Quo vadis, panie Xi?

Maciej Kalwasiński2015-07-30 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2015-07-30 06:00

Miała być reforma i dominująca rola sił rynkowych, jest powrót do przeszłości i państwowa interwencja. Huśtawka na chińskiej giełdzie może nie tylko odbić się czkawką inwestorom na całym świecie, ale i powstrzymać niezbędne zmiany zachodzące w gospodarce Państwa Środka. Dalszy kierunek wyznaczy prezydent Xi Jinping.

W listopadzie 2013 r. przedstawiciele partii komunistycznej przedstawili program reform, który obejmował m.in. zezwolenie siłom rynkowym na odgrywanie decydującej roli w alokacji zasobów. Mimo że od tego wydarzenia minęły już blisko 2 lata i część zapowiadanych zmian udało się wprowadzić w życie, to wydarzenia ostatnich dwóch miesięcy pokazują, że chińską gospodarką nie rządzi niewidzialna ręka wolnego rynku, a bardzo widoczna ręka władzy ludowej.

Prezydent Chin Xi Jinping / fot. Michel Temer / Flickr/Global Panorama

Zielona wyspa

Deng Xiaoping powiedział kiedyś: "Giełda może działać w kapitalizmie i socjalizmie. Spróbujemy. Jeśli nam się nie powiedzie, po prostu ją zamkniemy".

Przez dłuższy czas powodziło się znakomicie. W czerwcu 2015 roku indeks Shanghai Composite osiągnął poziom 5166 punktów, czyli o ponad 150% więcej niż rok wcześniej. Kapitalizacja chińskiej giełdy sięgnęła 90% PKB (u szczytu hossy w 2007 roku było to 120% PKB), czyli blisko tyle samo co w krajach Zachodu. Wyceny chińskich spółek oderwały się od rzeczywistości. Podczas gdy gospodarka Państwa Środka wyraźnie spowalniała, ceny akcji rosły.

Fundamentem gwałtownych wzrostów nie były jednak dobre wyniki i perspektywy chińskich przedsiębiorstw, a polityka władz, które zachęcały do inwestowania na giełdzie. Mieszkańcy Państwa Środka zaczęli zaciągać pożyczki pod zastaw akcji (margin loans), by inwestować je w kolejne papiery. Według wyliczeń Goldman Sachsa łączna wartość margin lending sięgnęła 355 mld USD, czyli 12% akcji notowanych na giełdzie i 3,5% PKB Chin. Z racji na popularność shadow bankingu i pożyczek społecznościowych dźwignia była z pewnością jeszcze wyższa.

Jednak po 12 czerwca bańka zaczęła pękać. SCI osunął się o 30%, a władze podjęły kroki w celu zatrzymania spadków. Z giełdy wyparowały 3 biliony dolarów, czyli ok. 6 razy więcej niż wynosi roczny PKB Polski. Pekin stara się zahamować zieleń (tym kolorem oznacza się w Chinach spadki) zalewającą rynek m.in. przy pomocy obniżek stóp procentowych, zastrzyków środków z banku centralnego, interwencyjnego skupu akcji, zakaz sprzedaży papierów przez dużych udziałowców czy zawieszenie IPO i notowań części spółek.

Od tego czas na chińskiej giełdzie trwa huśtawka - akcje potrafią tracić na wartości o ponad 5%, by w ciągu kilku godzin odbić się grubo powyżej kreski. Mimo ostatnich spadków, główny indeks giełdy w Szanghaju wciąż jest ponad 70% powyżej poziomu notowanego przed rokiem.

Ceny akcji powinny odzwierciedlać rzeczywistą kondycję spółek czy stan gospodarki, ale ostatnio inwestorzy baczniej przyglądają się wypowiedziom polityków niż ekonomicznym fundamentom. Polityczne wsparcie dla giełdy nie jest wyłącznie chińską domeną. EBC, wzorując się na amerykańskim Fedzie, napędza koniunkturę przy pomocy programu luzowania ilościowego, a Bank Japonii posuwa się do skupowania papierów wartościowych. Masowo drukowany pieniądz musi krążyć i zarabiać, co powoduje powstawanie baniek na rynkach nieruchomości czy giełdach.

- Uwolniony zbyt szybko i pochopnie rynek pokazał, że wyrwał się spod kurateli władz - komentuje prof. Bogdan Góralczyk. - To wszystko, co widzieliśmy w wydaniu władz (...) to nic innego, jak szybki powrót do państwowego interwencjonizmu, który dziś do końca nie wiadomo na jakim ostatecznie etapie zostanie wyhamowany - dodaje.

Dlaczego władze zdecydowały się na interwencję? By nie stracić twarzy przed rzeszami Chińczyków, którzy, za zachętą Pekinu, zainwestowali na giełdzie i liczyli, że ta będzie rosła w nieskończoność.

Chiński sen zmienia się w koszmar

Chińska giełda jest zdominowana przez drobnych inwestorów z Państwa Środka. Według informacji Reutersa, odpowiadają oni za 85% obrotu. China Securities Depository and Clearing Corporation informuje o ponad 200 milionach rachunków maklerskich, choć nie oznacza to, że tylu Chińczyków faktycznie inwestuje na rynku - część osób ma po prostu po kilka kont. Obcokrajowcy mają akcje o wartości mniejszej niż 2% całkowitej kapitalizacji giełdy.

Z szacunków Seana Minera i Jana Zilinsky'ego z Peterson Institute for International Economics wynika, że tylko co dziesiąte gospodarstwo domowe jest powiązane z giełdą (w porównaniu do co najmniej 1/3 w USA czy Europie Zachodniej), a papiery wartościowe stanowią 10% aktywów Chińczyków.

Ostatnie gwałtowne spadki dotknęły głównie tego typu inwestorów-amatorów, którzy dotarli na rynek, gdy bańka była już mocno napompowana. Kupowanie akcji miało być kupowaniem "chińskiego snu". Jednak zakupy na kredyt dla wielu nie skończyły się dobrze. Wraz ze zmniejszaniem się cen akcji, spadała wartość papierów zastawionych, by otrzymać pożyczkę, co oznaczało konieczność zwiększenia zabezpieczenia. Niektórzy pokusili się nawet na zastaw domów, widząc błyskawicznie rosnące indeksy giełdowe.

Politycy zachęcali obywateli, by inwestowali swoje oszczędności na giełdzie, dlatego spadki boleśnie odbijają się na ich wiarygodności i prestiżu. W społeczeństwie chińskim utrata twarzy jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić, dlatego władze za wszelką cenę starają się podtrzymać koniunkturę.

Na ilustracji premier Li Keqiang siłuje się z rynkiem

Z drugiej strony zachodni ekonomiści krytycznie oceniają siermiężne próby zahamowania obniżek cen akcji, a Pekin, zabiegając o dodanie juana do koszyka walut rezerwowych MFW (SDR), musi brać pod uwagę ich głos lub chociaż sprawiać wrażenie, że to robi.

Chiny potrzebują reform

Problemy na giełdzie mogą odbić się na reformach w innych sektorach. Partyjny beton dostał do ręki argument przeciwko liberalizacji gospodarki. – Reforma rynków finansowych ma dużo przeciwników i załamanie na giełdzie może ich wzmocnić. Może to mieć wpływ również na reformy w innych sektorach – twierdzi Kenneth G. Lieberthal z Brookings Institution.

Z drugiej strony Pekin może się obawiać wybuchu niezadowolenia opinii publicznej. Jest to szczególnie istotne w momencie, gdy gospodarka boryka się ze spowolnieniem wzrostu, co może odbić się na portfelach Chińczyków. W pierwszej połowie roku PKB Chin rosło w tempie 7%. - Panika na giełdzie może przyczynić się do spadku zaufania do rynku kapitałowego, a w konsekwencji do spowolnienia ścieżki równoważenia gospodarki chińskiej i przestawiania jej na wewnętrzny popyt – pisze dr Ewa Cieślik z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Od czasów reform Denga Xiaopinga, chińskim liderom udawało się połączyć szybki wzrost PKB ze stopniową liberalizacją i szerszym otwarciem na świat. Promowanie państwowych przedsiębiorstw, stawianie na eksport i inwestycje dawało bardzo dobre efekty, jednak model zaczął się w ostatnich latach wyczerpywać. SOE są siedliskiem korupcji i notują gorsze wyniki niż przedsiębiorstwa prywatne. Koniunktura na świecie pozostaje kiepska odkąd rynkami wstrząsnął kryzys finansowy w 2007 roku i eksport nie rośnie już tak dynamicznie. Nadmierne inwestycje doprowadziły do lawinowego wzrostu zadłużenia. Reformy ogłoszone w 2013 roku miały uniezależnić Chiny od sytuacji na świecie i zniwelować problemy wewnętrzne.

Jednak ich wyraźnych efektów wciąż nie widać. Konsumpcja wewnętrzna nie rośnie tak szybko, jak oczekiwano i nie jest w stanie zastąpić dotychczasowych silników. Dlatego rynki finansowe odgrywają ważną rolę w kreowaniu wzrostu – w I połowie roku przyrost sektora dodał 1,5 p.proc. do siedmioprocentowego wzrostu PKB. A i tak wielu ekonomistów podważa prawdziwość tych statystyk, twierdząc, że chińska gospodarka rozwija się znacznie wolniej.

Przedstawienie musi trwać

Prezydent Xi i premier Li muszą znaleźć lepszą receptę na chińskie bolączki. Dotychczasowe koncepcje nie mają racji bytu, póki nie zmieni się filozofia życiowa Chińczyków i system zabezpieczeń socjalnych. W kraju gdzie pytania "Czy jesteś żonaty?" lub "Czy masz dzieci?" bywają formą powitania, wciąż dominuje presja na oszczędzanie. Szczególnie na zamieszkiwanych przez 45% Chińczyków obszarach wiejskich, dokąd nie dotarła jeszcze zachodnia moda na konsumpcjonizm.

Dlatego wielu analityków przewiduje powrót do starych silników wzrostu, przede wszystkim inwestycji. Jako że Chiny cierpią raczej na nadmiar infrastruktury niż jej brak, Pekin mocno promuje ekspansję międzynarodową. Dlatego powstały koncepcje Nowego Szlaku Jedwabnego, Nowego Banku Rozwoju i Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych. Czy za ich pomocą uda się uniknąć Państwu Środka wejścia na ścieżkę trwałego spowolnienia? Doświadczenia ostatnich trzech dekad pokazują, że chińscy liderzy potrafią wybrać właściwą drogę.

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 200 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 200 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Komentarze (22)

dodaj komentarz
~Dżejms
Aj-waj. A co ze skupowaniem obligów przez BC na tzw zgniłym zachodzie? To rynek - takie to różne od Chin?
~KX
To co się dzieje w Chinach to ponowna nacjonalizacja gospodarki, tyle że poprzez giełdę. Ciekawi mnie jedynie czy odbywa się to poprzez dodruk piniądza, czy może poprzez uwolnienie rezerw finansowych.
~washer
Sytuacja Deutsche Banku może wpłynąć na cały system finansowy. Posiada on derywaty warte pięciokrotności PKB Unii Europejskiej. Wystarczy lekka panika na rynku, by bank nie tylko zbankrutował, lecz pociągnął za sobą kolejne banki. Wtedy kryzys z 2008 roku będziemy wspominać z rozrzewnieniem. Polecam przeczytać http:Sytuacja Deutsche Banku może wpłynąć na cały system finansowy. Posiada on derywaty warte pięciokrotności PKB Unii Europejskiej. Wystarczy lekka panika na rynku, by bank nie tylko zbankrutował, lecz pociągnął za sobą kolejne banki. Wtedy kryzys z 2008 roku będziemy wspominać z rozrzewnieniem. Polecam przeczytać http://independenttrader.pl/366,deutsche_bank_na_progu_bankructwa.html
~111
za dużo Amerykanie mieszają .... nie da się już uratowac dolara ...
~kity
rosło to musi spadać normalne gorzej bo u nas nie rosło a spada hi hi żałosne
~SunTzu
Pan redaktor zapomniał napisać o tym, że "Chińczycy wyruszają na wojnę dopiero po wygraniu jej"

~w_r
Zobaczymy jak Amerykanie zaczną spuszczać powietrze ze swojego nadmuchanego balona.
~Misza
Rozmawialem z czlowiekiem z Hong Kongu. Powiedzial, ze Polske po '89 uratowala religia Katolicka i jej zasady. Mowil, ze w Chinach musi byc silna reka komunizmu bo ludzie nie wierza w Boga i jak sie poluzuje to nastapi dziki kapitalizm bo Chinczycy nie maja morali, ich bogiem jest pieniadz i dla niego zrobia wszystko. Jest to Rozmawialem z czlowiekiem z Hong Kongu. Powiedzial, ze Polske po '89 uratowala religia Katolicka i jej zasady. Mowil, ze w Chinach musi byc silna reka komunizmu bo ludzie nie wierza w Boga i jak sie poluzuje to nastapi dziki kapitalizm bo Chinczycy nie maja morali, ich bogiem jest pieniadz i dla niego zrobia wszystko. Jest to bardzo ciekawe co powiedzial i ma bardzo duzo racji.
~orbit42
A mnie się wydaje, że zamiłowanie do "złotego cielca" jest jak najbardziej typowe dla Kościoła Katolickego, ociekającego złotem i blichtrem, promieniującymi na wiernych i kształtującymi ich zachowania.

Powiązane: Chiny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki