REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Nie będzie śledztw w dwóch sprawach związanych z "aferą taśmową"

2014-08-13 11:46
publikacja
2014-08-13 11:46
Dodaj Bankier.pl w Google
Nie będzie śledztw w dwóch sprawach związanych z "aferą taśmową"
Nie będzie śledztw w dwóch sprawach związanych z "aferą taśmową"
fot. iStockphoto / Thinkstock / / Thinkstock

Stołeczna prokuratura odmówiła śledztw ws. wydatków szefa MSZ Radosława Sikorskiego podczas nielegalnie nagranego spotkania z Jackiem Rostowskim i rzekomego niedopełnienia obowiązków przez szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza poprzez dopuszczenie do takich nagrań.

Źródło: Bankier.plFragment artykułu o aferze podsłuchowej we "Wprost"

Informację o takich odmowach przekazał w środę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Przemysław Nowak. Powiedział, że 31 lipca Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście odmówiła śledztwa z zawiadomienia osoby prywatnej. Domagała się ona postępowania w sprawie "doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem MSZ przez Radosława Sikorskiego w kwocie 1352 zł zapłaconych przez niego podczas kolacji w Amber Room - przez wprowadzenie w błąd, że był to wydatek służbowy". Podstawą decyzji prokuratury był brak znamion przestępstwa - poinformował Nowak.

Z kolei 30 lipca Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów odmówiła śledztwa z zawiadomienia innej osoby prywatnej. Chciała ona postępowania w sprawie "niedopełnienia obowiązków przez szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza przez niewłaściwy nadzór nad służbami specjalnymi, w wyniku czego doszło do nagrania rozmów polityków".

Wakacje na giełdzie

Brak podejrzenia popełnienia przestępstwa

Podstawą postanowienia prokuratury był brak uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa - podał Nowak. "Z samego faktu dokonania nielegalnych nagrań nie wynika podejrzenie, że minister sprawujący nadzór przekroczył swe obowiązki" - powiedział. Dodał, że zawiadamiający nie przedstawił żadnych dowodów by minister zaniedbał taki nadzór.

30 lipca Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła zaś śledztwo w sprawie domniemanego "przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych: prezesa Rady Ministrów, ministra spraw wewnętrznych i prezesa Narodowego Banku Polskiego, polegającego na naruszeniu niezależności NBP poprzez zawarcie w lipcu 2013 r. przez prezesa Rady Ministrów z prezesem NBP nieformalnego porozumienia, za pośrednictwem ministra spraw wewnętrznych, na mocy którego, w zamian za odwołanie z funkcji ministra finansów oraz wprowadzenie regulacji prawnych zmniejszających rolę Rady Polityki Pieniężnej, prezes NBP miałby się zobowiązać do finansowania w przyszłości deficytu budżetowego poprzez wykupowanie obligacji przez NBP".

Postępowanie wszczęto z zawiadomień dziewięciu osób, w tym m.in. szefa SP Zbigniewa Ziobry, wiceszefa klubu SLD Leszka Aleksandrzaka i szefa Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami Ryszarda Nowaka.

W czerwcu tygodnik "Wprost" ujawnił nielegalnie dokonane nagrania rozmów m.in. Sienkiewicza z Belką oraz Sikorskiego z Rostowskim w stołecznych restauracjach. W śledztwie Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga dotyczącym nielegalnego podsłuchiwania polityków zarzuty współudziału w tym procederze, prowadzonym przez kelnerów, postawiono dotychczas biznesmenowi Markowi Falencie oraz jego szwagrowi biznesmenowi Krzysztofowi Rybce. Zarzuty mają też dwaj pracownicy restauracji - Łukasz N. i Konrad L. (PAP)

sta/ malk/ jbr/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (9)

dodaj komentarz
~Tadek
To banda spiskowcow... Podobnie jak wydanie przez kolegow ekipy rzadzacej 200 mln zlotych na lotnisko widmo w Gdyni. Gdzie sa winni marnotrawienia naszych pieniedzy?
~plazowicz
Kpiny. Prokuratura zachowuje się jak prymitywna pierwsza linia obrony. To są standardy rosyjsko-białoruskie.
~ABW
Polacy którzy piszą oszczerstwa na temat elit rządzących (np. pomawianie syna premiera o znajomość z szefem amber gold) mogą spodziewać się przeszukań i zatrzymań. pamiętajcie żyjemy w kraju demokratycznym gdzie poststalinowcy to zbrodniarze a nie elity rządzące.
~emigrant
13-08-2014 W panstwie tuska oficjalnie zostala zalegalizowana korupcja i wyludzanie pieniedzy publicznych.Dochodze do zdania ze trzeba glosowac na PIS, niech oni zrobia dekomunizacje i zdelegalizuja konstytucyjne organa tego panstwa ktore dzialaja wbrew konstytucji i rozpoczna budowanie tego panstwa od podstaw.macki tuska siegnely juz dna.
~rysio
Rączki już umyte? Jeśli tak, to zapraszam do kory... yyy do stołu.
~Arcio
No tak! Wydawanie PUBLICZNYCH pieniędzy na PRYWATNE kolacyjki nie jest niekorzystym rozporządzaniem mieniem. TO co k%rvva jest nim?
~JeĆw
Na skutek (bo słowo: „dzięki” ryzykowne) ostatniej afery podsłuchowej szeregowy Kowalski ma szansę zapoznania się z żargonem polityczno-dyplomatycznym. Bardzo brzydki, ale jest w naszym kraju znacznie więcej bardzo brzydkich spraw i o wiele bardziej (tu stwierdzenie na pograniczu wyż. wym. żargonu) upierdliwych dla Kowalskiego niż Na skutek (bo słowo: „dzięki” ryzykowne) ostatniej afery podsłuchowej szeregowy Kowalski ma szansę zapoznania się z żargonem polityczno-dyplomatycznym. Bardzo brzydki, ale jest w naszym kraju znacznie więcej bardzo brzydkich spraw i o wiele bardziej (tu stwierdzenie na pograniczu wyż. wym. żargonu) upierdliwych dla Kowalskiego niż podsłuchowa paplanina. Niektórzy wybitni teoretycy doszukują się inspiracji dla wspomnianego żargonu u marszałka Józefa Piłsudskiego. Jednakże jakieś tam „szczanie kur” ma się nijak do elokwencji naszych notabli. Ja uważam, że prawdziwym inspiratorem i antenatem dla tego żargonu jest Jerzy Urban, swego czasu rzecznik rządu, a następnie (do dzisiaj) kultowy dziennikarz-wydawca. To on z pasją graniczącą z heroizmem, w imię realizmu społecznego, nawoływał do ujędrnienia polskiego języka literackiego i obiegowego klozetową łaciną i bogatą ornamentyką płciowo-seksualną. Nikt nie był w stanie przewidzieć, że inspiracje Jerzego Urbana znajdą odzwierciedlenie akurat w narzeczu polityczno-dyplomatycznym. Tym bardziej, że - moim zdaniem – zasadnie zarzucano Urbanowi, iż urzeczywistnienie się jego ideałów językowych nie stanie się odzwierciedlenie realizmu społecznego, lecz kreacją schamienia Polaków. Całe szczęście, że skutki ograniczyły się jedynie do polityków, dyplomatów i biznesmenów. Bo prawdziwym skandalem mogłoby być, gdyby się okazało, że żargonem polityczno-dyplomatycznym posługują się również hierarchowie kościelni. Dzięki Bogu, nie ma nagrań o tym świadczących. A co do treści podsłuchanych rozmów, to muszę stwierdzić, że wiele z nich, wbrew temu co głosi opozycja, napawa mnie nadzieją. Na przykład, uważam za korzystne to, ze nasi politycy i dyplomaci głowią się ciężko nie tylko nad tym jak pokazać się z najlepszej strony wyborcy (naturalne), ale także nad tym, jak zrobić temu wyborcy, krajowi i w ogóle narodowi lepiej, bo całkiem dobrze chyba nikomu się nie uda. Weźmy na przykład takich polskich „tłustych misiów”. Nie wiele o nich wiem, bo nie są tak naiwni, aby się afiszować. Ale tak, jak każdy Kowalski wiem, że wyrośli na polskiej glebie, najczęściej na PRL-owskiej glebie. Mniej lub bardziej legalnie. Nie brak podejrzeń, że niektórzy z nich naginali prawo, a niektórzy nawet pod kątem prywatnych interesów je inspirowali i do tego samoobsługowo się uwłaszczali. Może dlatego się im to udawało, że na określonym etapie przemian ideologicznych w Polsce było zapotrzebowanie na kapitalistów. Co się stało już się raczej nie odstanie. Ale chodzi o to, aby współczesne „tłuste misie” własny plebs, z którego wyrośli, traktowali poważnie, aby działali w miarę własnych możliwości prospołecznie i pro państwowo, a nie traktowali własnego kraju i współobywateli jak chudej krowy, którą należy maksymalnie wydoić. Podobno niesłusznie podejrzewany o inspirację podsłuchiwania Marek Falenta stwierdził w wywiadzie, że nie miał z tym nic wspólnego. Że w biznesowej działalności chodziło mu o to, aby dać Polakom węgiel z importu o 1/3 tańszy od polskiego węgla. I dał. Tyle tylko, że bardzo źle się to odbiło na interesach polskich kopalń i podobno jeszcze znacznie gorzej na interesach tych Polaków, którzy ten węgiel kupili. A to z powodu jego jakości. Ci, którzy kupili i są innego zdania, niech zaprotestują. O coraz bardziej bezczelnie buszujących w Polsce zagranicznych „tłustych misiach” nic dotąd nie udało mi się w podsłuchach wyczytać. Czyżby był to temat tabu nawet w prywatnych rozmowach prominentów? Według mojej oceny, działalność tych misiów może być dla nas nieporównanie bardziej niekorzystna niż polskich misiów, a to z powodu o wiele większego zakresu władztwa. To władztwo, moim zdaniem, wzięło się z wielkiej i niezachwianej wiary. Wiary polskich prominentnych polityków 25-lecia przemian (bardziej wczesnych), że światowy kapitalizm i jego reprezentacji niczego na świecie nie pragną bardziej, jak uszczęśliwienia Polski i Polaków.Uważam, że dzięki tej właśnie wierze oddane zostały za bezcen w ręce, będących przy jakiejkolwiek forsie, zagranicznych misiów („tyle warte, ile ktoś zechce zapłacić”) takie dobra narodowe jak: wielkie struktury finansowe, w tym banki, struktury przemysłowe i wielkie zakłady, rynki, handel, tereny i ziemia, a nawet monopole państwowe, będące samograjami dochodowymi. Dlatego teraz jedyna nadzieja w pieniądzach z Unii, które przy gorszym zbiegu okoliczności i swobodnym funkcjonowaniu w Polsce zagranicznych misiów, z powrotem mogą wrócić do Unii.Strasznie mnie kusi, aby w tym miejscu też użyć mocnego slangu polityczno-dyplomatycznego, ale tego nie zrobię, bo przychodzi mi na myśl dyplomatyczne określenie: puszące się teraz nie wiadomo z jakiego powodu, ciężko zakute palancie łby. Co do niezgodnej z państwowymi priorytetami ocenami stosunków polsko-amerykańskich wyrażonymi w podsłuchanej rozmowie ministra Sikorskiego, to muszę przyznać, że po pierwsze strasznie mnie minister zaskoczył, bo nieco wcześniej widziałem go w telewizji, jak w sprawie domniemanej aneksji Krymu (było jeszcze przed) straszył i ostrzegał prezydenta Putina. Robił to tak sugestywnie, że mnie aż ciarki chodziły po plecach, a tak zrozumiałem ostrzeżenie: „Towarzyszu Prezydencie Putin, nie idźcie tą drogą!” Minister Sikorski był wtedy, wg mnie, bardziej sugestywny niż Kaszpirowski, gdy w telewizji publicznej uśmierzał bóle porodowe kobiet.Po drugie, uważam, że histeria opozycji z powodu dwulicowej postawy politycznej ministra nie ma racjonalnych podstaw, bo minister był wtedy przekonany, że mówi prywatnie do jednego człowieka, też zaufanego ministra, a ponadto mógł to mówić, co mówił już z niepełną świadomością, o czym może świadczyć fakt, iż przyszło mu w końcu zapłacić z prywatnej kasy za spożycie (a rozrzutny podobno nie jest) dobrze ponad tysiąc złotych. Za taką kwotę można by upoić cała kompanię komandosów z Gromu. Oczywiście, minister aż tyle nie pił. Był przekonany, że spożywa bardzo wykwintne wino, co może być „tyz prowdą”. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę to, że minister powiedział, to co prywatnie powiedział, grubo przed przyjazdem do Polski Prezydenta Obamy, który uzewnętrznił wiele ważnych dla Polski rzeczy, a ponadto coś ważnego zrobił i dał przykład. Jeśli chodzi o to, co uzewnętrznił, i to całemu światu, to wykazał pierwotność i wyższość skoku Wałęsy przez mur w stoczni gdańskiej nad zburzeniem muru berlińskiego. Niby to historycznie oczywiste, ale jakże już zapomniane.Promocyjny miliard dolarów kieszonkowego Prezydent przeznaczył na poprawę bezpieczeństwa i utrwalenia pokoju w Europie. Co do tego utrwalania miałbym uwagi, ale to dyskusja na inny temat.Jeśli chodzi o dobry przykład, jaki dał Polakom prezydent Obama to ćwiczenia fizyczne, na które też znalazł czas w napiętym harmonogramie pobytu. Jakby wiedział, że polska służba zdrowia jest z roku na rok coraz bardziej niewydolna, coraz bardziej podstępnie prywatyzowana i że jedyną nadzieją dla Polaków jest dobra kondycja fizyczna, która mogłaby im umożliwić, tak jak 104-letniemu polskiemu rekordziście na 100 metrów Europy dla 100-latków, omijanie zakładów służby zdrowia (i tych państwowych i tych podstępnie sprywatyzowanych) szerokim łukiem.O bezdewizowych wyjazdach Polaków do USA prezydent Obama nic nie powiedział i okazał się tu bardziej propolsko przewidujący niż większość rodzimych polityków. Aby to wykazać przytoczę starą anegdotę. RPL-owski premier Józef Cyrankiewicz, któremu (poza obecnym premierem) chyba żaden wspłczesny polski polittyk fachowością polityczną do pięt nie dorasta, był jednocześnie wielkim adoratorem płci pięknej.. Jedna z patriotycznie nastawionych adorowanych przez niego dam zaproponowała: „Panie premierze, niech pan zrobi coś dla Polaków! Niech pan otworzy granice!”A na to premier Cyrankiewicz:”Ale z pani figlarka! Chciałaby pani, abyśmy zostali sami! J.Ć. Dnia 06.07.2014r.

Powiązane: Afera podsłuchowa

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki