REKLAMA

Nowy paradygmat: nie oszczędzać po kryzysie

Ignacy Morawski2021-01-15 06:50założyciel SpotData.pl
publikacja
2021-01-15 06:50
fot. hbmedia / Shutterstock

Wiele międzynarodowych instytucji finansowych i organizacji zaapelowało w ostatnim czasie, by po obecnym kryzysie gospodarczym nie popełniać błędu nadmiernego zaciskania pasa w finansach publicznych. Ewidentnie zmienia się paradygmat myślenia o polityce fiskalnej – najważniejszym celem staje się maksymalne zatrudnienie, a nie niski deficyt w finansach publicznych.

Jest to poważna zmiana, która niesie wiele praktycznych implikacji. Jedną z nich jest prawdopodobny wzrost redystrybucji fiskalnej i obciążeń osób najzamożniejszych. Zmiana paradygmatu nie ma jednolitego charakteru we wszystkich krajach i w Polsce musimy na nią spojrzeć przez pryzmat naszych lokalnych warunków.

Lista organizacji, które apelowały o niedokonywanie przez rządy krajów rozwiniętych nadmiernej redukcji długu po kryzysie, jest długa. Zacząć można od najważniejsze gazety finansowej świata, czyli „Financial Times”, która w opinii redakcyjnej w tym tygodniu przyznała, że jej nawoływania po zakończeniu kryzysu finansowego z 2008 r. do oszczędności fiskalnych były błędne. Apel o niezaciskanie pasa fiskalnego wystosowały m.in. Christine Lagarde, prezes Europejskiego Banku Centralnego, Laurence Boone, główna ekonomistka OECD, czy Gita Gopinath, główna ekonomistka Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wszystkie te instytucje jeszcze 10-15 lat temu regularnie apelowały o dbałość o niski deficyt fiskalny.

Skąd ta zmiana? Powód jest bardzo prosty – lekcja z błędów popełnionych w ostatnich 10 latach. Szybka redukcja deficytów fiskalnych w krajach rozwiniętych po wielkim kryzysie finansowym sprawiła, że stopa bezrobocia utrzymywała się przez długi czas na podwyższonym poziomie. Rządy cięły wydatki, zanim aktywność gospodarcza i zatrudnienie powróciły do przedkryzysowych trendów. Powszechnie uznaje się, że jest to jedna z przyczyn narastających buntów społecznych: niechęci do globalizacji czy wzrostu popularności partii o skrajnych poglądach.

/ Puls Biznesu

Zmiana paradygmatu prowokuje jednak oczywiste pytanie: czy zezwolenie na bardzo znaczący wzrost zadłużenia nie doprowadzi do kryzysów fiskalnych lub innych wstrząsów?

Odpowiedź na to pytanie najczęściej składa się z dwóch części. Po pierwsze, wskazuje się, że bezpieczny poziom długu publicznego jest dużo wyższy, niż kiedyś szacowano. Ekonomiści często twierdzili, że w krajach rozwiniętych dług publiczny nie powinien istotnie przekraczać 90-100 proc. PKB. Dziś coraz częściej słyszy się głosy, że może być nawet dwukrotnie większy (jest to nieco uproszczone streszczenie debaty). Po drugie, wskazuje się, że nie ma dziś wyborów nieobarczonych ryzykiem. Akceptacja skokowego wzrostu długu publicznego niesie ryzyko wstrząsów finansowych, podwyższonej inflacji (jeżeli dojdzie do tzw. represji finansowej – redukcji długu za pomocą głęboko ujemnych realnych stóp procentowych) lub podwyższonych podatków. Akceptacja podwyższonego bezrobocia niesie jednak ryzyko gwałtownych konfliktów politycznych i rozpadu globalnego systemu finansowego i handlowego.

Zmiana paradygmatu polega zatem w dużej mierze na innym podejściu do ryzyka. Rośnie akceptacja dla np. inflacji i represji finansowej czy wyższych podatków, ale spada akceptacja dla ryzyka wysokiego bezrobocia. To jest nie tylko wybór ekonomiczny, ale też polityczny.

Jak to się ma do Polski? Jeżeli kraje rozwinięte będą prowadziły bardzo luźną politykę fiskalną i pieniężną, Polsce może to również ułatwić utrzymywanie podwyższonego deficytu fiskalnego – relatywne ryzyko kupowania polskich obligacji nie zmieni się istotnie. Rząd na pewno nie powinien za wcześnie wycofywać wsparcia gospodarki, a głównym celem powinno być przywrócenie bezrobocia z około 6,5 do około 5 proc. Warto też pamiętać, że jesteśmy w trochę innej sytuacji niż większość krajów rozwiniętych – mamy niższe bezrobocie, politykę wyrównywania różnic dochodowych prowadzimy od lat i raczej nie potrzeba tu zmian paradygmatów, a jednocześnie kapitał wiarygodności dopiero budujemy. Sądzę więc, że wiarygodność i stabilność finansów publicznych może być nieco wyżej na liście priorytetów niż w krajach zachodnich.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Źródło:
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
założyciel SpotData.pl

Ignacy Morawski jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych ekonomistów rynkowych. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty odpowiedzialnego za analizy makroekonomiczne. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach prognostycznych, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski i „Rzeczpospolitą”. Był również członkiem zespołu przygotowującego prognozy makroekonomiczne w Polskiej Akademii Nauk, pracował także w think tanku WiseEuropa. Karierę rozpoczynał jako reporter ekonomiczny „Rzeczpospolitej”. Jest absolwentem ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy
Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Komentarze (7)

dodaj komentarz
samsza
Po prostu partie, które przekupują wyborców wykosiły te pilnujące zdrowych finansów. Ogromne kwoty zamiast na obsługę potrzeb obywateli idą na wystawne życie przekupionych. Stąd zacieśnianie pasa w systemie zdrowia, edukacji, itd., które są na granicy wydajności już w spokojnych czasach, a przy każdym kryzysie zawodzą.Po prostu partie, które przekupują wyborców wykosiły te pilnujące zdrowych finansów. Ogromne kwoty zamiast na obsługę potrzeb obywateli idą na wystawne życie przekupionych. Stąd zacieśnianie pasa w systemie zdrowia, edukacji, itd., które są na granicy wydajności już w spokojnych czasach, a przy każdym kryzysie zawodzą. Ogromna wiara, że państwo zabezpieczy czyjeś potrzeby jest testowana raz za razem. Na razie ludzie udają, że tego nie widzą, stąd pretensje w komentarzach np. do lekarzy, urzędników... Nikt nie wpadnie na pomysł, że jak jest źle to odseparować państwo od tej dziedziny, stąd nie kończące się restrukturyzacje, reformy, mnożenie regulacji.
waldek6868
Szkoda że pan Morawski nie dodał że podwyższone bezrobocie we wspomnianych przez niego krajach zachodnich tworzą w przeważającym udziale ludzie z obcych kręgów kulturowych tzw uchodźcy którzy masowo od wielu lat ciągną do tych krajów niczym do ziemi obiecanej,szczególnie licznie od 2015 roku nie licząc starszej emigracji Szkoda że pan Morawski nie dodał że podwyższone bezrobocie we wspomnianych przez niego krajach zachodnich tworzą w przeważającym udziale ludzie z obcych kręgów kulturowych tzw uchodźcy którzy masowo od wielu lat ciągną do tych krajów niczym do ziemi obiecanej,szczególnie licznie od 2015 roku nie licząc starszej emigracji muzułmańskiej i afrykańskiej licząc na hojny socjal a na pewno nie myśląc w ogólnym przekroju o uczciwej pracy i zarabianiu na własne utrzymanie.
Ludzie pracujący(przez płacone podatki) i posiadający majątek mają choćby przez wspomnianą przez pana Morawskiego represję finansową opłacać utrzymanie nierobów.
Pan Morawski tym artykułem wpisuje się w ideologię obecnego głównego nurtu politycznego i to nie pierwszy taki komentarz wychodzący spod jego pióra.
zastany
W artykule są oczywiste bzdury. Nie ma deficytu i długu, który miałby ekonomiczne uzasadnienie nie wspominając o moralnym(moje wydatki są ważniejsze niż wydatki przyszłych pokoleń).

Pisze Pan, że deficyt i dług powodują inflację a tymczasem jest dokładnie na odwrót. Gospodarki na Świecie próbują pobudzić
W artykule są oczywiste bzdury. Nie ma deficytu i długu, który miałby ekonomiczne uzasadnienie nie wspominając o moralnym(moje wydatki są ważniejsze niż wydatki przyszłych pokoleń).

Pisze Pan, że deficyt i dług powodują inflację a tymczasem jest dokładnie na odwrót. Gospodarki na Świecie próbują pobudzić inflację deficytem od dłuższego czasu i nikomu się to nie udało bo to rozwiązanie kontrproduktywne. Pieniądze wydawane przez Państwo są nieefektywne a zaciągnięty dług pozwala bogatym podmiotom zamrozić środki zamiast inwestować je w realną gospodarkę. Pieniądze bez zaciągnięcia długu i tak by zostały wydane tylko, że znacznie lepiej. Każdy deficyt jest zły i powinien być zarezerwowany tylko na zdarzenia typu pandemia/klęska żywołowa/wojna.
acdc
Czyli mamy kolejny rozdział w tworzeniu nowego porządku. Pod płaszczykiem ochrony miejsc pracy (sprytne to bo bardzo medialne i jakże dobrze odbierane przez publikę) tworzy się system małej, bogatej i nietykalnej kasty oraz reszty która ma pracę, ale starcza tylko na przysłowiową "miskę ryżu". Jak nisko ludzie Czyli mamy kolejny rozdział w tworzeniu nowego porządku. Pod płaszczykiem ochrony miejsc pracy (sprytne to bo bardzo medialne i jakże dobrze odbierane przez publikę) tworzy się system małej, bogatej i nietykalnej kasty oraz reszty która ma pracę, ale starcza tylko na przysłowiową "miskę ryżu". Jak nisko ludzie muszą upaść, żeby się wybudzić z tych komunistycznych majaczeń.
itso_empty2
a jest ktoś kto wskazuje alternatywę ? bo opozycja raczej się tym nie przejmuje
niezaszczepiony
Odkąd Pan Morawski dołączył do serwisu proboje wskrzesić Marksa.

Droga redakcjo, jeśli Pan Morawski ma pozostać w waszym zespole, to zmieńcie nazwę portalu na PARTYJNIAK.PL

Człowiek o zdrowych zmysłach nie przyzna, że zwiększanie deficytu do prowadzi do dobrobytu...
iandrew
"wzrost redystrybucji fiskalnej i obciążeń osób najzamożniejszych" jak portal ekonomiczny może pisać takie nonsensy?! Wzrost podatków uderza w klasę średnią, która zostaje pozbawiona środków na tworzenie nowych biznesów i ludzi najuboższych, najsłabiej wykształconych, którzy są albo zwalniani albo utrudnia "wzrost redystrybucji fiskalnej i obciążeń osób najzamożniejszych" jak portal ekonomiczny może pisać takie nonsensy?! Wzrost podatków uderza w klasę średnią, która zostaje pozbawiona środków na tworzenie nowych biznesów i ludzi najuboższych, najsłabiej wykształconych, którzy są albo zwalniani albo utrudnia im się znalezienie pracy. Tak działa ekonomia. Tz. "najbogatsi" majątek mają już zbudowany w biznesach i żaden podatek (z wyjątkiem komunistycznego odbierania własności) ich nie dotknie.

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki