Trwający od pół roku marazm na warszawskiej giełdzie zasiał wątpliwości co do trwałości hossy. Jest jednak wskaźnik, który nieco klaruje sytuację: szczyt powinien być jeszcze przed nami, ale rynek byka najprawdopodobniej skończy się w 2014 roku.
Chodzi o indeks złożonych wskaźników wyprzedzających publikowanych przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju – zwany dalej OECD CLI. Wskaźnik ten ma za zadanie ostrzegać przed punktami zwrotnymi w cyklu koniunkturalnym. Innymi słowy: ma na kilka miesięcy wprzód informować o nadchodzącym końcu recesji oraz o przesileniu koniunktury w fazie boomu.
OECD CLI najlepszym przyjacielem inwestora
Z tego zadania OECD CLI wywiązuje się całkiem nieźle. Kto wychwycił dołki dynamiki tego wskaźnika (maj 1998, maj 2001, marzec 2005 i sierpień 2008), mógł spokojnie kupować akcje kilka miesięcy później, gdy na GPW lała się krew (listopad 1998, wrzesień 2001, kwiecień 2005 i marzec 2009). Dołek bessy na GPW zwykle następował po 6-7 miesiącach od cyklicznego minimum OECD CLI.
Roczna dynamika OECD CLI (prawa oś) na tle WIG20 (lewa oś, w pkt.)
Źródło: Bankier.pl na podstawie danych OECD.

Wskaźnik OECD nieco słabiej radzi sobie z rozpoznawaniem giełdowych górek. Z powodu perturbacji wynikłych z akcesji Polski do UE dał całkowicie błędny sygnał w lutym 2003 roku, gdy nadchodziła najbardziej spektakularna hossa w historii warszawskiej giełdy. W pozostałych czterech przypadkach szczyt hossy na GPW od maksimum dynamiki OECD CLI dzieliło 10 lub 11 miesięcy.
| »2014: koniec hossy na GPW |
Ponieważ w marcu dynamika OECD LEI była niższa niż w lutym (sam wskaźnik był jednak wyższy niż miesiąc wcześniej), można domniemywać, że koniec obecnej hossy powinien przypaść w grudniu. Po drugie, odwrócenie trendu dynamiki OECD CLI NIE JEST sygnałem do natychmiastowej sprzedaży akcji! Co więcej, w krótkim terminie (tj. kilka miesięcy) i dla inwestorów o nieco bardziej spekulacyjnym zacięciu jest to wręcz sygnał kupna. Zazwyczaj to ostatnia faza hossy jest najbardziej dynamiczna i przynosi największe zyski. I ma ona miejsce z reguły już przy silnie malejącej (ale dodatniej!) dynamice OECD CLI.
Prognoza bazująca tylko na tym jednym wskaźniku zakłada, że po tej męczącej korekcie warszawską giełdę czeka krótki okres dość dynamicznych wzrostów, wynoszących główne indeksy na nowe szczyty, choć rekordów z 2007 roku zapewne nie pokonamy. W skrajnym przypadku po kilku miesiącach giełdowej flauty zobaczymy kilka tygodni wzrostów wynoszących indeksy nawet o 20%, skąd rozpoczną one cykliczną bessę.
Odradzałbym jednak opieranie strategii inwestycyjnej na jednym tylko wskaźniku. Nawet tak dobrym jak OECD CLI. Niemniej, niedawne zachowanie indeksu PMI dla polskiego przemysłu, czy silny spadek indeksu ZEW mogą być odbierane jako pierwsze zwiastuny przesilenia trendu. Póki co na giełdzie obowiązuje jednak hossa, której sprzyja rosnąca dynamika polskiego PKB, niska inflacja CPI oraz rekordowo niskie stopy procentowe. Jeśli na to nałożyć kiepskie nastroje inwestorów, to zdecydowanie nie jest stan charakterystyczny dla początku bessy. Według mnie na giełdowego niedźwiedzia przyjdzie poczekać jeszcze kilka miesięcy.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl































































