Rosnące koszty energii, droższe finansowanie dla „brązowych” sektorów, większa rola AI i nowe kryteria oceny klientów przez banki – według Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole zielona transformacja już zmienia polską gospodarkę. Ostrzega on, że część kosztów ESG została już „wbudowana” w inflację i stopy procentowe, a banki coraz mocniej różnicują warunki finansowania w zależności od efektywności energetycznej firm i nieruchomości.


Zapraszamy na cykl rozmów POLSIF i Bankier.pl z głównymi ekonomistami banków na temat wpływu zrównoważonego rozwoju na transformację i konkurencyjność polskiej gospodarki, firm oraz sektora bankowego.
Celem projektu jest pogłębienie wiedzy na temat postrzegania przez głównych ekonomistów banków wpływu zrównoważonego rozwoju na polską gospodarkę, przedsiębiorstwa i sektor bankowy.
Robert Sroka, członek zarządu POLSIF; Andrzej Stec, redaktor naczelny Bankier.pl
Robert Sroka, Andrzej Stec: Dlaczego w ostatnich latach do koncepcji rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”?
Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole: W ostatnich dekadach do pojęcia rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”, ponieważ zmieniło się nasze rozumienie tego, czym w ogóle jest rozwój. Przez długi czas był on utożsamiany przede wszystkim ze wzrostem PKB, natomiast dziś coraz wyraźniej widać, że taki jednowymiarowy sposób myślenia jest niewystarczający.
Gospodarka funkcjonuje w określonych ograniczeniach – środowiskowych, społecznych i instytucjonalnych. Jeśli je ignorujemy, to krótkookresowy wzrost może generować długookresowe koszty: degradację środowiska, rosnące nierówności społeczne czy też większą podatność na kryzysy. Te długookresowe koszty wzrostu mogą znacząco przekroczyć krótkookresowe korzyści. W tym sensie „zrównoważenie” jest zatem próbą odpowiedzialnego myślenia o rozwoju, które uwzględnia szerszą perspektywę.
To pojęcie odzwierciedla też zmianę w podejściu biznesu i sektora finansowego. Coraz większe znaczenie ma odporność firm na szoki zewnętrzne, takie jak np. blokada Cieśniny Ormuz. Istotne jest również to, czy efektywnie wykorzystują one swoje zasoby, posiadają zdolność do adaptacji oraz to, czy sposób w jaki prowadzą biznes jest zgodny ze zmieniającymi się oczekiwaniami społecznymi i zapewniają długookresowy rozwój dla przyszłych pokoleń.

Zrównoważony rozwój doczekał się operacjonalizacji na poziomie działań nie tylko środowiskowych, ale też społecznych i zarządczych. Z tym związany jest chyba najbardziej znany skrót ESG. Część E z tego każdy łatwo rozszyfrowuje, ale co tam robi S i G?
Centralnym elementem E jest klimat, który jest sercem kwestii środowiskowych (Environmental). Z nim wiążą się wszystkie najważniejsze i najtrudniejsze do realizacji działania związane z globalnym ociepleniem. To tutaj mamy efektywność energetyczną i przechodzenie na OZE.
O istotności klimatu świadczy też to, że zdecydowana większość działalności gospodarczych uwzględnionych w unijnej taksonomii, czyli sposobie klasyfikacji działalności gospodarczej pod względem wpływu na środowisko, odnosi się do przeciwdziałania zmianom klimatu lub adaptacji do tych zmian. Nie możemy zapomnieć jednak o pozostałych kwestiach środowiskowych, m.in. bioróżnorodności, kwestiach związanych wodą, odpadami i innymi zasobami.
Litera S jest kolejnym elementem, ponieważ dotyczy ludzi i firm opisując, jak wzajemnie na siebie oddziałują. Ten obszar rzadko jest przedmiotem finansowania przez sektor bankowy, natomiast łączy wszystko, co dotyczy relacji firmy z ludźmi - prawa pracownicze, otwartość na różnorodność, relacje firmy ze społeczeństwem - na które firma może mieć wpływ. To też jest w obszarze zainteresowania banków.
Gorzka diagnoza dla polskiego biznesu. Niskie marże i brak ludzi, transformacja schodzi na dalszy plan
Czy „zrównoważony” to tylko przymiotnik, czy nowa logika gospodarki? W ramach naszego cyklu rozmów z ekonomistami polskich banków Leszek Kąsek z ING Banku Śląskiego tłumaczy, jak energia, regulacje (ETS/CSRD), demografia i AI zmieniają warunki gry dla firm i banków — i dlaczego ETS2 może stać się kolejnym szokiem cenowym.
Polityki sektorowe wdrożone w Credit Agricole odnoszą się do E w sposób specyficzny dla danej branży, natomiast S jest wspólnymi mianownikiem analiz. Na samym końcu ESG ma element dotyczący ładu korporacyjnego (Governance). Najmniej medialną, ale mówiącą dużo o jakości zarządzania i kontrolowania przez firmę tych wcześniej wspomnianych kwestii. G to też m.in. zarządzanie ryzykiem korupcji i ochroną danych oraz przeciwdziałanie praniu pieniędzy.
Jakie Państwo identyfikujecie najważniejsze trendy społeczne, zarządcze i środowiskowe wpływające na polską gospodarkę, a w szczególności na sektor finansowy?
Sektor finansowy nie ma taryfy ulgowej, w przeciwieństwie do przedsiębiorstw niefinansowych, w przypadku których presja Komisja Europejskiej na raportowanie ESG w ostatnim czasie wyraźnie osłabła. Rok 2026 jest specyficzny, bo właśnie niedawno banki musiały postawić przysłowiową kropkę nad „i” wdrażając wymogi regulacyjne dotyczące zarządzania ryzykiem ESG.
Trendem na najbliższe lata będzie doskonalenie zarządzania ryzykiem ESG poprzez umiejętne identyfikowanie istotnych czynników ryzyka oraz wypracowanie sposobów ich ograniczania za pomocą narzędzi bankowych. W szerszym kontekście gospodarczym warto wspomnieć o tym, że liczba „zielonych projektów”, które osiągają etap realizacji, jest nadal ograniczona. Wyzwaniem jest luka pomiędzy pomysłem inwestycyjnym a gotowymi projektami, które mają szansę na uzyskanie finansowania.
Wielu klientów, zwłaszcza z sektora MŚP, nie ma wystarczających zasobów ani partnerów, by przejść od ogólnej koncepcji do konkretnego, możliwego do sfinansowania przez bank projektu. Tutaj widzimy presję na ewolucję roli banku w kierunku poszerzania jej o funkcję pośrednika, który łączy klienta z wiarygodnymi ekspertami – dostawcami technologii, audytorami i wykonawcami, którzy pomogą przeprowadzić go przez cały proces inwestycyjny.
Jak oceniają Państwo wpływ nowych technologii, w tym rozwój sztucznej inteligencji na transformację polskiej gospodarki? Jakie z perspektywy banków dostrzegają Państwo wpływ tych technologii na zmiany społeczne i gospodarcze?
Oczekujemy, że nowe technologie, w tym przede wszystkim sztuczna inteligencja, będą w kolejnych latach jednym z ważniejszych czynników transformacji polskiej gospodarki, choć na obecnym etapie ich wpływ na gospodarkę pozostaje jeszcze ograniczony. Z naszych badań wynika, że wdrażanie narzędzi AI przyczynia się do zmniejszenia presji inflacyjnej, szczególnie w sektorze usług. W naszej ocenie AI podnosi stopniowo produktywność, automatyzując część zadań rutynowych, obniżając koszty operacyjne i przesuwając pracowników w kierunku bardziej złożonych oraz wyżej produktywnych aktywności.
Wzrost już nie wystarcza. Ekonomia wchodzi w erę kosztów, które wracają
Przez lata liczyło się jedno: tempo wzrostu. Dziś kluczowe pytanie brzmi – jakim kosztem rośnie gospodarka i czy ten wzrost da się utrzymać. O tym, dlaczego „zrównoważony rozwój” przestał być modnym dodatkiem, a stał się twardą ekonomią ryzyka, energii i kapitału – mówi Agata Filipowicz-Rybicka, główna ekonomistka Alior Banku.
Ma to szczególne znaczenie w warunkach niekorzystnych trendów demograficznych i malejącej podaży pracy w Polsce, ponieważ gospodarka będzie musiała wytwarzać wyższą wartość dodaną przy mniejszej liczbie pracowników. Wdrażanie AI nie będzie jednak rewolucją. To będzie proces ewolucyjny, w którym początkowo największe korzyści będą widoczne w sektorach najbardziej podatnych na cyfryzację, takich jak finanse, usługi biznesowe, IT, prawo czy obsługa klienta.
Jeśli chodzi o sektor bankowy, to dostrzegam szczególnie duży potencjał AI w szybszej i bardziej precyzyjnej analizie ryzyka kredytowego, wykrywaniu nadużyć i przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, automatyzacji procesów KYC (Know Your Customer, czyli procedury identyfikacji i weryfikacji klienta, stosowane w ramach przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu), personalizacji usług, analizie danych, w tym danych ESG (obejmujących opis działalności firmy w wymiarze środowiskowym, społecznym i ładu korporacyjnego) oraz usprawnieniu kontaktu z klientem.
Jednocześnie można oczekiwać, że skuteczne wykorzystanie AI będzie wymagało wysokiej jakości danych, odpowiedniej weryfikacji tworzonych modeli pod względem poprawności ich specyfikacji oraz jakości prognostycznej, cyberbezpieczeństwa i jasnych zasad odpowiedzialnego użycia AI, ponieważ pełna automatyzacja decyzji bez kontroli człowieka niosłaby istotne regulacyjne i reputacyjne czynniki ryzyka.
Wpływ tych technologii w wymiarze społecznym będzie zróżnicowany: z jednej strony mogą one poprawiać jakość usług, zwiększać konkurencyjność firm i łagodzić skutki niedoboru pracowników, z drugiej zaś będą prowadzić do zmian w strukturze zatrudnienia, presji na zmianę kwalifikacji wśród niektórych pracowników oraz możliwego pogłębienia nierówności w kompetencjach cyfrowych.
W przypadku Polski oczekujemy jednak, że dzięki utrzymującej się dobrej sytuacji na rynku pracy, m.in. ze względu na czynniki demograficzne i malejący zasób pracy, proces ten może przebiegać relatywnie łagodnie, bez silnego wzrostu bezrobocia, choć najbardziej narażone będą obszary o dużej powtarzalności zadań, w tym część usług outsourcingowych i stanowiska juniorskie w wybranych zawodach.
