Wczoraj największa w Europie sieć dyskontów otworzyła w Polsce pierwszych osiem sklepów. W Poznaniu, Bielsku-Białej, Brzegu, Głogowie, Jeleniej Górze, Sulechowie, Tarnowskich Górach, Żorach kolejki były olbrzymie. Klientom wcale nie przeszkadzał oszczędny wystrój i produkty leżące w koszach lub wprost na paletach. Przyszli tu dla niższych cen.
|
Stopniowo sieć zamierza poszerzać zasięg na pozostałe obszary Polski. Z przecieków, które pojawiły się w niemieckich mediach, wynika, że Aldi docelowo chce mieć u nas tysiąc sklepów. W tym roku otwartych ma być około 30. Przygotowania otwarcia marketów trwają już w Jarocinie i Pile. Aldi ma też swoje biuro w Warszawie, ale na razie nie mamy informacji, by w najbliższych miesiącach miała się otworzyć jakakolwiek placówka.
Aldiemu nie będzie łatwo osiągnąć zamierzonego celu: wkracza na rynek, na którym ma już znaczącą konkurencję. Biedronka, należąca do portugalskiej firmy Jeronimo Martins, działająca od 13 lat w Polsce, ma już 1050 sklepów, niemiecki Lidl - ok. 280 sklepów, Plus - 210, a duńskie Netto - 136 sklepów.
Konkurenci dobrze przygotowali się na wejście niemieckiego dyskontu, obniżając ceny. Świeży kurczak, który kilka dni temu w Lidlu kosztował 6,39 zł, teraz oferowany jest za 6,09 zł. Spadły także ceny mleka i pieczywa.
Biedronka zaś dwa tygodnie temu rozpoczęła olbrzymią medialną kampanię. Kilka milionów Polaków dostało 36-stronicowy folder informujący, że "95 procent sprzedawanych w Biedronce produktów pochodzi z Polski". Z kolei Netto podkreśla, że w jego ofercie dominują wyroby markowe. - Tylko około 15 proc. produktów to marki własne - mówi Sławomir Nitek, wicedyrektor sieci Netto.
Aldi nie ukrywa, że większość dostępnych w jego sklepach towarów jest produkowanych w Niemczech. Zdecydowana większość to marki własne. W swojej gazetce reklamuje ciasteczka markizy marki Kurpfalz w cenie 3,69 zł za 250 g, śledzie wędzone Fish Finnes za 2,99 zł za puszkę oraz kompot z wiśni za 5,99 zł.
Zapowiada się więc zażarta wojna o polskich klientów. Analitycy są jednak zgodni: miejsce na polskim rynku jeszcze jest. W krajach Europy Zachodniej sieci dyskontowe mają średnio 16,7 proc. udziałów w rynku, tymczasem w Polsce - zaledwie 6,5 proc.
Mniejsze jest też nasycenie rynku dyskontami. W Polsce na milion mieszkańców działa dziś 38 tanich sklepów, podczas gdy w Norwegii - 253.
- Nawet w Hiszpanii, gdzie rynek jest bardzo podobny do naszego, nasycenie jest ponad dwa razy większe - mówi Wojciech Zaremba, analityk AC Nielsen Polska. Aldiemu sprzyja też fakt, że Polacy coraz przychylniej patrzą na dyskonty. W 2005 r. 37 proc. ankietowanych deklarowało, że nie zamierza robić zakupów w dyskoncie, a rok później ten odsetek spadł do 30 proc.
Jednak Aldi może mieć kłopoty z szybkim zdobyciem pozycji lidera, bo konkurencja ma już mocną pozycję. Coraz trudniej jest też o nowe działki i pozwolenia na budowę. Zwłaszcza że popyt na ziemię jest duży, bo wszystkie sieci chcą wykorzystać najbliższe lata na umocnienie pozycji i budowę nowych sklepów.
Biedronka, której obroty tylko w ubiegłym roku wzrosły o 26 proc., planuje w tym roku rekordowy wzrost liczby sklepów. Przed kilkoma tygodniami podpisała wstępną umowę w sprawie przejęcia sieci Plus. Jeśli Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyda zgodę na połączenie, zyska 210 placówek dotychczasowego konkurenta. A oprócz tego wybuduje co najmniej 120 zupełnie nowych marketów.
Sieć Netto, która obecna jest głównie w północo-zachodniej Polsce, niedawno otworzyła centrum dystrybucyjne w Kobierzycach pod Wrocławiem, dzięki któremu ma zamiar powiększyć zasięg w południowej części kraju. Tylko w tym roku powstanie 40 sklepów.
Dla nas ta walka gigantów oznacza, że nawet w dyskoncie będzie można kupić produkty coraz lepszej jakości i na dodatek w coraz lepszych warunkach.
POLSKA Dziennik Zachodni
Joanna Pieńczykowska , Elżbieta Sobańska


























































