Płace w Polsce rosną wolniej, niż się wydaje

główny analityk Bankier.pl

Ze statystyk wynika, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw rośnie w tempie 6-7% rocznie. Tyle że faktyczna siła nabywcza Polaków rośnie znacznie wolniej. I nie chodzi u tylko o trudno uchwytną inflację, lecz o dobrze widoczną słabość złotego.

Gdy czytamy o „przeciętnym wynagrodzeniu”, zwykle serwowany jest nam poniższy wykres.

To ten właśnie wykres budzi zwykle najwięcej frustracji, jeśli nie wręcz agresji. I nie ma się czemu dziwić, ponieważ przedstawia on zupełnie wykrzywiony obraz rzeczywistości. Po pierwsze, bo to wynagrodzenie brutto, od którego na starcie państwo zabiera nam blisko 30% (faktycznie zabiera znacznie więcej, o czym można przeczytać tu) z tytułu „składek” na ubezpieczenia społeczne oraz zaliczki na podatek „dochodowy”.

(Bankier.pl na podstawie danych GUS.)

Po drugie, jest to wartość średnia, zawyżana przez stosunkowo nieliczne grono najlepiej opłacanych pracowników. Mediana płac – czyli wartość środkowa – w październiku 2018 roku (to ostatnie dostępne dane) wyniosła 4094,98 zł brutto, czyli ok. 2919,54 zł netto (tzn. "na rękę"). I wreszcie po trzecie, dane podawane co miesiąc przez Główny Urząd Statystyczny dotyczą tylko przedsiębiorstw zatrudniających ponad 9 pracowników. Skądinąd wiadomo, że w mikrofilmach zarabia się zdecydowanie mniej. Wniosek stąd taki, że faktyczne zarobki większości mieszkańców Polski są znacznie niższe od kwoty określanej mianem „średniej krajowej”.

Jednakże na dłuższą metę ważny jest nie sam poziom płac, ale kierunek, w którym zmierzają. I tempo, w jakim tam podążają. Przez ostatnie 10-lat owa „średnia krajowa” rosła w średniorocznym tempie 4,62%, co przy średniej inflacji CPI w tym okresie na poziomie 1,6% daje realny średnioroczny wzrost na poziomie 2,95%. Niby całkiem nieźle, ale tylko pod warunkiem, że koszyk dóbr i usług GUS jest także twoim koszykiem i że twoje zarobki rosną przynajmniej tak szybko jak przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw.

Ile dolarów zarabia się w Polsce?

Ze względu na trudny do uchwycenia wpływ inflacji na wynagrodzenia do mnie bardziej przemawia porównania dokonywane po cenach rynkowych. Czyli po jednoznacznych i ogólnie dostępnych kursach głównych walut wymienialnych względem polskiego złotego. Oczywiście także ta miara nie jest pozbawiona wad, ale w dłuższym horyzoncie czasowym nieźle prezentuje ewolucję polskich zarobków.

Gdy w naszych rachunkach uwzględnimy fakt postępującej deprecjacji złotego, to dynamika płac w Polsce nie wygląda już tak różowo (przynajmniej z punktu widzenia pracownika). Średnioroczny wzrost „średniej krajowej” liczonej w euro przez ostatnie lata wyniósł 3,26% rocznie. W dolarach amerykańskich było to już tylko 1,16%. A we franku szwajcarskim zaledwie 0,08%. I są to wartości nominalne. Po uwzględnieniu utraty siły nabywczej EUR USD czy CHF nasze „walutowe” zarobki przez ostatnią dekadę zasadniczo stały w miejscu.

(Bankier.pl na podstawie danych GUS i NBP.)

Zresztą wystarczy spojrzeć na powyższy wykres. W marcu 2020 roku przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw stanowiło równowartość  ok. 1310 franków szwajcarskich  lub ok. 1368 dolarów amerykańskich. W obu przypadkach są to wartości niższe niż w 2008 roku, gdy złoty był nienaturalnie mocny, a frank i dolar były relatywnie słabe (np. wobec euro). Abstrahując od tego, warto zauważyć, że w latach 2009-16 wynagrodzenia pracowników w Polsce wyrażone w CHF, GBP czy w USD generalnie stały w miejscu.  Sytuacja zaczęła się poprawiać w roku 2017, ale przez ostatnie dwa lata osłabienie złotego ponownie pożerało większość korzyści z nominalnego wzrostu wynagrodzeń w PLN.

Ktoś może zapytać, jaki jest sens przeliczania polskich płac na zagraniczne waluty. Przecież większość zarobionych pieniędzy i tak wydajemy w Polsce, rozliczając się w narodowej walucie.  Owszem to prawda, ale ceny wielu towarów w naszym kraju zależą od cen globalnych. I nie chodzi tu tylko o dobra importowane (np. elektronika) czy paliwa, ale też ceny żywności. Jeśli polski producent może sprzedać towar np. w Austrii za 1 euro, to jak myślicie, co stanie się z ceną tego samego towaru w Polsce, jeśli kurs euro wzrośnie z 4,20 zł do 4,50 zł?

Innym przykładem jest turystyka. Do wybuchu koronawirusowego szaleństwa Polska przyciągała miliony zagranicznych turystów. Dla Niemca czy Francuza jest bez znaczenia, czy doba w hotelu kosztuje go 100 euro przy kursie 4,20 zł/EUR czy np. 5,20 zł. A dla klienta zarabiającego w PLN różnica jest niebagatelna.

Generalnie osłabienie krajowej waluty jest silnym, aczkolwiek często niedocenianym,  czynnikiem proinflacyjnym obniżającym siłę nabywczą Polaków.  O tym warto pamiętać za każdym razem, gdy ktoś wygłasza pogląd, że „słaba waluta sprzyja wzrostowi gospodarczemu”.  Owszem, osłabiony złoty napycha kiesę eksporterom, ale dzieje się tak na koszt wszystkich uzyskujących dochody w polskiej walucie.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
6 8 tergal

Niemal w każdym małym sklepie, a już szczególnie w Żabce, zatrudniają bez umowy za marne 8 zeta na godzinę i żaden PIH nic z tym nie robi.

! Odpowiedz
8 6 bha

Taki mamy rynek rynek pracy coraz bardziej dziadowski ,niepewny ,śmeciowo-zleceniowy i coraz częściej szaro-czarny pseudo zatrudniania w ogromie branż i zawodów od wielu lat.Niestety mamy coraz bardziej żałosny ,nienormalny i żerujący na maxa jak najtaniej się da na płacach zatrudnionych obecnie pseudo rozwój gospodarczy nic więcej

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 0 tomsonson

Jest inflacja bo świat idzie do przodu i ta kasa czyli cała praca którą wykonali ludzie jest mniej warta w funkcji czasu:P ot taka mądrość. Jeśli kraj taki jak Polska nie ma innowacji itd no to sory (oczywiście chodzi mi o procentowy udział innowacyjnych produktów, technologii).

! Odpowiedz
3 2 tergal

W wielu krajach (Norwegia, Kanada, Australia) jest wysoki standard życia bez 'innowacji' - wot i zagwożdzka :)

! Odpowiedz
26 2 and-owc

Płaca nieważna, liczy się praca powiedział Wincetnty (Pstrowski). Za zasługi powstawili mu pomnik w Zabrzu (dorosli,psy,dzieci go podlewaja - moczem).

! Odpowiedz
11 0 and-owc

Dla rozjaśnienia umysłu do poczytania: https://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,22987482,w-zabrzu-wymyslili-jak-uratowac-pomnik-wincentego-pstrowskiego.html?disableRedirects=true

! Odpowiedz
13 26 bha

Śmiechu warte od dawna ...Rosną płace od lat ,ale najszybciej na papierze statystycznym niestety dużo gorzej w realu dominującym na rynku i to w Ogromie branż i zawodów gospodarki.Dodatkowo od lat udział płac w wartości PKB wytworzonej przez jednego pracującego mamy w Polsce jeden z najniższych w całej Europie od wielu lat W Polsce taki wskaźnik w 2019 r. wyniósł około 49 proc średnia w Europie to około 57 % Od 1995 r. ten udział zmniejszył się o około 9% Wyższą dynamikę spadku odnotowano jedynie w Rumunii (-15,7 pp).Mamy wzrost płac w teorii propagandowej gorzej to widać coraz bardziej w kieszeni,portfelach na kontach. Niestety mamy coraz większą obłudą rosnących niby coraz niby godniejszych zarobków ogółu zatrudnionych zresztą we wszystkich krajach tak samo celowe zakłamanie rzeczywistości rynkowej ,gospodarczej panującej NIBY na rynku zatrudniania nic więcej.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
47 17 denim292

Dodruk pustego pieniądza? Jakim tam dodruk przecież to tylko dofinansowanie. Takie samo jak poprzednie dofinansowania. To nie jest drukowanie pustej kasy, to tylko dofinansowanie. Realnie spadająca pensja? Ujemne stopy procentowe pożerające nasze oszczędności? Realne straty na depozytach i obligacjach?​ Spadająca wartość pensji przez zżerającą wszystko inflację?
Inflacja? Jaka tam inflacja, będzie hiper inflacja. Brak pracy? Nie ma kasy? Gospodarka nic nie produkuje, nie ma towarów i brak za to kasy? Ale jest na to lekarstwo - pieniądze wystarczy wydrukować i już są. Oto najlepsze magiczne rozwiązania jakie wymyśliła ludzkość:

W USA podjęto środki zaradcze m.in. pod ogólnym hasłem "tysiąc dolarów do rąk każdego obywatela", nazywane tu również "rozdawaniem pieniędzy z helikoptera". Czy jednak przepis wsparcia gospodarki za pomocą dodrukowywania pieniędzy naprawdę pomoże Amerykanom i całej gospodarce światowej? Część ekspertów w USA uważa, że "w rzeczywistości reakcja Stanów Zjednoczonych w postaci drukowania pieniędzy stała się nieuniknionym trendem".

Jednak nie da się ukryć, że tego typu działania odbywają się kosztem globalnej gospodarki. Dolar amerykański jest światową walutą rezerwową i główną walutą światowego handlu. I, niestety, to właśnie z powodu finansowej hegemonii dolara, światowa gospodarka będzie musiała ponieść konsekwencje luzowania ilościowego na dużą skalę tej waluty (tj. wykupu amerykańskich obligacji przez USA, za amerykańskie dolary, drukowane "z powietrza").

Takie działania muszą spowodować poważną, globalną inflację. Rosnące ceny towarów wkrótce rozprzestrzenią się na wszystkie produkty na całym świecie, co doprowadzi do wyższych cen aktywów finansowych, a skutki tego wzrostu będą odczuwalne w realnej gospodarce.

Zauważają to Chińczycy. Anglojęzyczny Global Times napisał, że: "jako jeden z największych kredytorów amerykańskiego długu, Chiny muszą uwzględnić wpływ drukowania pieniędzy w Stanach Zjednoczonych i zachować odpowiednie środki ostrożności w odniesieniu do struktury chińskich rezerw walutowych". Tłumacząc to ostatnie zdanie z dyplomatycznego angielskiego, na potoczny polski, można zrozumieć, że: Chiny poważnie rozważają scenariusz, w którym dolary i amerykańskie obligacje z chińskich rezerw walutowych trzeba będzie natychmiast wyprzedawać, ponieważ działania Waszyngtonu doprowadzą do globalnej inflacji i katastrofalnej dewaluacji samej amerykańskiej waluty. Możemy założyć, że Pekin tym samym, wysłał publiczne ostrzeżenie do Waszyngtonu.

