REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Marine Le Pen idzie po Pałac Elizejski. Problem z wymiarem sprawiedliwości może jej w tym przeszkodzić

2026-07-19 09:34
publikacja
2026-07-19 09:34
Dodaj Bankier.pl w Google

Liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen ogłosiła we wtorek 7 lipca start w wyborach prezydenckich, zaplanowanych we Francji na 2027 r. Jednak sprawa dotycząca defraudacji środków unijnych, w której jest oskarżona, może wciąż zaważyć na jej drodze do Pałacu Elizejskiego.

Marine Le Pen idzie po Pałac Elizejski. Problem z wymiarem sprawiedliwości może jej w tym przeszkodzić
Marine Le Pen idzie po Pałac Elizejski. Problem z wymiarem sprawiedliwości może jej w tym przeszkodzić
fot. Lafargue Raphael/ABACA / /  Abaca Press

Sprawa Le Pen jest na tyle skomplikowana, że jej interpretacja wzbudziła wiele kontrowersji we francuskim środowisku prawniczym. Zawiłe i dyskusyjne kwestie prawne komplikuje polityczny wymiar postępowania i jego bezprecedensowy charakter.

To „sytuacja absolutnie wyjątkowa w historii V Republiki” – tymi słowami deklarację Le Pen o starcie w wyborach opisał Paul Laubacher, dziennikarz konserwatywnej gazety „Le Figaro”, który od lat śledzi polityczne aspiracje jej rodziny.

Le Pen zdecydowała się na start wbrew powszechnym oczekiwaniom. Pierwsza tura wyborów zaplanowana jest na 18 kwietnia, a druga na 2 maja 2027 roku.

Le Pen ogłasza start mimo wyroku

Kilka godzin przed ogłoszeniem startu w wyborach Le Pen siedziała na ławie Paryskiego Sądu Apelacyjnego i wysłuchiwała wyroku w sprawie dotyczącej zatrudniania przez europosłów jej partii asystentów w Parlamencie Europejskim. Sąd podtrzymał wyrok pierwszej instancji i uznał Le Pen za winną sprzeniewierzenia funduszy publicznych, skazując ją na trzy lata więzienia w zawieszeniu i rok bezwarunkowego pozbawienia wolności w formie dozoru elektronicznego (poprzez noszenie bransoletki elektronicznej), 100 tys. euro grzywny, a także 45 miesięcy zakazu ubiegania się o stanowiska publiczne, z czego 30 w zawieszeniu.

Wakacje na giełdzie

Sąd pierwszej instancji skazał 31 marca 2025 roku Le Pen na 60 miesięcy takiego zakazu, nakazując jego natychmiastowe wykonanie. Sąd apelacyjny oprócz zmniejszenia wymiaru tej kary zaliczył już Le Pen 15 minionych miesięcy na jej poczet. Dlatego według wyroku drugiej instancji polityczka odzyskała prawo do ubiegania się o stanowiska publiczne, w tym o urząd prezydenta Francji.

Liderka skrajnej prawicy, wychodząc z gmachu sądu apelacyjnego nie skomentowała wyroku i udała się prosto do siedziby swojego ugrupowania, gdzie w gronie najbliższych doradców planowała następny ruch. Tego samego dnia w telewizji TF1 ogłosiła, że wystartuje w wyborach prezydenckich. Oznajmiła również, że zaskarża sprawę do Sądu Kasacyjnego, dlatego - jej zdaniem - wyrok sądu drugiej instancji nie obowiązuje i jest niewinna.

Kasacja i spór o skutki wyroku

Interpretacja sytuacji prawnej Le Pen po złożeniu wniosku o kasację wzbudziła sprzeczne komentarze wśród francuskich prawników.

Znany sędzia Eric Halphen na antenie radia France Culture ocenił, że Le Pen wciąż obowiązuje pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne wydany w pierwszej instancji, powołując się na jego zdaniem podobne orzeczenie Sądu Kasacyjnego przypadek z 1993 roku.

Prokurator przy francuskim Sądzie Kasacyjnym Remy Heitz powiedział, że dopóki ten sąd nie zajął stanowiska, Le Pen nie jest ostatecznie skazana i obowiązuje ją domniemanie niewinności. Kasacja zawiesza wykonanie wyroku także sądu niższej instancji - dodał w rozmowie z radiem France Inter.

Kluczowa może być decyzja Rady Konstytucyjnej

Kierownik Centrum Prawa Francuskiego WPiA UW Cezary Węgliński skomentował, że debata wokół interpretacji przepisów postępowania karnego w tym przypadku jest ciekawa i nieoczywista, ale nie najistotniejsza. - Kluczowe jest to, że postępowanie karne jest czymś odrębnym wobec prawa wyborczego, a więc te przepisy postępowania karnego nie będą prawdopodobnie miały ostatecznie wpływu na to, czy Le Pen zostanie dopuszczona do wyborów przez odpowiedni organ wyborczy czy nie. To tutaj pojawia się problem - podkreślił Węgliński w rozmowie z PAP.

W wypadku wyborów prezydenckich we Francji tym organem jest Rada Konstytucyjna, której członkowie mianowani są przez prezydenta i przewodniczących Senatu oraz Zgromadzenia Narodowego, co jak tłumaczy Węgliński, sprawia, że sytuuje się ona na pograniczu organu politycznego i władzy sądowniczej.

Ryzykowna strategia liderki RN

„Le Figaro” zauważył, że Le Pen decydując się na start i odwołując się do Sądu Kasacyjnego, który ocenia wyłącznie prawidłowe zastosowanie prawa przez sąd drugiej instancji, wysoko licytuje. Jeśli Sąd Kasacyjny oddali skargę, to Le Pen będzie zmuszona nosić bransoletkę elektroniczną. Jednak będzie mogła kandydować, ale już wtedy jako osoba prawomocnie skazana w aferze o charakterze korupcyjnym.

Jean-Yves Camus, jeden z najbardziej szanowanych ekspertów zajmujących się skrajną prawicą we Francji, przyznał w rozmowie z PAP, że Le Pen zagrała ryzykownie. Jednak zaznaczył, że był to racjonalny wybór zarówno z perspektywy politycznej, jak i prawnej. Sąd Kasacyjny już zapowiedział, że zrobi wszystko, aby podjąć decyzję w sprawie Le Pen przed pierwszą turą wyborów. Zdaniem eksperta szansa, że tak się stanie jest mała. Camus dodał, że prawnicy Le Pen zapewne będą starali się wnieść jak największą liczbę wniosków do rozpatrzenia w kasacji, aby oddalić w czasie decyzję sądu.

Węgliński ocenił, że sędziowie sądu apelacyjnego musieli mieć świadomość niejasności przepisów i zaoferowali Le Pen możliwość przyjęcia decyzji pozwalającej na bezpieczny start w wyborach, która oznaczałaby jednak, że parlamentarzystka zgadza się z treścią orzeczenia, co było trudne do przyjęcia z politycznego punktu widzenia.

Naukowiec zwrócił także uwagę na polityczny wymiar orzeczeń francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Według Węglińskiego dyskusje wokół roli sądów we Francji „zaczynają przypominać to, co było punktem wyjścia kryzysu praworządności w Polsce” - sądy są oskarżane o to, że przekraczają swoje uprawnienia, podejmując decyzje, które zdaniem niektórych powinny być rozstrzygane na poziomie politycznym, przez prawodawcę.

- Wydaje się, że najbezpieczniej z punktu widzenia Marine Le Pen – jeżeli chce rzeczywiście wystartować w wyborach - byłoby po prostu nie wnosić kasacji. W przeciwnym wypadku, jej sytuacja będzie bardzo niepewna - ocenił rozmówca PAP. Wyjaśnił, że nie sposób przewidzieć dalszego toku tej sprawy, ponieważ z przekonaniem graniczącym z pewnością można zakładać, że ostateczna decyzja o starcie Le Pen w wyborach będzie należeć do Rady Konstytucyjnej.

Czy Rada dopuści Le Pen do wyborów?

Także Camus podkreślił decydującą rolę tego organu, jednak w jego opinii, Rada nie będzie mogła zabronić startu Le Pen, bo zbytnio naraziłaby się wyborcom, którzy odebraliby ten werdykt jako czysto polityczny. - Zupełnie nie wyobrażam sobie, by Rada Konstytucyjna nie dopuściła Marine Le Pen do startu w wyborach, ponieważ byłaby to decyzja o wyraźnie politycznym charakterze. Choćby dlatego, że przewodniczący Rady Konstytucyjnej został nominowany przez Emmanuela Macrona i był ministrem (w rządzie wywodzącym się z obozu prezydenckiego) - wyjaśnił.

Węgliński był ostrożniejszy i zaznaczył, że zakazanie Le Pen startu przez organ wyborczy jest dosyć mało prawdopodobne, ale nie można mieć co do tego pewności, ponieważ Rada Konstytucyjna nie rozpatrywała wcześniej analogicznej sprawy. - Wiemy jedynie, że dotychczas w sytuacji orzeczenia kary pozbawienia praw wyborczych w przypadku parlamentarzystów Rada wymagała orzeczenia prawomocnego - uzupełnił. We Francji orzeczenie jest prawomocne, gdy nie złożono od niego kasacji lub gdy została ona już rozpoznana.

Antoni Wiśniewski-Mischal (PAP)

awm/ adj/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (15)

dodaj komentarz
eglantyna
Tiaa... taki poziom pitolenia, typowy zresztą dla korwiniaków pospolitych, jest poniżej pasa.

"Garstka mieszczan zbuntowała się bo chcieli tych samych przywilejów co szlachta"

We Francji panował głód!
Lud chciał, żeby panowie płacili podatki!
Panowie mieli gdzieś, że we Francji panuje głód!
Panowie
Tiaa... taki poziom pitolenia, typowy zresztą dla korwiniaków pospolitych, jest poniżej pasa.

"Garstka mieszczan zbuntowała się bo chcieli tych samych przywilejów co szlachta"

We Francji panował głód!
Lud chciał, żeby panowie płacili podatki!
Panowie mieli gdzieś, że we Francji panuje głód!
Panowie razem z klerem nie płacili podatków i zrozumieli, o co kaman, dopiero jak ruszyła gilotyna!
Lud miał rację - każdy musi płacić podatki - nawet ty z ozjaszem się zgodzisz!
Lud miał rację - głód w kraju rolniczym to nienormalność - nawet ty z ozjaszem się zgodzisz!

Zacznij czytać, zamiast kreować rzeczywistość z czapy!



samsza
Przegra jak faworyt Trzaskowski, ludzie przegranych nie chcą.
daniel_1
o kurcze...
skrajnie prawicowa..

dobrze, że nie jest skrajnie lewicowa....
trpaslik
Założenie trójpodziału władzy zakładało, że 3 ciała będą funkcjonowały niezależnie od siebie. Ale niestety władza sądownicza jest zakładnikiem układów, układzików wyprodukowanych przez skostniałe struktury tworzące władzę wykonawczą i ustawodawczą. I tutaj rodzi się problem, wszelkie próby oderwania starych elit od władzy stają się Założenie trójpodziału władzy zakładało, że 3 ciała będą funkcjonowały niezależnie od siebie. Ale niestety władza sądownicza jest zakładnikiem układów, układzików wyprodukowanych przez skostniałe struktury tworzące władzę wykonawczą i ustawodawczą. I tutaj rodzi się problem, wszelkie próby oderwania starych elit od władzy stają się zagrożeniem dla obrosłej w tłuszczyk władzy sądowniczej. No i panowie i panie idą ramię w ramię, żeby nic za bardzo się nie zmieniło, bo jest dobrze.
pawellstolarczyk
"Jeśli Sąd Kasacyjny oddali skargę, to Le Pen będzie zmuszona nosić bransoletkę elektroniczną" W Polsce, to to by jej pomogło. Tysiące ludzi, setki tysięcy, zaczęłyby demonstracyjnie nosić takie bransoletki (to znaczy podróbki, bez elektroniki). Oczywiście nie na stałe, tylko na wiecach, demonstracjach itp.
pozhoga
Demokratura. I jeszcze ta Rada Konstytucyjna z politycznych nominatów - może minister Barszczyk się wypowie?
trpaslik
Co to jest demokracja? Nikt nie wie. Zarówno we Francji jak i w Wielkiej Brytanii w wyborach obowiązują jednomandatowe okręgi wyborcze. Gdyby ordynacja we Francji była taka jak w Wielkiej Brytanii, w 2025 roku Front Narodowy zyskałby większość w Paramencie, w pierwszej turze miał ponad 50% głosów. Z drugiej strony w Wielkiej Brytanii Co to jest demokracja? Nikt nie wie. Zarówno we Francji jak i w Wielkiej Brytanii w wyborach obowiązują jednomandatowe okręgi wyborcze. Gdyby ordynacja we Francji była taka jak w Wielkiej Brytanii, w 2025 roku Front Narodowy zyskałby większość w Paramencie, w pierwszej turze miał ponad 50% głosów. Z drugiej strony w Wielkiej Brytanii Partia Pracy zdobyła 30% głosów i zyskała większość w Izbie Gmin.
irekd35
Już ci wyjaśniam co to jest "demokracja" w pojęciu "europejskim": ustrój nie mający nic wspólnego z demokracją jaką wymyślili Grecy, - i którą przejęli Rzymianie. To jest taki ustrój, w którym 2 bezrobotnych żuli spod biedry jest 2x większym i ważniejszym "elektoratem" niż 1 facio po studiach zasuwający Już ci wyjaśniam co to jest "demokracja" w pojęciu "europejskim": ustrój nie mający nic wspólnego z demokracją jaką wymyślili Grecy, - i którą przejęli Rzymianie. To jest taki ustrój, w którym 2 bezrobotnych żuli spod biedry jest 2x większym i ważniejszym "elektoratem" niż 1 facio po studiach zasuwający po 15h/dobę żeby utrzymać firmę 1 osobową...
eglantyna odpowiada irekd35
Powtarzarz korwinowskie bzdety i nawet się nie zastanowisz, czy mają sens.

Uważasz, że gdyby głosowali sami profesorowie, to byłaby większa demokracja? Garstka profesorów to jeszcze lepsza gratka dla korumpujących kant-pitalistów niż tysiące żuli.

A może być chciał jak w 18-wiecznej Francji - że kler i arystokracja
Powtarzarz korwinowskie bzdety i nawet się nie zastanowisz, czy mają sens.

Uważasz, że gdyby głosowali sami profesorowie, to byłaby większa demokracja? Garstka profesorów to jeszcze lepsza gratka dla korumpujących kant-pitalistów niż tysiące żuli.

A może być chciał jak w 18-wiecznej Francji - że kler i arystokracja mają po tyle samo głosów, co sam naród? Który to naród pogonił 2/3 demokracji w evencie zwanym Rewolucją Francuską.
No taaa, masoni, komuniści, terror, konfiskata prywaciarskiego majątku - tylko że to kler i arystokracja rządzący do spółki z królem doprowadziły do głodu we Francji. Nie lud, który w praktyce nie miał nic do powiedzenia.

Demokracja jest kantem, ale nie dlatego, że ludzie ciemni głosują (według twojego miszcza od bierek i makao) tylko dlatego, że kampanie finansuje kapitał, a tem ma narodowość i własne prywaciarskie interesy.
Jak w przedwojennych Niemczech - kapitaliści sfinansowali NDSAP, wiece i kampanię wyborczą Hitlera, zrobili go kanclerzem, bo obiecał im wolność od socjalizmu i związków zawodowych, darmową jednorazową siłę roboczą ze Wschodu oraz kokosy z podboju świata. A co Hitler bajał na wiecach, to było bez znaczenia.
gutierrez77 odpowiada eglantyna
Skoro demokracja jest kantem mistrz od makao pewnie ma rację że jest to chory ustrój. Najpierw narzekasz, później potwierdzasz jego słowa. Może to jednak twój idol?

Powiązane: Francja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki