REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kryzysowe oszczędzanie dołuje gospodarkę

Ignacy Morawski2020-08-03 07:44główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData
publikacja
2020-08-03 07:44

Jedną z wyróżniających cech kryzysu epidemicznego jest wzrost skłonności do oszczędzania przez ludność. Strach przed utratą pracy sprawia, że ludzie większą część dochodu chcą odłożyć na sytuacje awaryjne. Problem w tym, że to dołuje gospodarkę.

Kryzysowe oszczędzanie dołuje gospodarkę
Kryzysowe oszczędzanie dołuje gospodarkę
fot. lovelyday12 / / Shutterstock

Oszczędzanie jest cnotą, gdy jest zjawiskiem stabilnym i trwałym, ale jest szubienicą dla dobrobytu, gdy staje się zjawiskiem gwałtownym. Równie dobrze można by ten oszczędzany dochód spalić w piecu – społeczeństwo jako całość nie odnosi z takiego oszczędzania korzyści. To obserwujemy współcześnie.

Skalę oszczędzania pokazują dane z USA, choć podobne zjawisko występuje prawdopodobnie w większości krajów. W drugim kwartale stopa oszczędności osobistych w USA wyniosła aż 25 proc. dochodu. Tyle zaoszczędziło przeciętne gospodarstwo domowe. Na załączonym wykresie widać, jak wyjątkowe jest to zjawisko - w niedalekiej przeszłości gospodarstwa domowe rzadko oszczędzały więcej niż 5-10 proc. dochodu do dyspozycji. Amerykanie dostali potężne wsparcie finansowe od rządu, ale w dużej mierze dodatkowe dochody zaoszczędzili.

fot. / / SpotData

Dlaczego to jest problem? Cóż złego może być w tym, że ludzie przezornie oszczędzają? Ano może.

Oszczędności to część dochodu gospodarstwa domowego, która nie jest przeznaczana na bieżącą konsumpcję. Jeżeli więc w gospodarce gwałtownie rosną oszczędności gospodarstw, to znaczy, że mniej przeznacza się wydatków na towary i usługi konsumpcyjne. Reakcja całej gospodarki na taką zmianę może wyglądać na trzy sposoby.

Po pierwsze, możliwe jest, że większa część towarów produkowanych w gospodarce zostanie wyeksportowana. Nie kupujemy, ale sprzedajemy do innych krajów, więc nasz dochód się nie zmienia. Kłopot w tym, że gdy ludzie na całym świecie oszczędzają ze strachu, to trudno zwiększyć eksport. Po drugie, możliwe jest, że zmienia się struktura produkcji w kraju – spada udział dóbr konsumpcyjnych w produkcji, a rośnie udział dóbr inwestycyjnych. Mniej kupujemy, ale ponieważ chcemy odłożyć na przyszłą konsumpcję to firmy zwiększają zasoby produkcyjne by zrealizować w przyszłości te nasze potrzeby. Kłopot w tym, że jest to możliwość wyłącznie teoretyczna – firmy nie inwestują, więc nie produkuje się więcej dóbr inwestycyjnych. Co więcej, szybkie przestawienie produkcji z dóbr/usług konsumpcyjnych na inwestycyjne jest niemal niemożliwe.

Jest więc trzecia możliwość – depresja. Ludzie oszczędzają więcej, ale ogólny poziom produkcji spada, więc oszczędza się z coraz mniejszego dochodu.

To jest ogromne zagrożenie dla gospodarki światowej w najbliższych kwartałach. Jeżeli ludzie będą masowo gromadzić płynne aktywa – czyli głównie gotówkę – i rezygnować z konsumpcji, to kryzys sam się będzie nakręcał. Współczesny kapitalizm nie może koegzystować ze strachem. Jedyną odpowiedzią w takiej sytuacji, która może uratować stabilność gospodarczą, ale też społeczną, jest masowe dostarczenie ludziom tego, czego pragną – pieniądza. I to robią banki centralne, które dostarczają kredytów rządom na cele związane z nowymi transferami.  W USA przyjmuje to formę bardzo wysokich zasiłków dla bezrobotnych. W Polsce pomaga się firmom, by nie zwalniały pracowników. Ale efekt jest ten sam. Ma nastąpić redukcja strachu i stabilizacja oczekiwań.

Wśród ekonomistów działania banków centralnych i rządów wywołują często krytykę, ponieważ nie wszyscy ekonomiści dostrzegają opisany powyżej paradoks oszczędzania. Niektórzy twierdzą, że on nie występuje. Weźmy takiego Friedricha Augusta von Hayeka, noblistę, jedną z ważniejszych postaci ekonomii XX wieku. W pracy „Pieniądz i kryzysy” pisał on: „Co się stanie, gdy ktoś postanowi zaoszczędzić część swojego dochodu, którą wcześniej przeznaczał na konsumpcję (…)? Najpierw wzrośnie popyt na środki produkcji i zmaleje popyt na dobra konsumpcyjne”. Hayek sądził, że gdy ludzie więcej oszczędzają to firmy więcej inwestują. I o dziwo to przekonanie bardzo mocno jest obecne w analizach ekonomicznych nawet współcześnie. Klasyczne modele makroekonomiczne bardzo często zawierają w sobie mechanizm, w którym wzrostowi oszczędzania towarzyszy wzrost inwestycji. Skoro ludzie chcą przesunąć konsumpcję na przyszłość, to firmy reagują zwiększeniem produkcji dóbr inwestycyjnych kosztem dóbr konsumpcyjnych.

Dlatego niektórzy ekonomiści dziś sądzą, że gdyby rządy i banki centralne nie interweniowały nadmiernie w gospodarce, to firmy w końcu ruszyłyby z inwestycjami, odpowiadając na wzrost oszczędności gospodarstw domowych.

Ja nie specjalnie wierzę w tego typu teorie. Są one oderwane od obserwacji empirycznej. W warunkach skokowego wzrosty oszczędności konsumentów firmy nie inwestują, bo się boją o przyszłość – o popyt na swoje towary i usługi. A nie dlatego, że czują niepewność związaną z rosnącym długiem publicznym czy rosnącą podażą pieniądza. Czy ktoś spotkał menedżera, który rezygnację z inwestycji uzasadniałby obawą o dług publiczny? To jest abstrakcja. Teorię, że na duży skok oszczędności firmy w końcu odpowiedzą wzrostem inwestycji w maszyny można włożyć między bajki.

Dlatego też sądzę, że jeżeli wysoki poziom oszczędności przezornościowych będzie się utrzymywał, to rządy i banki centralne będą musiały wprowadzać kolejne programy wspierające gospodarkę. Firmy nie zaczną inwestować dopóki nie poczują, że konsumenci są chętni do kupowania na większą skalę.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Źródło:
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData

Pomysłodawca projektu i szef zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez "Rzeczpospolitą" i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. W 2019 r. wyróżniony przez ThinkTank jako jeden z 10 ekonomistów najbardziej słuchanych przez polski biznes. W tym samym roku projekt SpotData, który założył, został nominowany do nagrody GrandPress Digital. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (61)

dodaj komentarz
witasl
Oszczędzać po prostu trzeba. A w dobie kryzysu to juz w ogóle. Teraz ludzie jakby zaczynaja widziec potrzebe, bo widzą ze pali im sie grunt pod nogami. U nas w firmie ci co odpuścili ppk w pierwsze turze plują sobie teraz w twarz, bo jakby nie patrzec to realna gotówka przelewana miesiąc w miesiąc na konto uczestnika programu
hodler
Dlaczego uważa pan, że konsumpcja powinna wrócić do poprzednich patologicznych poziomów? Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że jest to niezrównoważone, niezdrowe i mam nadzieję, że jesteśmy u kresu ekonomi zdefiniowanej w XIX i XX wieku. Koniec z kupowaniem tego na co się jeszcze nie zarobiło - ludzie w Stanach zachowali pieniądze Dlaczego uważa pan, że konsumpcja powinna wrócić do poprzednich patologicznych poziomów? Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że jest to niezrównoważone, niezdrowe i mam nadzieję, że jesteśmy u kresu ekonomi zdefiniowanej w XIX i XX wieku. Koniec z kupowaniem tego na co się jeszcze nie zarobiło - ludzie w Stanach zachowali pieniądze pomocowe, które otrzymali, aby spłacić wcześniej zaciągnięte długi oraz zainwestować te pieniądze (problemy branży kredytowej i hossa Robin Hood'a). Rośnie świadomość konsumencka i świadomość ekologiczna - wy ekonomiści idziecie w zaparte i chcecie negować zjawiska, o których nie mieliście okazji czytać podczas studiów. Automatyzacja produkcji przemysłowej na niespotykaną skalę (nieograniczona podaż bardzo niskim kosztem) i efektywność jaką daje internet są głównymi powodami, dla których zjawiska przytoczone przez autora najprawdopodobniej nie będą miały miejsca i są wyjaśnieniami przedstawicieli starej szkoły.
jes
Pan Morawski - artykuły na zamówienie rządu. Od ręki !!!
antybolszewik
To oszczędności są podstawą inwestycji. Czysta konsumpcja jest tylko chwilowym paliwem dla PKB. A konsumpcja na kredyt jest już czystą głupotą, jakże powszechną w Europie, gdzie nie ma ekonomistów a rządzą sami populiści.
macierz
Jak to mówią, pieniądz napędza pieniądz, produkt napędza produkt, człowiek to taka maszynka która przerabia te wszystkie dobra.
karbinadel
Czy już nikt nie dostrzega, w jaką paranoję wpędzili nas współcześni "ekonomiści"? Cały rozwój opiera się na bezsensownej konsumpcji, polegającej na kupowaniu rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze których nie mamy. A oszczędzanie i zapobiegliwość są be
niederfurzdorf
Wczoraj byłem na chwilę w Krakowie . Piwo w knajpie w cenie kilkanaście PLN. Chyba zacznę oszczędzać patrząc hak się nasi rodacy z gastronomii uczą szacunku do klientów. Nie życzę upadku, ale chyba by się brutalna nauka niejednemu przydała. Lubię wspierać lokalny biznes ale kupowanie u zdzierców graniczy z brakiem rozsądku ....PS Wczoraj byłem na chwilę w Krakowie . Piwo w knajpie w cenie kilkanaście PLN. Chyba zacznę oszczędzać patrząc hak się nasi rodacy z gastronomii uczą szacunku do klientów. Nie życzę upadku, ale chyba by się brutalna nauka niejednemu przydała. Lubię wspierać lokalny biznes ale kupowanie u zdzierców graniczy z brakiem rozsądku ....PS Spadek konsumpcji ograniczy emisję CO2 a to nie o ratowanie planety za wszelką cenę chodzi np. Niemcom? Ich gospodarka na spadku konsumpcji globalnej ucierpiałaby chyba najbardziej . No to ratujmy planetę , oszczędzamy. Dla planety. Ciekawe kto przetrzyma?
jacek-19
Piwo w knajpie w cenie kilkanaście PLN. - to piwo w sklepie kosztuje 3 zl. Tam to piwo ma podatek, obsluge, stolik, podated od dochodu firmy , zysk firmy , pensja szefa, i wynajem lokalu. Do tego za powietrze, czysta wode, butelka, beczkowe itd, itd. Ni masz pojecia za co placa. Zostaje im z tego piwa 1 zl.
jacek-19
Pokaze ci to na przykladzie benzyny: 2,37 zl 8cena hurtowa) + 0,06 zl (marza stacji) +0,94 zl (VAT) + 1,54 zl (akcyza) + 0,13 zl (polata paliwowa) = 5,04 zl (dawna cena,ale ze wzgledu na skladowe pokazana). 5,04 zl - stacja 0,06 zl zarobku !
jes odpowiada jacek-19
Musiałeś skłamać na końcu z tym 1zł?

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki