Dokładnie dziesięć lat temu na GPW zadebiutowały papiery PGNiG. Kto skusił się na akcje w publicznej ofercie, swojej decyzji na pewno nie żałował. Warto jednak przypomnieć, że sam debiut wywołał prawdziwą polityczną burzę.


O częściowej prywatyzacji PGNiG dyskutowano jeszcze w latach 90., zawsze jednak na drodze do giełdowego debiutu stawała jakaś przeszkoda. W końcu 23 września 2005 roku, po wielokrotnym przesuwaniu terminu, spółka pojawiła się przy Książęcej. Na inwestorów indywidualnych oraz instytucjonalnych czekało 900 mln nowych akcji. Skarb Państwa nie pozbywał się więc papierów, a dokapitalizowywał spółkę, która potrzebowała środków na inwestycje. PGNiG z rynku zgarnęło 2,7 mld zł.
Oczekiwania analityków były ogromne, przewidywali oni wzrosty na debiucie o 10, nawet 20 procent. Optymistom nie przeszkadzał nawet fakt, że w II kwartale 2005 roku spółka zanotowała stratę netto. To, co wydarzyło się 23 września 2005 roku przerosło, jednak najbardziej optymistyczne założenia. PGNiG zadebiutowało po 4 zł. Osoby, które kupiły akcje w IPO po 2,89 zł, zarobiły więc blisko 35%.
Zobacz także
- Nikt takiego wysokiego otwarcia nie przewidywał; teraz spodziewam się realizacji zysków. Kurs dzisiaj raczej do poziomu 4 zł nie powinien wrócić - komentował podczas pierwszej sesji Tomasz Nowak z DM Millennium. I miał rację, PGNiG dzień zamknęło na poziomie 3,81 zł. Zysk jednak nadal był pokaźny.
Debiut tuż przed wyborami
Podczas gdy inwestorzy liczyli zyski, scena polityczna wrzała. Jeszcze przed debiutem zastrzeżenia dotyczące częściowej prywatyzacji PGNiG przedstawiała opozycja. Platforma Obywatelska, poprzez list Donalda Tuska do premiera Marka Belki, krytykowała wydzielenie infrastruktury do spółki PGNiG Przesył, obawiając się podwyżki taryf gazowych. Zarzucała, że PGNiG jako spółka publiczna będzie miała gorszą pozycję w negocjacjach.

Platformie wtórowało Prawo i Sprawiedliwość. Jarosław Kaczyński, który także wystosował list do premiera Belki, obawiał się m.in. tego, że akcje PGNiG może skupić Gazprom, co uderzy w bezpieczeństwo energetyczne Polski.
Burzę wywoływała także data samego debiutu, 23 września był bowiem przedwyborczym piątkiem. Dwa dni później, w niedzielę 25 września, Polacy mieli iść do urn i wybrać posłów oraz senatorów V kadencji. Według PiS-u mogło się to negatywnie odbić na wycenie spółki. - Mogą wycofać się poważne instytucje finansowe, a w ich miejsce wejść spekulacyjne. Wystawianie PGNiG na giełdę przed wyborami jest działaniem na szkodę spółki, nikt rozsądny czegoś takiego nie robi" - mówił wówczas na łamach "Parkietu" jeden z liderów Prawa i Sprawiedliwości, Kazimierz Marcinkiewicz.
"To skandal, odkupimy akcje"
Słowa przerodziły się w czyny tuż po wyborach, 25 września 2005 roku Polacy postanowili bowiem podziękować SLD i wybrali PiS. Dwa miesiące po wyborach PGNiG nie miało już prezesa, Marek Kossowski złożył rezygnację. Odwołanie Kossowskiego PiS zapowiadało jeszcze przed wyborami, zarzucając mu niewłaściwe przygotowanie oferty publicznej spółki. Kazimierz Marcinkiewicz zapytany przed wyborami o termin zmian w zarządzie PGNiG odpowiedział: "pierwszy dzień po wyborach".
W tym samym czasie Rada Nadzorcza zawiesiła dwóch wiceprezesów. Był to początek telenoweli pt. "wybór prezesa PGNiG". Serię unieważnianych konkursów i rezygnujących oraz odwoływanych zwycięzców przerwał dopiero wybór Krzysztofa Głogowskiego. Potrzebowano do tego roku i aż pięciu prób.
Rynek najbardziej rozgrzewały jednak plany nowych władz dotyczące akcji PGNiG. Nowy minister Skarbu Państwa Andrzej Mikosz stwierdził wprost, że wrześniowa oferta publiczna PGNiG „była i błędem, i skandalem”. Rozważał on jednocześnie możliwość... odwrócenia oferty publicznej, czyli odkupienia akcji od inwestorów. - Nie po to siedziałem tak długo na rynku finansowym, żeby nie potrafić sfinansować tego typu transakcji – powiedział Mikosz w wywiadzie dla Radia Zet, odpowiadając na pytanie, skąd weźmie pieniądze na ten cel.
Minister powiedział także, że akcjonariusze mogą występować o odszkodowanie wobec zarządu PGNiG. W prospekcie w sekcji ryzyka nie umieszczono bowiem m.in. informacji o tym, że przed debiutem giełdowym PiS zapowiadało dążenie do nacjonalizacji części majątku spółki po to, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju
Typowa "dojna krowa"
Ostatecznie spółka pozostała na giełdzie, cała polityczna burza odbiła się jednak na jej notowaniach. PGNIG w kolejnych tygodniach po debiucie zaczęło tracić i powyżej poziomu 4 zł powróciło dopiero w maju 2006 roku. Co jednak istotne, spółka nigdy nie zamknęła sesji poniżej poziomu z oferty - 2,98 zł, tak więc inwestorzy, którzy uczestniczyli w IPO, cały czas byli na plusie. Bariera ta stanowi wsparcie aż po dziś dzień. Najbliżej jej przebicia było podczas krachu 2008 roku, kiedy to po upadku Lehman Brohers akcje PGNiG zanotowały cztery sesje, podczas których ich cena momentami spadała poniżej 3 zł.
Powtórka tej sytuacji nastąpi najprawdopodobniej nieprędko. Obecnie jedna akcja PGNiG jest wyceniana na ponad 6,5 zł. Cała spółka jest warta niemal 40 mld zł, co czyni ją drugą największą - po Pekao - spółką uznającą warszawską GPW za rynek rodzimy.
| Tak zyskiem dzieliło się PGNiG | |||
|---|---|---|---|
| Data | Dywidenda na akcję [w zł] | Wielkość dywidendy [w mln zł] | Stopa dywidendy |
| 2006-07-25 | 0,15 | 885,00 | 4,23% |
| 2007-07-25 | 0,17 | 1003,00 | 3,29% |
| 2008-07-23 | 0,19 | 1121,00 | 5,46% |
| 2009-08-24 | 0,09 | 531,00 | 2,07% |
| 2010-07-23 | 0,08 | 472,00 | 2,23% |
| 2011-07-18 | 0,12 | 708,00 | 2,68% |
| 2013-07-17 | 0,13 | 767,00 | 2,08% |
| 2014-08-12 | 0,15 | 885,00 | 3,06% |
| 2015-07-14 | 0,2 | 1180,00 | 3,02% |
| Źródło: Notoria StockGround | |||
Same tylko papiery są obecnie o 127% droższe niż podczas oferty publicznej. Inwestorzy zarabiali jednak także na dywidendzie, spółka wypłaciła bowiem w swojej giełdowej historii aż 7,5 mld zł ze swoich zysków. Na każdą akcję skapnęło więc kolejne 1,28 zł, co winduje stopę zwrotu do poziomu 170%. Systematyczne - pomijając małą przerwę w 2011 roku - wypłacanie dywidend, wielkość kapitałów oraz pozycja na polskim rynku sprawia, że obecnie PGNiG jest typowym przykładem "dojnej krowy". Ci, którzy kupili akcje w 2005 roku, z pewnością swojej decyzji nie żałują.
Pytanie, czy spółka będzie potrafiła utrzymać tempo w kolejnych latach. Analitycy nie mają wątpliwości, po tegorocznym rajdzie spółka jest wygrzana do granic możliwości. Ostatnie trzy rekomendacje radzą "sprzedaj", przewidując spadek PGNiG poniżej poziomu 6 zł. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że swoje dziesiąte giełdowe urodziny spółka świętuje w okolicach historycznych maksimów, które przez najbliższe lata ciężko będzie poprawić.































































