Z obliczeń DGP wynika, że w I kw. br. na podstawie umów na czas określony zatrudnionych było 26,7% Polaków, czyli ok. 3,3 mln osób. Nie jest to żadna nowość. Już pół roku temu Komisja Europejska podała informację, że na czas określony pracuje 27% Polaków – o 2 pp więcej, niż w Hiszpanii z ponad 20% bezrobociem.
W Rumunii odsetek umów na czas określony wynosi tylko 1,9%, w Bułgarii 4,1%. Paradoksalnie w państwach, które najmocniej odczuły skutki kryzysu finansowego, czyli na Węgrzech i w Grecji, odsetek ten jest również dużo niższy niż w Polsce. Na Węgrzech tylko 9,2% pracowników jest zatrudnionych na podstawie umów na czas określony. Z kolei w Grecji wynosi on 11,9%.
Elastyczne umowy nie są śmieciami
Statystyka ta nie uwzględnia umów cywilnoprawnych, nazywanych też umowami elastycznymi. Na ich podstawie pracuje od 0,6 mln do 1 mln osób. Umowy na czas określony, agencyjne oraz umowy o dzieło i zlecenia, tradycyjnie określane są mianem „śmieciowych”. Jest to krzywdzące określenie. Nie ma żadnych przesłanek do tego, by traktować je jak coś gorszego.
W zależności od punktu widzenia, wieku pracownika, doświadczenia i stanowiska, różne umowy mogą mieć „śmieciowy charakter”, czyli przeszkadzający w rozwoju i niekorzystny finansowo. Dotyczy to także pożądanej przez kredytobiorców umów o pracę na czas określony.
Dlaczego elastyczne umowy są złe?
![]() | Krzysztof Kolany: Jakie studia zapewnią dobrą pracę? |
Dla słabego pracownika jest to niewygodna sytuacja. Nie ma gwarancji zatrudnienia i jeżeli nie zaoszczędzi pieniędzy to pozostanie mu tylko świadczenie dla bezrobotnych do czasu, aż znajdzie nową pracę lub założy własną firmę. Jest to też niewygodna sytuacja dla osób mających inne zobowiązania, np. kredyt w banku. Pracownik mający 3 miesięczny okres wypowiedzenia czuje się bezpieczny finansowo.
Umowa na czas określony nie daje gwarancji dalszego zatrudnienia. Co więcej, osoby pracujące na ich podstawie mają większe trudności z uzyskaniem kredytu hipotecznego. Jeżeli pracownik otrzymuje np. 5 tys. zł miesięcznie, ale umowę ma na 2 lata, to bank przy liczeniu zdolności kredytowej może nie uwzględniać całego dochodu tylko, np. połowę. Innymi słowy, taki pracownik ma niższą zdolność kredytową.
Dobre strony umowy na czas określony
Pracownik ma krótszy, zazwyczaj dwutygodniowy okres wypowiedzenia. Oznacza to, że jest elastyczny i w zasadzie w każdej chwili może zmienić pracę na lepszą. Jest to idealna sytuacja dla młodych i mobilnych ludzi. Dobra oferta pracy nie czeka długo na chętnego do jej podjęcia. Mając krótki okres wypowiedzenia, potencjalny kolejny pracodawca może to uwzględnić i poczekać kilka dni na nowego pracownika do momentu aż zakończy pracę w poprzedniej firmie. Wysoka elastyczność umów terminowych ma jeszcze inną zaletę. Są tańsze dla pracodawcy, który nie musi zabezpieczać środków na ewentualne wypowiedzenie.
Kwestie kredytowe, bezpieczeństwa finansowego pracownika i gwarancji zatrudnienia nie są problemem przedsiębiorców. To indywidualne sprawy człowieka i każdy rozsądny Polak powinien wiedzieć, że jeżeli sam nie zadba o siebie, to nikt tego nie zrobi za niego. Dużo się pisze o społecznej odpowiedzialności biznesu. Jednak w praktyce powinno to oznaczać, że praca jest dobrze płatna i nie „wiąże pracownikowi rąk”. Z tym pierwszym wciąż mamy problem, ale to najprawdopodobniej tylko kwestia czasu.
W Polsce wciąż panuje przeświadczenie, że należy pracować w jednej firmie aż do śmierci. Tyle się mówi o mobilności, rozwoju osobistym, inwestycjach w kapitał ludzki. Bez elastycznych umów to wszystko to tylko kolejne puste hasła zdobiące socjalistyczną gospodarczą maszynę, która na razie tylko skrzypi.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl






























































