We wrześniu i październiku na giełdach w USA możliwa jest wyższa zmienność, więc zalecana jest maksymalna dywersyfikacja portfela – ocenił Łukasz Kałwak, strateg rynkowy w Franklin Templeton Institute. Dodał, że sezonowo dobry okres dla akcji powinien przypaść w połowie listopada, po midtermach w USA.


"W sierpniu z naszej ostatniej publikacji konkluzja była taka, że mamy rynek na szczycie wszech czasów, wiedziony bardzo silnymi zyskami spółek. Dzieje się to jednak w momencie, gdzie historycznie należy być czujnym, bowiem okres poprzedzający wybory połówkowe w USA po pierwsze jest okresem zmiennym, jak wynika z naszego badania przeprowadzonego na danych od 1942 r. Dodatkowo, naszym zdaniem, rynek wysłał nam w połowie lipca bardzo istotne sygnały informujące, że hossa trwa, jest szeroka, ale sektor technologiczny jednak jest podatny na ryzyko korekty, bowiem ryzyko inflacyjne i wyższe rentowności mogą tym razem szczególnie uderzyć" – powiedział Łukasz Kałwak, strateg rynkowy w Franklin Templeton Institute.
"W teorii spółki wzrostowe są preferowane w warunkach niskiego wzrostu PKB i niskiej inflacji. Teraz mamy sytuację odwrotną i dodatkowo rośnie nam zadłużenie firm technologicznych, więc szeroki rynek jest w hossie, zyski są mocne, ale są wyższe stopy procentowe i negatywna sezonowość. Widzimy podwyższone ryzyko korekty we wrześniu i w październiku. Zaczyna się to realizować i to jest ten okres, w którym my zalecamy maksymalną dywersyfikację i wybór spółek, które są beneficjentami upowszechniania AI" – dodał.
W ocenie Łukasza Kałwaka, sezonowo dobry okres dla akcji powinien przypaść w połowie listopada.
"Natomiast prawdziwa złota statystyka, to taka, która pokazuje co się stanie, jak przejdziemy przez ten okres i nie wiemy czy będzie korekta, czy nie będzie (...). Przewidywanie szczytu jest bardzo trudne, ale niezależnie od tego, najlepszy okres dla giełdy zaczyna się w połowie listopada, bowiem jeżeli sobie zobaczymy te wszystkie lata połówkowe od 1942 r., to w 20 przypadkach na 21, jakbyśmy kupili w listopadzie roku wyborczego z midtermami, to 6 i 9 miesięcy później indeks jest wyżej" – powiedział.
"To są dwucyfrowe stopy zwrotu, także gdybyśmy mieli się pobawić w określenie trajektorii, to wydaje mi się, że aktualnie to otoczenie rynkowe wspiera korektę. Są spółki, które są bardziej narażone, są spółki, które mniej, i dobrą strategią jest być teraz w pełni zdywersyfikowanym lub mieć mniejszą ekspozycję na ryzykowne aktywa i być gotowym na kupno na dołku. Nie gonić rynku na szczycie, bowiem to nie ma sensu, tylko poczekać, żeby rynek przyszedł do nas i wtedy wybrać sobie spółki, które są beneficjentami, a jednocześnie by szeroki rynek zaliczył korektę" – dodał.

Zdaniem stratega, wciąż trwa poszerzenie hossy i rotacja do spółek value ze wzrostowych.
"Premia za ryzyko bez dwóch zdań wzrosła. Długoterminowa inflacja rośnie na skutek szoku w ciśnienie Ormuz, na skutek ceł, na skutek rewolucji AI. Dzisiaj inwestorzy żądają wyższej premii za ryzyko. Hossa wchodzi w czwarty rok, poprzeczka rośnie i jeżeli zobaczymy, co się dzieje wśród tych 500 spółek indeksu benchmarkowego, to widzimy, że wcześniej ten kapitał dokonał rotacji z drogich spółek technologicznych do spółek produkujących oprogramowanie, potem tam była korekta, później kapitał rozlał się na spółki typu value i do innych sektorów" – wskazywał.
"Sądzę, że w krótszym terminie możemy zaobserwować większe ruchy na giełdzie jako całości, dlatego, że historycznie ten drugi rok cyklu prezydenckiego, niezależnie czy patrzymy na indeks cenowy USA, czy na wskaźnik zmienności VIX, to wrzesień i październik to jest okres, na którym historycznie z takiego, czy innego powodu zawsze ta zmienność rosła. Wydaje mi się, że rynek trochę nam podpowiada, które sektory są mocniejsze i które są słabsze" – dodał.
