Inwestowanie to długoterminowe przedsięwzięcie, wymagające cierpliwości i metodycznego podejścia. Tej dewizy trzymają się nie tylko skuteczni inwestorzy, ale także oszuści wciągający ofiary w skomplikowane pułapki. Pierwszym wabikiem często bywa znana twarz celebryty.


Polityk ogłaszający nowy program, na którym mogą zarobić drobni inwestorzy. Prezes wielkiej korporacji dzielący się skutecznym sposobem na pomnożenie finansowych rezerw. Znany aktor uchylający rąbka tajemnicy „wielkich zysków”. To tylko kilka przykładów pierwszego kroku w oszustwach, które mają na celu wyciągnięcie od nieświadomych ryzyka konsumentów ostatniego grosza. Przyciągnięcie uwagi i pobudzenie apetytu na szybkie wzbogacenie ma skłonić do oddania „w zarządzanie” ciężko zarobionych pieniędzy.
Jak przestępcy wciągają w sieć pozorów?
Pierwsze skrzypce w oszustwie inwestycyjnym firmowanym przez znane twarze odgrywa zwykle reklama w mediach społecznościowych. Typowy schemat to fragment artykuły prasowego albo wywiadu wideo, w którym rozpoznawalny polityk lub bizesmen wspomina o finansowych okazjach. Treść wygląda jakby pochodziła z renomowanego portalu informacyjnego albo stacji telewizyjnej. To jednak „fałszywka”, która może wykorzystywać wygenerowany przez sztuczną inteligencję deepfake.
Zainteresowana okazją ofiara klika link, który prowadzi do serwisu platformy inwestycyjnej. Tam trzeba zostawić dane kontaktowe. Wkrótce z klientem kontaktuje się doradca, który pomaga w zarejestrowaniu konta. Zachęca do wpłaty nawet niewielkiej kwoty, by wypróbować możliwości platformy. Środki „na koncie” rzeczywiście przynoszą zyski, oszczędności puchną, a ofiara gotowe jest zaangażować więcej swoich rezerw.
Ten etap trwać może długo, a oszuści cierpliwie pomagają w inwestowaniu. Nierzadko doradzają zainstalowanie dodatkowego oprogramowania, które zabezpiecza konto lub ułatwi korzystanie z „sygnałów rynkowych”. W ten sposób zdobywają dostęp do komputera i telefonu ofiary.

Iluzja pryska, gdy inwestor zechce wypłacić większą kwotę i zrealizować zyski. Nagle okazuje się, że trzeba opłacić dodatkowe prowizje, „odblokować konto”. To ostatnia próba naciągnięcia zdesperowanej ofiary. Później kontakt z doradcą się niespodziewanie kończy.
Błażej Szymczak, Head of Security & Governance w XTB: Zwróć uwagę na czerwone flagi
Oszustwa inwestycyjne bezprawnie wykorzystujące wizerunek znanych osób, należą do najbardziej niebezpiecznych mechanizmów współczesnych oszustw internetowych. Przestępcy podszywają się pod znane instytucje finansowe, tworzą fałszywe reklamy i coraz częściej wykorzystują technologie deepfake. Aby zwiększyć wiarygodność rzekomych zysków posługują się wizerunkami polityków, sportowców, dziennikarzy czy biznesmenów. Obiecują szybkie i ponadprzeciętne zyski, a znana twarz, czy logo mają uśpić naszą czujność, wywołać emocje i skłonić do natychmiastowego działania. W rzeczywistości pieniądze trafiają do oszustów, a ich odzyskanie może być bardzo trudne, a nierzadko niemożliwe. Na rynkach finansowych nie istnieją proste recepty ani gwarancje zarobku. Dlatego zanim wejdziemy w interakcję i powierzymy pieniądze lub dane, powinniśmy upewnić się, że korzystamy z wiarygodnego źródła informacji i sprawdzonej instytucji.
Emocje są jednym z podstawowych narzędzi wykorzystywanych przez oszustów, więc należy bezwzględnie kierować się zasadą ograniczonego zaufania. Czerwonymi flagami powinny być obietnice wysokich lub gwarantowanych zysków, zapewnienia o minimalnym ryzyku, presja czasu czy nakłanianie do natychmiastowego wykonania przelewu. Reklama ma często wywołać poczucie, że skoro inni już zarabiają, my również musimy dołączyć, a dlatego warto zatrzymać się przed kliknięciem i niezależnie zweryfikować ofertę. Jeśli reklama obiecuje łatwy i szybki zysk, a dodatkowo wykorzystuje wizerunek znanej osoby, powinno to zwiększyć naszą ostrożność, a nie skłaniać do inwestycji.
Autentyczność oferty warto zawsze weryfikować bezpośrednio na oficjalnej stronie danej instytucji. Należy sprawdzić dane rejestrowe podmiotu, jego licencje oraz listę ostrzeżeń publicznych KNF. Istotna jest także dokładna analiza adresu URL - wszelkie literówki czy nietypowe domeny powinny od razu wzbudzić czujność.
Dlatego działania edukacyjne w obszarze cyberbezpieczeństwa, nigdy nie tracą na aktualności - wręcz przeciwnie, wraz z rozwojem technologii i coraz bardziej wyrafinowanymi metodami działania oszustów nabierają jeszcze większego znaczenia. Świadomość zagrożeń, zasada ograniczonego zaufania i umiejętność samodzielnej weryfikacji informacji pozostają dziś jednymi z najskuteczniejszych sposobów ochrony naszych pieniędzy i danych.
Robert Grabowski, szef CERT Orange Polska: Oszustwa bazują na 4 filarach
CERT Orange Polska coraz częściej odnotowuje zgłoszenia dotyczące tzw. celebrity scam - oszustw inwestycyjnych, w których cyberprzestępcy podszywają się pod znane osoby, aby wzbudzić zaufanie i skłonić ofiary do wpłaty pieniędzy. To nie jest już margines cyberprzestępczości, lecz zorganizowany i stale rozwijający się proceder. Wykorzystuje on nie tylko wizerunki celebrytów, ale też fałszywe artykuły, spreparowane wywiady czy reklamy w mediach społecznościowych. Wg naszych danych już od dwóch lat wśród metod phishingowych dominują właśnie fałszywe inwestycje – stanowią ponad 50% wszystkich oszustw.
Mechanizm oszustwa opiera się na czterech filarach – choć scenariusze mogą się różnić, schemat działania oszustów inwestycyjnych często jest zaskakująco podobny. Warto je znać, aby rozpoznać zagrożenie na czas:
- Zaufanie - oszuści budują wiarygodność, podszywając się pod znane marki, ekspertów lub instytucje.
- Presja czasu - „oferta ważna tylko dziś” lub „ostatnie miejsca” mają skłonić do szybkiej decyzji bez analizy.
- Obietnica wysokich zysków - nienaturalnie wysoka stopa zwrotu przy minimalnym ryzyku to klasyczny sygnał ostrzegawczy.
- Stopniowe zaangażowanie - zaczyna się od małej wpłaty, a potem pojawiają się kolejne „konieczne” inwestycje.
Cyberprzestępcy chodzi o przyciągnięcie naszej uwagi - reklamą lub postem z rzekomą wypowiedzią znanej osoby o „pewnej i szybkiej inwestycji” i zbudowanie wiarygodności np. poprzez fałszywe strony internetowe stylizowane na portale informacyjne lub platformy inwestycyjne. Nawet osoby świadome zagrożeń mogą paść ofiarą, jeśli przekaz jest dobrze przygotowany i oparty na emocjach.
Jak się chronić? Zawsze weryfikuj źródło informacji - szczególnie, jeśli dotyczy inwestycji. Nie ufaj reklamom obiecującym szybki i pewny zysk. Sprawdzaj adresy stron, nie reaguj impulsywnie i zawsze staraj się zasięgnąć dodatkowej opinii. Pamiętaj, że prawdziwi celebryci rzadko promują inwestycje w nieznane platformy.
Technologia daje nam ogromne możliwości, ale to zdrowy rozsądek i krytyczne myślenie są naszą pierwszą linią obrony. Dziś cyberprzestępcy inwestują w psychologię i marketing tak samo, jak w technologię. Dlatego my - użytkownicy - musimy inwestować w czujność, edukację i weryfikację informacji. To właśnie „białkowy firewall” jest pierwszą i ostatnią linią obrony przy tego typu oszustwach.
Im większy nacisk, tym bardziej warto zwolnić - Robert Oleński, dyrektor Biura Cyberbezpieczeństwa, Obszar Transformacji Cyfrowej i Informatyki ORLEN
Co powinno wzbudzić podejrzenia? Przede wszystkim obietnica wysokiego i pewnego zysku, presja na szybką decyzję (ilość miejsc ograniczona) oraz zapewnienia o inwestycji „bez ryzyka”. Alarmujące są też niespodziewane telefony od doradców, prośby o instalowanie programów do zdalnej obsługi komputera lub telefonu, podawanie danych logowania do bankowości czy kodów autoryzacyjnych.
W ORLEN staramy się edukować naszych klientów poprzez materiały w mediach społecznościowych informujące o fałszywych inwestycjach. Pokazujemy również jak i gdzie należy szukać informacji, jeżeli faktycznie chcielibyśmy zainwestować w akcje ORLEN.
Na co zwracać uwagę! Nie ufaj inwestycji tylko dlatego, że reklamuje ją znana osoba. Zatrzymaj się i zweryfikuj informację w niezależnym źródle. Sprawdź oficjalne profile celebryty lub firmy, wyszukaj nazwę platformy oraz ustal, jaki podmiot rzeczywiście ją prowadzi. Nie korzystaj przy tym z danych kontaktowych podanych wyłącznie w reklamie.
Warto pamiętać o prostej zasadzie: im bardziej ktoś przekonuje, że musisz zainwestować natychmiast, tym bardziej warto zwolnić. Prawdziwa inwestycja nie powinna wymagać działania pod presją, a profesjonalny doradca nie potrzebuje dostępu do Twojego telefonu, komputera ani konta bankowego.
Jeśli oferta wygląda zbyt dobrze, aby była prawdziwa, zanim przelejesz choćby złotówkę, sprawdź, kto naprawdę stoi po drugiej stronie.




























































