Na Europejskim Kongresie Gospodarczym minister Krzysztof Tchórzewski zaprezentował dwa różne podejścia do negocjacji z Komisją Europejską w sprawie polityki klimatycznej. Jeden wątek był jednak wspólny, naszą energetykę należy objąć specjalną troską.
Pierwszy dzień Europejskiego Kongresu Ekonomicznego w Katowicach przyniósł dwa panele dotyczące polityki energetycznej Polski oraz Unii Europejskiej. W obu brali udział liczni prelegenci, łączyła je jednak postać ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego. I o ile cel ministra wciąż jest taki sam – przekonać Komisję Europejską, by odpuściła nam nieco z polityką klimatyczną – to jednak zaprezentował on w poniedziałek dwa różne podejścia mające udowodnić jego racje.
Pierwsze było dość świeże i jego najgorętszym orędownikiem wydawał się nie tyle sam Tchórzewski, co Henryk Baranowski, czyli prezes Polskiej Grupy Energetycznej. Podczas panelu „PEP 2040, czyli długoterminowa strategia dla polskiej energetyki” podniósł on problem luk w polityce klimatycznej uprawianej przez Unię Europejską.
Carbon leakage, czyli bezsens obecnej polityki klimatycznej
- W Katowicach odbył się COP24, nie było na nim ani Indii, ani Chin, czyli gospodarek, które w tej chwili stanowią największy problem, jeżeli chodzi o politykę klimatyczną. Co się bowiem dzieje w Unii? Na różnych szczeblach różni przedstawiciele unijnych instytucji robią wszystko, by spełnić założenia przyjęte podczas porozumienia paryskiego. W efekcie tego wprowadzono całe spektrum mechanizmów, które mają wspierać ograniczenie emisji CO2. Bodźce te uderzają jednak w przemysł unijny, a szczególnie energetykę. Czy takim samym obciążeniem są obłożone towary importowane spoza Unii Europejskiej? – pytał Baranowski.
- Obecnie wszelkie cła i podatki w tej kwestii nie służą
wspieraniu polityki klimatycznej, a sankcjami wobec Rosji, polityką Stanów
Zjednoczonych czy wojną dumpingową z Chinami. Przemysł jednak coraz głośniej
krzyczy o zmniejszającej się opłacalności produkcji w Europie. Duży w tym
udział cen energii, a tak naprawdę opłat i podatków związanych z polityką
klimatyczną. Jaki mamy efekt? Część przedsiębiorstw zmienia miejsce
zamieszkania, przenosi produkcję poza Europę. Czy to z punktu widzenia polityki
klimatycznej, nie europejskiej, a globalnej, coś zmienia? Nie! Co przestało
zanieczyszczać w Europie, to zaczęło zanieczyszczać w innym miejscu świata –
zauważył Baranowski.
Z kolei Filip Grzegorczyk, prezes Tauronu, zastanawiał się, czy w polityce klimatycznej Unii chodzi o klimat, czy o interes tych, którzy zajmują się produkcją związaną z OZE.

Przeczytaj także
Problem nie jest w żadnym stopniu zmyślony. Wystarczy tylko przypomnieć niedawną decyzję ArcelorMittala o cięciu produkcji stali w Unii. Wygaszone mają zostać piece w Polsce i Hiszpanii. Powód? Koszty związane z cenami pozwoleń na emisję CO2 oraz niemożność konkurowania cenowego ze stalą ze wschodu, która takich kosztów związanych z CO2 nie ponosi. W efekcie produkcja rzeczywiście jest wysysana z UE przez - w tym wypadku – Rosję, a dla globalnej emisji CO2 nie przynosi to żadnego pozytywnego efektu. Zjawisko to zyskało nawet swoje naukowe określenie. Z angielskiego brzmi ono "carbon leakage", czyli tłumacząc dosłownie "wyciek węgla", a bardziej twórczo "ucieczka z emisją CO2".
Energetyka i przemysł potrzebują specjalnej ochrony
Sam Tchórzewski nie tylko podpisał się pod wypowiedziami prezesów, ale nawet zaproponował rozwiązanie tego problemu. - Jeżeli nie przeniesiemy obciążeń związanych z polityką klimatyczną także na inne kraje, to gospodarczo będziemy ginąć. Konieczne jest więc wprowadzenie podatku od tzw. śladu węglowego. Jeżeli jest importowany produkt, przy którego produkcji wyemitowano dużo CO2, to powinniśmy w Europie oczekiwać z tego tytułu opłaty - stwierdził Tchórzewski. To zdaniem ministra pozwoliłoby wyrównać zasady gry i pozwolić konkurować europejskim spółkom mimo opłat za CO2.
Przeczytaj także
Tchórzewski zaznaczył także, że "bez silnego przemysłu nie będzie silnej Europy". Dodatkowo według ministra same inwestycje w energetyce mogą być impulsem do rozwoju gospodarczego, dlatego powinny realizować je w większości rodzime firmy. - Energetyka może się stać kołem zamachowym polskiej gospodarki – stwierdził minister. Dlatego też o energetykę należy dbać szczególnie. - Energetyka staje się fundamentem gospodarki i fundamentem przewagi konkurencyjnej. Między gospodarkami jest rywalizacja i energetyka jest w niej równie ważna jak sektor finansowy. Te dwa sektory powinny w najbliższych latach współdziałać, by zbudować przewagę konkurencyjną polskiej gospodarki - wtórował Mirosław Kowalik, prezes Enei.
Kaprys Stalina boli do dziś
Niestety, w naszym wypadku specjalna troska o energetykę ma jeszcze inny aspekt. Bo o ile po pierwszym wystąpieniu ministra Tchórzewskiego mogło się wydawać, że w ministerstwie i spółkach zmieniono nieco sposób rozmawiania z Komisją Europejską i skupiono się na konstruktywnym wskazywaniu luk w polityce klimatycznej, które grożą całej UE, o tyle drugie wystąpienie rozpoczęło się od starej śpiewki. Czyli narzekania na to, jak to historia źle się z Polską obeszła i że przez to trzeba na nas patrzeć przez inny pryzmat.
- W Polsce znaleźliśmy się w sytuacji, w której wcale nie chcieliśmy się znaleźć. Jesteśmy w stosunku do starych państw UE kilkadziesiąt lat do tyłu, trafiliśmy pod okupację Rosji Sowieckiej za zgodą naszych partnerów z zachodu. Na zachodzie był plan Marshalla, dał on duże wsparcie z poradzeniem sobie ze skutkami II wojny światowej. Stalin w odpowiedzi rozpoczął wielki plan budowy elektrowni jądrowych w krajach satelickich. W Polsce był wówczas jeszcze ruch oporu, zatrzymano pociąg jadący z Berlina Wschodniego, zabito kilku żołnierzy radzieckich. Wtedy Sowieci zdecydowali, że nie będzie w Polsce elektrowni jądrowych, w zamian dostaliśmy Pałac Kultury. Stalin stwierdził, że Polska ma węgiel, niech sobie na nim energetykę buduje - tłumaczył Tchórzewski podczas panelu "Rewolucja, regulacja, rynek. Zmiany w strukturze zużycia paliw – główne trendy w Europie i w świecie", na którym obecny był m.in. Dominique Ristori, dyrektor generalny ds. energii w Komisji Europejskiej.
Przeczytaj także
W efekcie - jak ciągnął Tchórzewski - gdy wychodziliśmy z komunizmu 99,5 proc. miksu stanowił węgiel. - W Unii się nie zauważa, że nasz start był późniejszy. Jeżeli liczyć, jak zredukowaliśmy emisję od 1989 roku, to jesteśmy jednym z liderów. W ciężkich gałęziach przemysłu tego tak szybko się nie zmieni, potrzebny jest okres przejściowy - podnosił minister.
I nie sposób odmówić tutaj Tchórzewskiemu racji, bo rzeczywiście brak bazy w postaci choćby jednej elektrowni jądrowej i mocne nastawienie na węgiel za komuny utrudniają transformację. Problem, że to zgrana karta. To właśnie nią grano, gdy negocjowano z Komisją rynek mocy. I o ile warto o tym przypominać, to jednak bardziej perspektywiczna wydaje się retoryka zaprezentowana podczas pierwszego wystąpienia. Jest ona bowiem szersza, dotyczy większej liczby krajów i jej celem są nie tyle ustępstwa KE na rzecz wybranego kraju (Polski), a zwalczanie realnych zagrożeń, które uderzają w cały unijny przemysł.
Nie stać nas na OZE
Jeszcze słabiej dla Komisji Europejskiej - w kontekście rozdawnictwa naszego rządu - mógł brzmieć argument, że na energetykę odnawialną nas nie stać. – Postęp rozwoju OZE musi następować z zapewnieniem odpowiedniej infrastruktury, rezerwy, sieci przesyłu. Nie jesteśmy obecnie gotowi na tak mocny rozwój OZE gotowi. Także społeczeństwo polskie nie jest gotowe by ponosić wysokie koszty związane z rozwojem OZE. Przykładowo rozwój OZE w Niemczech obciąża budżet 4-osobowej rodziny kwotą 1000 euro rocznie. Nas na to nie stać – podnosił minister Tchórzewski.
Tutaj jednak także należy przytoczyć istotny problem podniesiony przez ministra. OZE - przy obecnej technologii - musi mieć rezerwę w postaci paliw stabilnych. Na dużą skalę zaliczyć do nich można w zasadzie węgiel, gaz i atom. - Wszystkie trzy źródła są problematyczne środowiskowo - zwracał uwagę minister. Przecież przy spalaniu gazu także emitowany jest CO2 (choć jest go zdecydowanie mniej), przy elektrowni jądrowej pojawia się zaś problem składowania odpadów. Dlatego zdaniem ministra powinniśmy iść w dywersyfikację, tą ma zaś zapewnić PEP 2040. Szerzej o tym ostatnim dokumencie oraz o ekonomii odchodzenia od węgla pisaliśmy w artykule "Rezygnacja z węgla do 2035 roku? To absurd!".
Z Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2019: Adam Torchała


























































