REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Euro kontra dolar: Amerykańska waluta znów najważniejsza?

2005-12-16 06:11
publikacja
2005-12-16 06:11
Jeszcze rok temu w prasie ekonomicznej popularne były poglądy, że euro na światowych rynkach finansowych może zdystansować dolara i stać się wiodącą walutą. Rok 2005 udowodnił, że prognozy te były zdecydowanie przedwczesne. Wprawdzie cicha wojna dolara i euro trwa nadal, jednak zwolennikom wspólnej waluty zdecydowanie ubyło argumentów.

Przez prawie cały XX wiek dolar konsekwentnie umacniał swoją pozycję. Waluta amerykańska zyskała potęgę, systematycznie eliminując na początku XX wieku brytyjskiego funta. Aktywna polityka podczas wojen światowych, szybki rozwój gospodarczy i brak bezpośrednich działań wojennych na terenie USA przyczyniły się do tego, że dolar został oficjalną walutą światową. Miał wówczas ustalony stały parytet wartości wobec złota i w transakcjach międzynarodowych był na złoto wymienialny.

Euro rzuca rękawicę

Warto zauważyć, że praktycznie do pojawiania się euro, czyli prawie przez stulecie, żadna inna waluta nawet nie pretendowała do tego, żeby konkurować z dolarem. Wprawdzie przez pewien krótki okres mówiono o tym, że japoński jen mógłby zastąpić dolara, jednak głosy te umilkły tak szybko, jak pojawiła się recesja w kraju kwitnącej Wiśni. Od lat 70. obserwujemy zdecydowany wzrost znaczenia zielonych banknotów, jako uniwersalnego pieniądza na rynkach światowych. W dolarach ustalane były ceny transakcyjne, przechowywane oszczędności, a kraje gromadziły niezbędne rezerwy w bankach centralnych. Temu procesowi sprzyjała dotąd coraz większa liberalizacja na rynkach światowych i szybki rozwój międzynarodowej wymiany handlowej, a także dynamiczny wzrost dolarowych depozytów potęg naftowych i przejście banków na udzielanie kredytów także w dolarach. Dziś szacuje się, że około 60 proc. wszystkich zasobów dolarowych na świecie jest w obiegu poza Stanami zjednoczonymi. To już argument nie tylko dla USA, żeby utrzymać rangę dolara. Rządy takich krajów jak Japonii (posiada równowartość ok. 700 mld USD amerykańskich papierów wartościowych) czy Chin (ok. 250 mld USD w amerykańskich papierach wartościowych) byłyby w bardzo trudnej sytuacji wobec masowego odpływu od amerykańskiej waluty.

Praktyka dowodzi teorii

Powstaje pytanie co tak naprawdę wpływa na kurs euro do dolara? Istnieją dwie grupy czynników. Pierwsze wynikające z modeli makroekonomii, a szczególnie z teorii parytetu stóp procentowych. W uproszczeniu oznacza to, że poważną rolę w wojnie dolara i euro odgrywa poziom stóp procentowych w poszczególnych krajach. Jest to jeden z głównych bodźców przepływu kapitału na rynku finansowym. Inwestorzy wybierają papiery wartościowe kraju, który oferuje wyższą stopę zwrotu, po uwzględnieniu ryzyka kraju (o to akurat USA jako emitent światowego środka płatniczego nie musi się martwić). Do połowy zeszłego roku sytuacja dolara nie wyglądała optymistycznie. Stopy procentowe ustalone przez zarząd Rezerwy Federalnej (FED) były na najniższym od 46 lat poziomie i w USA koszt pieniądza był niższy od tego w europie o 1 proc. Jak zauważyli wówczas niektórzy analitycy, jedynie krótkoterminowe pożyczki miały wyższe oprocentowanie dla dolara, co mogło sugerować odwrócenie głównej tendencji. Dzisiaj wiemy, że FED podniósł od tamtego czasu podstawową stopę procentową 12 razy z rzędu i nie zapowiada szybkiego kresu tych podwyżek. Jednocześnie stopy w Eurolandzie pozostały bez zmian. Teoria kolejny raz sprawdza się w makroekonomicznej praktyce. napływ kapitału zagranicznego do USA jest tak duży, że inwestorzy, którzy jeszcze rok temu załamywali ręce nad potężnym deficytem handlowym nie do końca przejmują się tym, że od zeszłego roku nie tylko deficyt ten nie zmalał, ale nadal jest na rekordowym poziomie 60 mld USD miesięcznie. Aktualna administracja wyraźnie daje znak rynkom, że moment, w którym euro stałoby się zagrożeniem dla „zielonego” jest bardzo odległy i nie uwzględnia się w najbliższym czasie działań, które mogłyby temu przeciwdziałać, z równoważeniem budżetu i bilansu handlowego na czele. Przy takim poziomie stop procentowych i wzroście PKB, jaki w porównaniu do Europy mają Stany Zjednoczone, minie jeszcze wiele lat zanim Waszyngton podejmie radykalne kroki w stronę stabilizacji polityki fiskalnej. Braku także innych czynników, które mogłyby wskazywać, że rząd USA zaczyna obawiać się spadku znaczenia swojej waluty na arenie międzynarodowej.

Dolar znów najważniejszy?

Drugą grupą czynników, jakie rządzą kursami walutowymi są ruchy spekulacyjne. Inwestorzy w średnim terminie podejmują decyzje w sposób stadny i określony psychologią rynku finansowego, co często kłóci się z teorią makroekonomiczną. Mówimy wówczas o trendzie lub częściej o sentymencie do danej waluty. Spekulanci przestają kierować się wówczas fundamentami i postępują zgodnie z kierunkiem trendu. Takie sytuacje są bardzo częste na rynku i wprowadzają jedynie zmieszanie wśród analityków, którzy zbyt pochopnie i błędnie prognozują odwrócenie pewnych silniejszych, jednak mniej wrażliwych tendencji. Gdzie dzisiaj znajduje się pole bitwy między euro a dolarem? Wydaje się, że dolar znów święci triumfy. Kurs EUR/USD od kilku miesięcy spada (sięgnął już poziomu 1,16) i „zielony” jest w tej chwili najsilniejszy od trzech lat. Za główną przyczynę podaje się wzrost stóp procentowych i odwrócenie trendu. Coraz głośniej mówi się o poziomach zbliżonych do parytetu. Jak widać odważne zeszłoroczne głosy o rychłym zastąpieniu dolara przez euro nie były prorocze. Wydaje się wręcz, że na rzeczową dyskusję o spadku roli dolara, jako pieniądza światowego na rzecz euro, jest za wcześnie - nie tylko w tym roku, a bardzo prawdopodobne, że i w tym dziesięcioleciu.



MARCIN GOLIK

WGI Dom Maklerski

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki