Problemem jest, że lekarze mają europejskie zarobki, ale nie mamy europejskiego systemu opieki zdrowotnej - powiedział w środę prezes Naczelnej Rady Lekarskiej dr Łukasz Jankowski. Dodał, że wynagrodzenie na poziomie 30 tys. zł. brutto byłoby dla medyków wystarczające.


Prezes samorządu lekarskiego stwierdził w Programie Trzecim Polskiego Radia, że należy skończyć z mitem, według którego 90 proc. budżetów szpitali lub przychodni idzie na wynagrodzenia lekarzy. Ocenił, że na pensje lekarskie wydawane jest ok. 20-30 proc. - Jeżeli jakiś dyrektor czy polityk mówi, że 90-100 proc. to wynagrodzenia lekarzy, to on po prostu mija się z prawdą. Faktem jest, że koszt wynagrodzeń w budżecie wzrasta co roku, one z niegodnie niskich wystrzeliły wręcz, w mojej ocenie, do godnych zarobków - powiedział.
Według Jankowskiego problemem w ochrony zdrowia jest to, że „lekarze mają obecnie europejskie zarobki”, ale nie ma europejskiego systemu opieki zdrowotnej. Przypomniał, że młodzi medycy deklarowali, że wynagrodzenie na poziomie trzech średnich krajowych byłoby wystarczające. - Już 30 proc. z nich mówiło, że gdyby to weszło w życie, zostawią kontrakty, które są niewygodną i niebezpieczną formą wykonywania zawodu oraz przejdą na etaty - dodał.
Przeczytaj także
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwrócił także uwagę, że środowisko lekarskie postulowało limit 78 godzin pracy w tygodniu. - Na tyle pozwala lekarzowi na etacie klauzula opt-out Unii Europejskiej. Za 1,5 roku ona wygaśnie i wtedy będzie można pracować 48 godzin w tygodniu i tak naprawdę to jest ta miara, którą powinniśmy stosować - powiedział.
Dodał, że rozważane jest, jak miałyby działać tachografy.

- Na razie myślimy, że mogłoby być to logowanie do systemu. Lekarz wchodząc do gabinetu publicznego lub prywatnego loguje się, wystawia recepty, w systemie wpisuje dokumentację medyczną. Być może trzeba zliczać czas logowania. Technikalia są do rozważenia, natomiast tachografy są absolutnie konieczne - zaznaczył.
Jankowski zapytany o całkowite oddzielenie publicznej ochrony zdrowia od prywatnej (zakaz pracy lekarzy w obu sektorach jednocześnie) poinformował, że „NIL ankietował medyków i są oni za tym, aby rozdzielić prywatną i publiczną ochronę zdrowia, jeśli chodzi o ordynatorów i kierowników oddziałów”.
Zwrócił także uwagę, że zachodnie systemy idą w kierunku partnerstwa publiczno-prywatnego. - Nie mamy tylu lekarzy i sprzętu, żeby zapewnić wszystkim równy dostęp do opieki zdrowotnej, jak mówi konstytucja, tylko tworzymy kolejki. W związku z tym, może wykorzystać system prywatny do tego, żeby pacjent, który nie dostaje się do sektora publicznego i np. przez miesiąc czeka na USG, nie dostanie się, niech dostanie do ręki te pieniądze, które NFZ na USG by wydał, idzie do prywatnego i ma wykonane badanie - powiedział.
Będzie duża reforma systemu ochrony zdrowia?
W środę minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda ma przedstawić propozycje rozwiązań reformujących system ochrony zdrowia, do czego zobligował ją w ub. tygodniu premier Donald Tusk.
W związku z wysokimi zarobkami medyków, na które wpływa brak ograniczenia czasu pracy oraz liczby jej miejsc, Ministerstwo Zdrowia już zapowiedziało wprowadzenie ewidencji czasy pracy. Kontrole NIK wykazały przypadki pracy przez 120 godzin bez przerwy czy 488 godzin w miesiącu. Dane o wynagrodzeniach medyków przekazywane do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, są zanonimizowane, a ustawa, która to zmienia, czeka na podpis prezydenta. Nowelizacja pozwoli na zbieranie danych o wynagrodzeniach w ochronie zdrowia w powiązaniu z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu (PWZ).
Działania związane z pilnym reformowaniem ochrony zdrowia są pokłosiem ujawnionych przez portal zero.pl nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym, w którym lekarz bez specjalizacji był koordynatorem SOR. W ubiegłym roku medyk, pracując w kilu placówkach, zarobił 1,6 mln zł., a tylko w Szpitalu Południowym w 2025 roku wypracował łącznie 3 976 godzin, co daje średniomiesięcznie 331 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych/kontraktowych. Lekarz był także radnym dzielnicy Ursus z ramienia KO. Na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji. (PAP)
mbed/ akar/


























































