Pentagon może zmniejszyć liczbę amerykańskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie po zakończeniu wojny z Iranem - napisał we wtorek dziennik „Washington Post”, powołując się na źródła. Władze analizują, czy odbudowywać uszkodzone w irańskich atakach bazy w regionie w dotychczasowej formie.


Pentagon prowadzi ocenę swojej obecności wojskowej na Bliskim Wschodzie, lecz nie jest to jeszcze oficjalny przegląd wojsk. Ministerstwo wojny (obrony) analizuje m.in. kwestię ewentualnego wycofania części sił z rejonu Zatoki Perskiej. Znajdujące się tam duże amerykańskie bazy wojskowe były w ostatnich miesiącach wielokrotnie atakowane przez Iran.
W związku ze zniszczeniami tych obiektów Pentagon zyskał rzadką okazję do ponownego przeanalizowania amerykańskiej obecności w regionie - napisała gazeta. Ministerstwo wojny już zasygnalizowało, że może nie odbudowywać swoich baz w takim kształcie, w jakim funkcjonowały przed rozpoczęciem konfliktu.
Analizę prowadzi biuro ds. polityki Pentagonu, choć wysoki rangą urzędnik ministerstwa, który podobnie jak pozostali rozmówcy wypowiadał się anonimowo, powiedział, że kwestią tą zajmują się również Kolegium Połączonych Szefów Sztabów oraz Dowództwo Centralne USA (CENTCOM).
Według urzędnika minister obrony Pete Hegseth nie zlecił jeszcze formalnego przeglądu amerykańskiej obecności wojskowej w regionie. Rozmówca dziennika podkreślił, że trwająca analiza w przyszłości może pomóc administracji zdecydować, czy i w jaki sposób odbudowywać bazy uszkodzone podczas wojny.

CENTCOM, które odpowiada za prowadzenie amerykańskich operacji wojskowych na Bliskim Wschodzie, zazwyczaj utrzymuje około 40 tys. żołnierzy w niemal 20 lokalizacjach, rozmieszczonych od Jordanii po Oman.
Największe stałe amerykańskie bazy wojskowe na Bliskim Wschodzie znajdują się w rejonie Zatoki Perskiej. W Bahrajnie stacjonuje 5. Flota USA, natomiast w innych państwach regionu, takich jak Kuwejt, stacjonują jednostki i sprzęt wojsk lądowych oraz sił powietrznych USA.
Jak zauważyła gazeta, sojusznicy USA w rejonie Zatoki Perskiej od dziesięcioleci polegają na amerykańskich siłach zbrojnych w kwestii własnej obrony. Ewentualne ograniczenie amerykańskiej obecności wojskowej w regionie mogłoby sprawić, że państwa te nie byłyby w stanie samodzielnie bronić się przed irańskimi atakami. Rozbudowa własnych zdolności obronnych lub nawiązanie współpracy z innymi mocarstwami w celu uzupełnienia powstałej luki mogłyby zająć od kilku miesięcy do nawet kilku lat.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ kj/





























































