Nowojorskie giełdy nie dały rady poprawić tegorocznych maksimów śrubowanych przez ostatnie sesje. Nastroje na Wall Street zepsuły dane z przemysłu, spadki cen surowców oraz wypowiedź przedstawiciela Rezerwy Federalnej.


Poniedziałkowy handel inwestorzy w Ameryce rozpoczęli w dość dobrych nastrojach. Indeksy rozpoczęły dzień z trzymiesięcznych maksimów, ale sił na zakupy starczyło tylko na pierwsze 30 minut handlu.
Później pojawiły się bardzo słabe dane z przemysłu. Według Departamentu Handlu zamówienia na dobra trwałego użytku zmalały w lutym o 3% mdm, po wzroście o 4,2% mdm w styczniu. Był to 14 spadek w ciągu 19 miesięcy.
Spadek był nie tylko głębszy od oczekiwań (-2,8% mdm), ale też pogorszyła się struktura tego wskaźnika: malały przede wszystkim zamówienia na dobra kapitałowe z wyłączeniem statków powietrznych, co w USA traktuje się za główną miarę inwestycji i nastrojów przedsiębiorstw.
Z kolei sektorowi naftowemu szkodziła taniejąca ropa, która w Nowym Jorku potaniała o ponad 3%, a w Londynie o ponad 2,7%. Mocno w dół poszły także ceny gotowych paliw.
Na dodatek zeszłotygodniowe, bardzo „gołębie” wypowiedzi Janet Yellen skontrował inny przedstawiciel Rezerwy Federalnej. Eric Rosengren, prezes Fed z Bostonu, powiedział, że rynkowa wycena zaledwie jednej podwyżki stóp w tym roku jest „zbyt pesymistyczna”. Rosengren uważany jest za jednego z najbardziej „gołębich” przedstawicieli FOMC.
W tym kontekście poniedziałkowe spadki na Wall Street trudno uznać za szczególnie bolesne. Dow Jones stracił 0,31%, S&P500 obniżył się o 0,32%, a Nasdaq spadł o 0,46%. W dalszym ciągu są to poziomy zbliżone do stanów z początku roku.
Krzysztof Kolany





























































