólnie są możliwe. Można otwierać różne strony, mogę otwierać Bankier.pl, ale już na przykład CNN nie działa. Wiadomo – to bardzo znana strona informacyjna, która często publikuje treści o Chinach, nie pytając Chin o zdanie.

fot. / / baidu.com

Nie działa Google. YouTube, który należy do Google, też jest całkowicie zablokowany. Zablokowany jest Facebook, Twitter. Zresztą strona internetowa, którą kiedyś prowadziłem też została zablokowana. Przeniosłem ją na nowy serwer, z nowym adresem IP, działała przez jakiś czas, później znowu ją zablokowano.

Mimo to, radzisz sobie bez przeszkód.

Bardzo dużo korzystam z internetu, więc ratunkiem jest VPN, który szyfruje połączenie, w związku z czym cenzorujący nie wie, z jaką stroną się łączysz. Niestety VPN jest często usługą płatną.

Wiesz, w Chinach jest 500 mln internautów, to więcej niż cała populacja Amerykanów. Z punktu widzenia władz oni muszą być kontrolowani, bo gdyby nie byli, bardzo szybko by się zorganizowali i pewnie pojawiłyby się jakieś niepokoje.

Mamy tu mobilną aplikację Wechat – chiński odpowiednik Whatsupa. Korzystając z niej, możesz mieć w grupie tylko 100 osób. Jeśli chcesz mieć więcej osób, musisz się zarejestrować, przez co cenzorzy wiedzą, kto w tej grupie jest. Jeśli zaczynają się jakieś nieprzychylne komentarze, to taka grupa jest zamykana. A w ogóle to w całej grupie można mieć maksymalnie 400 czy 500 osób, większych grup tworzyć się nie da.

Twoi chińscy rówieśnicy obchodzą system w podobny sposób jak Ty?

Nie, oni tego nie robią, bo nie muszą i nie jest im to do niczego potrzebne. Przecież wszystko, co pojawia się na Zachodzie, ma też swój chiński odpowiednik. Wszyscy wiemy, że Chińczycy są mistrzami w kopiowaniu. Jak tylko więc pojawiło się Google.com, pojawiło się Baidu.com. To obecnie największa wyszukiwarka w Chinach mająca 60% tego rynku, będąca kopią Google. Wyszukiwania w Baidu są prezentowane w bardzo podobny sposób jak w Google, włącznie z kolorami linków.

Chińskie odpowiedniki internetowych serwisów popularnych na Zachodzie

Oryginał

Chińska kopia

www.google.com

www.baidu.com

www.facebook.com

www.renren.com

www.twitter.com

www.weibo.com

www.eBuy.com

www.taobao.com

www.whatsup.com

www.wechat.com

Źródło: Bankier.pl

Chińczycy mają też swój Facebook. Do 2008 roku Facebook był dostępny w Chinach, ale zablokowano go, bo zaczął za bardzo zyskiwać na popularności. Wtedy momentalnie pojawił się chiński Renren, oczywiście layoutem odpowiadający Facebookowi. Te kopie serwisów zazwyczaj są dostosowane kolorytem do tutejszej kultury, ale funkcjonalności, sposób komunikowania się to bezpośrednie analogie do zachodnich rozwiązań.

Google ma Street View, Baidu też taką usługę ma – widziałem zresztą pod domem dwa samochody z zamontowanymi na dachu kamerami. I tak ze wszystkim – Apple robi SmartWatch, zaraz potem chińskie Xiaomi też wypuszcza swój odpowiednik.

To samo z Teslą.

Tak, choć auta elektryczne to w ogóle ciekawa sprawa w samym Pekinie. Mamy tutaj bardzo duże ograniczenie, jeśli chodzi o ruch samochodowy. Kupić samochód to nie żaden problem, ale żeby nim jeździć, trzeba je zarejestrować, czyli otrzymać tablice rejestracyjne. A żeby otrzymać tablice, trzeba wziąć udział w loterii, ponieważ jest zbyt wielu chętnych. Oczywiście wiele osób ma dużo pieniędzy, więc gdyby było to do kupienia, bogaci zapłaciliby każdą cenę i mieli, a biedni nie. Loteria jest więc w pewien sposób sprawiedliwa. Do loterii można przystąpić, jeśli ma się chińskie prawo jazdy. Ja takie mam.

[Krzysiek pokazuje prawo jazdy, z którego nic nie rozumiem]

Niestety tablic losują bardzo mało, bo miasto już jest zakorkowane, więc władze nie chcą jeszcze większej liczby samochodów. Moi chińscy znajomi czekali po 2, 3, 4 lata. Kolega z pracy czeka już 4 lata i jeszcze nic nie wylosował. Jest podobno jakiś algorytm, który zwiększa szansę osób najdłużej czekających w kolejce. Ja zapisałem się pół roku temu, także szansę na to, żeby otrzymać te tablice w najbliższym czasie mam niewielką.

Ale wyszliśmy od aut elektrycznych – właściciele takich samochodów nie muszą brać udział w loterii, oni dostają tablice od ręki. Chiński rząd dopłaca też do zakupu każdego samochodu elektrycznego 100 tys. juanów. To około 1/3 ceny całego samochodu elektrycznego chińskiej marki!

To w imię polityki promowania ochrony środowiska, która jest tu teraz na topie. Ogromne pieniądze inwestuje się tu teraz w zieloną gospodarkę, w firmy pracujące nad odnawialnymi źródłami energii, produkujące samochody elektryczne, baterie słoneczne czy prowadzące badania w tych dziedzinach nauki.

Moje ostatnie pytanie dotyczy najnowszych wydarzeń: jak pekińska ulica reaguje na ostatnie wydarzenia na giełdzie? Ten temat mocno emocjonuje inwestorów w Polsce.

To, że coś niedobrego zaczyna się dziać na rynkach, było widać w metrze, gdzie przybywało osób wpatrujących się w ekrany smartfonów, na których obserwowano giełdowe wykresy.

Jakiś czas temu mieliśmy tu do czynienia ze zjawiskiem podobnym jak na wielu innych giełdach – ludzie wsiadali do pociągu, który już się rozpędzał. Wraz z tym, jak przybywało kupujących, coraz więcej osób w gronie znajomych zaczęło o tym mówić, coraz więcej osób wchodziło na giełdę i inwestowało na ślepo, nie znając tematu. A dodajmy, że Chińczycy lubią hazard. Inwestowali wszyscy, jak słyszałem nawet średnio zorientowani w temacie stażyści, którzy przyszli do nas do firmy.

Akcje kupowało wielu zwykłych ludzi, nie mających na ten temat prawie żadnej wiedzy, za to mających nadzieję na szybki zarobek. Inwestowali, bo robili to ich znajomi, nie analizowali sytuacji spółek, stawiali na pierwsze z brzegu. Giełda rosła głównie z tego powodu, a nie na skutek doskonałych wyników spółek. Było więc do przewidzenia, że giełda tąpnie. Pod tym względem jest tutaj ciekawie.

Rozmawiała Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl

* Krzysztof Achinger jest tłumaczem języka chińskiego, którego uczy online na swojej stronie internetowej Bohan.pl.

Materiał jest częścią projektu „Tam mieszkam”

fot. / / Bankier.pl
Źródło:
Tematy

Komentarze (47)

