Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej zapewnia, że rząd nie zaprzestał prac nad reformą emerytur górniczych. Resort pracy wspólnie z Ministerstwem Gospodarki kontynuuje prace nad projektem zmian. Opóźnienie może wynikać z konieczności współpracy ze wszystkimi zainteresowanymi stronami, a zwłaszcza z pracownikami sektora wydobywczego.
Emerytury górnicze to koszt ok. 8,5 mld zł rocznie. W tym okresie składki górników do ZUS-u wynoszą ok. 2 mld zł. Innymi słowy do emerytur górniczych dopłacamy 6,5 mld zł rocznie.
Przeciętna emerytura górnicza wynosi 3,5 tys. zł. Jest to świadczenie przeciętne, a większość byłych górników otrzymuje mniej.
Przywileje emerytalne
Kwestie emerytur górniczych reguluje ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Zgodnie z nią prawo do górniczej emerytury, bez względu na wiek i zajmowane stanowisko, przysługuje pracownikom, którzy pracę górniczą wykonywali pod ziemią stale i w pełnym wymiarze czasu pracy co najmniej 25 lat. Ten przywilej jest nie do ruszenia.
Jednak emerytura górnicza przysługuje również pracownikowi, który ukończył 55 lat życia, ma okres pracy górniczej wynoszący łącznie z okresami pracy równorzędnej co najmniej 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn, w tym co najmniej 10 lat pracy górniczej. Ewentualnie wiek emerytalny wynosi 50 lat życia, jeżeli górnik przepracował minimum 15 lat pod ziemią.
Praca pod ziemią jest ciężka, wyniszczająca organizm oraz bardzo niebezpieczna. Stąd przywileje emerytalne dla osób, które całe życie zawodowe przepracowały pod ziemią. Problemy i kontrowersje z emeryturami górniczymi pojawiają się wtedy, gdy świadczenie pobierają osoby, które wprawdzie pracowały w kopalniach, lecz ich praca niewiele miała wspólnego z ciężką pracą pod ziemią. To właśnie ich przywileje mają ulec zmianie.
Nie jest łatwo wygrać z górnikami
Jeżeli górnicy zastrajkują, to elektrownie nie wyprodukują prądu, a wiele gospodarstw domowych nie będzie miało się czym ogrzać. Innymi słowy, stanie gospodarka, ucierpią ludzie i będzie katastrofa. Politycy mają się czego obawiać, bo społeczeństwo właśnie ich obwiniłoby za brak logistyki.
Nie ma w Polsce polityka na miarę Margaret Thatcher, a nawet gdyby się taki odważny znalazł, to pieniędzy na zakup węgla na czas negocjacji ze strajkującymi górnikami nie starczyłoby na długo. Z tego powodu taktyka częściowej reformy przywilejów tylko wobec tych osób, którzy nie pracują pod ziemią, może okazać się najbardziej efektywna.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl






























































