Liberalizacja dla wybranych
ZAPÓŻNIONA TP SA
Ponad rok temu rynek rozmów międzystrefowych miał być wolny. Nadal jednak tylko niewielka część użytkowników może korzystać z dobrodziejstw demonopolizacji.
Na drodze do liberalizacji rynku telekomunikacyjnego co chwila pojawiają się nowe przeszkody. Ostatnio okazało się, że nie wszyscy abonenci mogą skorzystać z preselekcji. Obecnie taką możliwość mają klienci TP SA obsługiwani przez ok. 60 proc. z 6,5 tysiąca lokalnych central Telekomunikacji Polskiej.
Preselekcja, dzięki odpowiedniemu ustawieniu centrali, umożliwia korzystanie z usług jednego z operatorów międzystrefowych bez wybierania prefiksu. Kiedy z tej usługi będą mogli korzystać wszyscy posiadający telefon Polacy, nie wiadomo, bo TP SA sama nie wie kiedy ostatecznie zakończy modernizację i wymianę central.
Mimo, że niezależni operatorzy międzystrefowi weszli na rynek z około rocznym opóźnieniem, TP SA nie zdążyła z odpowiednim przygotowaniem swojej infrastruktury. Ok. 22 proc. użytkowanych obecnie przez TP SA central to stare urządzenia analogowe, w których nie ma w ogóle możliwości ustawienia preselekcji. Chociaż usługa ta umożliwia np. wybieranie numerów międzystrefowych w stary sposób, bez wprowadzania prefiksu, nie eliminuje przy tym możliwości korzystania z usług innych operatorów.
Dostawcami pozostałych 78 proc. central TP SA, w mniej więcej równych proporcjach, były: Alcatel, Lucent i Siemens. W centralach dwóch ostatnich producentów możliwe jest ustawienie preselekcji dla więcej niż jednego operatora. Natomiast centrale Alcatela ze względu na oprogramowanie mają możliwość ustawienia preselekcji dla jednego tylko operatora, czyli w praktyce TP SA. Niezadowoleni ze współpracy z TP SA operatorzy niezależni twierdzą, że TP SA zbyt późno przesłała do Alcatela specyfikację określającą szczegóły modernizacji. Preselekcja była punktem spornym w pracach nad liberalizacją rynku międzystrefowego w Polsce. Początkowo Telekomunikacja kwestionowała obowiązek udostępniania preselekcji, jak i obowiązek wybierania prefiksu. Tymczasem nieistniejące już Ministerstwo Łączności wprowadziło obowiązek wybierania prefiksu, ponieważ tylko takie rozwiązanie gwarantuje liberalizację rynku połączeń międzymiastowych. W sytuacji bowiem, kiedy 97 proc. abonentów telefonii stacjonarnej w Polsce korzysta z usług TP SA, firma ta bez obowiązku wybierania prefiksu miałaby pewną przewagę konkurencyjną polegającą na niedoinformowaniu klientów o istniejącej konkurencji. Teraz każda osoba pragnąca wykonać rozmowę międzystrefową jest zmuszana do wyboru jednego z dwóch istniejących na rynku operatorów. Mowa tu o dwóch spółkach, ponieważ tylko bez podpisania odpowiedniej umowy dostępnymi dla ogółu operatorami są tylko TP SA i Niezależny Operator Międzystrefowy. Przy tym dostępność tego drugiego operatora jest czasami iluzoryczna, ponieważ Telekomunikacja udostępniła tej spółce łącza o zbyt małej przepustowości, co powoduje, że nie wszyscy chętni mogą z jej usług skorzystać. Natomiast Netia1, która chciała obsługiwać rynek nie tylko klientów biznesowych, ale również indywidualnych, działa praktycznie tylko na tym ostatnim rynku, ponieważ nie potrafiła porozumieć się z TP SA co do wystawiania wspólnych rachunków dla abonentów Telekomunikacji. Tym samym, by wejść na liczący ponad 10 mln abonentów rynek TP SA, Netia1 musi z nimi podpisywać indywidualne umowy i wystawiać co miesiąc rachunki, co jest sprzeczne z założeniami koncesji, jakie otrzymali operatorzy.
ZYGMUNT ZIMNY



























































