REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Pensja w złocie. Ile warte są nasze zarobki?

    Krzysztof Kolany2019-07-05 06:00główny analityk Bankier.pl
    publikacja
    2019-07-05 06:00

    Niektórzy ekscytują się tym, że „średnia płaca” w Polsce przekroczyła 5 000 złotych. Nie można jednak zapominać o tym, że żyjemy w świecie permanentnej inflacji, która każdego dnia obniża realną wartość naszych zarobków.

    „Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw” w maju wyniosło 5 057,82 zł – informacja tej treści obiegła polskie media tuż przed długim weekendem. Podawanie tych danych zawsze wzbudza szczere oburzenie rodaków. „Jak to? Kto tyle zarabia?! Bo na pewno nie ja” – brzmi typowy komentarz na forum.

    I nie jest on pozbawiony racji. Po pierwsze, od kwoty brutto widniejącej na umowie od pracy zostanie nam odebrane jakieś 30%, które powędruje do ZUS-u i urzędu skarbowego. Netto z tzw. średniej krajowej pozostanie ok. 3590 zł. Po drugie, rozkład płac w każdej normalnej gospodarce nie jest symetryczny – stosunkowo niewielka grupa otrzymująca wysokie wynagrodzenia zawyża średnią. W polskich warunkach ok. 2/3 zatrudnionych zarabia mniej niż średnia. W tym ujęciu większą wartość poznawczą miałaby mediana płac (czyli wartość środkowa), której jednak GUS nie podaje w danych miesięcznych.

    Po trzecie, dane podawane przez GUS dotyczą przedsiębiorstw (bez sektora finansowego), w których liczba pracujących przekracza 9 osób. Nie obejmują zatem ani najmniejszych firm, ani sektora publicznego. Statystyka ta dotyczy ok. 40% pracujących w polskiej gospodarce. Skądinąd wiadomo, że w mniejszych firmach na ogół zarabia się mniej niż w dużych przedsiębiorstwach.

    Lepiej opisujący realia polskiego rynku pracy raport o medianie wynagrodzeń GUS publikuje tylko co 2 lata. Najnowsze dane zostały upublicznione pod koniec listopada 2017 i dotyczyły stanu na październik 2016 roku. Z tego opracowania wynika, że połowa zatrudnionych pracowników otrzymywała do 3510,67 zł brutto, czyli około 2512 zł netto – tyle dostawał pracownik.

    Ile warte jest 5 tys. złotych?

    No dobrze, ale jak zmienia się w czasie siła nabywcza tych mitycznych pięciu tysięcy złotych? Każdy przecież widzi, że pięć tysięcy teraz, a pięć tysięcy 15 lat temu to zupełnie inne pieniądze. Licząc od początku 2003 roku do maja 2019, oficjalnie raportowana skumulowana inflacja CPI wyniosła 38,5%. Zatem współczesna „średnia krajowa” ma (przynajmniej teoretycznie) siłę nabywczą 3 652 złotych (brutto!) z roku 2003. To i tak nieźle, bo oznaczałoby realny wzrost przeciętnego wynagrodzenia o 62,75% w ciągu 15 lat.

    A co jeśli nie do końca ufasz w wiarygodność danych statystycznych lub jesteś przekonany, że twoja osobista inflacja jest znacznie wyższa od oficjalnie raportowanej? Jak wtedy porównać dzisiejsze zarobki z tymi sprzed kilkunastu lat?

    Trzeba znaleźć więc jakiś obiektywny punkt odniesienia. Przez stulecia sprawa była banalnie prosta – wszystkie ceny były po prostu denominowane w złocie. Rzecz jasna siła nabywcza samego złota także jest zmienna w czasie, ale w znacznie mniejszym stopniu niż w przypadku papierowego pieniądza, który nawet w przypadku tzw. twardych walut traci połowę wartości co 30 lat (przy założeniu stałej inflacji rzędu 2,5% rocznie taki czas połowicznego rozpadu waluty wynosi 28 lat).

    Niemniej jednak cena złota dla wielu pozostaje bardziej wiarygodną miarą inflacji niż wskaźniki podawane przez państwowe organy statystyczne. Królewski metal ma też tę zaletę, że uwzględnia spadek wartości krajowego pieniądza względem dolara – wciąż podstawowej waluty rezerwowej świata.

    Jakieś 15 lat temu przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw stanowiło równowartość 1,7-1,8 uncji złota. W kolejnych latach polski pracownik zarabiał około 1,5 uncji (ok. 46,66 gramów) czystego złota. Płace w złocie stały w miejscu, mimo że wynagrodzenia liczone w polskim złotym szybko rosły, a nasza waluta zyskiwała na wartości względem dolara. Działo się tak, ponieważ na światowych rynkach mocno w górę szły notowania złota, które przez poprzednie lata stało się mocno niedowartościowane i w pierwszej dekadzie XXI wieku nadrabiało historyczne zaległości.

    Na powyższym wykresie świetnie widać moment eskalacji globalnego kryzysu finansowego jesienią 2008 roku (choć sam kryzys rozpoczął się w lipcu ’07). To, co wtedy nastąpiło, było potężną deprecjacją realnych zarobków Polaków. Za sprawą gwałtownego spadku wartości polskiego złotego i wzrostu notowań złota przeciętne wynagrodzenie nad Wisłą i Odrą zmalało z 1,5 uncji do niespełna 0,7 uncji w roku 2012.

    To nie złoto drożeje. To papierowy pieniądz traci wartość

    Późniejsza bessa na rynku złota nawet przy słabym złotym i recesji na polskim rynku pracy sprawiły, że wynagrodzenie pracownika w Polsce podniosło się do mniej więcej jednej uncji żółtego metalu miesięcznie. I na tym poziomie utrzymujemy się aż do dzisiaj. Zatem patrząc przez pryzmat złota, płace w Polsce pozostają na podobnym poziomie co 5 lat temu.

    fot. Robin Loznak / / FORUM

    Krytycy tego podejścia powiedzą, że przecież „złotem się nie najemy”. Owszem, tak samo jak nie zaspokoimy głodu 100-złotowymi banknotami. Ale jedno i drugie łatwo możemy wymienić na dobra, które są nam potrzebne do przeżycia. Z tą tylko różnicą, że wymienialność banknotów emitowanych przez NBP jest warunkowa (za sto lat niemal na pewno będą one bezwartościowe), a złoto jest akceptowalnym niemal wszędzie na świecie środkiem wymiany funkcjonującym w obiegu od jakichś 5 000 lat.

    Trzeba też wziąć poprawkę na fakt, że czasy się zmieniają. Jeszcze sto lat temu papierowy pieniądz z reguły miał pokrycie w określonej ilości złota. Ale od blisko 50 lat złoto jest wyparte na margines systemu monetarnego i obecnie odgrywa w nim marginalną rolę. Praktycznie nie zdarza się, aby współcześnie ktoś płacił złotą monetą za towary i usługi (choć takie transakcje nie są wykluczone). Jednak w większości przypadków codzienne transakcje odbywają się za pośrednictwem lokalnej waluty - czy to w formie papierowej czy elektronicznej.

    Zatem o ile w długim terminie złoto pozostaje uniwersalnym pieniądzem i środkiem przechowania majątku, to zostało wyrugowane z codziennego użycia i naszą pracę sprzedajemy za zupełnie abstrakcyjne (bo coraz rzadziej papierowe) i czysto umowne nośniki wartości nazywane "pieniądzem". Co się nie zmienia, to fakt, że w ostatecznym rozrachunku to złoto jest trwalszym nośnikiem wartości niż jakakolwiek funkcjonująca współcześnie waluta.

    Źródło:
    Przeczytaj w Pulsie Biznesu
    Ochrona zdrowia doszła do ściany. Skąd wziął się kryzys? Oto odpowiedzi na najważniejsze pytania
    Krzysztof Kolany
    Krzysztof Kolany
    główny analityk Bankier.pl

    Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

    Tematy

    Komentarze (45)

    dodaj komentarz
    open_mind
    Musimy się przyzwyczaić do jęków przeciwników Sound Money. Socjal komuno demokraci tak mają. Bardzo przyjemnie się czyta ich komentarze wyrażające ich ból D…

