REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Niemiecka płaca minimalna zrujnuje polskich przewoźników

2015-01-23 18:11
publikacja
2015-01-23 18:11
Dodaj Bankier.pl w Google

Niemcy chronią swój rynek skutecznie. Interpretacja rządu RFN odnośnie do stosowania przepisów o płacy minimalnej u przewoźników zagranicznych, którzy świadczą usługi na terenie Niemiec – lub jak kto woli – tylko przez ten kraj przejeżdżają, może zaszkodzić nawet 30 tys. polskich firm.

Niemiecka płaca minimalna zrujnuje polskich przewoźników
Niemiecka płaca minimalna zrujnuje polskich przewoźników
fot. Matthias Rietschel / / EastNews

(fot. Matthias Rietschel / EastNews)

Niemcy stosują twarde zasady – każdy, kto wykonuje pracę na terenie tego kraju, ma otrzymywać płacę w wysokości minimum 8,5 euro za godzinę (kary za niedostosowanie się do przepisów to nawet 500 tys. euro). Nie interesuje ich to, czy dana osoba tylko przewozi towar przez Niemcy. W tym celu służby kontrolne RFN nałożyły na polskich (i nie tylko) przewoźników szereg obowiązków administracyjnych związanych z ewidencjonowaniem i raportowaniem o czasie pracy kierowców w Niemczech.

Wyjątkowo za polskimi przewoźnikami ujęli się prawie wszyscy. Organizacja Pracodawców RP wyraźnie stwierdziła, że niemiecka interpretacja przepisów godzi w interesy ponad 90 tys. firm, z czego 28 tys. świadczy przewozy towarowe w tranzycie międzynarodowym. Polska ma 25% udział rynku w całej UE – jesteśmy liderem w branży z drugą największą flota samochodową. Ponadto pojawiają się sugestie, że niemieckie ustalenia są niezgodne z prawem UE i zasadą wolnego przepływu towarów i usług.



Pracodawcy RP podkreślają, że chociaż rząd niemiecki zapewnia, iż regulacje są zgodne z unijnymi dyrektywami odnośnie do zasad delegowania pracowników, to mimo wszystko Bruksela wyraziła zaniepokojenie taką praktyką. W rozmowy, po dramatycznym apelu branży, zaangażowała się Pani premier Kopacz. W najbliższych dniach polscy ministrowie pracy i infrastruktury mają przeprowadzić rozmowy telefoniczne ze swoimi niemieckimi odpowiednikami.

Wakacje na giełdzie

Niemcy stosują bardzo prostą zasadę, która obowiązuje wszystkich. Zdaniem strony polskiej, która uzyskuje przewagę rynkową z niemieckimi przewoźnikami nie z powodu dużo lepszej jakości wykonywanej pracy, ale dzięki niższym kosztom pracy – niemieckie rozwiązanie jest szkodliwe, bo zmusi ich do zwiększenia nakładów na wynagrodzenia kierowców pracujących na terenie RFN.

Kierowcy, nawet w Polsce, nie zarabiają płacy minimalnej. Dla Niemców 8,5 euro to niska stawka i większość kierowców z tego kraju raczej żąda większej zapłaty. Praca jest ciężka, stresująca i niebezpieczna. Często wiąże się z długimi podróżami i rozłąką z rodziną. Po górnictwie to właśnie wśród zawodowych kierowców (nie wiadomo ile nie jest zgłaszanych) jest najwięcej rocznie odnotowywanych przypadków śmiertelnych i wypadków przy pracy. Naprawdę niewielu obywateli tego kraju byłaby chętna pracować za tę kwotę – zwłaszcza, że niemiecka stopa bezrobocia wynosi mniej niż 5%. Na rynku jest dużo więcej prostszych prac za podobne wynagrodzenie.



Ryzyko bankructwa polskich przewoźników

Zasady są jasne i dotyczą każdego kraju członkowskiego, więc nie grozi nam sytuacja, że nagle jedno z państw nowej UE – Bułgaria lub Rumunia - przejmą naszą część rynku, bo one też muszą stosować się do niemieckich przepisów.

To mało prawdopodobne, że Polacy nagle utraciliby udział w rynku na rzecz niemieckich przewoźników – obecny szum w mediach to bardziej wyraz paniki związanej z koniecznością zwiększenia płacy polskich kierowców do wymaganych 8,5 euro za godzinę. Mnie osobiście najbardziej martwi fakt, że osoby, które jeżdżą TIR-ami z Polski do Holandii z towarami za setki tysięcy złotych – oficjalnie (bo nieoficjalnie to w Polsce wszystko jest możliwe) zarabiają na godzinę mniej niż wynosi płaca minimalna w kraju przez który przejeżdżają.

Oczywiście skorzystają ci niemieccy przewoźnicy, którzy otrzymają nowe kontrakty przewozowe od firm bardziej stawiających, np. na patriotyzm lokalny niż niskie koszty transportu. Te ostatnie na pewno się zwiększą, bo takie są prawa rynku i tego najbardziej boją się Polacy – że już nie będą dwukrotnie tańsi tylko np. o 10%-20%. Dodatkowo niemieckie przepisy tworzą niebezpieczny dla polskich firm precedens – a co jeśli Holendrzy, Hiszpanie, Francuzi i pozostałe kraje UE wprowadzą podobne przepisy? Dla polskich przedsiębiorców oznaczałoby to katastrofę. Czy dla ich pracowników też? Niekoniecznie.



Istnieje ryzyko, że gdy kondycja rodzimych przewoźników się pogorszy, to zaczną się masowe zwolnienia, ale równocześnie będą zatrudniać w innych (zagranicznych) firmach przejmujących trasy po Polakach.

Polski kierowca wciąż będzie tańszy niż Niemiec, Francuz lub Holender więc pracę raczej będzie miał. Gdy w grę wchodzi większa płaca to wątpię by polscy kierowcy tęsknili za polskim pracodawcą.

Kłopoty Polaków to zmartwienie dla budżetu państwa?

Kłopoty krajowych przewoźników to niestety też zmartwienie dla budżetu państwa. Ewentualne zwiększenie kosztów obniża dochód, czyli podstawę do naliczenia podatku z tytułu CIT-u. Jeśli pensja płacona jest w Polsce, to byłby on rekompensowany dochodem z tytułu PIT-ów pracowników i wyższymi składkami do ZUS-u. Oczywiście kłopoty z mniejszymi wpływami z CIT-u do dotyczą tylko spółek rejestrowanych w kraju. Osobną kwestią jest pytanie, ilu przewoźników „optymalizuje się” na Cyprze lub w Baliwacie Jersey? Płaca minimalna zwykle szkodzi gospodarce, ale nie dziwię się Niemcom, że chcą, by przepisy obowiązujące w ich kraju obowiązywały wszystkich pracujących na ich terenie.

Podobnie jest w Polsce – a gdyby Bułgarzy mieli 40% udział w naszym rynku tylko dlatego, że u nich są niższe płace to też chcielibyśmy, by na naszym podwórku stosowano nasze zasady. I również twierdzilibyśmy, że protesty bułgarskich firm są niedorzeczne. Dodatkowo bylibyśmy zbulwersowani faktem, że Bułgar oddelegowany do pracy na terenie Polski jest dwukrotnie tańszy niż Polak, który m.in. z tego powodu nie może znaleźć pracy.

Płaca minimalna to zdaniem wielu ekonomistów i filozofów narzędzie szkodliwe, które psuje rynek pracy, bo wyłącza z legalnego rynku te osoby, których kwalifikacje i umiejętności nie pozwalają na to, by zapłacić im więcej za dane zajęcie. Płaca minimalna jest jednym z powodów ucieczki pracowników i pracodawców do szarej strefy. Z wieloma argumentami należy się zgodzić, ale nie da się również zaprzeczyć, że w określonych przypadkach stosowanie minimalnych stawek ma swoje uzasadnienie, np. w regionach, gdzie na skutek wysokiego bezrobocia strukturalnego pracodawcy ewidentnie wykorzystują sytuację do utrzymywania niewspółmiernie niskich wynagrodzeń w stosunku do osiąganych zysków z pracy zatrudnionych przez siebie ludzi.



Kłopotliwa stawka godzinowa

W przypadku polskich przewoźników mamy drugi ukryty problem, o którym sami zainteresowani głośno nie mówią. Otóż w Niemczech płaca minimalna dotyczy stawki godzinowej niezależnie od umowy i trzeba ją wypłacić za każdą przepracowaną godzinę.

W Polsce przepisy dotyczące minimalnego wynagrodzenia (od stycznia 1750 zł brutto; 1286 zł netto) dotyczą tylko umów o pracę – paradoksalnie np. w styczniu gdy mamy 21 dni roboczych stawka minimalnego wynagrodzenia godzinowego w Polsce wynosi 10,41 zł brutto (7,65 zł netto), a w lutym gdy dni roboczych jest 20 – 11 zł brutto (8 zł netto). Ponadto stosując umowy cywilno-prawne, można bez przeszkód omijać przepisy regulujące minimalne wynagrodzenie.

Można też zatrudniać kierowców, którzy założą własną działalność gospodarczą – legalnie płacić im tylko na ZUS i podatek, a resztę wypłacać pod stołem. Naturalnie więcej niż połowa problemów z polskimi umowami o pracę nie wynika z faktu, że przedsiębiorcy są nieuczciwi, tylko zmuszają ich do tego okoliczności prawne. Kształt umowy o pracę w praktyce nie przystaje do realiów nie tylko tego biznesu, ale całego szeregu innych. Polski ustawodawca zwykle nie zauważa problemu, a potem dziwi się, gdy inny kraj „zaczyna za niego robić porządek”.

Łukasz Piechowiak

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Dziesięć spółek z GPW w portfelu na sierpień 2026 r.
Tematy

Komentarze (83)

dodaj komentarz
~MIK
BZDURA BZDURA ICH DŁUGO NIC NIE ZRUJNUJE MAJĄ TAKIE MAJĄTKI ŻE W RZĄDZIE NIKOMU SIEW GŁOWIE NIE MIESCI
~wiwaldii
Tusk w EUROKOLCHOZIE nawet się nie zająknie tylko MERKEL jeszcze d...e wyliże.Szkoda mu będzie taka posadę stracić i 100 tys na miech + dodatki .A po wyborach w Polsce jak coś nie tak pójdzie zacznie ściągać do BRUKSELI swoich kumpli i kumpelki na intratne stanowiska.Przecież będzie potrzebna wtedy ZŁOTA PANI aby pokwitowała kompetencje Tusk w EUROKOLCHOZIE nawet się nie zająknie tylko MERKEL jeszcze d...e wyliże.Szkoda mu będzie taka posadę stracić i 100 tys na miech + dodatki .A po wyborach w Polsce jak coś nie tak pójdzie zacznie ściągać do BRUKSELI swoich kumpli i kumpelki na intratne stanowiska.Przecież będzie potrzebna wtedy ZŁOTA PANI aby pokwitowała kompetencje tych przygłupów!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
~24-46
Co za bzdurne stwierdzenia - "Świadczą usługi na terenie Niemiec lub jak kto woli przejeżdżają " !! Ktos nie rozumie co pisze. Świadczyć usługi a przejechać to dwie rożne sprawy . Kurcze ale mamy dziennikarzy
~realnie
Kierowcy, nawet w Polsce, nie zarabiają płacy minimalnej.(cytat z artyk.)
trudno się zgodzić. Delegacje są traktowane jako składnik pensji. Definicję pojęcia delegacji wszyscy znamy. a co w sytuacji choroby ,urlopu i przyszłej emerytury.
Kto jeździ wie jak wygląda rzeczywistość.
linquist
A ja nie kupuję w LIDLU i ROSSMANIE !


Biedronka przynajmniej zaopatruje się w Polsce. Zobaczcie na to czym handlują te dwie sieci. Gro produktów sprowadzanych jest z Niemiec. Oni w nasz transport my w ich handel , musimy trzymać się razem .
~pietrek
20 lat do tylu ile bylo firm transportowych ? Zeby dostac prace trzeba bylo sie nagimnastykowac ale jak dostalem prace to zarabialem ok2200 DM to byla fajna kasa wtedy kierowca byl kierowca.Dzis transport rujnuja spedycje ktore sprzedaja ladunek za0,50e ktory na wyjsciu kosztowal 2eur za km,a kupuja go hodowcy pieczarek , gozdzikow 20 lat do tylu ile bylo firm transportowych ? Zeby dostac prace trzeba bylo sie nagimnastykowac ale jak dostalem prace to zarabialem ok2200 DM to byla fajna kasa wtedy kierowca byl kierowca.Dzis transport rujnuja spedycje ktore sprzedaja ladunek za0,50e ktory na wyjsciu kosztowal 2eur za km,a kupuja go hodowcy pieczarek , gozdzikow bo pokupywali Henki i Dzidki bo fobrze miec tila kolo folii,szoferak sie znajdzie za 25 groszy od km a podstawa pod stolem za paliwo sie wezmi bo w servisie powiedzielize ma malo palic a to za kilometry sie wezmie bo gps pokazal na korzysc szefa przejechalem ze dwie banki to przezylem swoje niemcy nauczyli tacho ,zapinac pasy, wyremontowali nie jednemu zloma to i naucza placic
~kierowca
Ludzie pomyslcie rozsądnie!!!! Jak te wszystkie auta zostaną w kraju albo bedą jeżdziły tylko do krajow gdzie nie trzeba spełniać tych przepisów. wszyscy pojdziemy na bruk.
~Realista-
Możesz zostać wolontariuszem, jakie to piękne. W całej tej dyskusji, nikt nie wspomni o ludziach, kierowcach, jak o pacjentach płacących pensje pazernym lekarzom. Ohyda. Przedsiębiorca napędzi konsumpcję, że ho, ho, ho. W salonie Ferrari.
"Wolna " Polska na średnio długiej smyczy. Wolna, śmiechu warte. Wolna od elementarnej
Możesz zostać wolontariuszem, jakie to piękne. W całej tej dyskusji, nikt nie wspomni o ludziach, kierowcach, jak o pacjentach płacących pensje pazernym lekarzom. Ohyda. Przedsiębiorca napędzi konsumpcję, że ho, ho, ho. W salonie Ferrari.
"Wolna " Polska na średnio długiej smyczy. Wolna, śmiechu warte. Wolna od elementarnej przyzwoitości. „Wolna” dopóki leci za rzuconym kijem. Np do Iraku, Afganistanu, czy obecnie bliżej.
Realista, nieświadomie ochrzczony, jak 100% tzw. wierzących.
~Madera
Jakich Polskich ?! POKAŻCIE CHOCIAŻ JEDNEGO POLAKA, który jest WŁAŚCICIELEM ?! A Żydzi by chcieli, żeby u nich za darmo robić ! "Panowie Świata" !!!

Powiązane: Transport towarów

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki