Trwająca wojna w Zatoce Perskiej podnosi notowania ropy naftowej, co przekłada się na osłabienie złotego i podwyższony kurs euro. Dobra wiadomość jest jednak taka, że od początku tygodnia wspólnotowa waluta już nie drożeje. To samo dotyczy dolara amerykańskiego.


Za nami już 11. noc amerykańskich ataków na Iran. O czerwcowym zawieszeniu broni już dawno mogliśmy zapomnieć. Efekt jest taki, że transport ropy naftowej i gazu LNG przez cieśninę Ormuz pozostaje mocno ograniczony. W efekcie ropa Brent kosztuje już prawie 95 USD za baryłkę i jest najdroższa od 11 czerwca.
- Dopóki więc z regionu nie napłyną wiarygodne sygnały deeskalacji, utrzymywać się będzie asymetryczne ryzyko, że po chwilowym odreagowaniu złoty ponownie znajdzie się pod presją. W takim scenariuszu EURPLN mógłby skierować się w stronę tegorocznych maksimów w pobliżu 4,35, natomiast USDPLN ustanowić nowe szczyty powyżej 3,81 – uważają eksperci PKO BP.
Jednakże póki co na rynku złotego obowiązuje statu quo. W środę rano euro kosztowało 4,3351 zł i było tylko nieznacznie droższe niż dzień wcześniej. Od blisko dwóch tygodni kurs euro waha się w przedziale 4,32-4,35 zł po tym, jak całą wiosną spędził w zakresie 4,2250-4,3080 zł.
Z punktu widzenia posiadaczy złotego pogorszyła się sytuacja na parze euro-dolar, gdzie kurs EUR/USD w tym tygodniu skierował się w stronę 1,14 USD. Na polskim rynku oznaczało to dolara po przeszło 3,80 zł i rosnące ryzyko wybicia lipcowych szczytów na parze dolar-złoty. W takim układzie droga ku 4 zł za dolara stanęłaby otworem.

Natomiast frank szwajcarski drożał o 0,6 grosza i o poranku kosztował 4,6789 zł. Kurs CHF/PLN nadal jednak znajduje się w dość bezpiecznej odległości od lipcowych maksimów leżących powyżej 4,72 zł. W dół skorygowały się za to notowania funta szterlinga, który przez poprzednie tygodnie podrożał o 20 groszy. W środę rano funt wyceniany był na 5,0833 zł, czyli o prawie dwa grosze niżej niż jeszcze 24 godziny wcześniej.
KK






























