    Ps. Jednym z lepszych wyć i zawodzeń wykonuje tu @hfjdj lepiej wyje jak Pies Baskerwilów.
    hfjdj
    Ty to chyba normalny nie jestes... ja sie po prostu smieje z ciulaczy januszow... a ze ciulacze janusze wielbia sie we zlocie i nieruchach to nie moja wina :)
    wind71
    Złoto może być punktem odniesienia dla osób inwestujących. Większość z tych, którzy zarabiają przywołaną w artykule średnią krajową inwestować nie ma z czego i siłę nabywczą woli zmierzyć ilością bułek, kilogramów mięsa, litrów paliwa i metrów kwadratowych kawalerki w podrzędnej dzielnicy. Pytanie więc raczej postawiłbym tak: ile Złoto może być punktem odniesienia dla osób inwestujących. Większość z tych, którzy zarabiają przywołaną w artykule średnią krajową inwestować nie ma z czego i siłę nabywczą woli zmierzyć ilością bułek, kilogramów mięsa, litrów paliwa i metrów kwadratowych kawalerki w podrzędnej dzielnicy. Pytanie więc raczej postawiłbym tak: ile bułek można było kupić w 2003 za średnią krajową a ile teraz? Oraz pytanie od inwestorów: co dało lepszy zwrot z inwestycji od 2003- akcje, nieruchomości czy złoto?
    szymon_xyz
    Wydaje mi się, że dla inwestora indywidualnego... Czyli przysłowiowego Kowalskiego... Perspektywa roku to taki średni horyzont. No może do 3 lat. Nie bez przyczyny mniej więcej tak są ustalane terminy lokat bankowych - jak wiadomo to najpopularniejszy sposób oszczędzenia w PL. Jeśli piszesz o inwestycjach od 2003, czyli 16-letnich Wydaje mi się, że dla inwestora indywidualnego... Czyli przysłowiowego Kowalskiego... Perspektywa roku to taki średni horyzont. No może do 3 lat. Nie bez przyczyny mniej więcej tak są ustalane terminy lokat bankowych - jak wiadomo to najpopularniejszy sposób oszczędzenia w PL. Jeśli piszesz o inwestycjach od 2003, czyli 16-letnich to myślę, że to temat tylko dla instytucji finansowych. Chociaż i te pewnie pokusiłyby się w takiej perspektywie o wielokrotną zmianę profilu inwestowania. Zobacz... Nawet NBP w perspektywie roku zwiększył 2-krotnie udział złota w rezerwach. Z czegoś pewnie zrezygnował...
    jasiek2017
    Dlatego jesli ma sie nadwyzki to (po odlozeniu czegos na czarna godzine) nalezy inwestowac w to co trwale i to co potrzebne jest ludziom do zycia oraz jest deficytowe. Czyli najlepiej w nieruchomosci. Moze byc tez zloto i inne metale. Reszta to czysta spekulacja.
    hfjdj
    Zloto potrzebne ludziom do zycia? Bez pozlacanych stykow i zlotego zegarka nie da sie zyc?
    infinum odpowiada hfjdj
    Złoto jest potrzebne ludziom do wyceniania własnej pracy, majątku i czasu, bo do tego właśnie służy prawdziwy pieniądz.

    Fakt, że większość ludzi nie ogarnia tego, że tego złota potrzebują, ale to tylko źle świadczy o poziomie ich finansowej edukacji. Tak samo jak większość społeczeństwa nie rozumie, że w Polsce żyje się ok.
    Złoto jest potrzebne ludziom do wyceniania własnej pracy, majątku i czasu, bo do tego właśnie służy prawdziwy pieniądz.

    Fakt, że większość ludzi nie ogarnia tego, że tego złota potrzebują, ale to tylko źle świadczy o poziomie ich finansowej edukacji. Tak samo jak większość społeczeństwa nie rozumie, że w Polsce żyje się ok. 5-10 lat krócej niż na zachodzie przez zanieczyszczenie powietrza.

    Jest powietrze, jest - a że trochę śmierdzi, dusi i babcia czy dziadek zmarli na zapalenie czy raka płuc? - nie widzą związku. Analogicznie jest z postrzeganiem złota - mają pieniądze w portfelu, płacą kartą w PLN? - płacą, to po co komu to złoto. A potem dziadują na emeryturze, bo całe oszczędności i potencjał inwestycyjny ich pensji na bieżąco zżerała inflacja.
    hfjdj odpowiada infinum
    Co ty za glupoty wypisujesz. Zastanow sie.
    jg94
    gdyby regularna utrata wartości współczesnego pieniądza była jego jedynym mankamentem to jeszcze nie byłoby tak źle... ;)
    skasowane_konto
    papierowy pieniądz jest wart tyle ile jest wiary ludzi w jego wartość. Ci co oszczędzają mają nadzieję, że papier będzie jeszcze wiele lat wartościowy. Niestety nadzieja najczęściej jest matką głupców którzy ostatecznie pozostaną z szorstkim papierem toaletowym.

    Powiązane: Złoto

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki