Społeczność międzynarodowa wciąż nie jest w stanie uzgodnić wspólnego stanowiska w kwestii syryjskiej. Przede wszystkim zgody nie ma wśród członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, która mogłaby zatwierdzić ewentualną interwencję. Strony sporu uzasadniają swoje racje, podając ważkie argumenty. Czy ewentualny atak przyniesie korzyści Syryjczykom czy ma służyć czemuś zupełnie innemu?
Rosja jest zdecydowanie przeciwna ingerencji w wewnętrzne sprawy swojego bliskowschodniego sojusznika. Chiny również nie zamierzają poprzeć interwencji w Syrii. Państwa Zachodu i liderzy Ligi Arabskiej zwlekają z uderzeniem, ale w końcu będą musieli zareagować na działania rządu Baszara Al-Assada. Czy rację mają przeciwnicy czy zwolennicy ataku na Syrię?
| »Inspektorzy wyjeżdżają, Rosja śle okręty. Wojna w Syrii coraz bliżej? |
5 argumentów przeciw atakowi
ReklamaZobacz także
Pierwsze i najważniejsze pytanie, na które muszą odpowiedzieć przywódcy światowych mocarstw brzmi: czy interwencja przyniesie pożądane skutki? Z wypowiedzi prezydenta Obamy wynika, że Stany Zjednoczone planują serię chirurgicznych ataków bombowych na wybrane cele militarne. Eksperci oceniają, że atak tego typu może nie powstrzymać syryjskiego rządu od kolejnych rozpraw z opozycją, a nawet podrażnić prezydenta Assada. Podobna sytuacja miała miejsce w 1999 roku, gdy siły NATO rozpoczęły bombardowanie Jugosławii. Wojska prezydenta Milosevica zaczęły obchodzić się z kosowskimi Albańczykami jeszcze bardziej brutalnie. Obecnie syryjska opozycja jest już słaba i podzielona i trudno oczekiwać, że niewielka pomoc z zagranicy pozwoli jej przejąć władzę w kraju.

O ile nie ma pewności, czy interwencja pomoże Syryjczykom, to trudno także wskazać argumenty za tym, że opłaci się państwom Zachodu. W Syrii nie ma dużych zasobów ropy, innych cennych surowców ani potężnego przemysłu narkotykowego, jak w Afganistanie. W przeciwieństwie do Iraku czy Libii, gdzie złoża "czarnego złota" należą do największych na świecie, a produkcja ma istotne znaczenie dla cen paliw na całym globie, kraj Assada ma niewiele do zaoferowania. Zagraniczne firmy nie przejmą wydobycia ropy i nie osiągną krociowych zysków.
| »Syryjska awantura wywindowała ceny ropy |
Kolejnym problemem są kwestie ekonomiczne. Ameryka, kraje europejskie, a nawet państwa rozwijające się, jak Rosja czy Chiny, przechodzą poważne trudności finansowe. USA zbliżają się do sufitu długu i prezydent Obama musi prosić Kongres o podwyższenie dopuszczalnego poziomu zadłużenia. Gospodarki europejskie powoli wychodzą z kryzysu, ale ich budżety zostały mocno nadszarpnięte przez kryzys.
| »Za dwa miesiące rządowi USA zabraknie pieniędzy |
Istnieją również poważne wątpliwości, czy interwencja zbrojna może zostać podjęta bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. Aktualnie stali członkowie Rady - Rosja i Chiny - są przeciwne. Trudno oczekiwać, że zmienią poglądy w tej sprawie. Już jakiś czas temu Saudyjczycy oferowali Rosjanom korzystne kontrakty na zakup broni i porozumienie w sprawach surowców energetycznych, jednak taka "łapówka" nie wystarczyła, by przekonać prezydenta Putina i jego współpracowników. Polityka Chin zakłada brak ingerencji w sprawy wewnętrzne innych państw, a władze Państwa Środka stanowczo się jej trzymają. Poza tym Chińczykom doskwiera świadomość, że na Bliskim Wchodzie nie mieliby szans na znaczący udział w działaniach koalicyjnych ze względu na brak odpowiednich sił wojskowych i kiepskiej znajomości spraw w regionie.
Argumentem natury etycznej jest pytanie, czy problemy świata muzułmańskiego powinny rozwiązywać kraje z zupełnie innego kręgu kulturowego. Być może Liga Arabska powinna sama interweniować w takich przypadkach? Nierzadko mamy okazję oglądać obrazki, na których muzułmanie palą flagi USA czy Izraela na znak sprzeciwu wobec polityki Zachodu. Kolejna interwencja w regionie może tylko nasilić nastroje antyzachodnie.
...i 5 argumentów za interwencją
Najbardziej istotnym argumentem za interwencją, choć niekoniecznie wymienianym przez światowych polityków w pierwszej kolejności, jest kwestia wiarygodności największego globalnego mocarstwa. Stany Zjednoczone już dawno temu porzuciły doktrynę Monroe'a, która zakładała brak ingerencji w sprawy poza kontynentami amerykańskimi, i stały się "światowym szeryfem". Jeżeli prezydent globalnego strażnika porządku stwierdza, że USA zaatakuje Syrię w użycia gazów bojowych na ludności cywilnej, to teraz musi taką decyzję potwierdzić. W przeciwnym wypadku będzie jasne, że słowo Obamy znaczy bardzo niewiele, a kraje "osi zła" - Korea Północna czy Iran mogą czuć się praktycznie bezkarnie.
Broń chemiczna jest uznawana za wyjątkowo niehumanitarną, a użycie gazu na ludności cywilnej było pogwałceniem podstawowych zasad cywilizowanego świata. Siły prezydent Assada przekroczyły czerwoną linię, nakreśloną przez USA i muszą ponieść tego konsekwencje. Choć wciąż nie ma bezspornych dowodów, że to właśnie siły rządowe użyły broni chemicznej, to Obama i inni zachodni przywódcy są przekonani, że do tego doszło. Raport inspektorów ONZ ma być znany w sobotę.
| »Syria ma wielki arsenał broni chemicznej |
Władze Syrii podkreślają, że walki z opozycją są wewnętrzną sprawą kraju, ale narastają obawy przed ewentualnym użyciem broni chemicznej na arenie międzynarodowej. Szczególnie zagrożony jest sąsiad Syrii - Izrael, który od dawna jest uważany przez niektóre kraje muzułmańskie za wrzód, który należy wyciąć. Takie poglądy prezentują władze najważniejszego sojusznika Syrii w regionie - Iranu. Teraz USA i Izrael dostały pretekst, by pozbyć się niewygodnego sąsiada.
Zwolennicy ataku również podkreślają kwestie etyczne. Wojna domowa w Syrii trwa już ponad dwa lata i szacuje się, że zginęło w niej ponad 100 tysięcy ludzi, głównie cywilów. Gospodarka kraju została prawie całkowicie spustoszona, a ludzie chorują i umierają z niedożywienia. Mieszkańcom szczególnie doskwiera brak wody do picia i uprawy ziemi. Interwencja może pomóc zakończyć konflikt i doprowadzić do poprawy sytuacji ludności cywilnej.
Planowana operacja nie będzie bardzo kosztowna. Amerykanie nie planują inwazji, podobnej do tych w Afganistanie czy Iraku, ale serię bombardowań obiektów wojskowych na terenach podległych rządowi Assada. Operacja ma być krótka i tania, zarówno pod względem środków finansowych, jak i strat "ludzkich". Władze krajów zachodnich nie chcą dopuścić, by zginął jakikolwiek obywatel państw sprzymierzonych.
W najbliższych dniach dojdzie do interwencji
Obie strony sporu podają wiele istotnych argumentów i wyjątkowo trudno jest jednoznacznie rozstrzygnąć, kto ma w tej sytuacji rację. Światowe władze muszą wziąć pod uwagę efekty ewentualnej ingerencji nie tylko na sytuację w Syrii, ale i we własnych krajach. Zdania opinii publicznej są podzielone, kwestie finansowe szczególnie istotne, a stawką jest również honor i wiarygodność. Przypuszczalnie do interwencji dojdzie już w najbliższych dniach, ale jej efekty mogą się za nami ciągnąć przez znacznie dłuższy czas.
Maciej Kalwasiński, Bankier.pl






























