Najwięcej dzieje się w trendach środowiskowych. Jakie konkretne decyzje strategiczne, zmiany w strukturze portfeli lub produktach Państwa bank już wprowadził?
Rzeczywiście, jeśli spojrzymy na to, co dziś najbardziej skupia uwagę sektora finansowego, to są to właśnie trendy środowiskowe, czyli np. ograniczanie emisji gazów cieplarnianych. Dla nas to nie jest poboczny element komunikacji, za którą nie idą żadne realne działania, lecz trzon naszej strategii biznesowej.
Grzegorz Maliszewski: Transformacja energetyczna to tańszy prąd i bezpieczniejszy kraj, a nie tylko unijne regulacje
Zmiany klimatyczne, rewolucja sztucznej inteligencji i nieubłagane trendy demograficzne – to wyzwania, które w najbliższych latach przemodelują polską gospodarkę. Czy transformacja energetyczna musi oznaczać dla firm wyłącznie rosnące koszty i gąszcz regulacji? Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, przekonuje, że jest wręcz odwrotnie. W wywiadzie dla Bankier.pl wyjaśnia, dlaczego najtańsza energia to ta z OZE, jak banki różnicują koszty kapitału dla firm „zielonych” i „brązowych” oraz co rząd powinien zrobić, by polski biznes nie przegrał wyścigu o innowacyjność.
W ostatnich latach przeszliśmy od deklaracji do konkretnych działań. Mamy jasno zdefiniowany plan transformacji, w którym ESG jest wpisane w fundament strategii, a nie traktowane jako dodatek. To oznacza, że przy podejmowaniu decyzji biznesowych – od alokacji kapitału po rozwój produktów – czynniki środowiskowe, społeczne i regulacyjne są brane pod uwagę na równi z klasycznymi parametrami finansowymi.
Bardzo istotną zmianą było włączenie oceny ryzyka ESG bezpośrednio do procesu kredytowego. Dziś nie analizujemy już klienta wyłącznie przez pryzmat jego wyników finansowych, ale również tego, jak jest przygotowany na transformację energetyczną, jakie ma ekspozycje na czynniki ryzyka klimatycznego i jak wygląda jego model biznesowy w dłuższym horyzoncie. W praktyce znajduje to odzwierciedlenie w naszym odmiennym podejściu do tego, w jaki sposób i na jakich warunkach finansujemy klientów i projekty inwestycyjne.
Równolegle rozwijamy polityki sektorowe. Wyznaczają one kierunki i warunki współpracy z klientami z sektorów wysokoemisyjnych i wrażliwych pod kątem ESG. M.in. w tym celu powołaliśmy komitet oceny ryzyka ESG, który wspiera kluczowe decyzje strategiczne w zakresie polityk sektorowych czy strategii klimatycznej i dba o spójność decyzyjną w całej organizacji. Jego głównym celem jest jednak ocena klientów pod kątem nie tylko ich ekspozycji na czynniki ryzyka ESG, ale również zdolności jej ograniczania. Weryfikujemy też potencjalne ryzyko reputacyjne wiążące się ze współpracą z danym klientem.
Ważnym elementem jest również oferta. Widzimy rosnące zainteresowanie klientów finansowaniem ESG - od projektów OZE po bardziej złożone struktury powiązane z celami ESG. W efekcie systematycznie zwiększamy udział takich produktów w portfelu, ale robimy to w sposób pragmatyczny, dopasowany do realnych potrzeb i oczekiwań naszych klientów.
Jak oceniają Państwo krótkoterminowy i długoterminowy wpływ europejskiej i polskiej polityki zrównoważonego rozwoju na dynamikę gospodarki Polski – czy przynosi ona realne impulsy wzrostowe, czy raczej zwiększa koszty i ryzyka dla sektora przedsiębiorstw?
W naszej ocenie krótkoterminowy wpływ europejskiej i polskiej polityki zrównoważonego rozwoju na gospodarkę Polski jest niejednoznaczny, ale z perspektywy przedsiębiorstw częściej oznacza wzrost kosztów, większe wymagania regulacyjne i dodatkowe czynniki ryzyka niż natychmiastowy impuls wzrostowy. Dotyczy to zwłaszcza firm energochłonnych, przemysłu, energetyki opartej na paliwach kopalnych oraz części MŚP, dla których koszty raportowania ESG, inwestycji dostosowawczych, zakupu uprawnień do emisji czy wyższych cen energii mogą być istotnym obciążeniem i pogarszać konkurencyjność względem firm spoza Unii Europejskiej. Nie oznacza to jednak, że polityka zrównoważonego rozwoju jest wyłącznie kosztem.
Tak powstaje świat bez zasad. Ekonomista: Kupujemy taniej, a potem się dziwimy
Zrównoważony rozwój brzmi jak hasło z konferencji, ale w praktyce chodzi o coś prostszego: przyzwoitość. Problem w tym, że krótkoterminowy zysk często wypycha ją z biznesu, a konsumenci w kryzysie wybierają „taniej”, nie „odpowiedzialniej”. Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas mówi wprost, co wtedy dzieje się z rynkiem.
