REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

TYLKO U NASEkonomistka: Gospodarka może rosnąć szybko, a jednocześnie być krucha

Andrzej Stec2026-05-28 06:00redaktor naczelny Bankier.pl
publikacja
2026-05-28 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Pandemia, wojny, szok energetyczny i sztuczna inteligencja zmieniają sposób myślenia o gospodarce. Jak banki wyceniają dziś ryzyko i co czeka firmy w erze zrównoważonego rozwoju? O tym rozmawiamy z Moniką Kurtek, główną ekonomistką Banku Pocztowego.

Ekonomistka: Gospodarka może rosnąć szybko, a jednocześnie być krucha
Ekonomistka: Gospodarka może rosnąć szybko, a jednocześnie być krucha
fot. Marek Lapis / / FORUM

Zapraszamy na cykl rozmów POLSIF i Bankier.pl z głównymi ekonomistami banków na temat wpływu zrównoważonego rozwoju na transformację i konkurencyjność polskiej gospodarki, firm oraz sektora bankowego. 

Celem projektu jest pogłębienie wiedzy na temat postrzegania przez głównych ekonomistów banków wpływu zrównoważonego rozwoju na polską gospodarkę, przedsiębiorstwa i sektor bankowy.

Robert Sroka, członek zarządu POLSIF, Andrzej Stec, redaktor naczelny Bankier.pl

Robert Sroka, Andrzej Stec: Dlaczego w ostatnich latach do koncepcji rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”?

Monika Kurtek, główna ekonomista Banku Pocztowego: Najkrócej rzecz ujmując – zmienił się kontekst gospodarczy, w którym funkcjonujemy. Przez większość XX wieku gospodarki działały w logice, którą nazwałabym „gospodarką pioniera”. Zasoby naturalne, przestrzeń i zdolność środowiska do absorbowania zanieczyszczeń traktowaliśmy jako praktycznie nieograniczone tło, a jako faktyczne ograniczenie traktowany były kapitał i praca. W takim świecie sensowne było pytać niemal wyłącznie o tempo. Dziś ten model się wyczerpał. Gospodarka światowa urosła na tyle względem swojego środowiska, że samo środowisko stało się czynnikiem produkcji, który się zużywa i który trzeba wycenić. Przymiotnik „zrównoważony” jest znacznikiem właśnie tego przejścia.

materiały prasowe

Drugi powód jest bardziej techniczny i dotyczy tego, jak ekonomia traktuje czas. W klasycznych obliczeniach przyszłość ma małe znaczenie – to, co wydarzy się za kilkadziesiąt lat, liczy się dziś niewiele. To wygodne podejście, ale ma wadę: pozwala podejmować decyzje, których skutki odczują inni, np. przyszłe pokolenia albo ludzie w innych częściach świata. Zrównoważony rozwój próbuje to naprawić, czyli uwzględnić w decyzjach także to, co wcześniej było pomijane.

I trzeci powód, bliski sektorowi finansowemu: to nie tyle moda, ile reakcja na doświadczenie ostatnich lat. Pandemia, wojna (i ta w Ukrainie, i ta na Bliskim Wschodzie), szok energetyczny i napięcia w łańcuchach dostaw pokazały, że gospodarka może rosnąć szybko, a jednocześnie być krucha. „Zrównoważony” zaczął więc oznaczać też „odporny”, tj. zdolny przejść przez szok bez utraty ciągłości. Z punktu widzenia banków to akurat bardzo praktyczna zmiana. Sektor bankowy zaczął wyceniać nie tylko bieżącą rentowność klienta, ale trwałość jego modelu w dłuższym horyzoncie. Dodam tylko, że samo polskie tłumaczenie bywa mylące. „Sustainable” to raczej „trwały”, „możliwy do utrzymania”, a nie „wyważony między czynnikami”. Ta nieprecyzyjność niestety ułatwiła upolitycznienie pojęcia.

Wakacje na giełdzie

Zrównoważony rozwój doczekał się operacjonalizacji na poziomie działań nie tylko środowiskowych, ale też społecznych i zarządczych. Z tym związany jest chyba najbardziej znany skrót ESG. Część E ze tego każdy łatwo rozszyfrowuje, ale co tam robi S i G?

E jest, można powiedzieć, najbardziej widoczne, bo skutki środowiskowe da się policzyć i pokazać na wykresie. S i G są mniej „fotogeniczne”, ale w praktyce to one rozstrzygają, czy ambicje klimatyczne firmy mają szansę na realizację. Można stwierdzić, że E określa kierunek, a S i G decydują o tym, czy firma w ogóle ma czym ten kierunek osiągnąć.

S, czyli czynnik społeczny, w polskich realiach coraz mniej jest kwestią deklarowanych wartości, a coraz bardziej kwestią dostępności zasobu. W gospodarce, w której kurczy się podaż pracy, zdolność firmy do utrzymania ludzi, ich kompetencji i wzajemnego zaufania przestaje być „miękkim” dodatkiem, a staje się twardym ograniczeniem produkcyjnym. Przedsiębiorstwo, które źle zarządza relacjami z pracownikami i otoczeniem, po prostu traci dostęp do tego, czego najbardziej potrzebuje. S ma też drugi, konkretny wymiar: wiele inwestycji transformacyjnych, od farm wiatrowych po wydobycie surowców krytycznych, nie ruszy bez akceptacji lokalnych społeczności. Brak tej akceptacji potrafi zatrzymać projekt skuteczniej niż brak finansowania.

G, czyli ład korporacyjny, jest najmniej medialny, ale dla banków najbardziej operacyjny. W języku ekonomii instytucjonalnej G odpowiada na pytanie o wiarygodne zobowiązanie. Bez sprawnego ładu deklaracja klimatyczna jest dokładnie tym, co teoria nazywa „cheap talk”, czyli zobowiązaniem, którego niedotrzymanie nic nie kosztuje, więc rynek nie traktuje go poważnie. Dla sektora bankowego ma to bardzo praktyczne przełożenie: różnica między prezentacją a planem polega na tym, czy ktoś w firmie ponosi realny koszt jeśli plan nie zostanie zrealizowany.

Jest jeszcze jeden sposób, by pokazać, dlaczego te trzy litery „trzymają się” razem. Dobry ład decyduje o tym, czy firma internalizuje koszty środowiskowe i społeczne dobrowolnie, czy dopiero pod przymusem regulacji. Gdy G działa, część pracy wykonuje się sama, a gdy nie działa jedynym mechanizmem zostaje regulator. A to droga najbardziej kosztowna i dla firm, i dla gospodarki.

Jakie Państwo identyfikujecie najważniejsze trendy społeczne, zarządcze i środowiskowe wpływające na polską gospodarkę, a w szczególności na sektor finansowy?

