Przez lata liczyło się jedno: tempo wzrostu. Dziś kluczowe pytanie brzmi – jakim kosztem rośnie gospodarka i czy ten wzrost da się utrzymać. O tym, dlaczego „zrównoważony rozwój” przestał być modnym dodatkiem, a stał się twardą ekonomią ryzyka, energii i kapitału – mówi Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku.


Zapraszamy na cykl rozmów POLSIF i Bankier.pl z głównymi ekonomistami banków na temat wpływu zrównoważonego rozwoju na transformację i konkurencyjność polskiej gospodarki, firm oraz sektora bankowego.
Celem projektu jest pogłębienie wiedzy na temat postrzegania przez głównych ekonomistów banków wpływu zrównoważonego rozwoju na polską gospodarkę, przedsiębiorstwa i sektor bankowy.
Robert Sroka, członek zarządu POLSIF; Andrzej Stec, redaktor naczelny Bankier.pl
Robert Sroka, Andrzej Stec: Dlaczego w ostatnich latach do koncepcji rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”?
Agata Filipowicz-Rybicka, główny ekonomista Alior Bank: Przez długi czas wystarczało nam pytanie, czy gospodarka rośnie. Dziś coraz wyraźniej widać, że równie ważne jest pytanie, jakim kosztem rośnie i jak trwały jest ten wzrost. W praktyce przymiotnik „zrównoważony” pojawił się wtedy, gdy zaczęliśmy dostrzegać, że część kosztów rozwoju była po prostu wypychana poza rachunek ekonomiczny - do środowiska, do zdrowia publicznego, do finansów państwa, a czasem także do przyszłych pokoleń. Teraz te koszty wracają do gospodarki w postaci cen energii, regulacji, strat klimatycznych, kosztów dostosowania i wyższego ryzyka inwestycyjnego.
W polskich warunkach to pojęcie ma jeszcze jeden, bardzo praktyczny wymiar. Kończy się model konkurencyjności oparty wyłącznie na relatywnie taniej pracy, taniej energii i niskim koszcie środowiskowym. Coraz większą rolę odgrywają odporność na szoki, bezpieczeństwo energetyczne, produktywność i zdolność firm do finansowania modernizacji. Dlatego zrównoważony rozwój nie jest dziś dodatkiem do klasycznej ekonomii, tylko próbą odpowiedzi na pytanie, jak utrzymać wzrost w świecie, który stał się droższy, bardziej niestabilny i bardziej wymagający.
Zrównoważony rozwój doczekał się operacjonalizacji na poziomie działań nie tylko środowiskowych, ale też społecznych i zarządczych. Z tym związany jest skrót ESG. Część E każdy łatwo rozszyfrowuje, ale co tam robi S i G?

Najprościej mówiąc, „S” i „G” to warunki wykonalności transformacji. O środowisku mówi się najwięcej, bo to ono jest najbardziej widoczne w debacie publicznej. Ale sama ambicja klimatyczna nie wystarczy, jeśli firma nie ma ludzi, kompetencji, stabilnych relacji z pracownikami i otoczeniem społecznym. Właśnie o tym jest „S” — o tym, czy przedsiębiorstwo potrafi funkcjonować i zmieniać się w sposób, który nie rozsypuje mu modelu operacyjnego. W kraju starzejącym się tak szybko jak Polska ten wymiar będzie tylko zyskiwał na znaczeniu.
„G”, czyli governance, jest równie ważne, bo transformacja nie dzieje się sama. To nie jest wyłącznie kwestia wartości czy etyki zarządzania, ale bardzo konkretnej zdolności - czy zarząd umie przeprowadzić firmę przez kosztowną, wieloletnią zmianę modelu biznesowego, nie tracąc kontroli nad ryzykiem, płynnością i wiarygodnością. Z perspektywy banku „G” jest więc pytaniem o jakość decyzji, przejrzystość, odpowiedzialność i zdolność dowożenia planów inwestycyjnych. Bez tego nawet najlepsze deklaracje klimatyczne pozostaną prezentacją, a nie strategią.
"Ten pociąg już odjechał". Ekonomista mBanku ostrzega rząd i firmy przed spowalnianiem zmian
Dlaczego w ostatnich latach do koncepcji rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”?
Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku: Możemy wymienić tutaj dwa powody.
Po pierwsze: fizyczne (naukowe) – ziemia nie jest z gumy. Wzrost zaczął zjadać własny ogon wyczerpując ograniczone zasoby, które przez dziesięciolecia były uznawane za nieograniczone. W efekcie wzrosły nie tylko mierzalne ryzyka dla działalności gospodarczej, ale też skala środków finansowych, które trzeba poświęcić na przeciwdziałanie ich skutkom.
Zrównoważenie to z jednej strony próba pokazania kosztów działalności gospodarczej, które do tej pory nie były widziane w rachunku ekonomicznym, a z drugiej formuła, która przynajmniej z punktu widzenia dzisiejszej wiedzy daje szansę na odwrócenie niekorzystnych zjawisk, które wzrost gospodarczy uruchomił jako produkt uboczny, efekt zewnętrzny. Tzw. granice planetarne dobrze pokazują co w międzyczasie udało się popsuć.
Jakie Państwo identyfikujecie najważniejsze trendy społeczne, zarządcze i środowiskowe wpływające na polską gospodarkę, a w szczególności na sektor finansowy?
Największa zmiana polega dziś na tym, że zmienia się profil ryzyka w gospodarce. Kiedyś kluczowe były przede wszystkim klasyczne wskaźniki finansowe. Dziś coraz większe znaczenie mają również koszt i dostępność energii, zdolność firmy do poprawy efektywności, odporność łańcucha dostaw, jakość danych, dostęp do pracowników i wrażliwość na regulacje. To nie są już kwestie poboczne — one wchodzą do oceny konkurencyjności i ryzyka kredytowego.
Od strony środowiskowej najważniejsze są dla Polski transformacja energetyczna, rosnące koszty emisji, konieczność modernizacji energochłonnych procesów oraz coraz częstsze zjawiska pogodowe wpływające na majątek i działalność firm. Od strony społecznej kluczowe są demografia, malejąca dostępność pracowników i presja na wzrost produktywności. Z kolei od strony zarządczej coraz większego znaczenia nabierają jakość danych, zdolność raportowania i zarządzanie procesem zmian, bo w praktyce to one decydują, czy firma będzie dla finansującego partnera wiarygodna. Dla sektora bankowego oznacza to przesunięcie z myślenia „czy klient jest rentowny dziś” do pytania „czy jego model biznesowy pozostanie rentowny także za kilka lat”.
Jak oceniają Państwo wpływ nowych technologii, w tym rozwój sztucznej inteligencji na transformację polskiej gospodarki? Jakie z perspektywy banków dostrzegają Państwo wpływ tych technologii na zmiany społeczne i gospodarcze?
W polskich warunkach pytanie nie brzmi dziś, kto stworzy najbardziej zaawansowany model AI na świecie, tylko kto szybciej przełoży technologię na codzienną produktywność procesów. To właśnie tu widzę największy potencjał - w automatyzacji powtarzalnych zadań, szybszym przetwarzaniu informacji, lepszym wykorzystaniu danych i skracaniu czasu decyzji. Dla gospodarki, która starzeje się i będzie miała prawdopodobnie coraz mniej pracowników, to może być jeden z najważniejszych mechanizmów kompensujących presję demograficzną. Z punktu widzenia Polski, a więc gospodarki, która ma dość mocno rozwinięte usługi biznesowe czy też IT, istotne jest też pytanie czy globalna implementacja AI nie przejmie istotnej części wartości dodanej, którą realizowali polscy pracownicy.
Z punktu widzenia banków największa wartość AI nie wynika z samego algorytmu, tylko z połączenia technologii z danymi i procesem decyzyjnym. To oznacza lepszą analizę ryzyka, sprawniejsze wykrywanie nadużyć, szybszą obsługę klienta czy większą efektywność operacyjną. Ale druga strona medalu jest równie istotna. Bez wysokiej jakości danych, walidacji modeli i silnej kontroli nad procesem decyzyjnym AI może dawać pozór precyzji. Dlatego traktowałabym ją jako narzędzie wzmacniające decyzje, a nie zastępujące odpowiedzialność za decyzję.
Gorzka diagnoza dla polskiego biznesu. Niskie marże i brak ludzi, transformacja schodzi na dalszy plan
Czy „zrównoważony” to tylko przymiotnik, czy nowa logika gospodarki? W ramach naszego cyklu rozmów z ekonomistami polskich banków Leszek Kąsek z ING Banku Śląskiego tłumaczy, jak energia, regulacje (ETS/CSRD), demografia i AI zmieniają warunki gry dla firm i banków — i dlaczego ETS2 może stać się kolejnym szokiem cenowym.
Najwięcej dzieje się w trendach środowiskowych. Jakie konkretne decyzje strategiczne, zmiany w strukturze portfeli lub produktach Państwa bank już wprowadził?
W praktyce wdrażamy podejście dwutorowe. Z jednej strony rozwijamy finansowanie inwestycji, które realnie poprawiają efektywność energetyczną, obniżają emisyjność i zwiększają odporność firm na szoki kosztowe. Z drugiej strony coraz mocniej pracujemy sektorowo — to znaczy patrzymy nie tylko na pojedynczą transakcję, ale na to, jak poszczególne branże będą funkcjonowały w świecie droższej energii, wyższych wymagań regulacyjnych i większej zmienności otoczenia.
Operacyjnie oznacza to włączanie czynników ESG do procesu kredytowego, rozwijanie produktów powiązanych z celami transformacyjnymi, lepszy pomiar ekspozycji na ryzyka klimatyczne i większy nacisk na dane potrzebne do oceny przyszłej odporności klienta. Coraz mniej chodzi o samą etykietę „zielone”, a coraz bardziej o to, czy projekt poprawia ekonomikę działalności klienta i zmniejsza jego wrażliwość na przyszłe koszty energii, emisji czy regulacji.
Jak oceniają Państwo krótkoterminowy i długoterminowy wpływ europejskiej i polskiej polityki zrównoważonego rozwoju na dynamikę gospodarki Polski – czy przynosi ona realne impulsy wzrostowe, czy raczej zwiększa koszty i ryzyka dla sektora przedsiębiorstw?
Najważniejszy podział nie przebiega dziś między zwolennikami wzrostu i zwolennikami transformacji, tylko między dobrą i złą sekwencją zmian. W krótkim okresie transformacja z natury rzeczy podnosi koszty, ponieważ wymaga inwestycji, dostosowań, raportowania i często zmusza firmy do działania szybciej, niż same by chciały. Jeżeli te koszty rosną szybciej niż dostępność infrastruktury, finansowania i technologii, efekt jest prokosztowy i osłabia konkurencyjność.
W dłuższym horyzoncie bilans zależy jednak od jakości polityki gospodarczej i przewidywalności regulacyjnej. Dobrze zaprojektowana transformacja może podnosić produktywność, obniżać energochłonność, wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne i poprawiać odporność gospodarki na szoki zewnętrzne. Źle zaprojektowana będzie tylko źródłem kosztów. Z perspektywy Polski kluczowe jest więc nie samo tempo zmian, ale to czy jest skoordynowane. Czy towarzyszą mu inwestycje w sieci, efektywność, magazynowanie energii i zdolność krajowych firm do uczestnictwa w tym procesie.
W kontekście długoterminowym, szczególnie za prezydentury D. Trumpa, zdecydowanie mocno wybrzmiewają też pytania o bilans kosztów i zysków transformacji dla Europy. UE nie napędza wzrostu globalnych emisji. Jeśli inne kraje będą to robić to sam rachunek ekonomiczny w długim terminie może być niekorzystny dla UE. Poniesie koszty transformacji, a nie będzie miała korzyści z poprawy warunków klimatycznych. W międzyczasie będzie dodatkowo konkurować na nierównych zasadach z rywalami gospodarczymi. Na poziomie unijnym widać obecnie refleksję nad tym zjawiskiem. Polska jest w wymagającym otoczeniu w tej sytuacji i próbuje lobbować na rzecz łagodzenia warunków transformacji wewnątrz UE.
Tak powstaje świat bez zasad. Ekonomista: Kupujemy taniej, a potem się dziwimy
Zrównoważony rozwój brzmi jak hasło z konferencji, ale w praktyce chodzi o coś prostszego: przyzwoitość. Problem w tym, że krótkoterminowy zysk często wypycha ją z biznesu, a konsumenci w kryzysie wybierają „taniej”, nie „odpowiedzialniej”. Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas mówi wprost, co wtedy dzieje się z rynkiem.
W jakim stopniu wymogi regulacyjne, takie jak taksonomia UE, CSRD czy ETS, faktycznie wpływają dziś na politykę kredytową i portfel aktywów banków, a w jakim pozostają głównie kwestią formalnego raportowania?
To już nie jest wyłącznie kwestia raportowa. Oczywiście jesteśmy nadal w okresie przejściowym i jakość danych bywa nierówna, ale te regulacje coraz wyraźniej wpływają na praktykę bankową. Przekładają się na to, jakich informacji bank oczekuje od klienta, jak ocenia jego plan inwestycyjny, jakie parametry bierze pod uwagę w analizie transakcji i jak patrzy na ryzyko w dłuższym horyzoncie.
Innymi słowy raportowanie jest punktem wyjścia, ale skutki sięgają dalej — do wymagań informacyjnych, polityki ryzyka i pricingu. W coraz większym stopniu różnica między klientami nie polega na tym, kto lepiej opowiada o ESG, ale kto potrafi pokazać wiarygodne dane i realistyczny plan dostosowania. Dla banku to ma bezpośrednie znaczenie, bo wpływa na przewidywalność przyszłych przepływów pieniężnych i odporność modelu biznesowego klienta.
Jakie branże w Polsce – z perspektywy banku – mogą w średnim okresie zyskać, a które stracić na przyspieszeniu transformacji klimatycznej? Czy widać już przesunięcia strukturalne w popycie na finansowanie?
Coraz mniej patrzyłabym na to przez prosty podział na branże „zielone” i „brązowe”, a coraz bardziej przez pryzmat modeli biznesowych. Zyskują przede wszystkim te firmy, które potrafią ograniczać energochłonność, poprawiać efektywność, lepiej zarządzać źródłami energii i pokazać plan inwestycyjny, który da się sfinansować. Oczywiście są sektory naturalnie korzystające z transformacji — OZE, efektywność energetyczna, modernizacja budynków, wybrane segmenty automatyzacji, infrastruktura energetyczna czy gospodarka obiegu zamkniętego — ale także w tradycyjnych branżach można budować przewagę, jeśli ma się wiarygodną ścieżkę dostosowania.
Tracić będą natomiast nie tyle „brązowe sektory” jako takie, ile te modele działania, które pozostaną wysokoemisyjne, nieprzystosowane i pozbawione planu modernizacji. Z punktu widzenia banku to właśnie brak takiego planu staje się coraz częściej źródłem ryzyka. Przesunięcia w popycie na finansowanie już są widoczne, ale nie wynikają wyłącznie z regulacji. Coraz częściej to sami przedsiębiorcy szukają finansowania dla projektów, które obniżają koszt energii, poprawiają przewidywalność marży i wzmacniają odporność operacyjną.
Grzegorz Maliszewski: Transformacja energetyczna to tańszy prąd i bezpieczniejszy kraj, a nie tylko unijne regulacje
Zmiany klimatyczne, rewolucja sztucznej inteligencji i nieubłagane trendy demograficzne – to wyzwania, które w najbliższych latach przemodelują polską gospodarkę. Czy transformacja energetyczna musi oznaczać dla firm wyłącznie rosnące koszty i gąszcz regulacji? Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, przekonuje, że jest wręcz odwrotnie. W wywiadzie dla Bankier.pl wyjaśnia, dlaczego najtańsza energia to ta z OZE, jak banki różnicują koszty kapitału dla firm „zielonych” i „brązowych” oraz co rząd powinien zrobić, by polski biznes nie przegrał wyścigu o innowacyjność.
Czy obserwują Państwo ryzyko, że rosnąca presja na „zielone finansowanie/transformacyjne finansowanie” prowadzi do ograniczenia dostępu kapitału dla tradycyjnych sektorów gospodarki, które nadal odgrywają kluczową rolę w PKB i zatrudnieniu?
Takie ryzyko istnieje tylko wtedy, gdy podejdziemy do transformacji zero-jedynkowo. W praktyce gospodarka nie zmienia się skokowo — zmienia się etapami. Dlatego z perspektywy banku kluczowe nie jest to, czy klient działa dziś w sektorze uznawanym za „zielony”, ale czy potrafi pokazać, w jaki sposób będzie obniżał swoją wrażliwość na koszty energii, emisji i regulacji. Finansowanie powinno wspierać realną transformację gospodarki, a nie tworzyć sztuczny podział na firmy „dobre” i „złe”.
Nie widzę dziś oznak, żeby cały sektor finansowy odcinał tradycyjne branże od kapitału. Większym problemem jest raczej to, że część firm z tych sektorów nadal nie ma wystarczająco konkretnych planów inwestycyjnych i zbyt późno zaczyna porządkować dane potrzebne do rozmowy z finansującym. W przyszłości dostęp do kapitału będzie więc różnicowany nie tyle według etykiety sektorowej, ile według jakości strategii dostosowania i przewidywalności modelu biznesowego.
Jaki Państwa zdaniem wpływ na gospodarkę i sektor bankowy będą miały aktywa osierocone, w tym w szczególności cały przemysł wydobywczy?
Aktywa osierocone to w gruncie rzeczy majątek, którego ekonomiczna użyteczność spada szybciej, niż zakładano przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej. Z perspektywy gospodarki oznacza to konieczność restrukturyzacji, przekwalifikowania pracowników, dostosowania regionów i pogodzenia się z tym, że część kapitału została ulokowana w modelach, które tracą trwałość ekonomiczną. To nie jest wyłącznie temat klimatyczny — to temat alokacji kapitału i kosztu błędnej oceny przyszłości.
Dla sektora bankowego aktywa osierocone oznaczają przede wszystkim ryzyko kredytowe, ryzyko wartości zabezpieczeń i potrzebę ostrożniejszej oceny przepływów pieniężnych w branżach przechodzących głęboką zmianę. Kluczowe staje się tu pytanie, czy dany podmiot ma plan transformacji, czy też liczy wyłącznie na odsuwanie problemu w czasie. Właśnie dlatego w ocenie bankowej coraz większe znaczenie ma nie tylko bieżąca rentowność, ale także zdolność przedsiębiorstwa do zmiany profilu działalności.
AI, fragmentacja świata, wyścig zbrojeń - oto megatrendy, które zmienią biznes
Największym megatrendem jest AI — jeszcze nie zrobiła rewolucji w Polsce, ale stopniowo przeora modele biznesowe, rynek pracy i politykę. W rozmowie z Ernestem Pytlarczykiem, głównym ekonomistą Banku Pekao pada też lista pozostałych „sił tektonicznych”: deglobalizacja, zbrojenia i elektryfikacja życia.
Czy zrównoważona transformacja może stać się motorem innowacji, czy raczej źródłem utraty konkurencyjności i presji kosztowej?
Może być jednym i drugim, ale nie automatycznie. Sama transformacja nie gwarantuje jeszcze innowacyjności — ona co najwyżej tworzy popyt na nowe rozwiązania. O tym, czy stanie się źródłem przewagi konkurencyjnej, zdecyduje to, czy firmy potraktują ją jako impuls do modernizacji technologicznej, poprawy produktywności i budowy nowych kompetencji. Jeśli transformacja sprowadzi się wyłącznie do kosztów administracyjnych i dostosowawczych, efekt będzie prokosztowy. Jeśli wymusi inwestycje w efektywność, automatyzację i zmianę modelu działania, może stać się źródłem trwałej poprawy konkurencyjności.
W polskich warunkach ważne jest jeszcze coś więcej - nie wystarczy tylko kupować gotowych technologii. Jeśli chcemy, by transformacja wzmacniała gospodarkę, a nie tylko zwiększała import, musimy budować własne nisze kompetencyjne i przemysłowe tam, gdzie mamy szansę na przewagę. Inaczej pozostaniemy rynkiem wdrożeń, ale nie rynkiem wartości dodanej. To właśnie tutaj przebiega granica między transformacją jako kosztem a transformacją jako szansą.
Oczywiście pozostaje jeszcze aspekt przebiegu transformacji w innych częściach globu, o którym już zostało wcześniej wspomniane. Trzeba uwzględniać trajektorię zmian w tym obszarze planując tempo transformacji w UE.
Jakie rekomendacje skierowaliby Państwo do firm z gospodarki realnej w Polsce – w jaki sposób powinny przygotowywać się do transformacji, by zminimalizować koszty dostosowania i utrzymać konkurencyjność na rynku?
Firmy powinny zacząć nie od deklaracji, ale od policzenia, które inwestycje najszybciej zmniejszają ich wrażliwość na ceny energii i poprawiają przewidywalność marży. Czyli najpierw bilans energetyczno-emisyjny, potem hierarchia projektów według wpływu na koszty, przepływy pieniężne i możliwość finansowania. Transformacja będzie wiarygodna wtedy, gdy plan środowiskowy będzie jednocześnie planem operacyjnym i finansowym.
Drugi element to dane. Coraz częściej o dostępie do kapitału nie decyduje sam kierunek deklaracji, lecz jakość informacji, które firma potrafi przedstawić bankowi, inwestorowi czy kontrahentowi. Trzeci to sekwencja działań - warto zaczynać od projektów, które szybko poprawiają efektywność i uwalniają środki na kolejne etapy zmian. Firmy, które potraktują transformację jako element zarządzania kosztem, ryzykiem i produktywnością, będą w lepszej pozycji niż te, które uznają ją wyłącznie za zewnętrzny obowiązek regulacyjny.
"Bez stabilizacji cen energii grozi nam debata o polexicie". Arak ostrzega rząd
Transformacja pod lupą: jak zrównoważony rozwój zmienia gospodarkę i sektor bankowy? Oto głos ekonomistów banków. Oto druga naszego cyklu i rozmowa z Piotrem Arakiem, głównym ekonomistą VeloBanku.
Jak zaznacza rozmówca, "warto maksymalnie – przy zachowaniu bezpieczeństwa – uprościć i przyspieszyć proces realizacji projektów lądowych w Polsce oraz wykorzystać wszystkie dostępne, legalne mechanizmy w ramach prawa UE do ograniczania cen energii. Bez takiego pragmatycznego podejścia ryzykujemy, że mechaniczne kopiowanie ścieżek transformacji innych państw doprowadzi do narastania napięć społecznych i coraz głośniejszej debaty o polexicie".
Na ile koszty zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej są już „wbudowane” w inflację i prognozy stóp procentowych w Polsce?
Te koszty są już częściowo obecne w gospodarce, choć trudno je precyzyjnie wyodrębnić. Widać je w cenach energii, w kosztach modernizacji, w usługach inżynieryjnych, w materiale inwestycyjnym i w rosnących potrzebach kapitałowych części sektorów. W krótkim okresie transformacja może działać proinflacyjnie, bo wymaga nakładów i podnosi koszty dostosowania. Ale nie można patrzeć na to wyłącznie przez pryzmat pierwszego efektu cenowego.
Jeśli w średnim terminie transformacja prowadzi do niższej energochłonności, większej stabilności cen energii i poprawy bilansu zewnętrznego, jej wpływ może stać się bardziej neutralny, a nawet dezinflacyjny. Z punktu widzenia stóp procentowych znaczenie ma więc nie tylko sam koszt inwestycji, ale to, czy przekłada się on na trwałą poprawę podaży, produktywności i odporności gospodarki. Innymi słowy: transformacja może podnosić inflację dziś, ale ograniczać jej źródła jutro.
Czy z perspektywy Pani banku zielona transformacja oznacza docelowo wyższe ceny produktów finansowych dla klientów – wyższe marże, prowizje, droższy kredyt?
Nie musi oznaczać systemowo wyższych cen dla wszystkich klientów. Oczywiście banki ponoszą rosnące koszty regulacyjne, analityczne i związane z modelowaniem ryzyka, ale równocześnie rozwija się konkurencja w obszarze finansowania transformacyjnego, pojawiają się preferencyjne źródła kapitału i lepsze możliwości strukturyzowania finansowania dla projektów dobrze przygotowanych.
W praktyce cena finansowania będzie coraz mocniej zależała od jakości planu transformacji i odporności modelu biznesowego klienta. Firma, która potrafi pokazać, że inwestycja obniży jej koszty, poprawi stabilność działalności i zmniejszy ryzyko regulacyjne, będzie miała silniejsze argumenty w rozmowie o warunkach finansowania. Wyższy koszt będzie częściej dotyczył nie „brązowości” samej w sobie, ale braku planu, danych i przewidywalności.
Czy w portfelu kredytowym banku widać już różnicę w koszcie kapitału i dostępności finansowania między firmami „zielonymi” a „brązowymi”? Jak to wygląda w praktyce?
Coraz wyraźniej widać różnicę, ale nie sprowadzałabym jej do prostego podziału na firmy „zielone” i „brązowe”. W praktyce bank ocenia dziś nie tylko bieżącą kondycję klienta, ale także to, jak jego model biznesowy będzie funkcjonował przy wyższych cenach energii, rosnących wymaganiach regulacyjnych i zmieniających się preferencjach rynkowych. To oznacza, że znaczenia nabiera nie sama etykieta, lecz jakość planu transformacyjnego.
Najłatwiejszy dostęp do finansowania mają więc te projekty i te firmy, które potrafią wiarygodnie pokazać kierunek zmian, harmonogram inwestycji i ich wpływ na wyniki finansowe. Z kolei tam, gdzie tego planu nie ma, rośnie premia za ryzyko. W praktyce oznacza to coraz większe różnicowanie warunków finansowania nie według etykiety, ale według jakości przygotowania klienta do świata po transformacji.
Gorzka diagnoza UE. Ekspert ING: Uzależnienie od Chin zaszło za daleko i dziś za to płacimy
Czy „zrównoważony” to tylko przymiotnik, czy nowa logika gospodarki? W ramach naszego cyklu rozmów z ekonomistami polskich banków Leszek Kąsek z ING Banku Śląskiego tłumaczy, jak energia, regulacje (ETS/CSRD), demografia i AI zmieniają warunki gry dla firm i banków — i dlaczego ETS2 może stać się kolejnym szokiem cenowym.
Gdyby miała Pani wskazać jeden konkretny postulat do rządu lub regulatorów, który sprawiłby, że zrównoważony rozwój będzie wzmacniał, a nie osłabiał konkurencyjność polskiej gospodarki – co by to było?
Gdybym miała wskazać jeden postulat, byłoby to przyspieszenie i uporządkowanie inwestycji sieciowych oraz procesu przyłączeń. O konkurencyjności gospodarki coraz częściej decyduje nie tylko cena energii, ale także jej dostępność, przewidywalność i możliwość podłączenia nowych mocy lub nowych inwestycji. Bez sprawnej infrastruktury nawet najlepsze strategie transformacyjne firm pozostaną na papierze.
Polskie firmy poradzą sobie z wieloma kosztami, jeśli dostaną jasne warunki gry i realną możliwość działania. Największym ryzykiem jest dziś sytuacja, w której wymagania wobec przedsiębiorstw rosną szybciej niż zdolność systemu do ich obsługi. Dlatego dla mnie kluczowe nie jest już tylko przewidywalne prawo, ale stworzenie takich warunków infrastrukturalnych, które pozwolą transformację rzeczywiście przeprowadzić.
Na ile technologie cyfrowe, w tym sztuczna inteligencja i analiza danych ESG, pomagają bankom realnie ocenić ryzyka klimatyczne i społeczne, a na ile generują nowe wyzwania analityczne lub reputacyjne?
Technologie cyfrowe bardzo pomagają, ale ich największa wartość polega dziś bardziej na porządkowaniu i integrowaniu informacji niż na automatycznym rozwiązywaniu problemu ryzyka ESG. Dane klimatyczne i społeczne są często rozproszone, niejednolite i częściowo nieustrukturyzowane, więc narzędzia analityczne i AI mogą znacząco poprawić ich użyteczność. To pozwala szybciej budować obraz ekspozycji klienta na ryzyka fizyczne, regulacyjne czy operacyjne.
Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się największe wyzwanie. AI może dawać wrażenie wysokiej precyzji nawet wtedy, gdy dane wejściowe są słabe, nieporównywalne albo oparte na przybliżeniach. Z punktu widzenia banków oznacza to konieczność bardzo ostrożnego podejścia do walidacji modeli, audytu i odpowiedzialności za decyzję. Innymi słowy technologia jest potrzebna, ale nie zastąpi jakości danych, zdrowego osądu i przejrzystego procesu decyzyjnego.
O POLSIF
Sustainable Investment Forum Poland (POLSIF) jest niezależną organizacją pozarządową, której celem jest przyczynianie się do wzrostu wartości i jakości zrównoważonych inwestycji i finansów w Polsce. POLSIF tworzy ponad 170 przedstawicieli i przedstawicielek wiodących towarzystw funduszy inwestycyjnych, banków, funduszy private equity, organizacji i izb branżowych oraz świata naukowego, 100 współpracujących ekspertów i ekspertek, a także kilkadziesiąt instytucji z branży finansowej i inwestycyjnej.






























































