W wyniku pomyłki amerykańscy użytkownicy Google Maps mogli w piątek zobaczyć zbliżającą się do ich domów powódź. Wyniki dla takich miast jak Los Angeles czy Nowy Jork zdawały się bowiem pokazywać sytuację, jaka może mieć miejsce na skutek zmian klimatu powodujących wzrost poziomu wód o kilka stóp.
Jakiś czas temu informowaliśmy o udostępnionej w USA funkcji Google Maps oceniającej opłacalność instalacji dla danej lokalizacji paneli słonecznych. W miniony piątek amerykańscy użytkownicy Google Maps mogli podejrzeć kolejne „środowiskowe” wyniki dla swojego terytorium. Tym razem nie były one jednak pocieszające. Pokazywały bowiem nie obecną sytuacją, ale raczej taką, która mogłaby przedstawiać mieszkańcom niektórych amerykańskich miast skutki zmian klimatu powodujących wzrost poziomu wód i to, ile domostw mogłoby być dotkniętych powodzią. Jak się okazało, nie był to nowy projekt Google, ale efekt usterki.
W piątkowe popołudnie użytkownicy Google Maps mogli zobaczyć, jak wyglądałaby mapa wybrzeży USA, jeśli poziom wód podniósłby się o kilka stóp. Wyniki dla danej lokalizacji prezentowały, jak może wyglądać Los Angeles czy Nowym Jorku, jeśli poziom wód się podniesie o 10 stóp. Obraz był niepokojący - woda w dziesiątkach dzielnic i powódź dotykająca milionów mieszkańców.
Google wyjaśniło jednak, że prezentowane w piątek wyniki dla danych lokalizacji to nie nowy projekt ani zamierzone działanie, ale efekt usterki pokazującej wodę tam, gdzie nie powinno jej być. Mapę szybko zmieniono, a prezentowane wyniki wróciły do normy.

Jak podaje portal Tech.Mic, informujący o pomyłkowych piątkowych wynikach Google Maps, taki scenariusz możliwy byłby do zrealizowania, jeśli globalne temperatury wzrosną jedynie o 2 stopnie Celsjusza. Według ostrożnych szacunków, jeśli nie zmniejszona zostanie emisja dwutlenku węgla, może to nastąpić już w 2050 roku.
/kwl































