Patrzę na to przez jeden wspólny mianownik: we wszystkich trzech obszarach zmienia się profil ryzyka, które sektor bankowy musi wyceniać. To, co kiedyś było tłem, dziś wchodzi do modelu kredytowego.

Trendy środowiskowe. Najważniejsza jest oczywiście energia, ale podkreśliłabym nie sam poziom cen, lecz ich nieprzewidywalność. Firma, która nie potrafi wiarygodnie oszacować kosztu energii na 5 lat, odkłada inwestycje, a bank ostrożniej wycenia jej projekt. Drugi wątek, wydaje się że dziś wciąż niedoceniany, to fizyczne ryzyko klimatyczne i jego konsekwencja dla ubezpieczalności. Częstsze powodzie i nawałnice oznaczają, że część majątku staje się droższa lub trudniejsza do ubezpieczenia, a nieubezpieczone zabezpieczenie kredytu to wprost problem bilansowy banku. I trzeci wątek, wciąż prawie nieobecny w debacie: dostęp do wody, który dla wybranych branż energochłonnych i rolnictwa stanie się realnym ograniczeniem lokalizacyjnym.

Trendy społeczne. Dominuje demografia, ale dla sektora finansowego ma ona dwa specyficzne oblicza. Po pierwsze, kurcząca się i starzejąca baza klientów zmienia strukturę depozytów i popyt na produkty. Rośnie znaczenie zarządzania majątkiem i transferu międzypokoleniowego oszczędności. Po drugie, sam sektor bankowy odczuwa ograniczenie kompetencji i pracowników, a do tego dochodzi cyfrowe wykluczenie części starszych klientów — odwrotna strona tej samej automatyzacji, która ma podnosić produktywność. Narastającym tłem jest też polaryzacja i napięcia wokół migracji oraz nierówne tempo rozwoju regionów, co przekłada się na geograficzne różnicowanie ryzyka.

Trendy zarządcze. Zwróciłabym uwagę na trzy rzeczy. Pierwsza to paradoks regulacyjny: fale uproszczeń mają ulżyć firmom, ale ruchomy cel sam w sobie jest kosztem, bo przedsiębiorstwa nie wiedzą do czego dokładnie się dostosowywać. Druga to przesunięcie wymogów ESG w głąb łańcuchów dostaw. Polskie firmy coraz częściej dostają je od swoich kontrahentów szybciej i konkretniej niż od regulatora, bo to warunek pozostania w globalnych łańcuchach wartości. Trzecia, kluczowa dla banków, to rozszerzenie ładu na dane i algorytmy: jakość danych ESG, walidacja modeli, wytłumaczalność decyzji i cyberbezpieczeństwo stają się osobnym obszarem governance. Do tego dochodzi ryzyko greenwashingu. Bank, który źle zaklasyfikuje finansowanie, ponosi koszt nie tylko regulacyjny, ale i reputacyjny.

Jak oceniają Państwo wpływ nowych technologii, w tym rozwój sztucznej inteligencji, na transformację polskiej gospodarki? Jakie z perspektywy banków dostrzegają Państwo wpływ tych technologii na zmiany społeczne i gospodarcze?

Zacznę od pewnej ostrożności metodologicznej: o wpływie sztucznej inteligencji na gospodarkę mówimy dziś więcej, niż jesteśmy w stanie zmierzyć. Statystyki produktywności reagują z opóźnieniem, a większość wdrożeń jest na tyle świeża, że trudno oddzielić trwały efekt od entuzjazmu pierwszej fali. Wszelkie liczby dotyczące „rewolucji AI” traktowałabym więc jako hipotezy, a nie ustalenia. Pewny wydaje się natomiast kierunek. AI jest technologią ogólnego przeznaczenia. Jej wartość nie bierze się z pojedynczego algorytmu, lecz z tego, jak głęboko wniknie w codzienne procesy. Polska nie jest dziś krajem, który zbuduje model AI konkurujący z amerykańskimi czy chińskimi. Naszą stawką jest coś innego: dystans między momentem, w którym dana technologia jest dostępna, a momentem, w którym przeciętna polska firma faktycznie z niej korzysta. Im ten dystans krótszy, tym większa szansa że AI zrekompensuje to, co tracimy po stronie demografii. Ale tylko wtedy, gdy wdrożeniom towarzyszy rachunek ekonomiczny, a nie sama moda.

Gorzka diagnoza UE. Ekspert ING: Uzależnienie od Chin zaszło za daleko i dziś za to płacimy

Czy „zrównoważony” to tylko przymiotnik, czy nowa logika gospodarki? W ramach naszego cyklu rozmów z ekonomistami polskich banków Leszek Kąsek z ING Banku Śląskiego tłumaczy, jak energia, regulacje (ETS/CSRD), demografia i AI zmieniają warunki gry dla firm i banków — i dlaczego ETS2 może stać się kolejnym szokiem cenowym.

Z perspektywy sektora bankowego widzę dwa wątki, które rzadko stawia się obok siebie. Pierwszy to efektywność: szybsza analiza ryzyka, sprawniejsze wykrywanie nadużyć, automatyzacja obsługi. Drugi, dla mnie ważniejszy, to ryzyko nowego rodzaju wykluczenia. Bank o profilu takim jak nasz, obsługuje w dużej mierze klientów z mniejszych miejscowości i starszych pokoleń, dla których cyfryzacja nie jest oczywista. Jeżeli automatyzacja oznacza wyłącznie przeniesienie wszystkiego do kanałów cyfrowych, część klientów zostaje z tyłu. Dlatego AI traktujemy nie jako pretekst do zamykania kontaktu z człowiekiem, lecz jako narzędzie, które ma ten kontakt uczynić lepszym.

W wymiarze społecznym spodziewam się, że w Polsce „rewolucja AI” będzie łagodniejsza niż w wielu krajach. Niski poziom bezrobocia i kurczące się zasoby pracy amortyzują skutki automatyzacji. Nie obejdzie się jednak bez napięć. Najbardziej narażone są stanowiska o wysokiej powtarzalności i wczesne etapy kariery, a to rodzi konkretny problem: jeśli zniknie część prostych ról „wejściowych”, trudniej będzie wykształcić kolejne pokolenie specjalistów. Druga kwestia to koncentracja. Technologia premiuje podmioty dysponujące danymi i skalą, co np. dla mniejszych firm jest realnym wyzwaniem konkurencyjnym. AI zmienia więc nie tylko koszty, lecz także strukturę rynku.

Najwięcej dzieje się w trendach środowiskowych. Jakie konkretne decyzje strategiczne, zmiany w strukturze portfeli lub produktach Państwa bank już wprowadził?

Najwięcej zmian i nowych oczekiwań regulacyjnych w sektorze bankowym rzeczywiście koncentruje się dziś wokół trendów środowiskowych i transformacji energetyczno-klimatycznej. W przypadku Banku Pocztowego odpowiedzią na te zmiany nie jest jednak fundamentalna zmiana modelu biznesowego, lecz stopniowe dostosowywanie się do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego, nadzorczego oraz rynkowego. Już w Strategii na lata 2023-2026 Bank określił cel dotyczący udziału kredytów termomodernizacyjnych dla wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych w nowosprzedanych kredytach. Ten strategiczny kierunek rozwoju portfela został podtrzymany w nowej Strategii na lata 2026-2029 „Bank Pocztowy. Bank blisko Ciebie – załatwisz to na poczcie”.

"Ten pociąg już odjechał". Ekonomista mBanku ostrzega rząd i firmy przed spowalnianiem zmian

Dlaczego w ostatnich latach do koncepcji rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”?

Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku: Możemy wymienić tutaj dwa powody.

Po pierwsze: fizyczne (naukowe) – ziemia nie jest z gumy. Wzrost zaczął zjadać własny ogon wyczerpując ograniczone zasoby, które przez dziesięciolecia były uznawane za nieograniczone. W efekcie wzrosły nie tylko mierzalne ryzyka dla działalności gospodarczej, ale też skala środków finansowych, które trzeba poświęcić na przeciwdziałanie ich skutkom.

Zrównoważenie to z jednej strony próba pokazania kosztów działalności gospodarczej, które do tej pory nie były widziane w rachunku ekonomicznym, a z drugiej formuła, która przynajmniej z punktu widzenia dzisiejszej wiedzy daje szansę na odwrócenie niekorzystnych zjawisk, które wzrost gospodarczy uruchomił jako produkt uboczny, efekt zewnętrzny. Tzw. granice planetarne dobrze pokazują co w międzyczasie udało się popsuć.

W Strategii, jako odpowiedź na wnioski z przeprowadzonej analizy podwójnej istotności, określiliśmy strategiczny cel Banku w zakresie środowiskowym jako dążenie do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku we wszystkich zakresach emisji i wspierania w tym klientów ze wspomnianego segmentu mieszkalnictwa (wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych) poprzez finansowanie inwestycji termomodernizacyjnych. Kluczowym elementem dążenia do tego celu jest konsekwentne realizowanie założeń Planu Przejścia, przyjętego na początku 2026 roku, który integruje kwestie środowiskowe ze strategią biznesową oraz systemem zarządzania ryzykiem. W jego ramach, kontynuowane jest stopniowe zwiększanie udziału ekspozycji inwestycji termomodernizacyjnych w portfelu, co ma wspierać transformację energetyczną zasobów mieszkaniowych. Równolegle rozwijamy metodyki oceny ryzyka ESG oraz analizy wpływu ryzyk klimatycznych na portfele Banku.

Ze względu na strategiczną koncentrację działalności Banku na finansowaniu konsumpcyjnym dla klientów detalicznych, Bank obecnie nie planuje zmian w strukturze portfeli innych niż wygaszanie portfela kredytów hipotecznych. Jednocześnie, Bank wprowadził limity na ekspozycje dla działalności sklasyfikowanej jako zidentyfikowanym wysokim ryzykiem ESG.

Specyfika Banku Pocztowego powoduje, że działania związane z transformacją koncentrują się przede wszystkim na wspieraniu lokalnych społeczności i segmentu mieszkalnictwa, rozwijaniu prostych, dostępnych produktów odpowiadających na codzienne potrzeby klientów, a nie na finansowaniu wielkoskalowych projektów transformacyjnych.

Jak oceniają Państwo krótkoterminowy i długoterminowy wpływ europejskiej i polskiej polityki zrównoważonego rozwoju na dynamikę gospodarki Polski – czy przynosi ona realne impulsy wzrostowe, czy raczej zwiększa koszty i ryzyka dla sektora przedsiębiorstw?

Rozróżniłabym dwa aspekty tej oceny. W krótkim okresie polityka zrównoważonego rozwoju jest dla przedsiębiorstw przede wszystkim kosztem. Wymaga nakładów dostosowawczych, raportowania, zakupu uprawnień, a często też działania szybciej, niż firmy by chciały. Nie możemy tego przemilczać. Ale samo stwierdzenie „to kosztuje” jest niepełne, bo nie odpowiada na pytanie o scenariusz alternatywny. A scenariusz alternatywny też nie jest darmowy. Dyskusja o kosztach transformacji często pomija jedną rzecz: dużej części tych nakładów i tak nie dałoby się uniknąć. Przestarzałe sieci, wyeksploatowane bloki, nieefektywne energetycznie budynki — to są koszty, które naliczają się w gospodarce niezależnie od tego, czy Bruksela zapisała cele klimatyczne, czy nie. Polityka klimatyczna nie tyle dokłada nowy rachunek, ile wystawia ten, który „zalegał w szufladzie”.

"Bez stabilizacji cen energii grozi nam debata o polexicie". Arak ostrzega rząd

Transformacja pod lupą: jak zrównoważony rozwój zmienia gospodarkę i sektor bankowy? Oto głos ekonomistów banków. Oto druga naszego cyklu i rozmowa z Piotrem Arakiem, głównym ekonomistą VeloBanku.

Jak zaznacza rozmówca, "warto maksymalnie – przy zachowaniu bezpieczeństwa – uprościć i przyspieszyć proces realizacji projektów lądowych w Polsce oraz wykorzystać wszystkie dostępne, legalne mechanizmy w ramach prawa UE do ograniczania cen energii. Bez takiego pragmatycznego podejścia ryzykujemy, że mechaniczne kopiowanie ścieżek transformacji innych państw doprowadzi do narastania napięć społecznych i coraz głośniejszej debaty o polexicie".

Czy to impuls wzrostowy, czy obciążenie? Moja odpowiedź brzmi: zależy od tego, jak transformacja jest finansowana. Jeśli przybiera postać realnej inwestycji, w moce wytwórcze, sieci, efektywność, to wprost zwiększa PKB i podnosi potencjał gospodarki. Jeśli sprowadza się do kosztów administracyjnych i raportowych bez efektu modernizacyjnego, jest czystym obciążeniem. O bilansie nie rozstrzyga więc sama polityka, lecz jakość jej wykonania.

Dodam jeszcze jeden wątek: rozkład kosztów. Krótkoterminowe obciążenia transformacji nie rozkładają się równo. Najmocniej odczuwają je gospodarstwa mniej zamożne i mniejsze firmy, dla których stanowią znaczący udział w budżecie. Jeśli ten wymiar zostanie zlekceważony, polityka skądinąd słuszna w skali makro, będzie traciła poparcie społeczne. A bez niego nawet dobrze zaprojektowana transformacja po prostu grzęźnie.

W jakim stopniu wymogi regulacyjne, takie jak taksonomia UE, CSRD czy ETS, faktycznie wpływają dziś na politykę kredytową i portfel aktywów banków, a w jakim pozostają głównie kwestią formalnego raportowania?

Te trzy regulacje warto rozdzielić, bo działają przez zupełnie różne mechanizmy. ETS oddziałuje przez ceny, realnie zmienia relatywną opłacalność technologii i jest odczuwalny w rachunku ekonomicznym klientów, niezależnie od tego co bank o nim sądzi. Taksonomia i CSRD działają przez informację i klasyfikację: porządkują język, definiują co uznajemy za zrównoważone i zmuszają do gromadzenia danych. To dwa odrębne kanały wpływu i mieszanie ich prowadzi do nieporozumień.

Gorzka diagnoza dla polskiego biznesu. Niskie marże i brak ludzi, transformacja schodzi na dalszy plan

Czy „zrównoważony” to tylko przymiotnik, czy nowa logika gospodarki? W ramach naszego cyklu rozmów z ekonomistami polskich banków Leszek Kąsek z ING Banku Śląskiego tłumaczy, jak energia, regulacje (ETS/CSRD), demografia i AI zmieniają warunki gry dla firm i banków — i dlaczego ETS2 może stać się kolejnym szokiem cenowym.

Co do realnego wpływu na portfel, powiedziałabym, że dziś jest on bardziej pośredni, niż sugeruje skala obowiązków sprawozdawczych. Taksonomia okazała się narzędziem na tyle skomplikowanym, że trudno na jej podstawie wprost konstruować produkty kredytowe, ponieważ spełnienie technicznych kryteriów kwalifikacji jest trudne bez nałożenia na klientów wysokich wymagań w zakresie dostarczania dokumentacji. Dlatego w praktyce banki posługują się raczej własnymi, uproszczonymi standardami, zbliżonymi do niej, ale operacyjnie wykonalnymi. Równocześnie, sprawozdawczość w zakresie zrównoważonego rozwoju zachęca do podejmowania działań w obszarze ESG, jednak ich nie wymusza. Tym, co najmocniej kształtuje politykę kredytową, są w istocie oczekiwania nadzorcze: wytyczne dotyczące zarządzania ryzykiem ESG i wymóg posiadania planu transformacji.

Reasumując: dziś to wciąż w większym stopniu raportowanie niż twarda polityka kredytowa, ale kierunek jest przesądzony. W miarę poprawy jakości danych regulacja będzie coraz mocniej przenikać do wyceny ryzyka. Nie z powodów ideologicznych, lecz dlatego, że ekspozycja na koszt emisji czy nieefektywność energetyczną realnie wpływa na zdolność klienta do spłaty.

Jakie branże w Polsce – z perspektywy banku – mogą w średnim okresie zyskać, a które stracić na przyspieszeniu transformacji klimatycznej? Czy widać już przesunięcia strukturalne w popycie na finansowanie?

Muszę powiedzieć, że coraz mniej przekonuje mnie prosty podział na branże „zielone” i „brązowe”. O przyszłości firmy decyduje nie etykieta sektora, lecz model biznesowy i zdolność do dostosowania. Ale skoro mam wskazać kierunki: zyskują przede wszystkim ci, którzy dostarczają infrastrukturę i usługi samej transformacji, czyli energetyka odnawialna, magazynowanie energii, sieci, efektywność energetyczna budynków, gospodarka obiegu zamkniętego. Tracą natomiast modele działania trwale uzależnione od taniej, wysokoemisyjnej energii i pozbawione planu zmiany, od górnictwa węgla po część przemysłu energochłonnego.

AI, fragmentacja świata, wyścig zbrojeń - oto megatrendy, które zmienią biznes

Największym megatrendem jest AI — jeszcze nie zrobiła rewolucji w Polsce, ale stopniowo przeora modele biznesowe, rynek pracy i politykę. W rozmowie z Ernestem Pytlarczykiem, głównym ekonomistą Banku Pekao pada też lista pozostałych „sił tektonicznych”: deglobalizacja, zbrojenia i elektryfikacja życia.

Chciałabym jednak pokazać to z perspektywy banku takiego jak Bank Pocztowy, bo różni się ona od perspektywy banku finansującego ciężki przemysł. My widzimy transformację głównie przez pryzmat detalu oraz mikro i małych firm. W tym ujęciu „wygranymi” są nie wielkie koncerny, lecz lokalni wykonawcy — instalatorzy fotowoltaiki i pomp ciepła, firmy budowlane zajmujące się termomodernizacją, drobne usługi i doradztwo. To często nasi klienci i to oni odczuwają wzrost popytu najwcześniej. „Przegranymi” bywają mikrofirmy silnie wystawione na koszty energii, które nie mają skali ani zasobów, by przeprowadzić własną modernizację.

Ważny jest też wymiar regionalny, dla naszego Banku szczególnie istotny. Skutki transformacji nie rozkładają się równomiernie po mapie Polski. Najmocniej odczują je regiony skoncentrowane wokół górnictwa i energetyki konwencjonalnej. Bank obecny w mniejszych miejscowościach widzi te różnice wcześniej i wyraźniej niż statystyka ogólnokrajowa.

Czy widać przesunięcia w popycie na finansowanie? Tak, choć musze podkreślić, że nie wynikają one głównie z nakazów regulacyjnych. To raczej sami klienci, gospodarstwa domowe i drobni przedsiębiorcy, coraz częściej szukają finansowania inwestycji obniżających ich rachunki za energię. Popyt na fotowoltaikę, magazyny energii, energooszczędne mieszkania czy elektromobilność rośnie nie dlatego, że ktoś go nakazał, lecz dlatego, że stał się po prostu rachunkiem ekonomicznym gospodarstwa domowego.

Czy obserwują Państwo ryzyko, że rosnąca presja na „zielone finansowanie/transformacyjne finansowanie” prowadzi do ograniczenia dostępu kapitału dla tradycyjnych sektorów gospodarki, które nadal odgrywają kluczową rolę w PKB i zatrudnieniu?

W skali polskiego sektora bankowego nie widzę dziś takiego ryzyka, i to z prostego powodu. Wypychanie tradycyjnych branż z dostępu do kapitału groziłoby tylko wtedy, gdyby banki musiały kapitał racjonować. A polski sektor jest nadpłynny. Ograniczeniem nie jest podaż finansowania, lecz popyt na nie. Od strony popytowej sektor bankowy hamują niepewność i ostrożność inwestycyjna firm, a nie „zielona alokacja”. Kiedy tradycyjna firma z realnym projektem przychodzi po kredyt, dostaje go.

To jednak nie znaczy, że problem nie istnieje. Owszem istnieje, tyle że jest źle nazwany. To nie jest wypychanie sektorowe, lecz różnicowanie według wiarygodności planu. Bank nie patrzy na to, czy klient nosi etykietę „zielony” czy „brązowy”, lecz czy potrafi pokazać, jak jego model poradzi sobie z droższą energią i kosztem emisji. Firma tradycyjna z przemyślaną ścieżką modernizacji finansowanie dostanie, firma bez planu, niezależnie od branży, zapłaci wyższą premię za ryzyko. To nie jest decyzja ideologiczna, lecz wycena przyszłych przepływów.

Jaki Państwa zdaniem wpływ na gospodarkę i sektor bankowy będą miały aktywa osierocone, w tym w szczególności cały przemysł wydobywczy?

Zacznijmy od tego, czym aktywo osierocone w istocie jest. To majątek, który traci wartość ekonomiczną szybciej niż zakładano w momencie decyzji inwestycyjnej. Kluczowe są tu słowa: „szybciej niż zakładano”. Sama utrata wartości to normalny element postępu. Problemem staje się dopiero wtedy, gdy następuje gwałtownie i w skali istotnej dla bilansów.

Tak powstaje świat bez zasad. Ekonomista: Kupujemy taniej, a potem się dziwimy

Zrównoważony rozwój brzmi jak hasło z konferencji, ale w praktyce chodzi o coś prostszego: przyzwoitość. Problem w tym, że krótkoterminowy zysk często wypycha ją z biznesu, a konsumenci w kryzysie wybierają „taniej”, nie „odpowiedzialniej”. Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas mówi wprost, co wtedy dzieje się z rynkiem.

W polskim przypadku najostrzejszy scenariusz, tj. gwałtowny szok bilansowy w sektorze bankowym, jest mało prawdopodobny i widać to w 3 wymiarach. Skala: udział górnictwa węgla w zatrudnieniu i wartości dodanej jest stosunkowo niewielki, a problem byłby systemowy tylko wtedy, gdyby chodziło o znaczącą część gospodarki. Czas: wygaszanie tych aktywów trwa od ćwierć wieku, więc nie mamy do czynienia z nagłą zmianą warunków, tylko z procesem, do którego rynek się stopniowo dostosował. Ryzyko kredytowe: nowe projekty w tym segmencie od lat nie znajdują finansowania bankowego, więc ekspozycja sektora już dawno przestała rosnąć. To, co zostało w portfelach, jest „ogonem”, a nie „żywym ryzykiem”.

Ciężar przesuwa się więc w 2 kierunkach. Pierwszy to budżet państwa. Tam, gdzie rynek z finansowania się wycofał, jego rolę przejmują dopłaty publiczne. I to sektor finansów publicznych, a nie banki, ponosi koszt utrzymywania tych aktywów „poza” ich naturalnym cyklem życia. Drugi to wymiar regionalny. Problem aktywów osieroconych nie jest makroekonomiczny, jest lokalny. W kilku powiatach górnictwo to nie ułamek PKB, lecz oś całej gospodarki, sieci dostawców i tożsamości społecznej. Tam wyzwaniem nie jest odpis w bilansie banku, lecz przekwalifikowanie ludzi i odbudowa lokalnego rynku pracy. Rolą banku obecnego w tych miejscowościach jest towarzyszenie tej zmianie, czyli finansowanie nowych, alternatywnych działalności, a nie wycofanie się z regionu.

Czy zrównoważona transformacja może stać się motorem innowacji, czy raczej źródłem utraty konkurencyjności i presji kosztowej?

Może być jednym i drugim. I to nie jest wymijająca odpowiedź. Transformacja sama z siebie nie tworzy innowacji, tworzy popyt na nie. Czy ten popyt zamieni się w realną przewagę, czy tylko w koszt, zależy od tego kto i jak na niego odpowie.

Mechanizm jest klasyczny: presja regulacyjna i kosztowa działa jak przymus poszukiwania. Firma, której rośnie rachunek za energię i koszt emisji, ma silny bodziec by szukać oszczędności, nowych technologii, nowego modelu. Tam, gdzie ten bodziec spotyka się ze zdolnością inwestycyjną, rodzi się modernizacja. Tam, gdzie spotyka się z firmą bez kapitału, kompetencji i dostępu do technologii, zostaje samym kosztem. Transformacja segreguje więc gospodarkę nie na „dobrych” i „złych”, lecz na tych, którzy mają zasoby, by odpowiedzieć na presję, i tych, którzy ich nie mają.

Grzegorz Maliszewski: Transformacja energetyczna to tańszy prąd i bezpieczniejszy kraj, a nie tylko unijne regulacje

Zmiany klimatyczne, rewolucja sztucznej inteligencji i nieubłagane trendy demograficzne – to wyzwania, które w najbliższych latach przemodelują polską gospodarkę. Czy transformacja energetyczna musi oznaczać dla firm wyłącznie rosnące koszty i gąszcz regulacji? Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, przekonuje, że jest wręcz odwrotnie. W wywiadzie dla Bankier.pl wyjaśnia, dlaczego najtańsza energia to ta z OZE, jak banki różnicują koszty kapitału dla firm „zielonych” i „brązowych” oraz co rząd powinien zrobić, by polski biznes nie przegrał wyścigu o innowacyjność.

Z tego wyciągnęłabym jeden mniej oczywisty wniosek. W polskiej debacie zaskakująco często powraca stwierdzenie, że jeśli technologii nie wynaleźliśmy sami, to korzystanie z niej jest jakąś formą porażki. To ekonomicznie nie ma sensu. Literatura wzrostu od dawna pokazuje, że dla krajów na ścieżce konwergencji absorbowanie i sprawne wdrażanie cudzych rozwiązań daje porównywalny wzrost produktywności co rodzime innowacje, a często szybciej i taniej. Linia podziału przebiega więc nie między tymi, którzy wymyślają, a tymi, którzy kupują, lecz między tymi, którzy potrafią wdrożyć szybko, a tymi, którzy zwlekają. Ryzyko utraty konkurencyjności bierze się z ignorowania transformacji, nie z jej przeprowadzania. Oczywiście pod warunkiem, że robi się to w odpowiednim tempie i z rozsądną sekwencją.

Jakie rekomendacje skierowaliby Państwo do firm z gospodarki realnej w Polsce – w jaki sposób powinny przygotowywać się do transformacji, by zminimalizować koszty dostosowania i utrzymać konkurencyjność na rynku?

No cóż, przedsiębiorcy zwykle lepiej znają swój biznes niż ekonomista banku. Mogę jednak wskazać 3 obszary, które widać z perspektywy finansującego.

Po pierwsze, dane przed decyzją. Firma, która przychodzi z prośbą o kredyt na modernizację, ale nie potrafi powiedzieć, ile dziś płaci za energię i jak zmieni się ten rachunek po inwestycji, prosi w istocie, żeby bank uwierzył jej na słowo. To nie jest rozmowa o transformacji, to jest rozmowa o wierze. Pomiar śladu energetycznego i emisyjnego nie jest formalnością. Jest warunkiem prowadzenia jakiejkolwiek sensownej dyskusji o finansowaniu.

Po drugie, transformacja, która finansuje samą siebie. Najgorsze, co firma może zrobić, to zacząć od najdroższego i najbardziej kapitałochłonnego projektu. Najlepsze — zacząć od inwestycji, które szybko obniżają koszty operacyjne (efektywność energetyczna, prosta wymiana źródeł), bo to one uwolnią środki na kolejne etapy. Dobra sekwencja sprawia, że transformacja częściowo finansuje samą siebie i nie wymaga jednego wielkiego zastrzyku kapitału.

Wzrost już nie wystarcza. Ekonomia wchodzi w erę kosztów, które wracają

Przez lata liczyło się jedno: tempo wzrostu. Dziś kluczowe pytanie brzmi – jakim kosztem rośnie gospodarka i czy ten wzrost da się utrzymać. O tym, dlaczego „zrównoważony rozwój” przestał być modnym dodatkiem, a stał się twardą ekonomią ryzyka, energii i kapitału – mówi Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku.

Po trzecie, plan transformacji jest dokumentem finansowym. Firma, której plan klimatyczny daje się przełożyć na wskaźniki przepływów, ryzyka i ekspozycji na koszty regulacyjne, rozmawia z bankiem z zupełnie innej pozycji niż firma, która ma tylko deklarację wartości. Dobry plan transformacji obniża koszt kapitału — to mierzalne, nie symboliczne.

I jeszcze jedna istotna sprawa: najmniejsze firmy nie udźwigną tego w pojedynkę i nie powinny chyba próbować. Mikroprzedsiębiorca nie ma czasu ani zaplecza, by samodzielnie zostać ekspertem od śladu węglowego. Dla niego kluczowe są 2 rzeczy: współpraca (z bankiem, doradcami, w ramach łańcucha dostaw) oraz korzystanie z dostępnych środków publicznych i unijnych, które obniżają koszt wejścia. I tu widzę zmieniającą się rolę banków: nie tylko jako dawców kredytu, ale pośredników, którzy najmniejszemu klientowi pomagają przejść przez proces od prostego kalkulatora po wskazanie wiarygodnego wykonawcy.

Na ile koszty zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej są już „wbudowane” w inflację i prognozy stóp procentowych w Polsce?

Częściowo są, ale rozdzieliłabym to co już działa, od tego, co dopiero przed nami. Wbudowane są koszty rozwiązań już wdrożonych: ceny uprawnień do emisji w obecnym systemie ETS, opłaty i dopłaty widoczne w rachunkach za energię, taryfy regulowane. To wszystko znajduje się już w odczytach inflacji i w projekcjach banku centralnego, bo działa tu i teraz.

Znacznie trudniejsze jest oszacowanie tego, co dopiero ma nastąpić, a sztandarowym przykładem jest ETS2, tj. rozszerzenie handlu emisjami na transport i budynki. Jego potencjalny wpływ na inflację jest istotny, ale projekcje banków centralnych ujmują go ostrożnie albo wcale, i wydaje się że słusznie. Powód jest prozaiczny: dopóki rozwiązanie nie jest przesądzone co do kształtu i terminu, a daty wejścia w życie się przesuwają, wpisywanie konkretnej liczby do prognozy byłoby pozorną precyzją. To czynnik ryzyka, a nie ustalony parametr.

Dodam jeszcze 2 rzeczy, które komplikują obraz. Po pierwsze, część kosztów transformacji w ogóle nie ujawnia się jako jawna inflacja. „Chowa się” w marżach firm, które ponoszą nakłady dostosowawcze, i materializuje dopiero z opóźnieniem. Po drugie, kierunek wpływu zmienia się w czasie. Krótkookresowo transformacja działa proinflacyjnie, bo to koszty inwestycji, modernizacji, droższej energii. W dłuższym horyzoncie może jednak działać odwrotnie: mniejsza zależność od importowanych paliw i niższa wrażliwość na szoki surowcowe ograniczają źródła inflacji. Dla polityki pieniężnej wynika z tego konkretne wyzwanie analityczne.

AI obniży inflację? Ekonomista Credit Agricole wskazuje przełomowy trend w polskiej gospodarce

Rosnące koszty energii, droższe finansowanie dla „brązowych” sektorów, większa rola AI i nowe kryteria oceny klientów przez banki – według Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole zielona transformacja już zmienia polską gospodarkę. Ostrzega on, że część kosztów ESG została już „wbudowana” w inflację i stopy procentowe, a banki coraz mocniej różnicują warunki finansowania w zależności od efektywności energetycznej firm i nieruchomości.

Bank centralny musi odróżnić impuls regulacyjno-kosztowy, który z definicji wygasa, od trwałej presji popytowej, na którą trzeba reagować stopą procentową. To są dwa różne zjawiska, które wyglądają w danych prawie tak samo, a wymagają zupełnie różnych reakcji. Krótkoterminowy efekt transformacji to koszty modernizacji i droższa energia, i to jest impuls przejściowy. Długoterminowy efekt to mniejsza zależność od importu paliw i niższa wrażliwość na szoki surowcowe, czyli coś, co inflację ogranicza. Reagowanie na pierwsze tak, jakby było drugim, byłoby kosztownym błędem.

Czy z perspektywy Pani banku zielona transformacja oznacza docelowo wyższe ceny produktów finansowych dla klientów – wyższe marże, prowizje, droższy kredyt?

Systemowo — nie. Zielona transformacja nie oznacza, że wszyscy klienci zapłacą za kredyt więcej, mimo konieczności dostosowania modeli działania do nowych wymogów regulacyjnych, co przekłada się na dodatkowe nakłady po stronie instytucji finansowych, m.in. w obszarze zarządzania ryzykiem, raportowanie ESG, dostosowania systemów, procesów czy pozyskiwania danych. Oznacza natomiast, że cena finansowania może być różnicowana. To myślę warto wyartykułować: nie chodzi o przesunięcie całego poziomu cen w górę, lecz o rozszerzenie ich rozpiętości.

Z perspektywy Banku Pocztowego, transformacja w kierunku zrównoważonym, nie oznacza automatycznego przenoszenia kosztów tych zmian na klientów, poprzez wyższe marże czy prowizje. Bank zakłada rozwój portfela kredytów niezabezpieczonych dla klientów indywidualnych oraz portfela kredytów dla wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, w tym finansowanie termomodernizacji. W przypadku wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, inwestycje tego typu mogą przekładać się na ograniczenie kosztów eksploatacyjnych, poprawę efektywności energetycznej, co może pozytywnie wpłynąć na profil ryzyka klienta i portfela.

W tym kontekście, koszty dostosowania do wymogów zielonej transformacji będą kompensowane przez dostęp do programów wsparcia dla naszych klientów oraz wzrost efektywności procesów. Zielona transformacja jest traktowana zatem jako kierunek rozwoju i budowania odporności modelu biznesowego, a nie przesłanka do podnoszenia cen produktów finansowych dla klientów.

Banki nie mają też na razie silnych zachęt kapitałowych, aby wyraźnie obniżać cenę dla „zielonych” produktów – na dziś przepisy nie przewidują automatycznego, systemowego obniżania wymogów kapitałowych dla „zielonych” aktywów ani podwyższania ich dla aktywów wysokoemisyjnych. Dlatego dziś przewaga „zielonego” finansowania ma częściowo charakter rynkowy i wizerunkowy, a w pełni „cenowa” stanie się dopiero, gdy ryzyko ESG doczeka się dojrzalszej wyceny.

Czy w portfelu kredytowym banku widać już różnicę w koszcie kapitału i dostępności finansowania między firmami „zielonymi” a „brązowymi”? Jak to wygląda w praktyce?

W przypadku Banku Pocztowego, zróżnicowane oddziaływanie podmiotów „zielonych i „brązowych” na koszt kapitału, czy też zróżnicowanie dostępności finansowania, jest obecnie ograniczone ze względu na specyfikę Banku i jego modelu biznesowego, o którym wspominałam już wcześniej. Bank koncentruje się na finansowaniu klientów detalicznych oraz wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, a skala finansowania przedsiębiorstw pozostaje niewielka. Te założenia zostały również utrzymane w nowej Strategii Banku na lata 2026-2029. Jednocześnie Bank w istniejącym portfelu kredytów dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw, nie posiada istotnych ekspozycji wobec sektorów uznawanych za wysokoemisyjne lub szczególnie narażone na ryzyka transformacyjne.

W praktyce oznacza to, że zależność kosztu kapitału czy dostępności finansowania w zależności od branży działalności, będzie trudna do zauważenia w Banku Pocztowym, inaczej niż w bankach silnie zaangażowanych w finansowanie dużych przedsięwzięć lub branż ryzykownych. Z perspektywy Banku Pocztowego kluczowe jest monitorowanie wpływu transformacji energetycznej i szerzej klimatycznej, na sytuację ekonomiczną klientów detalicznych oraz wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, a nie bezpośrednie różnicowanie finansowania w zależności od sektora działalności czy też zatrudnienia.

Jednocześnie można zauważyć, że na poziomie całego rynku finansowego, rośnie znaczenie czynników ESG w ocenie ryzyka oraz decyzjach inwestorów i instytucji finansowych. W dłuższym okresie może się to przekładać na łatwiejszy dostęp do finansowania dla podmiotów realizujących inwestycje poprawiajcie efektywność energetyczną lub ograniczające emisyjność, podczas gdy działalności bardziej narażone na ryzyka klimatyczne i regulacyjne mogą spotkać się z większą ostrożnością instytucji finansowych.

Niemniej jednak, mimo że w ostatnich latach priorytetem polityk publicznych była przede wszystkim transformacja klimatyczna i energetyczna, to doświadczenia związane z kryzysem energetycznym, wojną na Ukrainie i konfliktem na Bliskim Wschodzie oraz rosnącym znaczeniem bezpieczeństwa surowcowego i obronnego, mogą przyczynić się do tego, iż decyzje inwestycyjne będą musiały równoważyć cele klimatyczne z potrzebą budowania odporności państw i gospodarek. W praktyce może to oznaczać, że ocena poszczególnych sektorów może być bardziej zniuansowana, niż prosty podział na działalności „zielone” i „brązowe”.

Gdyby miała Pani wskazać jeden konkretny postulat do rządu lub regulatorów, który sprawiłby, że zrównoważony rozwój będzie wzmacniał, a nie osłabiał konkurencyjność polskiej gospodarki – co by to było?

Mój postulat brzmi mniej efektownie niż konkretny program czy ulga, ale stawiam go na pierwszym miejscu: stabilna, wieloletnia ścieżka energetyczno-klimatyczna, której nie unieważnia kolejna kampania wyborcza.

Wyjaśnię dlaczego stawiam to ponad pojedyncze instrumenty. Inwestycja w transformację energetyczną ma horyzont, który przekracza nie jedną, ale często 2 lub 3 kadencje parlamentu. Decyzja podjęta w 2026 roku musi się obronić w realiach powiedzmy 2046 roku. Przedsiębiorca i jego bank, którzy nie wiedzą, jaki będzie wtedy miks energetyczny, jakie regulacje i jaki system wsparcia, nie rezygnują z inwestycji — wyceniają tę niepewność jako dodatkowe ryzyko i żądają wyższej premii. Niestabilność reguł gry działa więc dokładnie tak jak podatek, tylko niewidoczny w żadnym budżecie. Płacą go wszyscy uczestnicy transformacji, a wpływy z niego nie trafiają nigdzie — po prostu znikają w postaci nieuruchomionych inwestycji.

Co ważne, stabilność reguł to nie jest synonim niskich ambicji. Można mieć ambitne cele klimatyczne i jednocześnie przewidywalną ścieżkę dochodzenia do nich. To wręcz warunek wzajemny. Najgorszy scenariusz to ten pośredni: cele wysokie, ale ścieżka chaotyczna, z przesuwanymi terminami i zmiennym kierunkiem. Wtedy ponosimy koszty ambicji, nie uzyskując w zamian sygnału inwestycyjnego, który by tę ambicję uprawomocnił.

I jeszcze jedno. Strategia musi jawnie obejmować wymiar społeczny i regionalny. Nie z powodów socjalnych w wąskim rozumieniu, ale dlatego, że transformacja bez poparcia społecznego się zatrzymuje. O tym wspominałam już wcześniej i to w zasadzie obserwujemy w czasie rzeczywistym w niektórych krajach europejskich. Przewidywalność musi obejmować nie tylko inwestora, ale i obywatela, który dostaje rachunek za energię.

Na ile technologie cyfrowe, w tym sztuczna inteligencja i analiza danych ESG, pomagają bankom realnie ocenić ryzyka klimatyczne i społeczne, a na ile generują nowe wyzwania analityczne lub reputacyjne?

Pomagają realnie, ale ich dzisiejsza wartość polega bardziej na porządkowaniu informacji niż na rozstrzyganiu o ryzyku. Dane ESG są z natury rozproszone, niejednolite, często jakościowe i tylko częściowo ustrukturyzowane. Bez narzędzi cyfrowych, tj. modeli językowych, uczenia maszynowego, sprowadzenie ich do postaci na której można cokolwiek policzyć, byłoby praktycznie niewykonalne. W tym sensie technologia jest dla banków warunkiem wejścia, a nie wygodnym dodatkiem.

Jednocześnie pojawia się wyzwanie, które uważam za najpoważniejsze: AI potrafi dawać złudzenie precyzji. Być może to się z czasem zmieni, ale aktualnie model potrafi zwrócić konkretną liczbę z pozorną pewnością nawet wtedy, gdy dane wejściowe są słabe, niekompletne albo oparte na przybliżeniach. Zasada „śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu” w obszarze ESG obowiązuje ze szczególną mocą. Bo nawet relatywnie dojrzała metryka, jaką jest ślad węglowy, opiera się na łańcuchu założeń i szacunków. Ryzyko polega więc nie na tym, że model się myli, lecz na tym, że myli się w sposób przekonująco wyglądający.

Stąd 3 konkretne wyzwania, które można wymienić. Pierwsze to wytłumaczalność: jeśli decyzja kredytowa opiera się na modelu, którego logiki nie potrafimy wyjaśnić klientowi i nadzorcy, sama w sobie staje się źródłem ryzyka regulacyjnego. Drugie to reputacja: błędna klasyfikacja może oznaczać zarzut greenwashingu albo niesłuszną odmowę finansowania, a oba scenariusze są kosztowne wizerunkowo. I trzecie to utrwalanie nierówności: model uczony na danych historycznych może powielać istniejące różnice regionalne czy społeczne.

Dlatego podejście banków da się streścić jednym zdaniem: technologia ma wspierać decyzje, a nie przejmować odpowiedzialność za nie. Automatyzacja — tak, ale pod warunkiem walidacji modeli, audytowalności i zachowania ostatniego słowa po stronie człowieka.

O POLSIF

Sustainable Investment Forum Poland (POLSIF) jest niezależną organizacją pozarządową, której celem jest przyczynianie się do wzrostu wartości i jakości zrównoważonych inwestycji i finansów w Polsce. POLSIF tworzy ponad 170 przedstawicieli i przedstawicielek wiodących towarzystw funduszy inwestycyjnych, banków, funduszy private equity, organizacji i izb branżowych oraz świata naukowego, 100 współpracujących ekspertów i ekspertek, a także kilkadziesiąt instytucji z branży finansowej i inwestycyjnej.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Akcje Seven & i spadły po fiasku rozmów w sprawie inwestycji w Żabkę
Andrzej Stec
Andrzej Stec
redaktor naczelny Bankier.pl

Redaktor naczelny Bankier.pl. Do grudnia 2023 roku zarządzał newsroomem ekonomicznym w Gremi Media, gdzie od 2012 roku był redaktorem naczelnym „Parkietu”, a od 2016 roku również zastępcą redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”. Wcześniej przez pięć lat pełnił funkcję redaktora działu Puls Inwestora w „Pulsie Biznesu”, a w latach 2000-2007 pracował jako dziennikarz działu gospodarczego „Gazety Wyborczej”. Jest laureatem wielu dziennikarskich nagród. Był nominowany do nagrody Grand Press oraz uznany najlepszym dziennikarzem ubezpieczeniowym 2007 r. przez Polską Izbę Ubezpieczeniową. W 2022 roku został laureatem konkursu im. Władysława Grabskiego w kategorii Najlepszy wywiad, a w listopadzie 2023 r. Rada Programowa Kongresu Gospodarki Elektronicznej przyznała mu tytuł Dziennikarza roku. Jest maklerem papierów wartościowych. Pracował w BM Banku BPH. W latach 2010-2012 roku był członkiem zarządu, a następnie członkiem Rady w Związku Maklerów i Doradców.

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (4)

dodaj komentarz
to_i_owo
Kolejny z serii artykułów propagujących OZE i Zielony Ład

A co do tezy że "Gospodarka może rosnąć szybko, a jednocześnie być krucha"
to oczywiste
Najpierw marnotrawi się środki na Zielony ład/OZE a potem ma się kruchą gospodarkę z drogą energią i miliardami regulacji i certyfikatów dotyczącej każdej podkładki pod śrubkę
tomitomi
Pan Stec ? - za stosowanie senzury - bez komentarza , dla zasięgów !
bt5
Jako technik elektroenergetyk z wykształcenia musze panią ekonomistkę rozczarować. Zielona energia nigdy nie bedzie tania. Bo ze względu na jej niesterowalność musza byc zapeiwnione drugie moce rezerowoe sterowalne. Czyli jakby nie liczył to inswetycja kosztuje 2 x czyli w najlepszym przypadku prąd kosztuje 2x tyle nie normalny nie Jako technik elektroenergetyk z wykształcenia musze panią ekonomistkę rozczarować. Zielona energia nigdy nie bedzie tania. Bo ze względu na jej niesterowalność musza byc zapeiwnione drugie moce rezerowoe sterowalne. Czyli jakby nie liczył to inswetycja kosztuje 2 x czyli w najlepszym przypadku prąd kosztuje 2x tyle nie normalny nie zielony. Dodajmy z Polska ma janwiększe złoza węgla na świece i niewykorzystywanie ich jest chore .Dalej mozna się do pani ekonomistki przyczepicże o jaki ona niskim bezrobociu mówi skoro na YT az się roi od płaczy młodziezy i nie tylko młodziezy że setki i tyciace wysłanych cv i nic. Ludzie nawet nie mogą dostac pracyt w sklepie, sprzataniu, fast foodzie bo zawsze jest kilkadziesiat zgłoszen.
to_i_owo
To oczywiste
OZE może, zaznaczam może, ma rację bytu np w Maroku albo u Saudów
Mają pewne ~12h/dzień 365dni/rok słońca czyli stabilnie i powtarzalnie, można pod to coś sensownie zaprojektować
U nas albo wieje albo nie, a czasem za mocno, świeci albo nie, do tego 1/2 roku nawet jak świeci to krótko i niewydajnie...

Powiązane: Tylko u nas

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki