Blisko 4000 zł podwyżki dla każdego zamiast skomplikowanego wzoru i różnych stawek – oto nowa postać projektu ustawy zmieniającej wynagrodzenia najwyższych rangą przedstawicieli władzy. Wyższych wynagrodzeń nie dostaną posłowie i senatorowie.
Medialna burza, którą wywołał projekt ustawy wprowadzającej zmiany w sposobie ustalania wynagrodzeń najwyższych urzędników państwowych, zmusiła posłów Prawa i Sprawiedliwości do wycofania się ze swojej propozycji. Nowa wersja dokumentu znacząco różni się od pierwowzoru.
Przede wszystkim z projektu ustawy zniknęły skomplikowane wzory. Przypomnijmy – pierwotnie posłowie PiS chcieli uzależnić pensje najwyższych rangą urzędników oraz parlamentarzystów od wysokości płacy minimalnej, przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, dynamiki PKB oraz współczynnika Giniego, odzwierciedlający nierówności dochodowe w społeczeństwie.
Nowy projekt ustawy zakłada, że wszyscy wymienieni przedstawiciele władz otrzymają dodatek wyrównawczy, który odpowiadał będzie połowie wysokości wynagrodzenia zasadniczego podsekretarza stanu (czyli wiceministra). Według obecnie obowiązujących stawek, oznacza to, że dodatek wyrównawczy wyniesie 3886,21 zł.
Z programu jednolitych podwyżek wyłączeni zostali posłowie i senatorowie. Ich wynagrodzenie nadal równe będzie wynagrodzeniu podsekretarza stanu, z wyłączeniem dodatku za wysługę lat oraz nowego dodatku wyrównawczego. Obecnie kwota ta wynosi 9892 zł brutto, do tego dodać należy dietę w wysokości 2473 zł, co łącznie daje 12 365 zł.

Pensja pierwszej damy zostaje
W nowym projekcie ustawy zachowane zostały zapisy przyznające wynagrodzenie dla małżonki prezydenta. Aktualna pierwsza dama otrzymać ma 55% wysokości wynagrodzenia prezydenta. Ma być to rekompensata za to, że zgodnie ze zwyczajem żona prezydenta nie prowadzi działalności zarobkowej, a jednocześnie wypełnia szereg obowiązków reprezentacyjnych.
Wynagrodzenie głowy państwa składa się z kwoty zasadniczej (12 365 zł brutto), dodatku funkcyjnego (5299 zł) oraz dodatku za wysługę lat. Po wprowadzeniu zmian, dojdzie do tego wspomniany dodatek wyrównawczy (3886 zł), co oznacza, że Andrzej Duda zainkasuje 24 023 zł, a jego żona będzie mogła liczyć na ok. 13 213 zł.
Projekt ustawy przewiduje także wynagrodzenie dla byłych pierwszych dam. Danuta Wałęsa, Jolanta Kwaśniewska i Anna Komorowska będą mogły liczyć na 75% kwoty, którą otrzymywać będzie Agata Kornhauser-Duda. Pierwsza dama, tak jak i szereg innych osób zajmujących kluczowe stanowiska, będzie musiała także złożyć oświadczenie majątkowe prezesowi Sądu Najwyższego.
Do grona wynagradzanych pierwszych dam nie została zaliczona Barbara Jaruzelska, ponieważ ustawa zakłada, że pensja przysługiwać będzie tylko małżonkom prezydentów wybranych w wyborach powszechnych, a Wojciech Jaruzelski wybrany został przez parlament.
Uzasadnienie takie samo
„Poprawiony” projekt ustawy powtarza za swoim pierwowzorem, że wieloletni brak waloryzacji na stanowiskach kierowniczych doprowadził do sytuacji, w której osoby o wysokich kwalifikacjach nie przyjmują ofert albo rezygnują z państwowych posad. Zdaniem parlamentarzystów, obecny system wynagradzania nie uwzględnia również elementów motywacyjnych.
- Odpowiedzialność na kierowniczym stanowisku państwowym jest bardzo duża, w szczególności biorąc pod uwagę, że niejednokrotnie dysponują znaczy środkami publicznymi. Tytułem przykładu można wskazać, że plan wydatków resortu finansów na rok 2016 r. obejmuje łącznie kwotę 6,935 mld zł. Konieczna jest zatem zmiana systemu wynagradzania osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe w celu zatrzymania migracji profesjonalnych menadżerów z sektora publicznego do sektora prywatnego – czytamy w projekcie.
Autorzy projektu chcą, aby zmiany weszły w życie 1 września tego roku. Projekt został skierowany do pierwszego czytania w Komisji Finansów Publicznych.
Podwyżki dla władzy? Najpierw obetnijmy etaty!

Czy da się podwyższyć pensje politykom bez dodatkowego obciążania budżetu? Owszem, wystarczy „tylko” zrobić porządek z przerostem administracji. I to tej na najwyższych szczeblach.
W niższej izbie polskiego parlamentu zasiada 460 osób. To więcej niż np. w Izbie Reprezentantów w Stanach Zjednoczonych. Gdyby ograniczyć liczbę posłów o połowę, pensję pozostałych można by zwiększyć dwukrotnie, a efekt dla budżetu byłby niezauważalny.
W Polsce istnieje także wyższa izba parlamentu, której zasiada 100 osób. Ich rola została w zasadzie ograniczona do „maszynek do głosowania”. To kolejny obszar, na którym można użyć nożyczek - pisze Adam Torchała.
Michał Żuławiński






























































