Drożejąca żywność przeciwstawia się staraniom nakierowanym na łagodzenie inflacji na świecie. Staje się to trudnym wyzwaniem dla ustawodawców, także w Chinach. Problemem jest kontrolowanie kosztów bez powodowania równoczesnego uszczerbku na wzroście gospodarczym.
Rozwijająca się klasa średnia w Chinach poszukuje żywności bogatej w wysoko wartościowe białka. Oznacza to wyższy popyt, który odbija się droższej żywności. - Banki Centralne powinny być zaniepokojone rosnącymi cenami żywności - uważa Roberto Rigobon, profesor Instytutu Technologii w Massachusetts cytowany za Bloombergiem.
Z drugiej strony James Rickards z Tangent Capital Partners uważa, że Chiny próbując walczyć z inflacją ryzykują negatywnym wpływem na bezrobocie. Równocześnie wątpliwości Chińczyków zderzają się ze słowami instytucji Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego, według których perspektywa inflacji jest wystarczająco łagodna aby rozważać stymulację gospodarki.
Chiny znajdują się między młotem, a kowadłem. Dobrze wiedzą, że podniesienie stóp procentowych zbyt wysoko będzie skutkowało uszczerbkiem na działalności eksportowej, tak ważnej dla Chińczyków. Zarówno inflacja, jak i bezrobocie wpływają bardzo destabilizacyjnie na Chiny.
Poważne susze w Stanach Zjednoczonych, które są liderem eksportu kukurydzy, soi i pszenicy zmagają się z perspektywą obniżenia prognoz plonów. Napięta sytuacja w USA powoduje, że wystąpią niedobory surowców na rynkach, a ceny surowców rolnych mogą w dalszym ciągu rosnąć.
Inflacja w Chinach w lipcu osiągnęła najwyższy poziom od trzech lat, czyli 6,5 proc. W sierpniu inflacja uległa zmniejszeniu do 6,2 proc.. Tymczasem spowolnienie wzrostu gospodarczego ogranicza wzrost kosztów energii i innych towarów, które mocno podrożały w ciągu 2011 roku. Globalna inflacja może na koniec roku osiągnąć poziom powyżej 3 proc., wobec 3,7 proc. w lipcu.
K.G.






























































