Turyści i rezydenci opuszczają Dubaj w popłochu i nie wracają. Nic dziwnego - nikt z podróżnych nie ma ochoty utknąć w obcym kraju, który znajduje się na krótkiej liście Iranu do ataku. Dane z pokładów flagowego przewoźnika Emirates są porażające. Gigantyczne Airbusy A380, mogące pomieścić setki osób, latają niemal puste, przewożąc czasami mniej pasażerów, niż liczy ich własna załoga.


Niestabilna sytuacja w przestrzeni powietrznej Zjednoczonych Emiratów Arabskich nie zachęca do urlopów. Regularne otwieranie i zamykanie z powodu ataków sprawia, że podróżni nie chcą ryzykować utknięcia w regionie lub znalezienia się w strefie bezpośredniego zagrożenia.
Dla przewoźników europejskich tj. British Airways czy LOT sytuacja była prosta - zawiesili połączenia w rejon Zatoki Perskiej. Jednak linie lotnicze z regionu desperacko starają się utrzymać siatkę połączeń. Nie jest to jednak w stanie ukryć głębokiego kryzysu wizerunkowego i ekonomicznego - konstatuje "Bloomberg".
@alishhba.s Never saw a dubai flight this empty literally trusted @Emirates with our lives rn!! #dubai #war #flights #trending #fyp ♬ House featuring John Cale - Charli xcx & John Cale
25 osób w Airbusie A380 (może on zabrać 600 turystów)
Zgodnie z dostepnymi danymi obłożenie lotów do Dubaju zalicza powtórkę z covidowego lockdownu. Na trasach z Europy Środkowej, m.in. z Pragi czy Budapesztu, wypełnienie samolotów wynosi zaledwie 5–10 proc. Jeszcze gorzej wyglądają prestiżowe połączenia z zachodnich metropolii:
- na trasie Paryż - Dubaj - Airbus A380 przetransportował zaledwie 25 pasażerów. To liczba niemal równa liczbie personelu pokładowego i pilotów obsługujących ten typ maszyn;
- na trasie Nowy Jork - Dubaj - wypełnienie rzadko przekracza 20 proc., a rekordowo słaby wynik to zaledwie 35 osób na pokładzie szerokokadłubowca zdolnego przewieżć 500 osób;
- na trasie Londyn - Dubaj - ok. 20 proc. obłożenia.
- I to zaznaczając, że okolice Wielkanocy były jednym z okresów podwyższonego popytu na powyższe cele podróży.
To też oznacza, że kilka tysięcy pasażerów dziennie nie stawia się na rejsy - jak wynika z notaki wewnętrznej, do której dotarł "Bloomberg". Podkreśla to stopień skomplikowania operacji, która zazwyczaj obejmuje setki niemal w pełni obłożonych lotów każdego dnia. Przewoźnik oferuje zwroty kosztów oraz elastyczną zmianę rezerwacji dla lotów zaplanowanych do końca miesiąca.

Za to w przeciwnym kierunku linie wciąż zmagają się z szalonym popytem na bilety.
Przeczytaj także
500 lotów dziennie? Teraz to ledwie 70
Przed wojną linia obsługiwała około 500 lotów z międzynarodowego lotniska w Dubaju w normalny dzień – z czego około połowę stanowiły odloty. Według danych Flightradar24, 16 marca liczba ta spadła do zaledwie 71 startów.
Przewoźnik, by ratować swoje finanse, zamiast pasażerów przewozi ładunki cargo. Używa do tego głównie Boeingów 777. Cieśnina Ormuz jest praktycznie zamknięta, co sprawia, że transport lotniczy stał się jednym z niewielu sposobów na import zaopatrzenia.
Jeśli konflikt potrwa dłużej, flagowy przewoźnik Emirates może zostać zmuszony do rewizji swojej strategii opartej na gigantycznych maszynach, których utrzymanie przy tak niskim obłożeniu generuje astronomiczne straty.
Aerial footage of the fire in Dubai Airport pic.twitter.com/1sStuiloQ9
— Air Safety #OTD by Francisco Cunha (@OnDisasters) March 17, 2026
opr. aw
































