W ocenie stratega, w wycenach spółek jest już uwzględnionych wiele pozytywnych wiadomości.
"Hossa na Wall Street trwa, tylko w tym roku mieliśmy 27 szczytów wszech czasów. Po tak mocnych wzrostach i tak mocnym sezonie wyników, problem polega na tym, że rynek potrzebuje coraz więcej dobrych wiadomości, żeby iść w górę. Od marcowego dołka mieliśmy 22 proc. wzrostu indeksu S&P 500, więc część tego optymizmu co do zysków naszym zdaniem jest już w wycenach. Indeks półprzewodników zyskał ponad 100 proc. w niecałe trzy miesiące, po czym zaliczył szczyt w trzecim tygodniu czerwca i od tego momentu w zasadzie jest w trendzie spadkowym. Wzrost tego indeksu nie jest już napędzany przez te same grupy spółek, które dominowały w nim podczas wzrostów w latach 2023-2024" – powiedział.
"Mieliśmy serię rotacyjnych korekt, począwszy od października 2025, gdzie najpierw tzw. Wspaniała Siódemka zaliczyła korektę, potem spółki produkujące oprogramowanie zaliczyły mocną korektę. Teraz doszła korekta w sektorze półprzewodników i spółki technologiczne o największej kapitalizacji straciły relatywnie na siłę. Kapitał przysunął się w kierunku sektorów takich jak np. energia, transport, materiały, finanse, ochrona zdrowia" – dodał.
Według Kałwaka, powodem rotacji są rosnące rentowności obligacji oraz utrzymującą się na podwyższonym poziomie inflacja.
"Dodałbym jeszcze, że ciekawszy jest powód tej rotacji. Za tymi ostatnimi wzrostami stały mocne wyniki. Problem jednak w tym, że sezon wyników się kończy, a bardzo łatwo znaleźć powody i potencjał do wyhamowania hossy krótkoterminowo, bowiem mamy globalny wzrost rentowności. W USA mamy 40 bilionów dolarów w długu. My nie straszymy tym tematem, ale faktycznie aktualnie te 40 bilionów dolarów w długu, 2 biliony dolarów deficytu w USA, to jest 6 proc. PKB, zaczyna boleć, gdy rentowności, tak jak obligacji 30-letnich, są najwyższe od 2002 roku" – powiedział Łukasz Kałwak.
"Do tego mamy sytuację, w której sektor technologiczny jest słabszy, bowiem teraz też konkuruje o kapitał z długiem rządowym. To wszystko dzieje się w otoczeniu podwyższonej inflacji, która jest spowodowana przez trzy jednoczesne szoki. Cieśnina Ormuz i ropa. Cła, o których już nikt nie mówi. Widzimy, że te cła są pobierane, bowiem widzimy w budżecie rządu USA wpływy z tego tytułu. W końcu AI, które, mam wrażenie, że niewiele osób w Polsce o tym mówi, jest krótkoterminowo proinflacyjne" – dodał.
Strateg wskazał, że beneficjentami upowszechniania sztucznej inteligencji stają się w ostatnim czasie inne sektory niż technologiczny.
'Firmy z sektora półprzewodników mają ogromne zyski. Nie dlatego, że produktywność wzrosła, to jest kolejne błędne założenie, tylko ponieważ wzrosły im marże. Marże im wzrosły, bowiem wzrosły im przychody ze sprzedaży. Moim zdaniem, aktualnie to jest nadrzędny problem rynkowy, że te wyższe rentowności są napędzane jednocześnie kilkoma czynnikami. To wszystko zderza się z giełdą, która nadal jest blisko szczytu wszech czasów. Sentyment jest cały czas bardzo optymistyczny, ale w tym momencie mamy zderzenie z wyższymi rentownościami i negatywną sezonowością aż do wyborów połówkowych w USA" – powiedział.
"Kapitał rotuje z technologii do tych spółek starej ekonomii. Ta narracja jest spójna z tzw. Next AI Trade. Sztuczna inteligencja już od dawna nie jest tylko historią Nvidii. Ten kapitał, który przeszedł do energetyki, do centrów danych, do sieci przysuwowych, do transformatorów przemysłu, to jest wszystko kolejna fala rewolucji AI. Zmiany, która już została zdefiniowana przez szefa Nvidii Jensena Huanga, który powiedział, że sztuczna inteligencja to nie są tylko roboty i systemy, o których każdy mówi. Rewolucja AI zaczyna się od energetyki, infrastruktury, chipów, programowania i na samym końcu adopcji. Teraz widzimy, że właśnie rynek uświadomił sobie, że bez energetyki, bez centrów danych nawet najlepszy agent nie będzie działał, jeśli nie będzie tej infrastruktury" – dodał.
W ocenie Kałwaka, spółki przemysłowe i energetyczne są obecnie w dobrej sytuacji technicznej i fundamentalnej.
"Jeśli chodzi o rewolucję AI, to indeks S&P 500, w skład, którego wchodzą też spółki technologiczne, na początku lata konsolidował blisko szczytu wszech czasów. Później wybił się na nowe szczyty na początku sierpnia i przeciętny inwestor patrzy na wykres i widzi, że hossa trwa dalej, to trzeba kupować. Z tych 500 spółek, jakbyśmy sobie zobaczyli, które spółki robiły nowe szczyty wszech czasów, to były takie sektory np. przemysł, czyli takie firmy jak Eaton Corporation, Schneider Electric, czyli firmy z tej kolejnej fali AI. One są zarówno w mocnej sytuacji technicznej, jak i w solidnej sytuacji fundamentalnej" – powiedział.
"Fundamenty są silne dlatego, że najwięksi gracze technologiczni, czyli ci hyperscalerzy, wydają setki miliardów dolarów na sektor AI, budują tę nową infrastrukturę. Oprócz nich mamy producentów chipów z Nvidią na czele. Są też firmy, które bezpośrednio nie są związane z AI, ale są beneficjentami hossy AI, czyli spółki przemysłowe, a także spółki, które tworzą okablowanie, i energetyka" – dodał.
Jak podał Łukasz Kałwak, ostatni sezon wyników ukazał, które spółki finansują rewolucję AI, a które są beneficjentami tej rewolucji AI.
"Ta pierwsza grupa, czyli finansująca rozwój branży AI i dostarczająca 800 mld USD rocznie na inwestycje, jest na pewno narażona na spadki. Te firmy zaczynają się finansować długiem. Ogólnie ich sytuacja fundamentalna jest mocna, ale wydają one 100 proc. swoich wolnych środków pieniężnych na to, żeby inwestować wydatki kapitałowe na AI. Zaczyna im brakować już tych wolnych środków pieniężnych, więc zaczynają robić emisję długu, o który konkurują z rządem USA. Rentowności rosną, więc to jest dla nich netto negatywne" – powiedział.
"Ostatni sezon wyników naprawdę bardzo dobrze pokazał, w których sektorach wzrosły marże, które spółki są beneficjentami, a które spółki są sponsorami. Fundatorami aktualnie są hyperscalerzy. Myślę, że to jest bardzo istotna informacja na kolejne miesiące. Dla sektora energii zdecydowanie istnieje szansa rozwoju. Branża energetyczna jest w świetnym układzie technicznym i zyski sektorowe rosną. Hossa w branży zaczęła się już przed wybuchem wojny w Iranie, w grudniu 2025 roku sektor energetyki zaczął rosnąć szybciej niż szeroki rynek. Z kolei wzrost rentowności obligacji w połączeniu ze wzrostem cen ropy naftowej to jest kombinacja netto krótkoterminowo negatywna dla szerokiego rynku, bowiem rynek musi wchłonąć coraz więcej długu przy większej niepewności" – dodał.
Według Kałwaka, 2026 r. to rok hossy napędzanej zyskami spółek.
"Na początku roku zaproponowaliśmy tezę, że 2026 r. to będzie rok hossy napędzanej zyskami, bowiem cały wzrost S&P 500 za ostatni rok jest napędzany z zyskami. W lutym tego roku opublikowaliśmy kolejny raport, w którym ostrzegaliśmy, że marzec i kwiecień to jest okres podwyższonego ryzyka i tam już wskazaliśmy na negatywne dywergencje, czyli pokazywaliśmy, że rosną nam spółki energetyczne i utilities w momencie, gdy NASDAQ od 113 dni nie robi już nowych szczytów" – powiedział strateg.
"Było widać, że mamy sytuację, w której 90 proc. spółek z sektora energetycznego robi nowe szczyty albo jest powyżej średniej dwustudniowej, a jednocześnie 12-14 proc. spółek z indeksu NASDAQ robi nowe roczne dołki. To była niedźwiedzia dywergencja i oczywiście później wybuchła wojna, ale rynek zrobił to, co miał zrobić. Dokończył sobie spokojnie korektę i w trakcie największego strachu rozpoczął kolejny wzrost" – dodał.
Rozmowa została przeprowadzona 2 września.
Krzysztof Krześnicki (PAP Biznes)
kek/ asa/
































































