W marcu 2026 roku obraz Dubaju – globalnego symbolu luksusu, bezpieczeństwa i beztroskiego życia – rozpada się na kawałki pod wpływem irańskich rakiet i dronów. Miasto, które zbudowało swoją potęgę na rolkach i filmikach w portalach społecznościowych, mierzy się dziś z egzystencjalnym pytaniem: czy mekka influencerów właśnie przestała istnieć?


Machina PR-owa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich dwoi się i troi, by utrzymać pozory normalności. Wystosowywane do mieszkańców oficjalne komunikaty bagatelizują sytuację, podając, że eksplozje to zaledwie "odgłosy działania tarczy antyrakietowej". Jednak doniesienia agencji pracowych malują inną wersję rzeczywistości:
- sparaliżowany ruch lotniczy, a także bezpośredni atak dronów na terminal, podczas którego zostały ranne cztery osoby;
- uderzenia w symbole potęgi ZEA, m.in. luksusowy hotel Fairmont na Palm Jumeirah. Biurowce w centrum miastach straszą dziurami po trafieniach;
- ewakuacja pracowników gigantów finansowych, tj. Citigroup czy Standard Chartered z powodu gróźb Iranu.
Dwa lata więzienia za rolkę z irańskim dronem
Jednak równie przerażające co irańskie drony, jest surowe prawo Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Władze wprowadziły drastyczne kary za "sianie paniki" - podaje "Daily Mail". Dwa lata więzienia i prawie 200 tys. zł kary to cena za opublikowanie w mediach społecznościowych filmu pokazującego przelatujące rakiety lub zniszczenia. Już 21 influencerów i turystów usłyszało zarzuty za dzielenie się nieoficjalnymi informacjami o atakach (podpadają pod przepisy odnośnie do cyberprzestępczości).
Bardziej boję się więzienia za niewłaściwy post niż samej rakiety - przyznaje wprost brytyjski influencer Ben Moss.
To zjawisko doprowadziło do masowej autocenzury i ucieczki dziesiątek tysięcy turystów oraz rezydentów.
Przeczytaj także
Pudrowanie wojny, czyli kreujemy Matrix
Na Instagramie i TikToku trwa propagandowa ofensywa. Platformy zalewają podobne do siebie, jakby wyszły spod jednego sznytu posty zdjęcia szejka Al Maktouma z podpisem „Wiem, kto nas chroni” czy pytanie do obserwujących "Czy się boisz?", po których następuje przekaz o niezłomności i bezpieczeństwie kraju. Pojawiają się spekulacje, że mogą być opłacani przez rząd. Większość temu stanowczo zaprzecza. W szerszej perspektywie celebrytki z Wysp, takie jak Luisa Zissman, po serii postów o tym, że Dubaj jest „najbezpieczniejszym miejscem na ziemi”, po cichu wróciły do Wielkiej Brytanii.
W podobną retorykę wpisuje się także cześć polskiej influencosfery. Kiedy MSZ przestrzega przed podróżami, prosi o natychmiastową rejestrację w systemie Odyseusz, 29-letnia polska influencerka Andziaks w relacji z hotelowego basenu poinformowała: "siedzimy sobie właśnie na basenie i stwierdziłam, że się do was odezwę. Bardzo dużo dostałam wiadomości, jak tam u nas, czy wszystko w porządku, czy jesteśmy bezpieczni tutaj w Dubaju. [...] Jest To niefajny czas, nieprzyjemny i bardzo dużo pojawia się w sferze internetowej filmików, które sieją niepokój, zamęt [...] Wiem, że w innych częściach Dubaju ludzie słyszeli jakieś wybuchy, ale u nas, póki, co jest spokojnie i nic nie słychać. Na początku nie chcieliśmy siać jakiegoś zamętu, niepokoju [...] Ludzie tutaj normalnie funkcjonują, opalają się, wypoczywają, chodzą po mieście, dzieci się bawią"
Czy to koniec dubajskiego modelu biznesu?
Problem Dubaju polega na tym, że w przeciwieństwie do Abu Zabi, nie posiada on wielkich złóż ropy. Jego gospodarka w 90% opiera się na rezydentach i turystyce. Wojna USA i Izraela z Iranem sprawiła, że przestał być nietykalnym - nie tylko podatkowo - placem zabaw dla bogatych. Miasto teraz walczy o przetrwanie, w którym za fasadą luksusowych hoteli kryje się lęk, a prawda o zniszczeniach jest najściślej strzeżoną tajemnicą państwową.
Dubajski sen czy podatkowa ucieczka? Ciemna strona luksusu polskich influencerów
Obserwując media społecznościowe najpopularniejszych polskich influencerów, można odnieść wrażenie, że Zjednoczone Emiraty Arabskie stały się nową ziemią obiecaną. Zdjęcia na tle Burdż Chalifa, luksusowe jachty i niekończące się lato to jednak tylko fasada, która ma przyciągnąć uwagę odbiorców. Za tym starannie wyreżyserowanym obrazem luksusu kryje się bowiem znacznie mniej romantyczna, a bardziej pragmatyczna motywacja: chłodna kalkulacja finansowa i ucieczka przed polskim systemem podatkowym.
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.
opr. aw

























































