Węgry i Polska pokazują, że w wyborach możliwe jest pozbycie się autorytarnych rządzących, jednak wyzwanie zaczyna się dopiero po odsunięciu od władzy osób zagrażających demokracji - pisze niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”.


„SZ” stwierdza, że „dla wielu Węgry są wyrazistym przykładem tego, że autorytarnych rządzących da się odsunąć od rządzenia”. Szczególnie w obecnych czasach, gdy „skrajna prawica w wielu częściach Europy przygotowuje się do przejęcia władzy”, w tym w niemieckim kraju związkowym Saksonia-Anhalt, gdzie przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi w sondażach przoduje prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) - dodaje.
Niemiecki dziennik uważa, że „rzadko mówi się o tym, co dzieje się później” - po wyborach, w procesie „trudnego powrotu od systemu autorytarnego do demokracji”. W tym kontekście pisze o „trwałych szkodach”.
W przypadku Polski od czasu odsunięcia Prawa i Sprawiedliwości od władzy w następstwie wyborów w 2023 roku „pojawia się pytanie: czy rząd może stosować niedemokratyczne środki, by odbudować demokrację?” - zauważa gazeta. Odnotowuje przy tym, że polski Trybunał Konstytucyjny „nadal jest w rękach osób związanych z PiS”.
Jasne jest, że premier Donald Tusk nie będzie w stanie dotrzymać obietnic wyborczych, jeśli będzie działał wyłącznie w sposób całkowicie bez zarzutu pod względem prawnym. Ale jak daleko może się posunąć, nie zrażając do siebie swoich wyborców? - czytamy w „SZ”.
Dziennik stawia tezę, że jeśli w 2027 roku Tusk przegra wybory parlamentarnych, „PiS wróci do władzy” i wraz z koalicjantami „będzie bardziej prawicowy niż kiedykolwiek wcześniej”. A kampania będzie odbywać się w warunkach, gdzie „opinia publiczna nie jest już kształtowana przez tradycyjne media, które muszą przestrzegać określonych zasad, lecz przez właścicieli Mety i X”.(PAP)

mobr/ akl/
































































