Umacniający się globalnie dolar i Rezerwa Federalna przygotowująca się do kolejnych podwyżek stóp procentowych nie są otoczeniem sprzyjającym złotemu. Kurs euro codziennie próbuje iść w górę, choć nie co dzień mu to wychodzi. Rosną też notowania dolara amerykańskiego.


W czwartek o 10:06 kurs euro kształtował się na poziomie 4,7581 zł, a więc o mniej niż grosz wyżej niż dzień wcześniej. W środę rano euro drożało nawet o dwa grosze, ale później złotemu udało się odrobić większość porannych strat.
Nie zmienia to jednak szerszego obrazu sytuacji. A ten jest taki, że od początku lutego kurs EUR/PLN systematycznie pnie się w górę. Tydzień temu udało się obronić linię 4,80 zł i to pomimo niekorzystnej dla złotego opinii rzecznika TSUE w kwestii kredytów liborowych. Zdaniem analityków naszej walucie ciążą też kolejne odcinki sagi o sporze polskiego rządu z KE w kwestii zmian w sądownictwie.
Jednakże teraz coraz istotniejszą rolę zaczynają odgrywać czynniki zewnętrzne. Globalnie od początku lutego obserwujemy spadkową korektę na parze euro-dolar. Amerykańska waluta umacnia się za sprawą sygnałów płynących z Rezerwy Federalnej. Decydenci w banku centralnym USA wydają się zdeterminowani w sprowadzeniu inflacji do 2-procentowego celu i gotowi są do kolejnych podwyżek stóp procentowych. Jeszcze miesiąc temu na rynku wierzono, że Fed w marcu zakończy cykl podwyżek, a pod koniec roku zacznie je obniżać. Obecnie taki scenariusz nie wydaje się zbyt prawdopodobny.
To przekłada się na coraz wyższe notowania dolara także na polskim rynku walutowym. W czwartek rano „zielony” kosztował 4,4876 zł. Co prawda, to wciąż poniżej lutego szczytu (4,4975 zł), ale już wyraźnie powyżej tegorocznego minimum (4,26 zł).
Frank szwajcarski wyceniany był na 4,8123 zł, a więc o ponad pół grosza wyżej niż w środę wieczorem. Na parze frank-złoty od początku listopada obowiązuje trend boczny w przedziale 4,65-4,85 zł.





























































