REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nie liczcie na ratunek z Chin

Maciej Kalwasiński2020-04-07 12:26analityk Bankier.pl
publikacja
2020-04-07 12:26

Po wybuchu globalnego kryzysu finansowego Chiny wprowadziły gigantyczny pakiet stymulujący nie tylko gospodarkę za Murem, ale i w innych zakątkach globu. Teraz działają wyraźnie ostrożniej, szczególnie na tle podejmujących zdecydowane kroki krajów rozwiniętych. I choć sytuacja Państwa Środka bardzo się zmieniła, ograniczając Pekinowi pole manewru, można się spodziewać, że wkrótce również chińscy politycy będą musieli przekonać się do bardziej stanowczych działań. Tyle że tym razem pozytywny efekt uboczny dla światowej gospodarki nie będzie już tak silny.

Nie liczcie na ratunek z Chin
Nie liczcie na ratunek z Chin
fot. Liu Bin / / Forum

4 biliony juanów, czyli równowartość 586 mld dolarów - te liczby zapisały się (błędnie) w gospodarczej historii świata jako chińska odpowiedź na globalny kryzys finansowy sprzed przeszło dekady. Pekin zareagował szybko i stanowczo, przedstawiając tak gigantyczny pakiet stymulacyjny pod koniec 2008 r. - gdy tempo wzrostu PKB spadło poniżej 10 proc., w apogeum spowolnienia sięgając niespełna połowy tempa osiąganego pod koniec 2007 r.

Zapowiadana skala chińskiego programu stymulacyjnego - uwzględniając różnice w wielkości gospodarek ponad dwukrotnie większa niż w USA - zadziwiła świat, ale w rzeczywistości okazała się jeszcze większa. Krajowe banki i lokalni politycy z ogromnym entuzjazmem przystąpili bowiem do realizacji zaleceń premiera Wen Jiabao, który wezwał, by program był "duży, szybki i efektywny". Rozmach, z jakim wypełniano polecenia, musiał przebić najśmielsze oczekiwania Pekinu. Jak szacuje OECD, w ciągu 27 miesięcy, począwszy od IV kwartału 2008 r., wartość pakietu sięgnęła 9,5 bln juanów, czyli równowartość ok. 1,4 bln dolarów, odpowiednik 27 proc. PKB! W samym 2009 r. stymulus przekroczył 19 proc. PKB Państwa Środka.

Dzięki błyskawicznej i zdecydowanej reakcji wzrost gospodarczy ponownie przyspieszył, znów sięgając kilkunastu procent, oraz udało się uniknąć masowego bezrobocia, m.in. wśród najbardziej narażonej na utratę pracy, liczącej setki milionów grupę pracowników migrujących.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych chińskiego urzędu statystycznego

Podstawą programu stymulacyjnego były inwestycje. O ile już w latach wcześniejszych były one podstawą chińskiego wzrostu gospodarczego, to w 2009 i 2010 r. ich kontrybucja do PKB wyraźnie wzrosła, pozwalając odrobić "straty" powstałe na skutek ograniczenia nadwyżki w handlu zagranicznym.

W 2009 r. inwestycje "dołożyły" rekordowe 8 p. proc. do wynoszącego 9,4 proc. wzrostu PKB. Rok później 6,7 p. proc. z 10,6 proc. Stanowiło to odpowiednio 85 i 63 proc. wzrostu PKB - były to obok 2001 r. największe udziały w tym wieku. Nakłady na środki trwałe wystrzeliły w rekordowym tempie - z niespełna 51 proc. PKB w 2007 r. do ponad 64 proc. w 2009 r. (rosnąc zresztą w kolejnych latach do ponad 80 proc. w 2015 r.).

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych chińskiego urzędu statystycznego

Tak ogromna ingerencja w gospodarkę musiała przynieść również negatywne skutki. Jak pisze Christine Wong w raporcie opublikowanym przez OECD, stymulus przerodził się w kredytowe tsunami i wymknął się spod kontroli. Relatywnie tani i dostępny pieniądz doprowadził do bezprecedensowego wzrostu zadłużenia oraz wystrzału cen mieszkań czy ziemi.

Jeszcze w 2008 r. tempo zwiększania zadłużenia wyraźnie spadało - z blisko 25 proc. w IV kwartale 2007 r. do nieco ponad 15 proc. rok później - co w zestawieniu z dynamicznym wzrostem PKB pozwoliło zredukować lewar w gospodarce do najniższego poziomu od połowy 2002 r. - wynika z danych Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS). W pierwszym pełnym roku funkcjonowania pakietu stymulacyjnego dług ponownie wystrzelił - w ostatnim kwartale 2009 r. rosnąc o ponad 37 proc.!

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych BIS

Skutkiem ubocznym programu stymulacyjnego opartego na inwestycjach infrastrukturalnych była redukcja bardzo wysokiej nadwyżki na rachunku bieżącym. Jak wskazują dane MFW, w 2009 r. stopa inwestycji mocno wzrosła - z 43,2 proc. do 46,3 proc. - a stopa oszczędności (nieskonsumowana część dochodu) nieco spadła - z 52,3 proc. do 51 proc. W efekcie saldo rachunku bieżącego zmniejszyło się z 9,1 proc. do 4,8 proc., czyli o blisko 180 mld dol.

W tamtym roku import co prawda nieco spadł, ale zdecydowanie mniej niż eksport, a w kolejnych latach zwiększał się wyraźnie szybciej - w 2011 r. był o 75 proc. wyższy niż w 2009 r. Przede wszystkim rósł apetyt Chińczyków na surowce czy maszyny niezbędne właśnie do budowy infrastruktury. Korzystały na tym zagraniczne firmy produkujące ropę, miedź, węgiel czy żelazo. Gdyby nie Chiny, popyt na ich dobra byłby zdecydowanie mniejszy.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych Ludowego Banku Chin

Inne Chiny

Dekadę później Pekin nie kwapi się do powtórzenia odważnego manewru. Pomimo że obecny kryzys za Murem jest zdecydowanie poważniejszy niż wówczas - w I kw. 2020 r. Chiny po raz pierwszy od ponad 40 lat odnotowały oficjalny spadek realnego PKB (uwzględniając sezonowość) - władze wciąż wykazują się zaskakująco daleko idącą ostrożnością w pobudzaniu gospodarki.

Do ubiegłego tygodnia, a zatem niemal 3 miesiące od formalnego uznania epidemii koronawirusa, ogłosiły zaledwie cięcia czy zawieszenie niektórych podatków, składek i opłat dla biznesu, niewielkie obniżki stóp proc. i spore zastrzyki płynności dla sektora finansowego. Całość działań analitycy Credit Suisse szacowali na nieco ponad 3 proc. PKB, czyli równowartość niespełna 0,5 biliona dolarów. Zapowiadane przyspieszenie realizacji projektów infrastrukturalnych miało kosztować - jak podaje agencja Reutera - blisko drugie tyle. Łącznie byłaby to zatem kwota mniejsza niż w przypadku Japończyków czy Amerykanów. A trzeba przy tym pamiętać o wątpliwościach ws. poprawnego liczenia wydatków na infrastrukturę - bardzo ciężko jest się połapać w ogłaszanych po wielokroć, na różnych szczeblach, faktycznie tych samym projektach.

Dlaczego odpowiedź Chińczyków była tak licha? Odpowiedzi mogą być dwie: przewodniczący Xi nie chce lub nie jest w stanie zrealizować podobnej koncepcji (kontrolując ryzyka systemowe). Obie strony tego sporu mają swoje racje i, jak zwykle w przypadku Państwa Środka, wybór bardziej przekonującej linii argumentacji zależy głównie od nastawienia odbiorcy.

W ostatnich latach chińskie władze oficjalnie zaakceptowały fakt - bazujący na doświadczeniach innych krajów - że szybki wzrost zadłużenia jest niebezpieczny dla gospodarki. Na pewnym etapie "jutrzejsze" koszty polityki pompowania kredytu okazują się wyższe niż "dzisiejsze" zyski. Finansowi alchemicy zza Muru "odkryli" współczesny kamień filozoficzny i masowo przemieniali obietnicę przyszłego dobrobytu w papierowe złoto, czyli pieniądz. Efektem był bezprecedensowy wzrost zadłużenia w ostatniej dekadzie.

Z danych publikowanych przez BIS wynika, że na koniec 2008 r. zadłużenie chińskiego sektora publicznego, przedsiębiorstw niefinansowych i gospodarstw domowych wynosiło 45 bln juanów, co odpowiadało 142 proc. PKB. Niespełna 11 lat później było to już przeszło 250 bln i 257 proc. PKB.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych BIS

I choć są kraje, gdzie zadłużenie w relacji do wielkości gospodarki jest jeszcze większe, to uwzględniając relatywnie niski poziom zamożności chińskiego społeczeństwa, Chiny są ewenementem na skalę światową. A do tego oczywiście dochodzą wątpliwości dot. wiarygodności danych o PKB oraz ich adekwatności porównawczej - wiele finansowanych kredytem inwestycji jest nieefektywnych ekonomicznie, co prowadzi do wniosku, że PKB nie jest w przypadku Państwa Środka odpowiednią miarą ilustrującą możliwość obsługi zadłużenia.

Szybko tocząca się kredytowa kula śniegowa urosła do takich rozmiarów, że trudno ją kontrolować, szczególnie gdy wzrost gospodarczy znalazł się na równi pochyłej, od lat stopniowo zniżkując. Dziś stabilność finansowa jest o wiele bardziej palącym problemem niż dekadę temu.

W trudnej sytuacji są banki - borykają się z niekorzystnymi strukturami aktywów (m.in. nieustannie rolowane "ukryte" kredyty zagrożone) i pasywów (krótkoterminowe pożyczki z rynku międzybankowego) oraz niedostatkami kapitału. Mniejsze instytucje "wiszą" na łańcuchu płynności, który po drodze od banku centralnego przebiega przez krajowych gigantów branży.

Władze przez wiele lat za wszelką cenę unikały bankructw przedsiębiorstw i upadków banków, które mogłyby wywołać efekt domina. Równocześnie jednak, poprzez niepisane gwarancje, zachęcały biznes do podejmowania ryzykownych przedsięwzięć i to właśnie zadłużenie firm niefinansowych rosło najszybciej. Koszty nadal ponoszą oszczędzający Chińczycy, od lat dostarczający za pośrednictwem banków tani pieniądz kredytobiorcom. Pogłębienie represji finansowej - czy to w efekcie wyższej inflacji, czy obniżki oprocentowania depozytów - doprowadziłoby zapewne do pogorszenia nastrojów społecznych, czego Xi raczej wolałby uniknąć.

Trzeszczą nie tylko bilanse banków czy przedsiębiorstw, ale i władz lokalnych. Te ostatnie odpowiadają za zdecydowaną większość publicznych wydatków, tymczasem ich dochody się kurczą - tak za sprawą niedawnych cięć obciążeń podatkowych, jak i malejących zasobów ziemi, której dzierżawa jest istotnym źródłem wpływów do miejscowych budżetów, oraz wolniej rosnącego nań popytu. Ponadto, ciążą im koszty obsługi wcześniej zaciągniętych zobowiązań, często zaciąganego w ukryciu (ale przy cichej akceptacji) przez centralą. Gdy nabiorą jeszcze więcej długu, jeszcze częściej będą wychodziły na jaw problemy z jego obsługą.

Przestrzeni do istotnego wzrostu zadłużenia nie widać też wśród gospodarstw domowych. W relacji do PKB udział tej grupy jest relatywnie niewielki, ale już uwzględniając ich niski udział w dochodzie krajowym, sytuacja nie wygląda tak kolorowo - zadłużenie w stosunku do dochodu rozporządzalnego jest wyższe niż choćby w USA. Chińczycy, szczególnie młodzi mieszkańcy metropolii, coraz częściej korzystają nie tylko z kredytów mieszkaniowych, ale i konsumpcyjnych.

Chiny są dzisiaj na zupełnie innym etapie rozwoju niż przed globalnym kryzysem finansowym, więc sięgnięcie po rozwiązania sprzed lat mogłoby się okazać nie tylko niemądre, ale i nieskuteczne. PKB jest trzykrotnie większy, gospodarka bardziej zdywersyfikowana, społeczeństwo - zamożniejsze, a infrastruktura - imponująco rozbudowana.

Dotychczasowy model oparty na inwestycjach finansowanych długiem i taniej pracy napotkał ścianę. Pekin od lat stara się przestawić gospodarkę na nowe tory, prowadzące do wzrostu znaczenia konsumpcji i sektora usług oraz produkcji zaawansowanych technologicznie dóbr. Chyba ostatnie, czego Państwu Środka obecnie potrzeba, to kolejne mosty donikąd, puste miasta, lotniska i stadiony oraz większe moce produkcyjne. Pytanie, czy w ogóle istnieje możliwość przekierowania siły roboczej, przyzwyczajonej już w dużej mierze do obecnych realiów, z sektora usług na budowy. Choć atrakcyjnych projektów brakuje, to możliwości i plany w obszarze infrastruktury wciąż jednak istnieją, czego dowodem są choćby plany budowy sieci 5G.

Zły dla Chin, choć pewnie "akceptowalny" dla przewodniczącego Xi, jest również dalszy (postępujący w ostatnich latach) wzrost znaczenia sektora państwowego kosztem prywatnego, który byłby zapewne jednym ze skutków sporego stymulusu, trafiającego wszak tam, "gdzie trzeba".

Ratunek nie nadejdzie ze wschodu

Ostatnie dni przyniosły jednak fatalne wiadomości o rozwoju epidemii i, w konsekwencji podjętych przez władze i ludzi działań w jej obliczu, kryzysie gospodarczym na świecie. Wraz z niepokojącymi sygnałami zza Muru skłoniło to Pekin do ogłoszenia bardziej zdecydowanych działań. Władze centralne planują zwiększenie deficytu budżetowego oraz emisję obligacji "pandemicznych" o wartości kilku bilionów juanów. Będą również nadal luzowały politykę pieniężną, naciskając na banki, by udzielały więcej kredytów. Ponadto, dały władzom lokalnym zielone światło do przyspieszenia emisji specjalnych obligacji. Zmianę nastawienia było już zresztą widać w ostatnich danych o kredycie, które pokazały rekordowy poziom finansowania gospodarki w marcu.

Tegoroczny pakiet stymulacyjny będzie zatem na pewno większy niż sygnalizowane wcześniej kilka procent PKB. Jednak aby był porównywalny do programu z lat 2008-10, musiałby wynieść ok. 26 bln juanów. Z kolei gdyby miał być znów ponad dwukrotnie większy od pakietu amerykańskiego, musiałby sięgnąć 5 bln dolarów, czyli ok. 35 bln juanów. Na razie o takich kwotach chyba nikt poważny za Murem nie myśli.

Pakiet stymulacyjny nie będzie zatem ani tak wielki jak przed dekadą, ani tak ukierunkowany na importochłonne inwestycje infrastrukturalne. Efekty przyniosą też lata polityki substytucji importu.

Szczególnie dbający o rynek pracy w tym trudnym okresie Xi ma też mniejsze pole manewru i nie chodzi tylko o górę długów. W przeddzień obecnego kryzysu nadwyżka na rachunku bieżącym już była bardzo niska i oscylowała w okolicach 1 proc. PKB wobec ponad 9 proc. w 2008 r. Aby wesprzeć resztę świata, Pekin musiałby zatem zaakceptować istotny deficyt na rachunku bieżącym poprzez wzrost importu. A ciężko oczekiwać tego w momencie, gdy chce luzować politykę monetarną, nie osłabiając przy tym wyraźnie renminbi, a do tego boryka się z niedoborem dolarów, o czym świadczy m.in. coraz niższa wartość udzielanych pożyczek zagranicznych i usilne starania o pozyskanie zagranicznych inwestorów. W obliczu epidemii stopa oszczędności za Murem zapewne wzrośnie i jeśli stopa inwestycji za nią nie nadąży, to nadwyżka na rachunku bieżącym dodatkowo wzrośnie.

W 2008 r. Pekin ponownie usztywnił kurs juana wobec dolara, dziś będzie to jednak trudniejsze. Wówczas władze mogły liczyć nie tylko na zdecydowanie większą nadwyżkę na rachunku bieżącym, ale i masowy napływ mile widzianych inwestycji bezpośrednich. Teraz przewaga eksportu nad importem jest mniejsza, a wojna handlowa i epidemia koronawirusa skutecznie zniechęcają do lokowania za Murem dodatkowej działalności produkcyjnej. Chiny muszą zatem liczyć na inwestycje portfelowe (obligacje, małe pakiety akcji), jednak równocześnie chcą kontrolować ich napływ w obawie przed późniejszym nagłym odpływem, który mógłby zachwiać systemem finansowym.

Podobne skutki miałaby wyraźna deprecjacja renminbi - nie dość, że zwiększałaby presję na ucieczkę kapitału z Państwa Środka, to jeszcze mogłaby doprowadzić do globalnej wojny walutowej. Byłaby też zaprzeczeniem lat polityki Pekinu, starającego się wzmocnić chińskiego konsumenta.

Najlepszym wariantem pakietu stymulacyjnego byłoby właśnie wsparcie zwykłych Chińczyków, czyli zwiększenie ich udziału w dochodzie krajowym i budowa sieci zabezpieczeń socjalnych z prawdziwego zdarzenia. Typowy Wang, niemający "paszportu" (hukou) jednej z metropolii, wciąż zarabia relatywnie mało, m.in. w zestawieniu z prosperującymi towarzyszami. Do tego musi odkładać poważne kwoty na edukację potomstwa, wizyty u lekarza, emeryturę czy własne M. Bardziej zamożni mieszkańcy Państwa Środka i mniej ekspansywne firmy zza Muru byłyby dobrą wiadomością także dla nas.

Najnowsze wieści zza Muru

Najnowsze wieści zza Muru

Więcej informacji, komentarzy i analiz dotyczących gospodarki Chin znajdziesz w specjalnej sekcji.

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (8)

dodaj komentarz
janush19tdi
Kto trzyma łapę na emisji pieniądza w Chinach?
plutarch
To jest sedno - Chińczycy muszą robić to samo, co cały świat, Kopernik się nie mylił: słaby pieniądz wypiera dobry pieniądz: "Na pewnym etapie "jutrzejsze" koszty polityki pompowania kredytu okazują się wyższe niż "dzisiejsze" zyski. Finansowi alchemicy zza Muru "odkryli" współczesny kamień filozoficzny To jest sedno - Chińczycy muszą robić to samo, co cały świat, Kopernik się nie mylił: słaby pieniądz wypiera dobry pieniądz: "Na pewnym etapie "jutrzejsze" koszty polityki pompowania kredytu okazują się wyższe niż "dzisiejsze" zyski. Finansowi alchemicy zza Muru "odkryli" współczesny kamień filozoficzny i masowo przemieniali obietnicę przyszłego dobrobytu w papierowe złoto, czyli pieniądz. Efektem był bezprecedensowy wzrost zadłużenia w ostatniej dekadzie."
ajwaj
"Zachód" wlasnie zwieksza straty do Chin. Przy depresji gosp. neoliberalnej w USA, UE Chiny zachowuja niewielki wzrost PKB - oceny +7 % PKB na korzysc Chin.

Widac to m.in. w ucieczce gospodarek ASEAN=Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej do przodu. Biora wlasnie wiecej weglowodorów, rudy, wegla itd.

""Z
"Zachód" wlasnie zwieksza straty do Chin. Przy depresji gosp. neoliberalnej w USA, UE Chiny zachowuja niewielki wzrost PKB - oceny +7 % PKB na korzysc Chin.

Widac to m.in. w ucieczce gospodarek ASEAN=Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej do przodu. Biora wlasnie wiecej weglowodorów, rudy, wegla itd.

""Z ASEAN wyniósł 991,34 mld juanów, co stanowi wzrost o 6,1%, co stanowi 15,1% kosztów usług Chin ze światem.
Handel z UE wyniósł 875,93 mld juanów, co stanowi spadek o 10,4%. Handel ze Stanami Zjednoczonymi wyniósł 668,01 mld juanów, co oznacza spadek o 18,3%. Handel z Japonią wyniósł 465,68 mld juanów, co stanowi spadek o 8,1%.
Handel z krajami uczestniczącymi w inicjatywie One Belt i One Way wzrósł o 3,2% do 2,07 bilionów juanów, o 9,6% powyżej ogólnych stóp wzrostu usług w tym kraju.""
ajwaj
Ktos korzysta, np. :)

""Zależność od importu żywności i energii Chin jest ogromna i nadal będzie rosnąć. Stopa zwrotu Gazpromu i Rosnefti z tego wzrostu zadziałała. W piatek blokada eksportu zbóz z Rosji, moze zwiekszyc oferte dla Chin.
Następni w kolejce są dostawcy rosyjskiej żywności. Gospodarki krajów rozwiniętych
Ktos korzysta, np. :)

""Zależność od importu żywności i energii Chin jest ogromna i nadal będzie rosnąć. Stopa zwrotu Gazpromu i Rosnefti z tego wzrostu zadziałała. W piatek blokada eksportu zbóz z Rosji, moze zwiekszyc oferte dla Chin.
Następni w kolejce są dostawcy rosyjskiej żywności. Gospodarki krajów rozwiniętych - USA, UE i Japonii - załamały się.
Kontury nowego "post-wirusowego" świata widać wyraźniej (a to nie "zachód").""
plutarch odpowiada ajwaj
a ta nawija swój czerwony makaron na uszy....
ajwaj odpowiada plutarch
zrozumiala plujtrach
nic :)
-romel-
Nie jestem ich fanem,ale to oznacza MEGA załamanie na wszystkich płaszczyznach.
jezelipapa
Bardzo dobrze, niech gniją od środka. Może to w końcu otworzy oczy tym "entuzjastom" Chin.

Powiązane: Chiny - Analizy i komentarze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki