Już co trzecia firma z sektora przetwórstwa przemysłowego zgłasza problemy z niedoborem surowców, materiałów i półfabrykatów - wynika z ankiety GUS. "To jest najpoważniejsza obecnie bariera dla wzrostu światowej i polskiej gospodarki" - komentuje Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.
![Najpoważniejsza bariera dla polskiej gospodarki [Wykres dnia]](https://galeria.bankier.pl/p/1/3/a78e55326bae6f-948-568-0-64-1992-1195.jpg)
![Najpoważniejsza bariera dla polskiej gospodarki [Wykres dnia]](https://galeria.bankier.pl/p/1/3/a78e55326bae6f-948-568-0-64-1992-1195.jpg)
33,4 proc. przedsiębiorstw przemysłowych ankietowanych przez GUS w ramach badania koniunktury w sektorze zadeklarowało w październiku, że boryka się z niedoborami surowców, materiałów i półfabrykatów. Rok wcześniej takie problemy zgłaszało raptem 5,2 proc. firm.
Najgorsza jest sytuacja przedsiębiorstw zajmujących się produkcją elektroniki, samochodów oraz mebli i wyrobów z drewna, w przypadku których niedobory dotykają połowę firm.
"To jest najpoważniejsza obecnie bariera dla wzrostu światowej i polskiej gospodarki. Największy ból głowy dla coraz większej części firm w Polsce. Ograniczenia podażowe podsycają inflację i hamują wzrost gospodarczy" - komentuje na Twitterze Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. "Tak potężne załamanie się łańcuchów dostaw to obecnie główne zagrożenie dla koniunktury, powodujące już obecnie spowolnienie gospodarcze. Zrywające się łańcuchy dostaw w połączeniu ze skokowym wzrostem cen energii wywołują kryzys podażowy" - wtóruje Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.
O ile odsetek firm raportujących problemy z niedoborami surowców, materiałów i półfabrykatów rośnie najszybciej, to dalej główną barierą w prowadzeniu biznesu są zdaniem przedsiębiorców koszty pracy - ten czynnik wskazuje ponad połowa badanych, choć nieco mniej niż we wrześniu czy przed rokiem.

Analitycy Pekao zwracają uwagę na kwestię niedoboru wykwalifikowanych pracowników nie tylko w przemyśle, gdzie problem zgłasza blisko 40 proc. firm, ale również w sektorze usługowym i budowlance. "Nie są one tak duże jak przed pandemią, ale w sektorze usług problem szybko narasta i jesteśmy już blisko poziomów z początku 2020 r." - piszą w komentarzu.
"Co ciekawe, problemy z wykwalifikowaną kadrą dotyczą nie tylko ściśle specjalistycznych zawodów jak programiści, pracownicy sektora IT czy inżynierowie, ale także coraz silniej dotykają także firm w branży transportowej oraz w zakwaterowaniu i gastronomii. Z jednej strony może to wynikać z odbicia koniunktury w tych sektorach po zniesieniu obostrzeń, a z drugiej być związane ze zmianami strukturalnymi na rynku pracy i niechęcią do podejmowania pracy w sektorach wrażliwych na potencjalne obostrzenia epidemiczne w przypadku wystąpienia kolejnych fal zachorowań (zwłaszcza zakwaterowanie i gastronomia)" - dodają.
Problemy z niedoborami przekładają się na wzrost oczekiwań inflacyjnych przedsiębiorstw. "Oczekiwania dotyczące przyszłych cen wzrosły do wieloletnich maksimów w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie oraz szeregu branż usługowych. W przypadku usług jednym z niewielu sektorów, gdzie oczekiwania cenowe nie wzrosły do lokalnych maksimów, jest zakwaterowanie i gastronomia. Szczególnie wysokie oczekiwania dotyczące wzrostu cen są raportowane przez firmy zajmujące się handlem detalicznym i hurtowym" - zauważają eksperci.
Z kolei o wzroście oczekiwań inflacyjnych konsumentów pisał w tym tygodniu na Bankier.pl Michał Żuławiński.
Maciej Kalwasiński































































