Mimo ostrej krytyki w Niemczech zatwierdzono kontrowersyjną umowę. W Dolnej Saksonii mają w przyszłości powstawać elementy paliwowe do elektrowni jądrowych rosyjskiej konstrukcji.


Co kryje się za kontrowersyjną współpracą nuklearną w Lingen
W samym środku rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie zakład w Niemczech ma produkować elementy paliwowe do rosyjskich elektrowni jądrowych – z wykorzystaniem rosyjskiej technologii i licencji. Zezwolenie na ten projekt w dolnosaksońskim Lingen wywołuje ostrą krytykę. Dlaczego wydano zielone światło? I jakie wymogi mają ograniczyć ryzyko? Oto najważniejsze pytania i odpowiedzi.
Co zostało zatwierdzone?
Advanced Nuclear Fuels GmbH (ANF) może rozbudować swoją fabrykę elementów paliwowych w Lingen. Firma zajmująca się energią jądrową, należąca do francuskiego koncernu Framatome, będzie mogła tam w przyszłości produkować sześciokątne elementy paliwowe do elektrowni jądrowych, a dokładniej do reaktorów ciśnieniowych wody typu rosyjskiego.
Takie reaktory VVER znajdują się przede wszystkim w Europie Środkowej i Wschodniej. Produkcja ma się odbywać na podstawie rosyjskich licencji, z wykorzystaniem rosyjskiej technologii i maszyn spółki zależnej Rosatomu – TVEL.
Dlaczego Rosja bierze w tym udział?
Technologia reaktorów VVER pochodzi z ZSRR. Przez długi czas Rosatom dostarczał odpowiednie elementy paliwowe niemal wyłącznie. Framatome i TVEL założyły we Francji spółkę joint venture w celu produkcji licencyjnej. Na jej zlecenie produkcja ma się teraz odbywać w Lingen.

Spółka joint venture planowana pierwotnie w Niemczech nie została zrealizowana po rosyjskim ataku na Ukrainę. Następnie współpraca przeniosła się do Francji.
Czy Europa ma dzięki temu stać się bardziej niezależna od Rosji?
ANF i Framatome przedstawiają ten projekt jako wkład w zaopatrzenie elektrowni we wschodniej Europie. Krytycy wątpią jednak, czy produkcja z wykorzystaniem rosyjskich licencji, maszyn i dostarczanych komponentów rzeczywiście zmniejszy zależność.
Minister środowiska Dolnej Saksonii Christian Meyer (Zieloni) nazwał „naiwnym” założenie zwolenników zezwolenia, jakoby prezydent Rosji Władimir Putin chciał poprzez taką współpracę pomóc Niemcom i UE stać się bardziej niezależnymi od Rosji. Według Meyera dla reaktorów VVER istnieją już obecnie także elementy paliwowe amerykańskiego koncernu.
Dlaczego wydano zezwolenie?
Ministerstwo środowiska Dolnej Saksonii zbadało wniosek na podstawie ustawy o energii jądrowej z upoważnienia rządu federalnego. Według aktualnej oceny rządu federalnego ewentualne ryzyko można na tyle zmniejszyć za pomocą wymogów, że zgodne z prawem odrzucenie wniosku nie było możliwe.
Federalne Ministerstwo Środowiska wyjaśniło, że zezwolenie musi zostać wydane, jeśli spełnione są wymogi ustawowe. Zastrzeżenia polityczne wobec Rosatomu musiałyby zostać rozwiązane poprzez sankcje UE, a nie poprzez prawo atomowe.
Minister środowiska Dolnej Saksonii Meyer uważa jednak tę decyzję z politycznego punktu widzenia za „zasadniczo błędną”. Jego ministerstwo ze względu na wiążącą ocenę bezpieczeństwa ze strony rządu federalnego nie miało prawnych możliwości odrzucenia wniosku ani ograniczenia zezwolenia terminem.
Jakie są obawy dotyczące bezpieczeństwa?
W postępowaniu chodziło między innymi o możliwy szpiegostwo, sabotaż, cyberataki i manipulacje przy maszynach, oprogramowaniu lub dostarczanych prętach paliwowych. Ponadto rosyjscy pracownicy mogliby uzyskać wiedzę istotną dla bezpieczeństwa poprzez kontakty techniczne. Meyer podkreślił, że fabryka elementów paliwowych to infrastruktura krytyczna:
„To nie jest zakład produkujący czekoladę”.
Udział koncernu państwowego z kraju, który prowadzi wojnę napastniczą, stanowi szczególne wyzwanie.
Jakie wymogi obowiązują?
Pracownicy TVEL i Rosatomu co do zasady nie mogą wchodzić na teren zakładu. Wyjątki są możliwe tylko w ściśle ograniczonych przypadkach i pod eskortą organu nadzorczego. Sprzęt i oprogramowanie rosyjskich maszyn muszą zostać przetestowane zewnętrznie i odłączone od pozostałej sieci IT zakładu. Pręty paliwowe dostarczane z Rosji mają być w pełni kontrolowane pod kątem manipulacji za pomocą skanerów i zgodnie z zasadą czterech oczu. Pracownicy muszą być ponadto regularnie szkoleni w zakresie możliwych prób szpiegostwa i sabotażu. W przypadku pojawienia się nowych ustaleń mogą zostać nałożone kolejne wymogi. W skrajnym przypadku zezwolenie mogłoby zostać również cofnięte.
Kto krytykuje tę decyzję?
Krytyka płynie ze strony Zielonych, Lewicy, inicjatyw antyatomowych, a także z Unii (CDU/CSU). Polityk CDU ds. zagranicznych Roderich Kiesewetter nazwał tę decyzję, według informacji magazynu informacyjnego „Politico”, zagrażającą bezpieczeństwu i zażądał jej cofnięcia. Deputowany do Bundestagu z ramienia Zielonych Harald Ebner zarzucił rządowi federalnemu ignorowanie ryzyka. Deputowana Lewicy Mareike Hermeier zażądała zamknięcia fabryki elementów paliwowych. Grupy antyatomowe zapowiedziały zbadanie zezwolenia.
Czy produkcja może ruszyć natychmiast?
Nie. Zezwolenie zostanie najpierw oficjalnie ogłoszone i wyłożone do wglądu. Osoby dotknięte decyzją oraz stowarzyszenia ochrony środowiska mogą wystąpić na drogę prawną. Według ministra środowiska Dolnej Saksonii Meyera produkcja może się rozpocząć dopiero wtedy, gdy zezwolenie stanie się wykonalne i prawomocne. Rosyjskie maszyny licencyjne znajdują się już, według ministra, w hali obok terenu zakładu. Pracownicy zostali tam już na nich przeszkoleni.
Dlaczego nie ma sankcji?
Uran i duża część rosyjskiego przemysłu nuklearnego nie są jak dotąd objęte sankcjami UE. Wśród państw członkowskich nie ma dla takiego rozwiązania wystarczającej większości. Federalne Ministerstwo Środowiska wyjaśniło, że Niemcy nadal opowiadają się za europejskimi sankcjami w sektorze nuklearnym. Dopóki ich brakuje, import rosyjskiego uranu i interesy z Rosatomem co do zasady nie są zakazane.
































