Oczekujemy, że w średnim i długim okresie będzie ona coraz silniej działała jako impuls modernizacyjny, wymuszając inwestycje w OZE, atom, sieci energetyczne, efektywność energetyczną, technologie niskoemisyjne, nowe modele i obszary biznesowe oraz nowe produkty Kluczowe znaczenie będzie miało jednak to, czy transformacja zostanie dobrze zaplanowana i skoordynowana, ponieważ bez stabilnych źródeł energii, odpowiedniej infrastruktury sieciowej i przewidywalnych regulacji może stać się obciążeniem zamiast źródłem przewagi konkurencyjnej.
Prognozujemy, że w długim terminie korzyści będą widoczne przede wszystkim poprzez większe bezpieczeństwo energetyczne, mniejszą zależność od importowanych paliw, większą odporność gospodarki na szoki surowcowe, a także rozwój nowych sektorów, takich jak OZE, magazyny energii, technologie bateryjne czy usługi związane z efektywnością energetyczną.
W jakim stopniu wymogi regulacyjne, takie jak taksonomia UE, CSRD czy ETS, faktycznie wpływają dziś na politykę kredytową i portfel aktywów banków, a w jakim pozostają głównie kwestią formalnego raportowania?
Wśród wymienionych regulacji tylko taksonomia UE ma wpływ na portfel aktywów banków, przy czym wpływ ten jest ograniczony. Ta regulacja jest narzędziem zbyt skomplikowanym aby na jej podstawie tworzyć produkty kredytowe, czy też parametryzować skład portfela kredytowego. Identyfikacja tzw. technicznych kryteriów kwalifikacji dla danego projektu jest żmudnym procesem i wymaga zaangażowania po stronie klienta i banku. W konsekwencji, banki cały czas stosują wewnętrzne lub rynkowe standardy i definiując kolejne odcienie „zieleni” starają się przybliżyć do wzorca odpowiadającego wymogom taksonomii UE.
Na politykę kredytową banków wpływają głównie oczekiwania Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego oraz KNF. Oczywiście, specyficzne regulacje, takie jak ETS (Emissions Trading System – system handlu uprawnieniami do emisji) mogą być przesłanką do formułowania szczegółowego podejścia do konkretnej branży objętej regulacjami dotyczącymi klimatu i środowiska. Natomiast w tym konkretnym przypadku element ten jest analizowany przede wszystkim pod kątem wpływu na sytuację finansową naszych klientów i potencjalną zmianę zdolności do spłaty zobowiązań.
Jakie branże w Polsce – z perspektywy banku – mogą w średnim okresie zyskać, a które stracić na przyspieszeniu transformacji klimatycznej? Czy widać już przesunięcia strukturalne w popycie na finansowanie?
Z perspektywy banku w średnim okresie powinny zyskiwać przede wszystkim te branże, które są albo bezpośrednimi beneficjentami transformacji, albo dostarczają infrastrukturę niezbędną do jej przeprowadzenia. W polskich warunkach chodzi przede wszystkim o energetykę odnawialną, sieci przesyłowe i dystrybucyjne, magazyny energii, efektywność energetyczną budynków, modernizację ciepłownictwa, część transportu publicznego i kolejowego, a także firmy dostarczające technologie oraz usługi dla całego łańcucha transformacji. W obszarach tych widać zwiększony popyt na finansowanie.
AI, fragmentacja świata, wyścig zbrojeń - oto megatrendy, które zmienią biznes
Największym megatrendem jest AI — jeszcze nie zrobiła rewolucji w Polsce, ale stopniowo przeora modele biznesowe, rynek pracy i politykę. W rozmowie z Ernestem Pytlarczykiem, głównym ekonomistą Banku Pekao pada też lista pozostałych „sił tektonicznych”: deglobalizacja, zbrojenia i elektryfikacja życia.
Relatywnie trudniejszą pozycję mogą mieć natomiast branże wysokoemisyjne, zwłaszcza wtedy, gdy nie mają wiarygodnej ścieżki transformacji. W Polsce dotyczy to w pierwszej kolejności segmentów silnie powiązanych z węglem, części energetyki konwencjonalnej, a także tych energochłonnych gałęzi przemysłu, które są szczególnie wrażliwe na koszty energii i cenę emisji. Z punktu widzenia banku to oznacza rosnącą selektywność: nie tyle automatyczne odcięcie całych sektorów, ile coraz wyraźniejsze różnicowanie między firmami mającymi realistyczny plan inwestycyjny a tymi, które będą tylko akumulować ryzyko regulacyjne, kosztowe i technologiczne.
Czy obserwują Państwo ryzyko, że rosnąca presja na „zielone finansowanie/transformacyjne finansowanie” prowadzi do ograniczenia dostępu kapitału dla tradycyjnych sektorów gospodarki, które nadal odgrywają kluczową rolę w PKB i zatrudnieniu?
To jest ciekawy temat, bo często pojawia się opinia, że „zielone finansowanie” wypiera tradycyjne sektory. Z naszej perspektywy obraz jest bardziej złożony. Nie widzimy dziś sytuacji, w której dostęp do kapitału jest systemowo ograniczany dla całych sektorów gospodarki. Rynek pozostaje relatywnie płynny, a w tle mamy też pewną ostrożność inwestycyjną firm – część projektów jest po prostu odkładana, niezależnie od ich „koloru”. Natomiast rzeczywiście zmienia się struktura popytu. Coraz więcej klientów aktywnie szuka finansowania powiązanego z transformacją – czy to ze względów regulacyjnych, kosztowych, czy po prostu strategicznych. I to jest trwały trend.
Z naszej perspektywy kluczowe jest to, żeby nie stawiać prostego podziału: zielone – finansujemy, tradycyjne – nie finansujemy. Gospodarka jest w procesie przejściowym i rolą banku jest towarzyszenie klientom w tej zmianie. W praktyce oznacza to finansowanie transformacji, a nie tylko docelowego stanu. Są oczywiście obszary, gdzie granice są jasno określone – jak wydobycie węgla czy działalności sprzeczne z naszymi politykami sektorowymi ESG – i tutaj decyzje są jednoznaczne. Ale poza tym staramy się podchodzić do klientów indywidualnie, oceniając ich wiarygodność i kierunek zmian.
Warto też uczciwie powiedzieć, że system regulacyjny nie zawsze nadąża za ambicjami transformacyjnymi. Jednocześnie jest to problem nie tylko obecny w Polsce, ale również w pozostałych krajach UE. Na rynku nadal brakuje silnych, jednoznacznych zachęt kapitałowych dla banków dla finansowania zielonych inwestycji, co sprawia, że różnice w kosztach finansowania nie są jeszcze tak duże, jak mogłyby być. To jest jeden z elementów, który będzie wpływał na tempo zmian w kolejnych latach.
"Ten pociąg już odjechał". Ekonomista mBanku ostrzega rząd i firmy przed spowalnianiem zmian
Dlaczego w ostatnich latach do koncepcji rozwoju gospodarczego dołączył przymiotnik „zrównoważony”?
Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku: Możemy wymienić tutaj dwa powody.
Po pierwsze: fizyczne (naukowe) – ziemia nie jest z gumy. Wzrost zaczął zjadać własny ogon wyczerpując ograniczone zasoby, które przez dziesięciolecia były uznawane za nieograniczone. W efekcie wzrosły nie tylko mierzalne ryzyka dla działalności gospodarczej, ale też skala środków finansowych, które trzeba poświęcić na przeciwdziałanie ich skutkom.
Zrównoważenie to z jednej strony próba pokazania kosztów działalności gospodarczej, które do tej pory nie były widziane w rachunku ekonomicznym, a z drugiej formuła, która przynajmniej z punktu widzenia dzisiejszej wiedzy daje szansę na odwrócenie niekorzystnych zjawisk, które wzrost gospodarczy uruchomił jako produkt uboczny, efekt zewnętrzny. Tzw. granice planetarne dobrze pokazują co w międzyczasie udało się popsuć.
Jaki Państwa zdaniem wpływ na gospodarkę i sektor bankowy będą miały aktywa osierocone, w tym w szczególności cały przemysł wydobywczy?
Aktywa osierocone będą miały istotny wpływ zarówno na gospodarkę, jak i na sektor bankowy, ponieważ oznaczają przyspieszoną utratę wartości części majątku produkcyjnego jeszcze przed końcem jego ekonomicznego życia. W praktyce dotyczy to tych aktywów, które w warunkach zaostrzającej się polityki klimatycznej, zmian technologicznych i presji kosztowej przestają być rentowne albo przestają nadawać się do finansowania na dotychczasowych zasadach.
W przypadku gospodarki oznacza to przede wszystkim ryzyko kosztownej realokacji kapitału. Jeżeli część aktywów w sektorach wysokoemisyjnych traci wartość szybciej, niż firmy są w stanie się dostosować, pojawia się presja na wyniki przedsiębiorstw, zatrudnienie, inwestycje i dochody regionów silnie uzależnionych od tradycyjnego przemysłu. W przypadku przemysłu wydobywczego problem jest szczególnie wyraźny, bo mówimy nie tylko o samych aktywach materialnych, ale też o całych lokalnych sieciach biznesu i infrastruktury wspierającej, które zostały zbudowane wokół górnictwa i działalności powiązanej.
Z perspektywy banku aktywa osierocone oznaczają przede wszystkim wzrost ryzyka kredytowego i konieczność innej wyceny ryzyka sektorowego. Jeżeli aktywo, które jeszcze niedawno było uznawane za stabilne zabezpieczenie lub źródło przewidywalnych przepływów pieniężnych, zaczyna tracić wartość z przyczyn regulacyjnych, technologicznych albo rynkowych, to pogarsza się jakość ekspozycji kredytowej. To może prowadzić do wyższych kosztów finansowania, zaostrzenia kryteriów selekcji wniosków kredytowych, a w części przypadków także do wcześniejszej utraty zdolności refinansowania.
Czy zrównoważona transformacja może stać się motorem innowacji, czy raczej źródłem utraty konkurencyjności i presji kosztowej?
Tak naprawdę może stać się jednym i drugim. Dlatego jest kluczowe, jak ta transformacja zostanie zaprojektowana. Jeżeli jest ona prowadzona w sposób przewidywalny, stopniowy i wsparty inwestycjami, to może być bardzo silnym motorem innowacji. Wymusza bowiem modernizację technologii, poprawę efektywności energetycznej i surowcowej, rozwój nowych modeli biznesowych, a także większą aktywność badawczo-rozwojową. W takim ujęciu zrównoważona transformacja nie jest kosztem samym w sobie, tylko impulsem do podniesienia produktywności i jakości wzrostu.