dodaj komentarz
~reptilia
W Krakowie wcale nie lepiej niż w Pekinie z normami zanieczyszczeń, to jest skandal, żeby
w 750 000 mieście w cywilizowanej Europie, w kulturalnej stolicy Polski, dzieci skazuje
na astmę i inne choroby związane ze smogiem. Całe centrum i stare Podgórze kopci w piecach,
jak tylko troszkę chłodniej, firma miejska MPEC chwali
W Krakowie wcale nie lepiej niż w Pekinie z normami zanieczyszczeń, to jest skandal, żeby
w 750 000 mieście w cywilizowanej Europie, w kulturalnej stolicy Polski, dzieci skazuje
na astmę i inne choroby związane ze smogiem. Całe centrum i stare Podgórze kopci w piecach,
jak tylko troszkę chłodniej, firma miejska MPEC chwali się, że walczy ze smogiem, tylko że w ślimaczym tempie, bo jeśli będą podłączać 3 ulice rocznie, to walka ze smogiem w Krakwie
będzie trwać 1000 lat!!!
To jest skandal, w 0,75 mln mieście mamy podobny smog co w 21 mln Pekinie, czy może być gorzej, pewnie tak, mogli byśmy mieć większy smog niż w Pekinie.
~wunx
Jesteś kompletnym debilem. W Krakowie niema nawet 5% smogu z Pekinu. No po prostu opadają ręce jak można wypisywać takie bzdury!
~rtr
Planowanie... ja tam raczej widzę głupotę i gigantomanię. Chiński rząd naprodukował baniek na nieruchomościach i papierach wartościowych. Teraz jest zakładnikiem tego szaleństwa. Budowanie dla budowania pozwala przez chwilę podbijać statystyki PKB, klasa średnia kupiła kit, że nieruchomość to bezpieczna lokata kapitału. Stąd cała Planowanie... ja tam raczej widzę głupotę i gigantomanię. Chiński rząd naprodukował baniek na nieruchomościach i papierach wartościowych. Teraz jest zakładnikiem tego szaleństwa. Budowanie dla budowania pozwala przez chwilę podbijać statystyki PKB, klasa średnia kupiła kit, że nieruchomość to bezpieczna lokata kapitału. Stąd cała masa osiedli-widm. Mieszkania często czyjeś są, ale zostały kupione jako "lokata kapitału" i są chomikowane. Nie daje się oddychać, ściek płynie rurami, a im się roi 130-milionowe mrowisko?! Już wolę polski burdel od chińskiego planowania.
~OMGAKAWTF
Jak dlugo mieszkales w Chinach? Poszukaj w necie historii miasta Suzhou pod Szanghajem. Maja tam wiekszy inkubator innowacji technologicznych niz dawne kraje RWPG razem wziete.
Jak piszesz, miej jakies pojecie.
~zulu odpowiada ~OMGAKAWTF
@OMGAKAWTF - nie podniecaj siefacet. Od10 lat prawie mieszkam wChinach (tak często bywam służbowo) i ten inkubator to jest przede wszystkim mega wielka kopiarnia tego, co zrobili Amerykanie czy Europejczycy.
Ale nie o tym -najlepiej widać to po stosunku Chińczyków wystających ponad przeciętność do swojego państwa - każdy z moich
@OMGAKAWTF - nie podniecaj siefacet. Od10 lat prawie mieszkam wChinach (tak często bywam służbowo) i ten inkubator to jest przede wszystkim mega wielka kopiarnia tego, co zrobili Amerykanie czy Europejczycy.
Ale nie o tym -najlepiej widać to po stosunku Chińczyków wystających ponad przeciętność do swojego państwa - każdy z moich studentów pochodzących z Chin staje na głowie aby zostać w Polsce na stałe - tak nie chcą wracać. Niektórym się to udaje, ładnym Chinkom zwłaszcza ;)
~plazowicz
Tam nawet do zebry jest kolejka z 1-2 zmianami świateł.
~Beijing
Jeszcze jeden drobiazg BEIJING ma SIEDEM obwodnic,taki styl.
~Beijing
Nie ma miasta Pekin, jest BEIJING kto tam był ten wie.Nic nie wiemy o CHINACH, to jest GIGANT. Wystarczy,że zniosą kontrolę urodzeń.
~aaaaaaa
Takie supermiasta szybko upadna jest zecza niemozliwa utrzymac takie miasto w ladzie i skladzie
~kelner
Homo Sapiens powinien mieszkać w miastach od 1 mln mieszkańców. W historii planety cywilizacje lokalne zawsze ginęły gdy miasta podadały w ruinę. Mieszkam w Szczecinie który właśnie osiąga 0,5 mln. Wspomnienia z wakacji w milionowym mieście: >>>>>>>>>> www.baltic-room.com/upload/201508/garlic_wwwbaltic-Homo Sapiens powinien mieszkać w miastach od 1 mln mieszkańców. W historii planety cywilizacje lokalne zawsze ginęły gdy miasta podadały w ruinę. Mieszkam w Szczecinie który właśnie osiąga 0,5 mln. Wspomnienia z wakacji w milionowym mieście: >>>>>>>>>> www.baltic-room.com/upload/201508/garlic_wwwbaltic-roomcom3GP.3GP

Powiązane: Chiny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki