Przez kilka dni Jackson Hole w stanie Wyoming będzie na mapie światowych finansów miejscem równie ważnym, a może ważniejszym niż Londyn, Nowy Jork i Tokio. Jak to możliwe? Wszystko przez bankierów centralnych, którzy w najbliższych dniach zjadą do tego malowniczego kurortu. Warto mieć się na baczności - duet Yellen-Draghi może znów solidnie zamieszać na rynkach finansowych.
Gdyby Paul Volker (szef Rezerwy Federalnej w latach 1979-1987) nie był zapalonym wędkarzem, lecz np. żeglarzem czy miłośnikiem jazdy konnej, to kluczowe sympozjum ekonomiczne amerykańskiego banku centralnego zapewne nie odbywało się pod koniec sierpnia w Jackson Hole. Dorodne pstrągi występujące w okolicznych wodach sprawiły jednak, że od początku lat 80. główna konferencja ekonomiczna oddziału Fedu w Kansas odbywa się właśnie w tym malowniczym kurorcie.
„W tak pięknych okolicznościach przyrody” przedstawiciele głównych banków centralnych ponownie zastanawiać będą się nad następnymi posunięciami. Od tego, co zostanie postanowione, a być może także ogłoszone w Jackson Hole, zależeć będzie, czy Smith znajdzie pracę, Schmidt wyeksportuje towary za granicę, a Kowalskiego stać będzie na spłatę raty kredytu.
Koniec ery Yellen?
W roli gospodyni sympozjum ponownie wystąpi Janet Yellen. W scenę, z której padają słowa zdolne zatrząść rynkami, sympozjum Jackson Hole przemienił jej poprzednik, Ben Bernanke. W 2010 r. ówczesny przewodniczący Fedu ogłosił uruchomienie drugiej rundy luzowania ilościowego (QE2), w 2011 r. zapowiedział "operację twist", a w 2012 r. poinformował o QE3. W 2013 r. szykujący się do odejścia ze stanowiska „helikopterowy Ben” opuścił doroczne sympozjum, a w 2014 r. pałeczkę przejęła już Janet Yellen.
Monetarnych fajerwerków w Jackson Hole 71-letnia ekonomistka nie odpaliła jednak aż do tej pory. W 2014 r. mówiła o swoim „koniku”, czyli sytuacji na rynku pracy, konferencję w 2015 r. opuściła jako pierwszy szef Fedu w najnowszej historii, a przed rokiem nakreśliła dosyć mglistą perspektywę podwyżek stóp procentowych, które nie dało jasnego sygnału inwestorom. Tymczasem wiele wskazuje na to, że jej tegoroczna wizyta w Jackson Hole może być ostatnią w charakterze przewodniczącej Fedu.

Czteroletnia kadencja Janet Yellen upływa wraz z końcem stycznia 2018 r. Przewodniczącego Rezerwy Federalnej wskazuje prezydent USA, a jeżeli wierzyć relacjom amerykańskich mediów, Janet Yellen nie jest faworytką Donalda Trumpa. Jeszcze w trakcie kampanii miliarder krytykował amerykański bank centralny (głośno mówił m.in. o pompowaniu bańki na rynkach). Już po elekcji Trump nieco złagodził stanowisko, przez co pojawiły się głosy, że Yellen może liczyć na drugą kadencję, jednak ostatnie doniesienia zza oceanu ponownie wskazują na zmianę w fotelu szefa najważniejszego banku centralnego świata.
W badaniu National Association for Business Economics, w którym udział wzięło 176 amerykańskich ekonomistów, tylko 17% ankietowanych stwierdziło, że spodziewa się pozostania Janet Yellen na stanowisku szefowej Fedu. Na zdecydowanego lidera „sondaży” wysuwa się natomiast Gary Cohn (49%), obecny główny doradca ekonomiczny Donalda Trumpa z przeszłością w Goldman Sachs. Ankietę przeprowadzono po wywiadzie prezydenta dla „WSJ”, w którym otwarcie chwalił Cohna, zaś Janet Yellen określił mianem „osoby związanej z niskimi stopami procentowymi” (co akurat może służyć prezydentowi, ale to temat na inny artykuł). Na giełdzie nazwisk przewijają się także kandydatury 47-letniego Kevina Warsha (w 2006 r. został najmłodszym w historii członkiem zarządu Fedu), a także profesorów Johna Taylora z Uniwersytetu Stanforda i Glenna Hubbarda z Uniwersytetu Kolumbii.
Przemówienie Janet Yellen w Jackson Hole planowane jest na piątek 25 sierpnia na godzinę 16.00 czasu polskiego, a zatem już po starcie sesji na Wall Street, a przed zakończeniem notowań w Europie. W słowach przewodniczącej inwestorzy szukać będą przede wszystkim zapowiedzi dotyczących kolejnych podwyżek stóp (obecnie rynek daje większe szanse na realizację scenariusza, w którym Fed powstrzyma się od działania przed końcem roku) oraz planowanej redukcji bilansu najpotężniejszego banku centralnego świata.
Draghi Show
Pałeczkę głównego showmana w Jackson Hole po Benie Bernanke przejął Mario Draghi, który w 2014 r. zasugerował gotowość Europejskiego Banku Centralnego do rozpoczęcia luzowania ilościowego. Trzy lata później wszystkie oczy również będą zwrócone na Włocha, a inwestorzy oczekiwać będą od niego sygnałów dotyczących dalszych losów europejskiego QE.
Decyzja w tej sprawie musi zapaść w najbliższych miesiącach, ponieważ według obecnego, uchwalonego w marcu stanu gry, program skupowania aktywów w strefie euro zakończy się wraz z początkiem 2018 r. Takiego scenariusza nie przewiduje jednak niemal nikt – większości obserwatorów sądzi, że europejskie władze monetarne pójdą w ślady Rezerwy Federalnej, która analogiczny program stopniowo „wygaszała”, obcinając co miesiąc kwotę zakupów o 10 mld dolarów (w USA startowano od 85 mld, europejskie QE opiewa na 60 mld euro miesięcznie).
Za zakończeniem programu luzowania aktywów przemawiają przynajmniej dwa powody. Po pierwsze, wszelkie dane pokazują, że w europejskiej gospodarce mamy do czynienia z ożywieniem. Wzrost PKB przyspiesza, a sytuacja na rynku pracy się poprawia, co w połączeniu z ograniczeniem politycznej niepewności (wybory we Francji czy Holandii zakończyły się klęską eurosceptyków) i tymczasowym opanowaniem sytuacji w sektorze bankowym (we Włoszech i Hiszpanii) przemawia na korzyść euro – dość powiedzieć, że wspólna waluta zyskała względem dolara 12%. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule "Co napędza eurodolara?".
Drugi powód ograniczania QE jest nieco mniej oczywisty, lecz nie mniej ważny. W ramach programu zakupu aktywów EBC skupuje obligacje państw strefy euro (z wyjątkiem Grecji, powodem wykluczenia jest śmieciowy rating) zgodnie z tzw. kluczem kapitałowym, który z kolei uzależniony jest od wielkości gospodarki oraz poziomu udziałów w samym EBC. Co za tym idzie, najwięcej środków przeznaczanych jest na zakup obligacji rządu Niemiec, który w ostatnich latach prowadzi zbilansowaną politykę budżetową i nie potrzebuje dodatkowego wsparcia tak mocno, jak rządy Francji czy Włoch.
Tymczasem dodatkowe limity przyjęte przez Radę Prezesów (głównie 33-procentowy limit udziału w długu pojedynczego emitenta) sprawiają, że Europejskiemu Bankowi Centralnemu… zaczyna brakować obligacji, które może skupić z rynku za nowowykreowane pieniądze. Obecnie wielkość niemieckiego zadłużenia wynosi 2,1 biliona euro, z czego EBC posiada już 400 mln euro.
Jak szacują analitycy Citigroup, w tym tempie bank centralny mógłby dobić do limitu już w lutym. Jeżeli skala QE nie zostałaby do tego czasu obniżona, to EBC musiałby opuścić rynek niemieckiego długu i więcej środków przeznaczyć na obligacje pozostałych państw. To z kolei doprowadziłoby do osiągnięcia limitu w kolejnych, mniejszych krajach (np. Holandii, Irlandii czy Portugalii, która choć jest mocno zadłużona, to jednak jej dług jest niewielki w kategoriach nominalnych). Koniec końców QE mogłoby przekształcić się w program zapewniania finansowej ulgi rządom w Paryżu i Rzymie, co nie spotkałoby się z entuzjazmem w Berlinie. Niemcy raczej nie wyrażą także zgody na podniesienie limitów zakupowych.
Ostatnim bastionem obrony monetarnych gołębi w Radzie Prezesów jest obecnie inflacja (1,3%), która ich zdaniem wciąż zbytnio odbiega od celu EBC (poniżej, ale blisko 2%). Zwolennicy łagodnej polityki monetarnej, do których przez analityków zaliczany jest także sam Draghi, radzą zaczekać na osiągnięcie stabilnego wzrostu cen. Zważywszy na to, że inflację ogranicza relatywnie mocne euro (np. towary importowane stają się w naturalny sposób tańsze), prezes EBC może postarać się o „werbalną interwencję”, która osłabi nieco wspólną walutę.
- Europejski Bank Centralny nie porzucił możliwości rozszerzenia skali programu skupu aktywów, by nie doprowadzić do nadmiernego zacieśnienia otoczenia finansowego – powiedział Włoch na konferencji prasowej po lipcowym posiedzeniu. Kolejne posiedzenie zaplanowano na 7 września.
Przemówienie Mario Draghiego w Jackson Hole planowane jest na piątek 25 sierpnia na godzinę 21.00 czasu polskiego. Europejskie rynki akcji będą więc już wtedy zamknięte, jednak ewentualnej reakcji spodziewać możemy się na głównych parach walutowych z EUR/USD na czele, a także na Wall Street.






























