Natomiast jeśli transformacja jest chaotyczna, zbyt gwałtowna albo niedostosowana do realnych możliwości przedsiębiorstw i oderwana od rachunku ekonomicznego, wtedy rzeczywiście może stać się źródłem presji kosztowej i osłabienia konkurencyjności. Dotyczy to szczególnie branż energochłonnych oraz tych firm, które mają ograniczony dostęp do kapitału, technologii czy wykwalifikowanych pracowników. W ich przypadku problemem nie jest sama idea transformacji, tylko tempo i koszt dostosowania.
Jakie rekomendacje skierowaliby Państwo do firm z gospodarki realnej w Polsce – w jaki sposób powinny przygotowywać się do transformacji, by zminimalizować koszty dostosowania i utrzymać konkurencyjność na rynku?
Podstawową zasadą powinno być realizowanie transformacji w oparciu o rachunek ekonomiczny. Firmy nie powinny traktować jej jako zestawu działań wizerunkowych ani jako źródła kolejnych wymogów regulacyjnych, lecz jako proces inwestycyjny, który musi mieć uzasadnienie biznesowe.
Dlatego kluczowe jest odpowiednie sekwencjonowanie projektów. W pierwszej kolejności warto realizować te inwestycje, które przynoszą największy efekt w relacji do poniesionych nakładów - na przykład ograniczają zużycie energii, zmniejszają koszty operacyjne, poprawiają efektywność procesów albo redukują ekspozycję na ryzyko regulacyjne. Takie podejście pozwala obniżyć koszt transformacji i jednocześnie wzmacniać konkurencyjność firmy.
Gorzka diagnoza UE. Ekspert ING: Uzależnienie od Chin zaszło za daleko i dziś za to płacimy
Czy „zrównoważony” to tylko przymiotnik, czy nowa logika gospodarki? W ramach naszego cyklu rozmów z ekonomistami polskich banków Leszek Kąsek z ING Banku Śląskiego tłumaczy, jak energia, regulacje (ETS/CSRD), demografia i AI zmieniają warunki gry dla firm i banków — i dlaczego ETS2 może stać się kolejnym szokiem cenowym.
Dopiero w kolejnym kroku powinny pojawiać się projekty bardziej kapitałochłonne, wymagające dłuższego horyzontu zwrotu i którym towarzyszy większa niepewność technologiczna. Innymi słowy, transformacja nie powinna polegać na bezrefleksyjnym inwestowaniu we wszystkie „zielone” rozwiązania, ale na wyborze tych działań, które w danych warunkach ekonomicznych dają najlepszy stosunek efektu do kosztu.
Na ile koszty zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej są już „wbudowane” w inflację i prognozy stóp procentowych w Polsce?
Uważamy, że koszty zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej są już częściowo wbudowane zarówno w inflację, jak i w oczekiwaną ścieżkę stóp procentowych w Polsce, ale skala tego wpływu pozostaje trudna do precyzyjnego oszacowania. W krótkim okresie prognozy uwzględniają przede wszystkim znane elementy, takie jak ceny energii, koszty uprawnień do emisji CO2, taryfy regulowane (czyli ustalane w sposób administracyjny) czy wpływ działań osłonowych państwa, natomiast w średnim i długim horyzoncie niepewność jest znacznie większa ze względu na zmieniające się regulacje, tempo inwestycji, rozwój technologii oraz wahania globalnych cen surowców.
Szczególnym źródłem ryzyka pozostaje ETS2, którego wejście zostało przesunięte i który może w przyszłości istotnie podnieść ceny paliw, ogrzewania i energii dla gospodarstw domowych, choć ostateczny wpływ na inflację będzie zależał od mechanizmów kompensacyjnych, cen regulowanych i ewentualnego wsparcia fiskalnego. Oczekujemy, że w najbliższych latach transformacja energetyczna będzie działała raczej w kierunku podwyższonej presji cenowej, zwłaszcza poprzez koszty modernizacji sieci, inwestycji w nowe moce wytwórcze, wyższy koszt finansowania oraz utrzymywanie się relatywnie wysokich cen energii dla przedsiębiorstw.
Jednocześnie nie traktujemy tego jako jednokierunkowego i trwałego impulsu inflacyjnego, ponieważ w dłuższym okresie transformacja może ograniczać zależność Polski od importowanych paliw kopalnych, zmniejszać wrażliwość gospodarki na szoki surowcowe i wspierać wzrost PKB poprzez wyższą stopę inwestycji. Z punktu widzenia polityki pieniężnej oznacza to, że bank centralny będzie musiał odróżniać przejściowe efekty regulacyjno-kosztowe od bardziej trwałej presji inflacyjnej, zwłaszcza jeżeli zielona transformacja będzie finansowana przy luźniejszej polityce fiskalnej.
"Bez stabilizacji cen energii grozi nam debata o polexicie". Arak ostrzega rząd
Transformacja pod lupą: jak zrównoważony rozwój zmienia gospodarkę i sektor bankowy? Oto głos ekonomistów banków. Oto druga naszego cyklu i rozmowa z Piotrem Arakiem, głównym ekonomistą VeloBanku.
Jak zaznacza rozmówca, "warto maksymalnie – przy zachowaniu bezpieczeństwa – uprościć i przyspieszyć proces realizacji projektów lądowych w Polsce oraz wykorzystać wszystkie dostępne, legalne mechanizmy w ramach prawa UE do ograniczania cen energii. Bez takiego pragmatycznego podejścia ryzykujemy, że mechaniczne kopiowanie ścieżek transformacji innych państw doprowadzi do narastania napięć społecznych i coraz głośniejszej debaty o polexicie".
Uważamy zatem, że koszty transformacji będą jednym z czynników utrzymujących inflację i stopy procentowe na nieco wyższym poziomie, niż miałoby to miejsce w scenariuszu bez tych obciążeń, ale ich znaczenie będzie zmienne w czasie i mniejsze niż wpływ klasycznych szoków energetycznych, dostosowań w polityce fiskalnej czy zmian sytuacji na rynku pracy.
Czy z perspektywy Pana banku zielona transformacja oznacza docelowo wyższe ceny produktów finansowych dla klientów – wyższe marże, prowizje, droższy kredyt?
Jesteśmy obecnie na etapie, gdzie banki wynagradzają niższymi marżami te aktywa, które są „zielone”. Ma to związek z taksonomią UE i podobnymi metodykami, które zwiększają zainteresowanie banków takimi aktywami. Wciąż w sporej części ma to charakter wizerunkowy, ale docelowo powinno mieć to związek z faktycznie niższym ryzykiem danej ekspozycji. Ryzyko ESG nie ma wyceny rynkowej, a sposób jego kwantyfikacji i uwzględniania w koszcie finansowania będzie się kształtować przez wiele lat.
Natomiast banki nie mają aktualnie bezpośrednich zachęt po stronie niższych wymogów kapitałowych, co mogłoby pozwolić na głębsze redukcje marż dla „zielonego” finansowania. Jednocześnie zielona transformacja jest jak na razie neutralna dla finansowania tradycyjnych aktywów. Prawdopodobnie większy wpływ na wyższe ceny produktów mają wzrastające obciążenia sektora bankowego, niż sam fakt zielonej transformacji. Wraz z ograniczaniem finansowania dla branż wysokoemisyjnych rosną marże w tym segmencie, bo na rynku pozostaje coraz mniej graczy gotowych do angażowania się w finansowanie tych sektorów, w szczególności finansowanie długoterminowe.
Ciekawym przykładem są kredyty hipoteczne dla klienta indywidualnego. Nasz bank posiada ofertę „Zielony Dom” z marżą obniżoną względem standardowej oferty. Inne banki posiadają podobne produkty. To co łączy banki – a o czym klienci często nie wiedzą – to potrzeba uwzględniania portfeli hipotecznych w planach transformacji wymuszanych przez wymogi ostrożnościowe. Bo w każdym banku te aktywa stanowią istotną cześć ekspozycji.
Aby dekarbonizować swoje portfele, zgodnie ze zdefiniowanymi już ścieżkami dekarbonizacji, banki będą różnicować marże jeszcze mocniej. Kredyt na nieefektywną energetycznie nieruchomość będzie droższy, ale jego oprocentowanie będzie wciąż na akceptowalnym dla klienta poziomie. Niemniej już teraz obserwujemy inny czynnik wpływający finalnie na dostępność finansowania, który jest powiązany z transformacją energetyczną. Banki wprowadzają ograniczenia w postaci limitów portfelowych na finansowanie budynków nieefektywnych energetycznie.
Oznacza to, że dają sygnał, że nie chodzi o wyższą marżę, która mogłaby być usprawiedliwieniem dla dalszego, nieograniczonego finansowania nieefektywnych energetycznie budynków. Klienci będą doświadczać odmowy finansowania nie z powodu braku zdolności kredytowej, a z powodu parametrów samej nieruchomości.
Czy w portfelu kredytowym banku widać już różnicę w koszcie kapitału i dostępności finansowania między firmami „zielonymi” a „brązowymi”? Jak to wygląda w praktyce?
Trzeba to wyraźnie zaznaczyć: nie mamy jeszcze świata, w którym koszt kapitału jest jednoznacznie „zielony” albo „brązowy”. Większość banków nie ma jeszcze formalnego mechanizmu, który automatycznie obniża lub podwyższa koszt finansowania w zależności od tego, czy dana transakcja lub klient spełnia kryteria ESG. Natomiast to nie znaczy, że różnic nie ma. One pojawiają się w bardziej „rozproszony” sposób. W przypadku transakcji powiązanych ze zrównoważonym rozwojem - szczególnie takich, gdzie mamy dobrze zdefiniowane cele biznesowe i wiarygodny plan ich realizacji - jesteśmy w stanie zaoferować lepsze warunki cenowe.
To wynika zarówno z konkurencji rynkowej, jak i z naszego postrzegania długoterminowego ryzyka. Przykładem takich produktów są kredyty powiązane ze zrównoważonym rozwojem (SLL - Sustainability-Linked Loan) lub kredyty powiązane ze wskaźnikami ESG (ESG KPI LL – Key Performance Indicator Linked Loan).
Jednocześnie coraz wyraźniej widzimy, że ryzyko ESG jest uwzględniane w klasycznej analizie kredytowej. Firmy o wysokiej ekspozycji na czynniki ryzyka związane z transformacją - np. związane z ceną uprawnień do emisji CO₂ czy zmianami regulacyjnymi - będą w naturalny sposób postrzegane jako bardziej ryzykowne. To nie jest zatem kwestia polityki, ale rachunku ekonomicznego.
Z drugiej strony przedsiębiorstwa, które inwestują w transformację i są w stanie to wiarygodnie pokazać, zyskują nie tylko dostęp do szerszego grona inwestorów, ale też większą stabilność finansowania w czasie.
Najważniejsze jest jednak to, że jesteśmy na etapie przejściowym. W miarę jak poprawia się dostępność danych, sektor wypracowuje wspólny standard raportowania, a podejście regulacyjne staje się bardziej przewidywalne, wpływ czynników ESG na koszt kapitału będzie coraz bardziej bezpośredni i mierzalny.
Gdyby miał Pan wskazać jeden konkretny postulat do rządu lub regulatorów, który sprawiłby, że zrównoważony rozwój będzie wzmacniał, a nie osłabiał konkurencyjność polskiej gospodarki – co by to było?
Gdybym miał wskazać jeden postulat, byłaby to przewidywalność regulacyjna i strategiczna konsekwencja państwa. Transformacja może wzmacniać konkurencyjność tylko wtedy, gdy firmy wiedzą, w jakim kierunku zmierza polityka publiczna i mogą planować inwestycje w kilkunastoletnim horyzoncie.
W przypadku transformacji klimatycznej mówimy często o projektach bardzo kapitałochłonnych: modernizacji procesów produkcyjnych, zmianie źródeł energii, poprawie efektywności energetycznej, inwestycjach w nowe technologie czy przebudowie łańcuchów dostaw. Takie decyzje nie zapadają z dnia na dzień i nie zwracają się po roku. Dlatego przedsiębiorstwa potrzebują stabilnych reguł gry: jasnych standardów, przewidywalnych wymogów, spójnych instrumentów wsparcia oraz wiarygodnej ścieżki polityki energetycznej i klimatycznej.
Najbardziej kosztowna dla firm nie jest zwykle sama konieczność dostosowania, ale niepewność co do zasad, tempa i kosztów tego dostosowania. Jeżeli przedsiębiorca nie wie, jakie regulacje będą obowiązywać za kilka lat, jak będzie wyglądał system wsparcia, jaka będzie dostępność energii i jakie wymogi raportowe zostaną wprowadzone, to odkłada inwestycje albo ogranicza ich skalę. Podwyższone ryzyko inwestycji związane z niepewnością regulacyjną podnosi koszt kapitału, ogranicza skłonność do innowacji i osłabia konkurencyjność.
Dlatego państwo powinno przede wszystkim stworzyć warunki, w których firmy mogą podejmować decyzje inwestycyjne w oparciu o rachunek ekonomiczny, a nie o domysły dotyczące przyszłych zmian prawa. Stabilna i konsekwentna polityka regulacyjna nie oznacza braku ambicji klimatycznych. Przeciwnie – oznacza ona, że te ambicje znajdują odzwierciedlenie w przewidywalnej ścieżce działań, zrozumiałej dla biznesu i sektora finansowego.
Na ile technologie cyfrowe, w tym sztuczna inteligencja i analiza danych ESG, pomagają bankom realnie ocenić ryzyka klimatyczne i społeczne, a na ile generują nowe wyzwania analityczne lub reputacyjne?
Technologie cyfrowe, w tym sztuczna inteligencja i analiza danych ESG, mogą pomóc bankom w ocenie klimatycznych i społecznych czynników ryzyka, ale trzeba zachować właściwe proporcje. Na obecnym etapie nie traktowałbym ich jeszcze jako narzędzia, które samodzielnie rozstrzyga o ocenie całych portfeli kredytowych. Technologie cyfrowe, w tym sztuczną inteligencję, należałoby raczej postrzegać jako wsparcie analityczne w konkretnych przypadkach. Decyzje analityczne muszą być wytłumaczalne i możliwe do weryfikacji. Jeżeli instytucja finansowa opiera ocenę ryzyka na narzędziu, którego działania nie potrafi dobrze wyjaśnić, pojawiają się nowe źródła ryzyka – poprawności stosowanego modelu, reputacyjnego i regulacyjnego, które wiąże się z raportowaniem do nadzoru finansowego.
Dziękujemy za rozmowę.
O POLSIF
Sustainable Investment Forum Poland (POLSIF) jest niezależną organizacją pozarządową, której celem jest przyczynianie się do wzrostu wartości i jakości zrównoważonych inwestycji i finansów w Polsce. POLSIF tworzy ponad 170 przedstawicieli i przedstawicielek wiodących towarzystw funduszy inwestycyjnych, banków, funduszy private equity, organizacji i izb branżowych oraz świata naukowego, 100 współpracujących ekspertów i ekspertek, a także kilkadziesiąt instytucji z branży finansowej i inwestycyjnej.































