Również wielu amerykańskich ekonomistów wystąpiło z krytyką idei rozdawnictwa pieniędzy. Uważają oni, że jest to bezsensowne działanie, ponieważ problemem, z jakim obecnie musi zmierzyć się Ameryka, nie polega na braku pieniędzy, a rozerwaniu łańcuchów dostaw, w wyniku paniki konsumenckiej, co prowadzi dalej do rozerwania więzi kooperacyjnych w gospodarce. Eksperci dodają, że: "zwiększanie masy pieniężnej w rękach obywateli za pomocą środków nadzwyczajnych nie jest rozwiązaniem systemowym, a tylko takie mogłoby doprowadzić do uruchomienia inwestycji w gospodarce. Dla normalnego funkcjonowania gospodarki pracujący ludzie muszą otrzymywać normalne pensje, a nie "pieniądze zrzucane z helikoptera"".

Trzeba jednak przyznać, że również tradycyjne metody stymulowania biznesu w obecnej sytuacji raczej się nie sprawdzą. Zdaniem ekspertów kluczowym problemem w zaistniałej sytuacji jest dzisiaj to, że globalny system finansowy i jego polityka pieniężna już przed epidemią koronawirusa zbliżyły się do niebezpiecznej granicy, na co wyraźnie wskazuje polityka zerowych stóp procentowych wielu banków centralnych. Natomiast koronawirus tylko pogorszył istniejące wcześniej, niepokojące trendy w gospodarce. Przykładem mogą być wcześniejsze działania Europejskiego Banku Centralnego, który obniżył stopy procentowe do zera na długo przed pojawieniem się epidemii w Europie. Ważnym jest, aby skala tych działań była proporcjonalna do faktycznego zapotrzebowania, znajdującej się w kryzysie gospodarki. Może się, bowiem okazać, że znajdziemy się w sytuacji "podobnej, jak przed kryzysem w 2008 r., kiedy władze nie zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji i próbowały stymulować gospodarkę za pomocą narzędzi punktowych", aż w końcu okazało się, że ożywienie jest możliwe tylko przy pomocy bezprecedensowych środków. W 2008 r. do systemu finansowego trzeba było przelać kilka bilionów dolarów. Teraz skala interwencji państwa może być znacznie większa.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 3 jes

Taka analiza a brak analizy co by się stało gdyby Chińczycy nie kupowali długu i sprzedali ten co posiadają. Pomyśl ale zapewniam cię, że tego nie zrobią. Sterowanie walutą jest ważniejsze.

! Odpowiedz
13 15 kamil32

5 lat temu mieszkałem i pracowałem w anglii kupowałem piwo po funcie czyli po kursie z tamtego czasu 5 zł, cena w tej chwili jest podobna, w polsce jezeli chodzi o te piwo nic sie nie zmienilo drobne zmiany, jezeli chodzi o jedzenie zawsze polskie jedzenie kupione w anglii bylo sporo drozsze od tego dostepnego w Polsce , a wiec nie jestem pewiem czy autor ma racje. Pracując w holandii przez 2 lata i kupując jedzenie w lidlu moge stwierdzic ze jedzenie jest tylko troche drozsze od jedzenia w polsce kupionego w lidlu a wiec nie rozumiem teorii autora. Oslabienie waluty jest korzystne najwazneijszy jest eksport i budownictwo to pcha kraje do rozwoju przyklad chin. Jakie znaczenie dla chinczyka ma ze jego waluta jest slaba? Ma znaczenie takie ze jak wyjedzie na wakacje i ma drozej a jak ma drozej to niech jedzie na wakacje na wybrzeze chinskie i zostawi pieniadze u siebie

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 3,4% IV 2020
PKB rdr 1,9% I kw. 2020
Stopa bezrobocia 5,8% IV 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 285,01 zł IV 2020
Produkcja przemysłowa rdr -24,6% IV 2020

Znajdź profil