Podczas gdy liczba szybów naftowych w USA spada w najszybszym tempie od 22 lat, amerykańska produkcja ropy wciąż rośnie. Rynek jednak zdaje się bardziej wierzyć statystykom nafciarzy – cena „czarnego złota” osiągnęła najwyższy poziom od grudnia.


Jeszcze niedawno na rynku modne były prognozy zakładające spadek cen ropy nawet do 20-30 USD za baryłkę. A jeszcze pół roku wcześniej zarówno prognozy jak i ceny oscylowały wokół 100 USD/bbl. Jednakże ropa po spadku o 60% zamiast podążyć w rejony sprzed dekady, wybrała kierunek północny: w piątek ropa Brent osiągnęła cenę 61,35 USD za baryłkę, czyli o niemal jedną trzecią wyższą względem minimum z początku stycznia.
Amerykańska ropa typu Crude na zamknięciu piątkowych notowań kosztowała 52,67 USD za baryłkę, czyli o 10 USD powyżej styczniowego dna i o 2,6% więcej niż w czwartek. Tak rynek zareagował na mocno niejednoznaczne dane ze Stanów Zjednoczonych.
Dane były dziwne, dlatego że produkcja wzrosła do rekordowych 9,23 mln baryłek dziennie (to o 60% więcej niż jeszcze 4 lata temu), podczas gdy liczba szybów naftowych spadała w najszybszym tempie od roku 1993: tylko w ubiegłym tygodniu o 98 do 1.358 sztuk. Przez ostatnie 10 tygodni liczba odwiertów spadła o niemal 30%, czyli najmocniej od załamania z lat 2008-09.
Na chłopski rozum mniejsza liczba szybów naftowych powinna z czasem przełożyć się na spadek produkcji ropy w USA. Zwłaszcza że złoża surowca uwięzionego w łupkach skalnych wyczerpują się znacznie szybciej niż przy tradycyjnych odwiertach.
Niektórzy analitycy twierdzą jednak, że zależność pomiędzy liczbą szybów a wielkością produkcji przestała być aktualna. Tak samo jak od roku 2008 ma to miejsce w przypadku gazu ziemnego. Eksperci z Goldman Sachs przekonują, że technologia szczelinowania hydraulicznego pozwala na „wyciśnięcie” ze złoża więcej ropy niż przy użyciu tradycyjnych metod. Czyli że mniejsza liczba odwiertów potrafi wygenerować większe wydobycie. Po drugie, przy spadku cen producenci zamykają mniej efektywne szyby, pozostawiając te najbardziej produktywne.
Osobiście jestem sceptyczny co do tych teorii i bardziej ufałbym reakcji rynku (wzrost cen) niż analitykom Goldmana. Jeśli rację mieliby ci drudzy, to ropa jeszcze przez dłuższy czas pozostałaby względnie tania. Jeśli jednak spadek liczby odwiertów przełoży się na wyraźny spadek amerykańskiego wydobycia, to rynek właśnie zdyskontował zakończenie kilkutygodniowego epizodu „taniej” ropy.






























































