Nowy tydzień rozpoczynamy z kursem euro leżącym tuż powyżej postcovidowego minimum. Także frank szwajcarski nie pokonał poziomu wsparcia. Za dolara amerykańskiego płacono mniej niż 4 złote.


W poniedziałek o 9:22 kurs euro wynosił 4,3527 zł i kształtował się na poziomach zbliżonych do tych z końcówki poprzedniego tygodnia. Po dynamicznym spadku z pierwszej połowy listopada kurs EUR/PLN osiągnął linię 4,35 zł, która przez analityków technicznych postrzegana jest jako ważny poziom wsparcia.
Generalnie od dwóch miesięcy sentyment do złotego jest bardzo dobry. W tym czasie kurs euro spadł o blisko 30 groszy i w ubiegłym tygodniu osiągnął najniższe wartości od marca 2020 roku. Niektórzy zdążyli ogłosić już „erę mocnego złotego”, który wreszcie wydobył się z głębokiego kryzysu wywołanego ekspansywną polityką fiskalną i monetarną w latach 2020-23. Mimo to większość walutowych ekspertów nie jest przekonana co do dalszego umocnienia naszej waluty.
Po długim weekendzie związanym ze Świętem Dziękczynienia do gry powrócą inwestorzy z USA, co powinno nieco ożywić rynki walutowe. Póki co dolar w relacji do euro notowany jest blisko najsłabszych poziomów od sierpnia. U nas przekładało się to na dolara po 3,9769 zł. Taka wartość kursu USD/PLN jest nieco wyższa od listopadowego minimum (3,9587 zł) jak i tegorocznego lipcowego dna (3,9280 zł).
Wsparcia wyznaczonego przez lipcowe i listopadowe minima nie przełamał także kurs franka szwajcarskiego. W poniedziałek o poranku helwecka waluta była wyceniana na 4,5165 zł. Zatem strefa 4,48-4,50 zł póki co pozostaje granicą, na której zatrzymują się próby spadku kursu CHF/PLN.
Ponownie ponad 5 złotych trzeba zapłacić za funta brytyjskiego. Szterling kosztował 5,0154 zł. Tydzień temu kurs GBP/PLN ustanowił blisko 4-letnie minimum na poziomie 4,9547 zł.
KK




























































