Indeks cen producentów (PPI) w Stanach Zjednoczonych w kwietniu rósł w niemal rekordowo szybkim tempie. Rosnące ceny producentów mogą przełożyć się na nasilenie i tak już nieakceptowalnie wysokiej inflacji konsumenckiej w USA.


Indeks cen producentów (PPI) był w kwietniu 2020 roku o 11% wyższy niż rok wcześniej – podało Biuro Statystyki Pracy. To drugi najwyższy rezultat po 2010 roku, odkąd dysponujemy porównywalnymi danymi. Rekord padł miesiąc wcześniej – w marcu PPI był o 11,5% wyższy niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.
W ujęciu miesięcznym ceny producentów wzrosły o 0,5% mdm po wzroście aż o 1,6% mdm odnotowanych w maju. Kwietniowa miesięczna dynamika amerykańskiego PPI po raz pierwszy od grudnia była niższa niż 1%. Z drugiej strony kwietniowy odczyt PPI okazał się wyższy od oczekiwanych przez ekonomistów wzrostu o 10,7% w ujęciu rocznym. Za to poniżej rynkowego konsensusu uplasowała się inflacja bazowa (czyli wskaźnik cen bez uwzględnienia żywności, paliw i energii), która wyniosła 0,4% mdm wobec oczekiwanych 0,6% mdm. Aczkolwiek efekt ten został zrównoważony rewizją w górę (z 1,0% do 1,2% mdm) danych za marzec.
Inwestorzy i analitycy już od kilku tygodni spekulują, że marzec 2022 roku mógł przynieść cykliczny szczyt inflacji cenowej w Stanach Zjednoczonych. Póki co kwietniowe statystyki cen producentów (PPI) i konsumentów (CPI) zdają się potwierdzać tę hipotezę. Tyle tylko, że sugerują one raczej stabilizację inflacji na bardzo wysokich poziomach, a nie jej gwałtowne obniżenie.
Ponadto w dalszym ciągu ceny w fabrykach rosną znacznie szybciej niż ceny w sklepach. Taki stan rzeczy implikuje presję na marże przedsiębiorstw, co będzie skutkować albo jeszcze mocniejszym wzrostem cen w sklepach (czyli indeksu CPI) albo falą upadłości firm i recesją. Wczoraj ten sam BLS opublikował statystyki listopadowej inflacji CPI w Ameryce. Odczyt na poziomie 8,3% rdr okazał się nieco niższy niż w marcu (8,5%), ale był zarazem wyższy od oczekiwań rynku. Niebezpiecznie wysoka była też inflacja bazowa, sugerująca „rozlewanie” się presji cenowej poza rynki paliw, energii i żywności.
To wszystko może oznaczać, że Rezerwa Federalna zostanie zmuszona do gwałtownych podwyżek stóp procentowych w najbliższych miesiącach. W maju Fed po raz pierwszy od 22 lat podniósł stopę funduszy federalnych od razu o 50 pb. (a nie o 25 pb., jak to zwykł robić przez poprzednie 20 lat). Rynek terminowy jest przekonany, że w czerwcu bank centralny USA dokona drugiej 50-punktowej podwyżki (95% szans). Kolejna ma nas czekać w lipcu (95% szans) oraz być może także we wrześniu (52% szans). Do końca roku rynek spodziewa się wzrostu stopu funduszy federalnych w okolice 3% - wynika z obliczeń FedWatch Tool.





























































