Już teraz dziesiątki kilogramów jabłek gniją w wózkach na odpady w ogrodach działkowych przy ul. Przędzalnianej. Ruszył skup w podłódzkich miejscowościach. Jednak stawka 10-15 groszy za kilogram owoców dla przetwórstwa zniechęca sadowników do odstawiania spadów. Nadeszła klęska urodzaju.
Jan Bednarek, który na Górniaku sprzedaje jabłka z 3-hektarowego sadu w Głownie przyznaje, że za bezcen nie będzie już odstawiał spadów do skupu. - Nie było przymrozków, więc jabłek jest bez liku - mówi. - Klienci interesują się szczególnie antonówkami, czyli tradycyjnymi odmianami.
W granicach Łodzi nie ma dużych sadów. Najwięcej jabłek pochodzi ze 103 rodzinnych ogrodów działkowych.
- W ubiegłym roku jabłka nie obrodziły, a w tym jest zatrzęsienie złotej i szarej renety - mówi Ryszard Kłos uprawiający działkę przy ul. Milionowej. - Okazuje się, że długa susza, a potem kilka dni deszczu znakomicie wpłynęły na urodzaj.
Dr Andrzej Holewiński z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach potwierdza, że zbiory będą bardzo duże.
- W tym roku zbiory jabłek w Polsce prognozujemy na 2,5 mln ton, czyli będą dwa razy większe niż w ubiegłym roku. Wczesne odmiany sierpniowe kosztują tyle samo co przed rokiem, bo tych jabłek jest najmniej uprawianych. Na przełomie sierpnia i września nastąpi jednak wysyp - ceny jabłek deserowych spadną do złotówki.
- Owoce już gniją na gałęziach, ale zdrowych jest i tak aż za dużo na potrzeby rodziny i przyjaciółek - zapewnia działkowiczka Czesława Kucharska.
Express Ilustrowany
(wku)





























































