Wpływ na odrobinę wyższy deficyt przede wszystkim ma brak inflacji. Bez "podatku inflacyjnego" budżet realnie traci. Druga sprawa to zmniejszone od prognozowanych wpływy podatkowe z VAT-u m.in. w paliwach oraz akcyzy zawartej w wyrobach alkoholowych i tytoniowych. Na koniec pozostają nieprzewidziane, ale kosztowne wydatki np. ratowanie nierentownych kopalń, które rozpoczęło się jeszcze w 2014 roku.


To wszystko sprawia, że zdjęcie z Polski Procedury nadmiernego deficytu oddala się. To zła wiadomość, bo wprowadza na nas pewne prawne ograniczenia w dysponowaniu środkami publicznymi, a także niekorzystnie wpływa na wycenę obligacji państwowych - obsługa długu drożeje. Naturalnie w UE nikt specjalnie nie przejmują się procedurą nadmiernego deficytu pod warunkiem, że należy do grona bogatych państw UE.
My niestety do niego nie należymy, dlatego musimy dbać o pozory. 3,6% to nie jest tragiczny wynik, ale naprawdę szkoda, że pomimo ciągłego przekonywania o zaciskaniu pasa np. poprzez zamrożenie płac w administracji, wciąż nie udaje nam się uszczelnić systemu na tyle, by środki publiczne wydawać efektywniej.





























































